Quasimodo i Dzień Przetwórcy

Quasimodo z ekranizacji powieści Victora Hugo, ówczesny temat tabu
Quasimodo z ekranizacji powieści Victora Hugo, ówczesny temat tabu

Maj minął nie wiedzieć kiedy? Podobnie jest z kwartałem. Pisałem już o tym, że czas jakoś dziwnie galopuje. Czy to kwestia naszych czasów? A może mojego wieku? Czym innym jest rok dla sześciolatka [jedną szóstą życia], a czym innym dla trzydziestolatka i sześćdziesięciolatka. Dziś mija Dzień Dziecka. Ileż tych dni szczególnych! Dzień Dziecka, Dzień Dziadka, Dzień Babci, Dzień Ochrony Zdrowia, Dzień Matki, Dzień Kobiet, Dzień Kotów, Strażaka, Hutnika, Metalowca, Dzień Bez Papierosa, Bez Samochodu, a nawet Dzień Ziemi! Ten dzień rozczula mnie najbardziej. Robi na mnie nawet większe wrażenia niż dzień kosmosu, albo dzień przetwórstwa mięsnego.

obraz Gustava Curbet, tabu skrywane w seksistowskim świecie
obraz Gustava Curbet, tabu skrywane w seksistowskim świecie

Dodajmy do tego święta kościelne i państwowe. To stara tradycja oddzielić sacrum od profanum, dzień święty od powszedniego, nadać sens codzienności poprzez wyraźną granicę pomiędzy zwykłym, szarym, biednym, zhierarchizowanym a niedostępnym, cudownym, boskim. Dopiero ta granica, wyraźne rozróżnienie pozwalało nie zbłądzić prostaczkom, odnaleźć nadzieję i sens, ład i porządek w często biednej, niesprawiedliwej, nieprzewidywalnej codzienności. Sakralność święta pozwalała zdefiniować jedną z rozlicznych funkcji świętowania – kontakt z bóstwem, błogosławieństwo, odpuszczenie grzechów, zawieszenie norm, chwilową ulgę i dostatek. Co więcej – święto oznaczało boską metaforę, lecz również zgodę na zabawę, ucztę, radość, obfitość dla maluczkich. W średniowieczu paryskie juwenalia zawieszały prawo i obyczaj, a wśród żebraków i studentów wybierano papieża i króla. Nawet w kościołach odbywały się zabawy a nawet orgie. Święto zawieszało tradycyjne normy. Miejsce święte, kościół było azylem i niekiedy nawet respektowano zakaz naruszania przestrzeni świętej, przynajmniej w obrębie tej samej religii. Ową świąteczną ekstazę w masowej wyobraźni najdobitniej oddał wybitny XIX wieczny pisarz Victor Hugo w swojej powieści [wielokrotnie ekranizowanej] Katedra Marii Panny w Paryżu. Sugestywna aczkolwiek uładzona wizja. Dobry, choć oszpecony Quasimodo ucieleśnia tabu i azyl, sacrum i profanum ukryte przed oczami tłumu.

erotyczne fascynacje Curbeta, pytanie o granice sztuki
erotyczne fascynacje Curbeta, wciąż wraca pytanie o granice sztuki, o przełamywanie tabu

Owe dni specjalne, dni świąteczne związane są bardzo silnie z przestrzenią tabu. Z obszarem, którego nie wolno dotykać, naruszać, ba nawet na niego spoglądać. Do dziś carskie wrota w cerkwi może przekroczyć tylko pop lub car [król]. Ikon nie wolno dotykać, a nawet niekiedy oglądać, lecz należy je całować. Są bowiem wrotami, przesmykami do nieba. W islamie natomiast nie wolno tworzyć żadnych wizerunków boskiego stworzenia. Sacrum tworzy tabu, a następnie tabu jest omijane, obchodzone, negocjowane i wreszcie brutalnie naruszane. Owa brutalność jest czasem dosłowna a niekiedy staje się domeną sztuki. W XIX  wieku takim obrazoburcą był na przykład  Gustav Curbet, którego akty szokująco odsłaniały intymność kobiety. W owej seksistowskiej dobie kolekcjonerzy ukrywali akty Cuberta zarówno ekscytując się ich dosłownością i naturalizmem jak i naruszeniem tabu. Dziś wydaje nam się, że chyba wszystkie tabu zostały naruszone, lecz to tylko pozór – tworzymy nowe, ciemne, niedotykalne obszary. Nie wolno o nich mówić, pisać, interpretować ich znaczenia. W sposób niemal magiczny, zaczarowany wszyscy milczą. Autocenzura. Z Cannes wyrzucono Larsa von Triera, choć przecież od lat szokował, a jego filmy zdobywały sławę epatując skrajnościami, scenami sadomasochistycznymi, wskazując granice człowieczeństwa lub braku człowieczeństwa. Czyżby faszystowskie brednie wygłaszane przez reżysera okazały się przekroczeniem tabu, naruszeniem dobrego smaku? W zeszłym roku w Ottawie w Muzeum Narodowym widziałem wystawę wielkich bilboardowych zdjęć pornograficznych Jeffa Koonsa oraz włoskiej prostytutki Cicioliny. W narodowym muzeum Kanady!  Na wystawie wycieczki z dziećmi, a tu penis długi na metr w gigantycznych ustach Cicioliny. Po co? Jaka w tym sztuka? Chyba to był moment, w którym  przestałem rozumieć funkcje sztuki współczesnej?

Jeff Koons i jego fotografie z Cicioliną, wersja ultralihgt
Jeff Koons i jego fotografie z Cicioliną, wersja ultralihgt

Dzień Dziecka się skończył. Politycy masowo udawali swoje zainteresowanie dziećmi i okazywali zaangażowanie w sprawy rodziny i młodego pokolenia. Tymczasem tematem tabu jest proces wymierania dostatnich społeczeństw. Działania prorodzinne to mit, bajki, mydlenie oczu. Jak do tej pory żaden ze starych krajów tego procesu nie powstrzymał. Jedyny sposób jaki zastosowali Brytyjczycy, Niemcy, Holendrzy, a wreszcie także Hiszpanie, Cypryjczycy i kolejne państwa to było zaproszenie emigrantów. Nie w smak to tak zwanym rdzennym, ale cóż począć. Oczywiście emigranci są lepsi i gorsi. Dla nich też przeznaczone są lepsze lub gorsze funkcje w społeczeństwie. Co innego dla Afrykańczyków a co innego dla Polaków. Cywilizacja starej Europy się starzeje, odchodzi w przeszłość. Za 50 lat Europa stanie się islamska? Pewnie tak i narodowe bajki o Sobieskim pod Wiedniem staną się kolejnym tabu.  Tabu stało się chyba jednak bardziej cyniczne niż w średniowieczu, na przykład za Borgiów w Watykanie. Współczesne tabu [zwłaszcza polityczne] udaje, że świętuje Dzień Dziecka i oczywiście Dzień Ziemi.

Quasimodo i Dzień Przetwórcy
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

54 komentarzy

  1. Rozumiem:)Tzn. częściowo rozumiem:)Nie znam projektu ani Marcina.Z N.B. mój kontakt ogranicza się do szkolenia dla superwizorów.W tej grupie są również coachowie,którzy szkolili się poza N.B.W założeniu chodzi o znajomość różnych ścieżek

  2. to ich nowy projekt – obok coachingu, szkoleń powstał osobny byt – właśnie Ataraksja gdzie króluje Marcin Fabjański :)

  3. Skrót N.B. rozszyfrowałam:)) Nie rozumiem pojęcia „ataraksja” w tym kontekście:)))

  4. to była Ataraksja Norman Benett Academy :))))

  5. Faktycznie, jak się robi coś z pasją to wtedy pięknie idzie:))) Ciekawe z tym pisaniem, też gdzieś się u mnie przewijało. Jeszcze np. na studiach pisałam artykuły o psychologii dla ogolnopolskiego pisma dla malolatów „Atak”. I największą atrakcją były cotygodniowe spotkania zespołu redakcyjnego. Odbywały się w knajpie „Na Rozdrożu”, bo atmosfera była niezwykle sprzyjająca:)) Redaktorem naczelnym był Piotr Bratkowski, jego zastępcą Mirek Pęczak, a od muzyki Muniek Staszczyk z TLove. Fantastyczny czas, baaaaardzo duzo się od tych ludzi nauczyłam. Grzecznie co tydzień przyjeżdżałam z Gdańska. Jak się udało to jeszcze wpadałam na zajęcia Mirka na polonistyce i socjologii.

    Tak sobie myślę, że róznorodne doświadczenia to koraliki, które nawlekamy na nitkę życia. I tworzymy indywidualne naszyjniki. A będąc starymi ludźmi przesuwamy te koraliki jak paciorki różańca przyglądajc się swojemu życiu jeszcze raz. Jakaś taka refleksyjjna się zrobiłam:)) To chyba ten upał:))

    Ewelino, co mialaś na myśli pisząc o ataraksji N.B? Z wrażenia aż sprawdziłam w googlowym słownku: ataraksja [gr. ataraksía ‘obojętność’, ‘spokój’], filoz. termin używany przez Demokryta z Abdery, Epikura, przedstawicieli szkoły epikurejskiej i stoickiej, oznaczający szczególny stan duszy osiągany przez mędrca, dzięki któremu panuje on nad namiętnościami i wyzbywa się lęku przed cierpieniem i śmiercią. Znalazłam także np. ataraksję rdzeniowo-móżdżkową. Jakoś tak jednak intuicyjnie czuję, że chodziło Ci o tę pierwszą:)))

  6. a! no i najważniejsze – następny krok to ..Ataraksja N.B. :)))
    co prawda ani Marcin ani Maciek jeszcze o tym moim celu nie wiedzą ale przyjdzie i na to czas :)

  7. ja też nie chcę oglądać :(

    co do doświadczeń zawodowych. Nie ma przypadków. Moja droga była pokrętna ale potrzebna mi. Wyglądała mniej więcej tak (zaczynając od studiów):filologia klasyczna, kolegium j. francuskiego, dziennikarstwo, ekonomia, zarządzanie, coaching, teraz kurs trenerski. Jednocześnie praca – najpierw korporacje teraz organizacje pozarządowe. Moją pasję znalazłam w pisaniu i kreowaniu ćwiczeń coachingowych i szkoleniowych. Wiedza biznesowa, umiejętność coachingu to mój backup. Pasja poznawania i pisania – bezcenne :)
    (Tak jak Ty do reiki tak ja przyciągnęłam sporo osób do ..astrologii:)
    Mimo, że robiłam dużo odmiennych rzeczy to łączy je jedna wspólna cecha – lubiłam to co robiłam :)

  8. Ewelino,
    na szczęście moja psychologia nie wynikala z potrzeby zaimponowania sobie i innym:)) Poszłam na nią, bo nie wiedziała, co ze sobą zrobić. Podejmowalam decyzje o wyborze studiów jako 17-letnie dziewczę ,bo przyjęli mnie do podstawówki w wieku 6 lat:. Uznałam, ze na psychologii poprzyglądam się sobie i zastanowię, co dalej. Najwyrażniej prowadziła mnie intuicja, bo wybór okazał się słuszny. Studia totalnie zafascynowały mnie, odbyłam chyba największą liczbę samodzielnie organizowanych praktyk w historii mojego Instytutu:)) Strasznie byłam pazerna na doświadczenie:)))I Najwyrażniej coś nade mną czuwało, Na jedno miejsce było wtedy 18 kandydatów! Na pewno nie byłam lepsza od pzostałych 17 osób. A jednak na luzie dostałam się. Czytałam książkę Chopry o synchronii, gdzie zastanawia się nad „przypadkami”, które zaprowadziły go na ścieżkę bycia lekarzem. U mnie to jakoś podobnie się odbyło.

    Natomiast w tzw.trójmiejskim środowisku artystycznym ta psychologia wywoływała głebokie zainteresowanie. I na imprezach byłam zamęczana rozmowami o Freudzie, którego uważałam za ramotkę:)))

    Bardzo jestem ciekawa Waszych doswiadczeń związanych z wchodzeniem na określoną drogę, np. zawodową. Czy macie podobne do moich doświadczenia? Ja mam mnóstwo przykładów na działanie tzw. przypadku / a nie ma, oj nie ma przypadków:)))/, który wprowadzał mnie na kolejną, fascynującą ścieżkę rozwoju zawodowego. A także zdarzeń bez mojego aktywnego udziału.Chociażby kontak z Maćkiem. Zakończyłam pewien etap związany z nauką/praktyką coachingu . Pojawiło się potrzeba kolejnego kroku. I pojawił sie projekt dla coachów-superwizorów realizowany prze Macieja i Adama Dębowskiego. A ja dostałam od Adama w prezencie miejsce na tym szkoleniu:)). Nawet o to nie starałam się, bo nie wiedziałam, ze taki projekt istnieje. Samo przyszło:))) Miałam okazję rozszerzyć swoją mapę dotyczącą coachingu, a przede wszystkim poznać niezwykłych ludzi. Część z nich po rozmowach ze mną zajęło się reiki. Wszystko jest po coś i czemuś słuzy:)) Nie ma przypadków. Są tylko niewykorzystane okazje.

    I cały czas sobie myślę, ze jak się dobrze z czymś współgra,gdy to jest własciwa ścieżka to wszystko idzie jak po maśle. I dlatego uważam, ze życie to jednak piękny prezent:))) Nawet jeżeli od czasu do czasu człowiek czuje się beznadziejny:)))

  9. Jeśli ktoś „chce zostać artystą” lub „decyduje”,ze jednak się powstrzyma od bycia artystą, to najprawdopodobniej nic z tego nic z tego nie wyniknie. Artystą, jak i poeta „się bywa”, już Norwid o tym pisał. Znam kilku wysokiej klasy artystów, wystawianych , nagradzanych, to skromni, sympatyczni ludzie—jeden klepie biedę, bo jego sztuka zbyt szokująca, by na salonach wisieć, następny sprzedaje się świetnie na całym świecie, ale jego zycie to już jest niemal zakon, ma ogromną pasję, bardzo szerokie horyzonty i jak niewielu ludzi potrafi słuchać i ma fajne poczucie humoru, następny też wrazliwy, prostolinijny, otwarty, a wszyscy „wpadli” na sztukę, niemal jak na minę, żaden z nich nie „chciał zostać artystą”. Piszę to po to, by trochę urealnić te schematy, że artyści to mają w głowie przewrócone. Znam bardzo wielu artystów i tylko dwóch —z tych wybitnych—zachowuje się nieco ekstrawagancko i gwiazdorzy (oczywiscie nie wymienię tu nazwisk), ale to i wśród nieartystów tak norma przewiduje, więc zmierzam do wniosku: nie róbmy mitów, ani gęby zarozumiałych dziwaków artystom nie róbmy. W znakomitej większości to utalentowani, wrażliwi ludzie, bardzo ciekawe towarzystwo do rozmowy, przebywania z nimi, bo to środowisko na ogół otwarte, lubiące eksperymenty, wspierają akcie charytatywne, Sasnal (wielka gwiazda polskiej sztuki, która swietnie się sprzedaje za euro i dolary) zawsze daje swoje obrazy w licytacje na rzecz chorych dzieci. I to nie dla lansu, bo lans to on bez tego już ma. Pozdrowienia.

  10. no nieźle. Ty – psychologię a ja pewnie mniej więcej w tym samym czasie pogodziwszy się że jednak nie jestem Artystą (takim jakim chciałam być – przez duże A) realizowałąm się jako studentka filologii klasycznej. Poniżej dyskusji o Senece (w oryginale ma się rozumieć) nie schodziłam :)))
    ale i tak to był fajny czas :)

  11. Ewelino,
    ja nie czułam się godna zostania artystką. Natomiast w okresie studenckim snułam się w trójmiejskim środowisku alternatywnej sztuki. I pełna podziwu dla zapełniających je muzyków, malarzy, grafików itp. sama czułam się taka alternatywna:))) A jako studentka psychologii byłam w pełni akceptowana, bo to też był wtedy niezły lans:)))

    Oczywiście w pełni oddaję szacunek wielu dobrym artystom. Dobrym w różnych obszarach. Kiedyś widziałam film z koncertu Dire Straits. I z jednej strony zachwyciła mnie lekkość grania wynikająca z doskonałego warsztatu muzyków, a z drugiej ogromny fun z wykonywania muzyki.

  12. Grerr – mufinki muszą być okrągłe albo w kształcie misia (bo tylko takie foremki mam :))))
    ale most poza nośnością i elementami krytycznymi może być też piękny przeciez :) takie akwadukty na przykład ? albo most w stańczykach ( chyba też akwadukt, nie ?).

    Joanno, też mam wrażenie że część artystów ma się ponad. Może wypierają kasę, rzeczywistość i milion innych rzeczy ? Dla jakiejś cześci wyraz artystyczny to przejaw neurotyczności. Sama kiedyś chciałam być artystą – to było takie „ponad” a ja wóczas czułam się taka beznadziejnie mała nieważna. po kilku latach zaczęłam czuć się ok i parcie na artystę mi przeszło…. chlip chlip :(
    ;)

  13. Ewelino, trzymam Cię za slowo:) A raczej za mufinki:)))

    Moniko
    „W temacie przypomniała mi się sprawa tego “artysty. http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,4671437.html
    Przerażające. I to dopisywanie ideologii do „aktu artystycznego” Część tzw. artystów czuje się ponad resztą społeczeństwa. To jakiś chory mechanizm

  14. a moze przy pomocy mufinek przelamac jakies tabu? i mufinke zrobic w postaci orla lub bialo-czerwona i zjesc rytualnie, sztuka, performance, wyjscie ze schematow…. takie glupie zarty mnie sie trzymaja ostatnio, z upalu a moze z powodu ogorkow z lubeckiej restauracji… inzynier srodladowy mysli tak: most to musi byc most, ma nosnosc, punkty oparcia, elementy krytyczne, strukture materialu…a sztuka i te rozne performance…za trudne, jeszcze w upal

  15. mówisz i masz ))

  16. Ja się nie znam na sztuce pieczenia mufinek.Natomiast świetnie znam się na sztuce ich jedzenia:)))
    Ewelino,czeka nas bezowy tort z truskawkami,na który się umawiałyśmy.To ja jeszcze ładnie proszę-dorzuć kilka mufinek dla mnie:)))

  17. Grerr,
    moi chłopcy z zawodówki są prawie jak rodzina, nawet lepiej bo co trzy lata mam wymianę, więc się nie przywiązuję do nich, jak do rodziny. Na lekcjach, jak jest ciekawie, to wszystko przejdzie, byle była „akcja”, tempo, suspens, zaskoczenie, urozmaicenie z mojej strony, i z ich także. Wymieniamy się–ja im przynoszę „Ghost doga” do oglądania, oni mi „American pie”, ja im fotki z hapenningów albo fragmenty książek Bennewicza (historia pobytu u zakonników, wylądowanie w dziurze i odkrycie skarbu czaszek zawsze wysłuchują w kompletnej ciszy) bądz Declerca o kloszardach, oni mi zaufanie, życzliwość, przyjacielskość , itd, etc. Mają po siedemnaście lat, z mojego punktu widzenia (mam znacznie więcej lat) to nie kolesie z zawodówki, to młode Himalaje :) Pozdrowienia dla „prostego inzyniera” :)

  18. grerr – pewnie wiesz co to mufinki bo jeśli lubisz słodkie to je jadłeś. Tyle że pod nazwą babeczki z lukrem albo jakoś tak :)
    ja jestem ze śląska a tam babeczki to zupełnie inny wypiek stąd mufinki mi weszły w słownictwo :)

  19. no coz nie wiem co to mufinki? to moze oznaczac, ze nie wiem czegos waznego i nie znam sie na sztuce…pieczenia mufinkow; nauczycielki sa raczej „wazne” a niektore jak zoska – odwazne; startowac do kolesi z zawodowki z czarnym kwadratem konceptualisty radzieckiego, mocne…w mojej zawodowce to by nie przeszlo
    na poczatku XX wieku te kwadraty i inne packi i plamy robily wrazenie, bo to czasy rewolucji, ale teraz…lady Gaga ubrana w mieso, slabo i to raczej bardzo slabo, moge takich pomyslow podsunac ze sto, a jestem prosty inzynier

  20. Ewelino, dziękuję za wsparcie:)))

    To jednak niesamowite, jak działają procesy rozwojowe. Trzy miesiące temu poprosiłam Maćka o przepracowanie ze mną mojego stosunku do agresywnych zachowań u kobiet. Po superwizji miałam poczucie, ze wszystko pięknie mi się podomykało. A potem się zaczęło:))) Co jakis czas potykam się o kogos, kogo spostrzegam właśnie w takich kategoriach. I gdy juz sobie poukładam z tą konkretną osobą, to pojawia się kolejna. Dużo dla mnie trudniejsza:) Świat mówi-zapraszam na kolejny level gry:))) A praktykowanie reiki jeszcze to wzmacnia. Pojawiają się zintensyfikowane sytuacje do przerobienia. A to czasem takie trudne:( Jakis czas temu pojawiła się w moim otoczeniu zawodowym kobieta, która reaguje czasem atakiem słownym wobec mnie i innych. Posiedziałam troche sama ze soba, poprzygladałam się. I juz inaczej na nią reagiję.Rozumiem, że przyczyną jej zachowań jest lęk. Natomiast od długiego czasu otaczały mnie osoby, z którymi harmonijnie mi się współpracowało. Rozmawiałam z koleżanką, dlaczego w takim razie ktoś taki się pojawił. I koleżanka powiedziała, ze gdyby cały czas było tak fajnie to bym się nie rozwijała. No tak, święta prawda:)) Ale czasem chętnie bym od tego rozwoju odpoczęła:))) Idę więc ze znajomymi na boule do parku.
    Pozdrawiam wszystkich:))

  21. jeszcze jedno. jeżeli chodzi o święta, uważam że w święto Pracy powinno się pracować i to na „maksa” bo tak jedynie możemy oddać hołd PRACY.

  22. ciekawa myśl przyszła mi w sprawie samego słowa „sztuka”. Ma wiele znaczeń = jest jedna sztuka (czegoś), jest SZTUKA (jako coś artystycznego), jest też sztuka (jako umiejętność (np sztuka walki). jest też sztuczka a wielkich rozmiarów sztuczka staje się Sztuką a może odwrotnie mała niskich rozmiarów SZTuka to tylko sztuczka. Następnym słowem który kojarzę to słowo „sztuczny”. może to w jakiś sposób tłumaczy nas stosunek do SZtuki.
    Jeżeli chodzi o tabu to czasami wydaje mi się że ktoś pod tabu (niby sekretem ) skrywa prymitywną fikcję.

  23. Poza tym Joanno, nie jestem żadną „kobiecą agresją”, jestem szczupłą brunetką o marzycielskim wyglądzie i zielonych oczach , uczniowie mnie uwielbiają, nawet moi byli mężowie przyjażnią się ze mną. Nie jestem święta, ale do pioruna nie jestem „kobiecą agresją”, czuję sie po takim tekscie, jakby mnie ktoś (Ty) dotknął przez gumową rękawiczkę. A kysz, do pioruna z takimi pieszczotliwymi diagnozami!

  24. efekty na pewno będą niezależnie od trzymania kciuków więc ja będę trzymać za efektywną pracę jakiej się podjęłaś :)))
    jak zwał tak zwał – kciuki trzymam (nawet trochę dosłownie bo zaraz idę na rower :))

  25. Joanno,
    gdybys mnie mogła zobaczyć na zywo i na żywo posłuchać, od razu byś sobie filtry przeczyściła i nie posądzałabyś mnie o sarkazm (a to agresja, moj boże!) . Internet zniekształca, juz Ci o tym pisalam. Mowię Ci to ja, Twoja „ważna nauczycielka”. Między agresją a ekspresją i wyrazistością jest róznica. Jestem wyrazista, bo jestem belferką i mam nawyk zmierzania do sedna.
    W moich wypowiedziach nie ma sarkazmu. bo bym o tym wiedziała, a ja na ogół wiem co i jak mówię.
    Najlepiej przepracowywać problemy praktycznie, a nie wycofywać się, zwłaszcza ze zadnym pitbulem nie jestem. A jak Ci się tak kojarzę i sie irytujesz, nie szkodzi, w czym Ci przeszkadza irytacja? Tantrycy traktują silne emocje jako bardzo pomocne w procesie oczyszczania. Złość sie zatem, irytuj, możesz mnie nawet skląć, nie bój się emocji, nic złego nam nie zrobią. Wyjeżdżam na zielona trawkę do jutra, zatem do usłyszenia i miłego dnia wszystkim.

  26. Pięknie:))) Ja też w jakiś sposób zarządziłam ciszę dla siebie.Potrzebuję jej do głębszego przepracowania mojego stosunku do kobicej agresji.Trzymajcie,proszę,kciuki za efekty tej pracy :))

  27. Joanno, trochę o tym pisałam już na blogu nawet :-)
    Nie jestem w stanie opisać co się we mnie dzieje, bo to jest boskie, a jak opisać boskość tego, co jest, boskość wszystkiego, co widzę?
    Choć potrafię słowa składać w zdania, tego stanu spokojnego morza oświetlonego słońcem nie da się przelać na papier. Czuję w sobie pełnię. Doświadczyłam miłości tak wielkiej, że dech zapiera. A myślałam, że kocham i jestem kochana. Wierzcie mi, zawsze można kochać mocniej i mocniej, to nie ma końca.

    Wróciłam wzmocniona. Coś się kończy, coś zaczyna. Wiem, co się kończy, nie wiem co zaczyna i to mnie bawi. Ufam. Daję się prowadzić. Nareszcie! :-) Przewartościowałam całą siebie. Dokopałam się do pokładów, które wiedziałam, że są, ale nie miałam pojęcia jak twórcze, mocne i odżywcze mogą być. Nagle wszystkie zasady huny wskoczyły na swoje miejsce we mnie i nie są zasadami, a życiem. A życie stało się właśnie niesamowitą zabawą ;-) I to nie jest euforia, to stan, który jest całkowicie naturalny ;-) Lubię mówić ludziom, których spotykam: Bóg ucieszył się, kiedy przyszedłeś na świat ;-) każde jedne narodziny świętuje ;-)

    Udało mi się w chwili mocnego stresu, wręcz ataku słownego na mnie, zachować spokój, wydychać miłość właśnie. I kiedy 4 osoby dookoła mnie kipiały ze złości, zarządziłam ciszę :-), miałam czas na złapanie oddechu, chwycenie się mocnej i jasnej kotwicy we mnie i zarzucenie jej na zewnątrz. Udało się rozładować napięcie, nie kosztowało mnie to straty energii, za to dało siłę i jeszcze więcej ufności, że miłością można naprawdę czynić cuda. Przede wszystkim w sobie samym.

    I choć żadna fala nie trwa wiecznie, nawet ta najpiękniejsza, jestem i to się liczy :-)
    Kiedy możesz wykrzyczeć i usłyszeć, że JESTEŚ… no magia :-)
    Polecam wykrzyczenie coraz głośniej:
    Wysoko w górze!!!!
    Głęboko w dole!!!!
    Pomiędzy!!!!!
    I wszędzie dookoła!!!
    ja jestem, Ja Jestem, JA JESTEM!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    I echo niesie Twoje jestestwo i nie ma końca tej podróży ;-)

    Barwnego dnia.

  28. Witaj Agnieszko Hawajko:) To ja hawajsko wdycham Pokój,wydycham Miłość.Aczkolwiek z różnym skutkiem:)))Bardzo jestem ciekawa Twoich ostatnich hawajskich doświadczeń:)

  29. Aloha, aloha ;-)
    Jest dobrze, będzie lepiej ;-)
    Wdech, wydech ;-)
    Piękny dzień chyli się ku końcowi, nastanie niebawem nowy, z nowymi możliwościami. Warto rozłożyć dłonie i łapać…
    Jak chcesz zakończyć ten dzień? Jak chcesz powitać nowy?
    Ja zakończę uśmiechem i wewnętrznym przytuleniem. Zacznę… hmmm… nie daruję sobie uścisku ;-)
    Niech Morfeusz będzie dla Was łaskawy ;)

  30. Zośko, tłumaczę więc:w andersenowskiej historii „Nowe szaty cesarza” poddani podtrzymywali opinię, ze król jest ubrany. Obawiali się konsekwencji wyrażenia odmiennej opinii niz ta uznana. Tylko dziecko odważyło się głośno powiedzieć, ze król jest nagi. I myślę sobie, ze to może dotyczyć chociażby cytowanej przez Maćka fotografii Koonsa. Że to nie jest wielka sztuka, ale nie wypada tego glośno mówić. Bo jeszcze wyjdzie na to, ze ktoś się nie zna.

    Zośko, mój komentarz n/t Twojego sposobu reagowania na opinie dalekie od Twoich nie dotyczył tylko dzisiejszego dnia. Dawałam Ci juz taki feedback wcześniej. Chociażby przy okazji Twoich sarkastycznych wypowiedzi wobec Agnieszki Hawajki. I jak wcześniej napisalam-nie odpowiada mi taka energia między ludźmi na tym blogu. Nie sugerowałam,że się wymądrzasz. To Twój filtr . Natomiast wprost napisalam, że bywasz sarkastyczna /a to forma agresji/ i formułujesz wypowiedzi mające na celu obniżenie wartości nieodpowiadajacej Ci opinii lub jej autora. To oczywiście mój filtr.Ja od jakiegoś czasu przerabiam wątek mojego stosunku do kobiet, które spostrzegam jako agresywne i inwazyjne. Takie „zajadłe pitbulle”w relacjach.. Ciebie też tak spostrzegam. I nadal nie mam wobec takich zachowan cierpliwości, reaguję na nie irytacją. Z pokorą więc wycofuję się z dyskusji z Tobą. Gdy juz wypracuję w sobie akceptację dla takich zachowań i zintegruję swój cień w tym obszarze to będę mogła do niej wrócić. Ale najwyraźniej to dużo dłuższy proces niż myślałam. I Ty mi to uświadamiasz, więc wbrew pozorom jestes dla mnie ważną nauczycielką:)

    Ewelino, rozumiem, ze domknęłaś sobie proces zamiany obrazków:)))

  31. Joanno,
    a własnie sprawa ze zwierzętami Kozyry jest ciekawa i wielu, nim sprawdziło, skąd je wzięła, już rzuciło w nią kamieniem wszelakich podejrzeń, nie mówię, ze Ty to robisz.
    Ja mam w domu kontrowersyjne prace Truszkowskiego, a obok nich kolorową fotkę malego wodza (Indianina) wyciętą z kalendarza czyli też miły kicz obok sztuki przez dużą bukwę. Nie o to idzie, by kontrolować, co kto ma wieszać, i uważać za gorszych takich jak ja, co to gazetami kolorowymi wyklejają sobie izbę. Po prostu traktuje sztuke poważniej niż tylko jako dostarczycielkę sympatycznych wzruszeń i stąd moja delikatna kpina z „burzujów”, co mają ją za przedłużenie mercedesa.

  32. Joanno, no właśnie nie było ok. już ileś razy tam miałam myśl, że gdzieś miał wisieć obrazek, który leżał na szafce od pół roku a inny w połowie skończony w ogóle nie powinien tam wisieć. teraz zamieniłam, od ręki i od razu mi lepiej :)
    nie będę się zastanawiać nawet czemu dopiero dzisiaj :))

  33. Joanno,
    przytaczasz dykteryjkę z małpami, które malują „tak samo dobrze jak artyści”, więc nietrudno się domyslić jakie to masz opinię na temat wspólczesnej sztuki, dykteryjka jest dość czytelna, dość obiegowo powtarzana i …spreparowana po to, by wykazać, że wspólczesna sztuka to hucba, pic na wodę i nie wiadomo co, każda małpa to potrafi.
    Zeby mieć opinię, trzeba mieć solidne podstawy do opinii, albo przynajmniej jakieś podstawy, Ty nie podajesz żadnych, poza opinią i to krzywdzącą. Tego typu opinia to nie opinia tylko przesąd i kazdy ma prawo byc przesądny. Sztuka też dotyczy ludzi, nie przedmiotów, chyba ze mówimy o sztuce meblarskiej. Nie traktuje Twoich „poglądów” sarkastycznie, próbuję się dowiedzieć od Ciebie konkretów, na czym zasadzasz te opinie, ale Ty cały czas zbywasz mnie ogólnikami i „opiniami”. Oczywiscie i do tego masz prawo, ale gdybyś napisała o co chodzi z tym nagim królem, kto kogo oszukuje (najlepiej imiennie i odwołując się do przykładów) można wtedy pogadać, a skoro z góry zakładasz, ze ja obniżam wartość Twojej wypowiedzi tylko dlatego, ze pytam o konkrety, i sugerujesz, ze sie wymądrzam, to nie ma mowy o gadaniu. Własnie dlatego, ze zakładam, ze znasz temat, o którym się tak radykalnie wypowidasz („nagi król”), ciekawam konkretów i merytorycznej argumentacji. Mozna mieć inne zdanie niż ja :), ale dlaczego nie można powiedzieć dlaczego? Co stoi na przeszkodzie? Co?

  34. I tak jeszcze sobie myślę, że warto z szacunkiem traktować nawet makatkę z łabędziami na czyjejś ścianie. Bo wlascicielowi upiększa świat. To własnie „opcja zachwytu subiektywnego”.
    Ewelino, dotychczas to, co wisiało na Twoich ścianach było OK. Subiektywnie Cię zachwycało. Czy potrzeba zmiany jest faktycznie Twoja?

    Wszystko kwestą indywidualnych filtrów. We mnie widok piramidy z wypchanych zwierząt Kozyry budzi natychmiastowe pytanie-skąd autorka je wzięła?! Czy jej wrazliwość jest na tyle szczególna, ze wizja artystyczna przykrywała widok wypchanych zwierzecych ciał, którym prawdopodobnie ktoś pomógł zejśc z tego świata. Mam nadzieję, że nie na zamówienie artystki.

  35. Zośko,
    napisałaś o rzeczach oczywistych w Twojej mapie rzeczywistości. Nie poczułam osobiście dotknięta. I nie spostrzegam w takim kontekście wypowiedzi Eweliny. Najzwyczajniej w świecie mamy inne zdania niz Ty.
    „Joanno, nie rozumiem zatem o jakiego nagiego króla Ci chodzi. Wydaje mi się, ze powtarzasz obiegowe opinie, dosyć powierzchowne” Hmm…Rozumiem, że więcej osób ma taką opinię? Jeżeli wg Ciebie powtarzam obiegowe opinie /czyli juz Ci znane/, to logicznie z tego wynika, ze wiesz o jakiego nagiego króla mi chodzi:))W każdym razie żle Ci się wydaje. To moja własna opinia. Sformulowalam ją dzisiaj jako refleksję na wpis w blogu. Zośko, ludzie miewają różne opinie. Często dalekie od Twoich. Możesz je traktować sarkastycznie, starać się obniżyć ich wartość lub ich autora. Lub uznać, ze taki lajf-ludzie mają prawo do odmiennych poglądów. To też rozszerza percepcję:))) Wg mnie zdecydowanie bardziej niz rozumienie kontekstu intelektualnego współczesnej sztuki. Bo dotyczy ludzi, a nie przedmiotów.

  36. no wiesz Zośka – wówczas to po prostu jest sztuka użytkowa. W sklepach typu drogerie na przykład wiesz się zdjęcia powiedzmy pań,które mają być piękne i reklamować produkt.Pani jest piękna ale wiadomo, że nie może być na ciemnym tle (bo to kradnie światło), że musi brunetka – bo włosy bardziej są wyeksponowane itd…
    może niektórzy idą tym tropem też w domu :))))

    dzięki dzisiejszej dyskusji aż obejrzałam sobie dokładniej – co też mam na ścianach (a mam dużo:) no i pewne zmiany – absolutnie konieczne !!
    dzięki! :)

  37. Co do zwolenników malarstwa salonowego, nic do nich nie mam, z kogoś ci artyści muszą zyć, choć sztuka na haku w salonie pod kolor ścian mnie akurat śmieszy.

  38. Dziewczyny,
    napisałam o rzeczach oczywistych, nikogo nie chciałam osobiście dotknąć, poza tym mówienie ogólnikami zawsze daje asumpt do nieporozumień.
    Sztuka zawsze poszerzała percepcję, a ta współczesna często eksperymentuje na terenach jeszcze nieznanych i jest interdyscyplinarna w o wiele większym stopniu niż sztuka modernistyczna, stąd pisałam, ze artyści są nie tylko specami od rzemiosła, ale najczęsciej oczytani w humanistyce na maksa, łącznie z filozofią. Oczywiście nikt nie wymaga od odbiorców takiego samego oczytania, ale –jak wiadomo—im szerszy kanał odbioru, tym dzieło pojemniejsze lub klarowniejsze w znaczeniu. Moi chlopcy z zawodówki, jak im pokazuję słynny czarny kwadrat Malewicza, to się smieją i mowią–„to on niby taki artysta, ja po pijanemu tak samo namaluję”, albo „nawet to równo namalował jak na pijanego, bez linijki?”–pokpiwają. Dopiero jak co nieco powiem o awangardzie, zaczynają kumać i kwadrat przestaje być li tylko ekstrawagancją , a zaczyna grać znaczeniami i mrugać porozumiewawczo swoim czarnym kwadratowym okiem (na białym tle). W tym sensie wiedza humanistyczna jest przy odbiorze sztuki wspólczesnej mile widziana. Sztuki wizualne są teraz mocno osadzone w wielu kontekstach kulturowych, co nie znaczy, ze pani z mięsnego nie moze pójść na wystawę, czy oglądnąć happening.
    Joanno, nie rozumiem zatem o jakiego nagiego króla Ci chodzi. Wydaje mi się, ze powtarzasz obiegowe opinie, dosyć powierzchowne. W każdej dziedzinie są hohsztaplerzy i naciągacze, ale akurat polska sztuka wspólczesna ma się bardzo dobrze i jest wysoko oceniana na swiatowych rankingach. Może po prostu nazwij tego króla po imieniu, powiedz o jakich artystów Ci chodzi, bo takie ogólnikowe stwierdzenie, bez podania podstaw jest krzywdzące dla wszystkich, którzy się wspólcześnie sztuką parają.
    Nie ma chyba sensu prowadzić rozmowy na tak wysokim poziomie uogólnienia, bo doprowadza do nieporozumień.

  39. Ewelino,
    „Ja wybieram opcję zachwytu subiektywnego” Podpisuję się pod tym wszystkimi kończynami:)))

  40. To ważne Joanno co piszesz. Znów wracamy do tematu oceniania, prawda ? Obciach jest się zachwycać czymś beznadziejnym (beznadziejnym dla tzw. znawców sztuki) bo to świadczy, że mamy zerowy poziom smaku, gustu i znawstwa. Głupio nie zachwycać się czymś kultowym bo lądujemy na półce „ignoranci” . Można milczeć ale wtedy ryzykujemy łatką chamów bezbrzeżnych :)))
    Ja wybieram opcję zachwytu subiektywnego naznaczonego jakimiś emocjami, które mniej lub bardziej przypadkowo te dzieła we mnie poruszyły a w efekcie wzbogaciły o jakieś doznania. Uwielbiam van Gogha. Znam dobrze jego życiorys i jego dzieła. Patrząc na jakiś jego obraz pamiętam kontekst życiowy i duchowy w jakim van gogh go stworzył. To nie znaczy że uważam go za artystę wszech czasów i strzelam do tych, których on nie rusza. . zresztą jakie kryteria trzeba by było przyjąć by kogoś nazwać lepszym artystą ?

    (właśnie piekę mufinki.very artystyczne :))

  41. Zośko,
    przeczytałam jeszcze raz uważnie swoją wypowiedž i nie widzę w niej cienia sugestii,że artyści to świry.

    Ewelino,
    bardzo podobnie myślę..Również w kwestii wcisków.I nadal towarzyszy mi skojarzenie z.
    „Nowymi szatami cesarza”.Bo może to,że król jest nagi zauważa tylko ten,kto nie obawia się ocenienia że nie ma odpowiedniego przygotowania-łącznie z filozoficznym?

    Przypomniała mi się pewna prowokacja.Aczkolwiek nie pamiętam,czy to autentyczną historia czy fabuła.Na rynku sztuki pojawiły się nowatorskie dzieła nieznanego,tajemniczego malarza.Były kontrowersyjne i jak to bywa wśród krytyków sztuki znalazły zaciekłych przeciwników jak i entuzjastycznych admiratorów.Ci drudzy tych pierwszych oskarżali o konserwatyzm i „nie znanie się”.W koñcu ujawniono autora kontrowersyjnej sztuki.Był nim…młody szympans.

  42. Zośka,
    trochę tak a trochę nie. Tak -bo nie wiem jaki jakie są nastroje w ocenie sztuki w Polsce.
    Nie- bo piszesz ” Sztuka wymaga juz dzisiaj wszechstronnego przygotowania z filozoficznym włącznie”.Sztuka jest (dla mnie) formą przekazu, ekspresji, czymś co dotyczy samorozwoju człowieka. Najpierw patrzę na dzieło a potem ew. na autora a nie na odwrót (czy cv jest wypchane wszechstronnym wykształceniem). Nie mam też nic przeciwko, żeby ktoś wieszał sobie sztukę przez mniejsze czy większe S na ścianie. Artystę zainspiruje zwykły pająk w kącie pokoju a państwa w domu obraz namalowany przez artystę. Może Kozyra poszerza percepcję innym ludziom ale ja tego tak nie kupuję. W tym sensie – że ja sama sobie poszerzam percepcję. Artysta niech robi swoje a ja sobie z tego wezmę coś dla siebie. Artysta (autor, malarz – nieważne), który robi krucjatę dla poszerzania percepcji innych zapala we mnie żółte światło ostrożności. Może dlatego że nie lubię wcisków..

    pozdrawiam:)

  43. Grerr,
    jako, ze ja tez ze wsi pochodze, to Ci wprost powiem— porno jest wtedy gdy autorowi zalezy na wzbudzeniu w odbiorcy pozadania, a sztuka jest wtedy, gdy chodzi jeszcze o cos wiecej,choc artysta nie moze wykluczyc, ze ktos zatrzyma sie na formie i bedzie widzial tylko penisa. Rubens i Tycjan tez moga byc uznani za pornografow. Po prostu oswoilismy sie z ta forma i widzimy w niej sztuke, nie pornografie, nawet ten ksiadz, co to subtelnosci nie widzi tez sie chyba przyzwyczail,ze Rubens to artysta, a nie swintuch.

  44. Grerr,
    penis w ustach Cicioliny to nie penis–jak piszesz, ale zdjęcie penisa i to odpowiednio zaaranżowane zdjęcie. Pochodzi z cyklu „Made in heaven”, w którym artysta użył estetyki kiczu i soft porno, by ze swoją żoną aktorką filmów pornograficznych (a więc nie prostytutką, jak piszesz) pokazać to…co pokazał. Dla Ciebie to jest penis, dla mnie nie, bo penis bardziej kojarzy mi się z czymś żywym, wilgotnym, a nie z wizerunkiem na błonie fotograficznej :) Obrazki z tego cyklu moga się podobać lub nie, ale niezaprzeczalnie należą do przedmiotów wytwórstwa umyslnego, a więc sztuki.
    Ewelino,
    wcale nie ma —przynajmniej w Polsce–powszechnego zachwytu nad sztuką, wręcz przeciwnie, wszyscy narzekają, że szokuje, że nie spełnia standardów, które wraz z epoką moderny odeszły do lamusa (czyli postulat sztuki utylitarnej i dydaktycznej, choć to też nie do końca prawda, bo wystarczy oglądnąć prace chocby naszego Libery, czy Alicji Zebrowskiej o feminizmie), ze nie pokazuje ładnych obrazków (też nie do końca prawda). Skąd te narzekania? Edukacja w zakresie sztuk wizualnych jest w Polsce na poziomie zerowym, podobnie zresztą jak edukacja muzyczna. Ponieważ mieszkałam pod jednym dachem ze znanym kuratorem sztuki przez kilka lat, więc miałam możliwość zorientowania się, jak to w tej sztuce jest, kto chodzi na wystawy i poznania artystów, ich prac, zamierzeń, itp. Sztuka wcale nie odkleiła się od rzeczywistości. Tzw. dyskurs społeczny w sztuce współczesnej jest bardzo widoczny. Z drugiej strony, sztuka jako jedyny chyba rejon i medium —poza naukami duchowymi—poszukujący wiedzy o człowieku poza naukowym paradygmatem, jest nie do przecenienia w naszych czasach.
    To nie jest tak Joanno,ze artysci to swiry, a odbiorcy snobistyczna koteria, podtrzymujaca swoimi zachwytami tzw. fikcje sztuki. Sztuka wymaga juz dzisiaj wszechstronnego przygotowania z filozoficznym wlacznie, nie ogranicza sie juz do estetycznego odwzorowywania tzw. rzeczywistosci, co by panstwo se na scianie salonu obrazek powiesili. Sztuka bardzo czesto bierze udzial w spolecznie wazkich tematach, po swojemu je diagnozujac, np. performerzy, K.Kozyra, poszerza granice ludzkiej percepcji. Jest chyba w naszych czasach najciekawszym artem. Literatura daleko w tyle za nia, zachowawcza.

  45. Mam wrażenie,że część tzw.artystów udaje,że tworzy sztukę.A ich odbiorcy udają,że ją rozumieją.Jak w reklamie Skody.I rzadko ktoś odważy się powiedzieć,że król jest nagi:)

  46. moze czasem przesadzam ze swoim pochodzeniem wejskim, wyksztalcenia inzynierskim i umilowaniem do bundesligii …ale penis w ustach Cicioliny to penis, a nie „artefakt artystyczny, ktory odrywa sie od rzeczywistosci” czy cos w tym stylu… przy najszczerszych checiach, probach zrozumienia i zadumania nawet itd. wciaz jest tam scena z penisem…a reszta to jakas intelektualana woltyzerka, efekt = rozne Cicioliny udaja ze nie sa prostytutkami, i dlatego ostatnio popularny ksiadz Natanek swoja racje ma – wszystko odrzuca jako szatanskie, nie widzi tego subtelengo rozroznienia ktore niby pornografie ma robic sztuka i ja tez go nie widze, choc zel na wlosy uzywam

  47. no i Dzień Świstaka też jest ciekawy :)

  48. ja nie zawsze rozumiem powszechny zachwyt nad sztuką, która jest nie tyle środkiem wyrazu co sztuką dla sztuki. przypomina mi się reklama skody i pary, która wychodzącąc zabiera okrycia z wieszaka kontemplowanego przez grupę znawców :)
    z drugiej strony -lepiej żeby ów artysta dawał upust swoim neurozom i cokolwiek tam jeszcze w umyśle mu siedzi – na płótnie, na piśmie whatever niż by miał w realnym życiu wśród ludzi szerzyć swoje artystyczne wizje..

  49. Sztuki wizualne od czasów Duchampa stały się zjawiskiem kontekstualnym, co oznacza, ze penis w ustach Cicioliny w realu to zupełnie co innego niż ten sam penis sfotografowany i pokazany w przestrzeni muzealnej (zasada ta sama, co ze słynną fonntaną–muszlą klozetową wystawioną przez Duchampa). Polega to na tym, że kiedy artysta coś świadomie pokazuje, nawet –wydawać by się mogło–porno, to w jego dziele, jako, ze jest to intencjonalnie przedmiot artystyczny, nie dominuje temat, ten podstawowy tekst (w tym wypadku penis w ustach), gdyż ten tekst staje się pretekstem do komunikacji na wyższym piętrze znaczeń.Artysta swoim gestem i wyborem tak, a nie inaczej skadrowanych fotek i innymi formalnymi zabiegami tworzy artefakt, nawet jeśli za podstawę do budowy nowych znaczeń służy muszla klozetowa, czy penis w ustach, czy penis na krzyżu (vide Nieznalska). Nie przypominam sobie teraz nazwiska tego artysty, ale opowiadał mi znajomy kurator sztuki, że gdzieś w Europie grasuje jakiś artysta, który za słoną kasę sprzedaje dokumentacje swoich wystaw, a „treścią” wystaw są rozlane przez artystę kałuże wody w galerii, fotografowane i sprzedawane jako oryginalne fotki kolekcjonerom. A nasz Opałko z fotografowaniem siebie codziennie i zapisywaniem numerków kolejnych dni i fotografii? Ten art progress skończy się dopiero wraz ze śmiercią artysty. Osobiście jestem fanką tych wspólczesnych poetyckich akcji w sztukach wizualnych. To fajnie, ze sztuka wreszcie wyszła z ram i jeszcze odważniej niż literatura mówi o wszystkich tabu naszego świata. Jurek Truszkowski na swoje performance zaprasza do galerii bezdomnych, Zebrowski z jego społeczną sztuką bardzo wnikliwie mowi o nas, Zuzanna Janin w akcji „Widziałam swoją śmierć” wywołała skandal, gdy ruszyła to tabu. Zeby dzisiaj byc artystą, niekoniecznie trzeba umiejętnie chlapać barwą po płotnie i to jest OK. Pikna sztuka jest dla burżujów. Oczywiście, jak zawsze nie brak kolesi, którzy przeginają i chodzi im o szmal tylko. Ciciolina jest słodka i śmieszna razem z tym swoim boskim kochankiem–artystą, obrazki jak z raju, dzieci to chyba nie może zdeprawować, nie ma w tych fotkach nic uwłaczającego, ani brutalnego.

  50. Tabu dotyka sprawy które są i święte vs. zakazane. Sprawy te dotyczą wszystkich członków danej społeczności bez wyjątku, są więc bardzo wspólne i obnażające człowieka z jego Ego. Sex, śmierć, rodzenie, fizjologia, pieniądze i inne tematy tabu są przecież jednym źródłem z którego czerpiemy wszyscy ale w procesie socjalizacji nauczyliśmy się w różny sposób z niego korzystać. Np. sex jest czymś pierwotnym, energią, która się nie wyczerpuje w świecie niezależnie ilu ludzi z niej korzysta. Jeśli przyjmiemy, że jest to coś naturalnego, przypisanego niejako ludzkiej rasie to nie robimy z tego wielkiego halo (jak obrazy z ottawskiego muzeum) ani nie robimy z tego tabu jak w polskim kościele.
    Jest to czysta, wspólna niekończąca się energia i człowiek ma wolną wolę więc może sam decydować jak korzystać z tej energii. Einstein mówił, że „kumulacja jest największą siłą wszechświata”. Energia przepływa zgodnie z naturą danego człowieka. Jeśli ów człowiek się jej lęka to ją kumuluje. Wtedy wraz z innymi lękającymi się tworzy z tego tabu. Jeśli się nie lęka tej energii ale nie pozwala na jej swobodny przepływ i próbuje ‘nachapać” się na zapas to też ją kumuluje i sam dla siebie z niej nie korzysta lecz zniekształca ją tworząc obrazy wystawiane w ottawskim muzeum. Jakby istniały dwa bieguny – tabu i epatowanie by poruszyć świat ?
    A może to trochę jest jak ciśnienie krwi, które samo się reguluje w naszym mądrym organizmie. Podnosi się i opada, kiedy powinno. Czasem potrzebujemy je sami podregulować z zewnątrz. Ale stanem naturalnym jest jakiś stały, dobry dla nas poziom ciśnienia krwi.

    Tak samo śmierć, pieniądze i itd. Źródła energii do których jesteśmy wszyscy podłączeni i jakby z założenia „musimy” umieć się tymi energiami posługiwać by żyć a nie przyglądać się własnemu życiu. I tylko my sami, możemy znaleźć naszą instrukcję obsługi w sobie. Na nic społeczne prikazy, edukacja i przekonania darowane nam od innych. Tak sobie siedzę i myślę..

    Temat 2 – bliski memu sercu z racji wykształcenia :)
    Nie wiem czy temat wymierania społeczeństw jest tabu. Chociaż pewnie tak, bo łączy się on ściśle ze śmiercią i pieniędzmi). Część krajów zagwarantowała sobie wyłączenie (w Traktacie Amsterdamskim) ze wspólnej polityki imigracyjnej i azylowej. Różnice między Danią, Wielką Brytanią i Niemcami głównie powodują że trudno jest wypracować wspólną politykę UE w tej sprawie. Bogate kraje UE mają największy napływ imigrantów więc i największą presję by „coś” z tym zrobić. Polska jest jak McThru – krajem „na chwilę” i chyba nasi politycy wiedząc o tym nic nie robią by zatrzymać imigrantów u nas. Takie kółko zamknięte. My najwięcej uwagi poświęcamy kwestii (która jest problemem w całej Unii), kto jest odpowiedzialny za imigrantów i za ich powrót. W zależności kto ich złapie ten się martwi.. Często martwimy się my bo takie mamy położenie geograficzne jakie mamy :) Z jednej strony obchodzimy Dzień Uchodźcy, mówimy o repariacji i polityce arylowej ale pomysłu jak żyć na jednej ziemi z imigrantami ekonomicznymi nie mamy. A korzyści ekonomiczne są obustronne przecież.
    No ale to takie nieeleganckie mówić o korzyściach finansowych kiedy tematem są imigrańci, uchodźcy i azylancji. Więc mamy tabu…

    pozdrawiam:)
    ewelka

  51. Co do seksualizowania wszystkiego, co się da:) Najwyraźniej idzie nowe. W kultowej sadze”Zmierzch” dla nastolatków przez trzy części jeszcze się nie bzyknęli:))) Zastanawialiśmy się ze znajomymi nad fenomenem tego filmu /książki nie znam/. Dzieciaki, którym juz wszystko pokazano i już się bardziej rozebrac nie można ciągną tłumami na opowieść o miłości, gdzie pomimo podskórnej mamiętności bohaterzy głównie trzymają się za ręce:)) Najwyraźniej po fazie heglowskiej tezy czas na antytezę:))

    „Tymczasem tematem tabu jest proces wymierania dostatnich społeczeństw” Zastanawiam się, czy to tabu czy wyparcie. Wydaje mi sie, ze to różne mechanizmy. Tabu prowokuje niektórych do łamania go. W jaki sposób ludzie mogliby obchodzić tabu dotyczące tego procesu? Pierwsze skojarzenie, jakie miałam to ze tabu w naszym społeczeństwie dotyczy starości-utraty sprawności, atrakcyjności, wpływu. A potem pomyslałam, ze to wyparcie. Nie znam przykładów obchodzenia tego tabu. Co myślisz o tym Maćku? Jaka jest róznica między tabu i wyparciem, zaprzeczeniem?

Komentarze są wyłączone.