Radosna wiadomość

Jocelyn Wildenstein maniaczka skalpela

Rozstania to wielki, obszerny temat. Związany z utratą i nieuniknionością. Jak uczyli mnie dawno temu mędrcy w benedyktyńskich habitach, a potem ci w pomarańczowych [niezmiennie zadziwia mnie zbieżność niektórych koncepcji pochodzących z różnych tradycji] – utrata i ból rozstania to mała śmierć. Duża śmierć kończy nasze życie, mała uczy pokory, sygnalizuje nietrwałość; jednych pozbawia radości i zaprasza do depresji; innych do korzystania z tu i teraz, do radości z każdej chwili. Jednym z silnych mechanizmów, wynikającym chyba z budowy naszego układu nerwowego, jest pragnienie trwałości, niezmienności, tęsknota za stabilizacją, utrzymanie strefy komfortu, odwrócenie biegu rzeki. Niedawno widziałem pewną ponad sześćdziesięcioletnią Włoszkę. Drakońską dietą utrzymywała figurę osiemnastolatki, za setki euro przedłużała sobie włosy u mediolańskich stylistów by mieć burzę kasztanowych pukli, zaś twarz stała się straszliwą maską. Na pomarszczonej gęsiej szyi, z którą chirurdzy nie potrafią nic zrobić; tkwiła blada, pozbawiona mimiki, jak ulepiona z wosku twarzopodobna karykatura. Rzec można – tej kobiecie przytrafiło się coś w rodzaju dysmorfofobii urojeniowej, syndromu Michaela Jacksona, czyli zniekształcenie obrazu własnego ciała, najczęściej występujące przecież w psychozach! Gdzieś pod spodem tych straszliwych okaleczeń na stole chirurga plastycznego, botoksów, jadów kiełbasianych, poprawiania bioder i piersi jest potrzeba powstrzymania utraty młodości, pragnienie poprawiania własnego ciała, narzucenia kontroli na kolejny obszar życia. Tymczasem spod kontroli systematycznie, nieuniknienie, zaskakująco wymykają się nasze siwiejące włosy, dorastające dzieci, fałdki tłuszczu na biodrach, kurze łapki pod oczami, odchodzą miłości, młodości i umierają bliscy, sprawy się kończą, zapasy wyczerpują. Rozglądamy się wokół i ci gówniarze z młodszej klasy stali się naszymi szefami, a dziewczynki i chłopcy z podwórka to szacowni obywatele z rodzinami, kredytami, obowiązkami.

I nie chodzi tylko o upływ czasu. Jeden z moich mistrzów wygłosił do mnie kiedyś taką oto naukę: Wreszcie na koniec naszych rozmów mam dla ciebie najlepszą i zarazem najważniejszą wiadomość, w dodatku bardzo radosną. Wielokrotnie rozmawialiśmy o twoim bólu z powodu utraty i rozstania, tymczasem odebrane zostanie ci absolutnie wszystko, w końcu ostatni oddech odbierze ci wszystko, co znałeś i niczego, ani nikogo ze sobą nie zabierzesz. Zanim on jednak nastąpi wszystko może się wydarzyć. Nie możesz jednak wszystkiego mieć, ani wszystkiego doświadczyć. Możesz się tylko czasem przyłączyć, ale przyłączanie do tego, co się wydarza zależy już tylko od ciebie. Jednak to, do czego chcesz się przyłączyć, musisz najpierw zauważyć. Oto radosna wiadomość dla ciebie!

Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

7 komentarzy

  1. jedna myśl przyszła mi do głowy
    dlaczego nauczono nas smutku
    dlaczego radość, choć będąca na wyciągnięcie ręki, pozostaje poza jej zasięgiem?

  2. Na tę „radosną wiadomość” trzeba być dobrze, najlepiej radośnie przygotowanym, a że w samsarze, albo na tym padole, nie ma radości bez smutku, to i bez popiołów się nie obejdzie.

  3. Wyznaję teorię, że sami możemy prowokować pojawienie się w naszym życiu tego, do czego bedziemy mieli możliwość się przyłączać. Czasem w życiu wydarza się coś, o czym kompletnie nie przypuszczaliśmy, że się wydarzy, ale też z drugiej strony mogę sprowokować, jeśli chcę, aby coś się wydarzyło, jakaś sposobność, nowa możliwość, z której jednak wcale nie muszę skorzystać, do której nie muszę się przyłaczać, ale jednak mogę jeśli zechcę.

    Bardzo to zawiłe, ale tak naprawdę to dopiero to jest najbardziej radosne!:)

    Ostatnio sprowokowałam pojawienie się czegoś i to się wydarzyło. Teraz zastanawiam się, czy się rzeczywiście się do tego przyłączyć. To byłaby duża zmiana w moim życiu zawodowym…

  4. …a może doświadczamy i mamy to na co Jesteśmy ” Gotowi ” lub chcemy być ” Gotowi ”
    tyle na ile Jest nam dane , na ile zauważyliśmy i zgłębiliśmy Naszą moc i radość
    Oddech …Nas łączy i odłącza …Pytanie Czy od Nas Samych , czy tylko Tej ” Drogi ” ? zgodnie z Naszym wyborem świadomym czy nieświadomym ( czy też nadświadomym ) Skończył się czas ..lub nauka , lub wiara w „Twoją Gotowość ” ?))

    Dziękuje że Jesteście na mojej Tu i Teraz :)
    Jestem
    Monika

  5. Nie możesz wszystkiego doświadczyć… tak i to mnie boli… nie będę mógł tylu rzeczy spróbować…. Cieszę się jednak tym co mogę.. :)

  6. Odkryłam Nicka Vujcica ponad 3 lata temu i do dzisiaj jest to jeden z najbardziej inspirujących mnie mistrzów. Niezwykła moc radości i akceptacji życia.

  7. „Nie możesz jednak WSZYSTKIE mieć”. Hmm.. Czy to naprawdę słowa mistrza, czy mała tzw. pomyłka freudowska zainspirowana poprzednim tematem? ;)))

Komentarze są wyłączone.