raj

koan odwrócony

Raj – koan odwrócony

Raj

Autor: Adam Sornek

Żyjemy w kulturze oczekiwania na raj. Tak programuje nas religia, a pośrednio symbolika zawarta we wszelakich publikacjach papierowych i audiowizualnych, do których archetyp nieba (raju) przeniknął bardzo silnie i trwale. Pragniemy go, marzymy o nim i przez to staramy się mniej lub bardziej postępować „dobrze”. Cokolwiek to znaczy, bowiem „dobrze” dla jednego zawsze może być tym co jest „źle” dla kogoś innego. Nie ma przecież uniwersalnych, totalnych i globalnych (ponad podziałami politycznymi, terytorialnymi i religijnymi) definicji dobra i zła, a to wyklucza jednoznaczne ich istnienie w ogóle. Względność. Einstein. Wszystko przecież zależy od kontekstu i okoliczności.

Nasze patrzenie na raj zdaje się być jednak mocno bezrefleksyjne, naiwne, wręcz infantylne. Czego właściwie się tam spodziewamy? Nasz mózg rozpoznaje jedynie to, co już zna. Co więc miałoby być w niebie? Pewnie jak tu na ziemi: lądy, morza, oceany, góry, płazy, gady, ryby, ludzie itd. Czego innego możemy się tam spodziewać, skoro nasz mózg potrafi przywołać jedynie znane obrazy, ich twórcze i kreatywne kombinacje oraz wariacje, względnie nieznane ich połączenia – jakieś hybrydy. Oczywiście możemy fantazjować bez końca i spodziewać się w raju koni z ludzką głową, kosmitów dysponujących wehikułem czasu, przechadzającego się po ogrodzie trójkąta z okiem obdarzającego swą mocą wszystkich wokół, fontanny z Coca – colą oraz McDonallda z wegańskim jedzeniem. Czy to ma konstruować nasze niebiańskie, upragnione za życia szczęście?

Jest pewien mały problem. Jak się zdaje nikt nam nie obiecywał i nie obiecuje, że do nieba trafimy inni niż jesteśmy. W końcu czujemy się mocno zrośnięci ze swoją tożsamością i wydaje się, że chcemy trafić do nieba tacy jak jesteśmy tutaj – w czasie ziemskiego żywota. Zresztą na niebo trzeba sobie zapracować tu na ziemi – właśnie dobrymi uczynkami. Chyba nie liczymy na to, że jakaś boska istota – Bóg, albo św. Piotr, czy też inny strażnik bram tego czy tamtego nieba – dotknie czarodziejską różdżką naszej głowy i powie „jesteś teraz duchem – wolnym o wszystkiego tego, co kształtowało twoją tożsamość na ziemi oraz wolny od ograniczeń ciała, które było tylko iluzją”.

Na pewno nie liczą na to ci, którzy do swej fizyczności oraz tożsamości (w tym przekonań) są przywiązani – dla nich taki raj jest nie do pojęcia i nie do przyjęcia. Nie liczą również ci, którzy już w trakcie życia trenują samoświadomość, przeczuwają, że ciało jest tylko wehikułem, po którym porusza się dusza, jej papierkiem lakmusowym i kontrolką sygnalizacyjną. To by oznaczało, że do raju trafiamy tacy jacy jesteśmy zanim znajdziemy się przed jego bramami.

Do czego te rozważania prowadzą, co próbuję powiedzieć? Skoro raj, o którym marzymy będzie tym wszystkim co widzimy i znamy w trakcie naszego ludzkiego życia, nadto my w nim pozostaniemy (przynajmniej mniej więcej) tymi, którymi jesteśmy tutaj, to jaka jest różnica pomiędzy rajem niebiańskim, boskim, a rajem na ziemi – czyli w gruncie rzeczy naszym aktualnym żywotem?

Przecież w raju, którego uczy nas religia będą też inne istoty, w tym inni ludzie, a nadto wszystko to co jest materią naszego świata – morza, lądy, góry, doliny itd. Do tego będzie nam towarzyszyć ta sama świadomość. Co więc ma sprawić, że odczujemy różnicę i nagle staniemy się szczęśliwi, wniebowzięci, duchem napełnieni?

Czy nie jesteśmy naiwni, gdy sądzimy, że w raju nagle zaczniemy podziwiać góry, kochać gwiazdy, wpatrywać się godzinami w przypływy i odpływy, odczuwać szacunek i wdzięczność? Czy nie jest infantylne to, że uważamy, iż nagle – jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki – przestaniemy oceniać ludzi, żądać by zachowywali się tak jak my chcemy, lekceważyć ich odrębność i indywidualność? Czy rzeczywiście chcemy, aby strażnik bram niebios wykasował, wyczyścił i sformatował nam cały umysł, świadomość, czy jaźń po to abyśmy mogli cieszyć się „rajskością” nieba?

To bardzo ważne pytania. Pokazują, że możemy stworzyć swój raj już na ziemi, nie czekając na śmierć, ewentualne kolejne wcielenia i sąd ostateczny po którym zostaniemy przeniesieni do jakiegoś kurortu w niebie, gdzie wszystko będzie takie jak chcemy, a jednocześnie takie jak chce każdy inny pensjonariusz. To niedorzeczne. Kilkaset miliardów rajów? Takie niebo niczym nie będzie się różnić od świata, w którym jesteśmy. A to prowadzi mnie do wniosku, że żadnego innego nieba nie ma. Już jestem w niebie, w raju i tylko ode mnie zależy, czy z tej świadomości zrobię użytek i zacznę żyć tak, aby moje życie było niebiańskie, czy pozostanę bierny, wręcz ślepy.

I jeszcze na jedną rzecz warto zwrócić uwagę. Raj, który znamy z opowieści biblijnych, to miejsce wolne od podziałów, dualizmu, szatkowania rzeczywistości na części. To kraina wolna od etykiet Adama, który zaczął wydzielać z całości części i je nazywać (np. przydzielając nazwy zwierzętom). A przecież my ludzie jesteśmy specjalistami w tej dziedzinie: dobry – zły, uczciwy – nie uczciwy, mądry – głupi, ciepły – zimny, biały – czarny. Czy czasem nie jest tak, że wystarczy wyzbyć się tej jedynej ludzkiej ułomności, by zrozumieć, że raj jest już, już go dostąpiliśmy? Wówczas dopiero powstanie radość ze zwykłej obecności „tu i teraz”, którą w gruncie rzeczy łączymy z każdym fantazyjnym obrazem raju, który pojawia się w naszej głowie.

Tu i teraz, bez ocen i etykiet to raj, którego tak naprawdę potrzebujemy. To zaś nie wymaga ani śmierci, ani sądu ostatecznego, a wyłącznie pracy, którą każdy człowiek ma obowiązek wykonać. O ile naprawdę chce żyć pełną piersią.

_____________________________________________________________________

Raj

Autor: Maciej Bennewicz

– Nazwisko?

– Nie pamiętam – odpowiedział po chwili namysłu.

– No tak, kolejny zdezorientowany. A rzeczywiście – anioł spojrzał do kartoteki – miałeś dość ciężką śmierć, możesz być nieco oszołomiony i zdezorientowany. To potrwa jakieś 49 dni.

– 49 dni? – zdziwił się. – Co takiego potrwa 49 dni?

– Nasze dni chłopie, a tym samym twoje, to teraz eony a eon, z czego pewnie nie zdajesz sobie sprawy, to 500 milionów lat. Zatem masz sporo czasu, żeby okrzepnąć – anioł zachichotał i otarł złote usta złotą dłonią.

– Po co mnie pytasz o nazwisko, jeśli wiesz kim jestem i jaką miałem śmierć? – Człowiek przestąpił z nogi na nogę. Choć przecież nóg fizycznych już nie miał, to jednak wydawało mu się, że wciąż je posiada i może nimi dreptać w miejscu, postukiwać, przestępować a nawet chodzić.

– Owszem, ja wiem wszystko – och to prawie bluźnierstwo – anioł znów zachichotał nerwowo – wszystko wie Ona/On – wskazał palcem w górę. – Ja natomiast wiem wszystko na twój temat drogi Januszu urodzony w Kutnie 12 sierpnia 1989 roku z matki Klaudii i ojca Józefa. Swoją drogą młodo zmarłeś gościu, jak na Polaka. No cóż, pytam, gdyż sprawdzam, w jakim stopniu jesteś zdezorientowany, ale w zasadzie to czysta formalność. Pewni buddyści, niektórzy sadhu, kliku oświeconych, nieliczni bramini, może kliku świętych – owszem mają jako taką orientację zaraz po zgodnie. Również niektórzy szamani, wyjątkowe czarownice – jak ich wdzięcznie nazywacie na dole, ale wy, zwykłe szaraki – z rzadka. 49 dni adaptacji.

– A raj? – Człowiek próbował zajrzeć aniołowi przez ramię do jego skoroszytu.

– A widzisz, to pamiętasz skubańcu, ale jak się nazywasz nie pamiętasz? Z rajem też jest pewien problem. Odpowiem, choć w twoim stanie i tak nie zapamiętasz, nawet jeśli zrozumiesz. Z grubsza są dwa wyjścia. Może nawet trzy. Pierwsze: połączysz się z duszą świata, czyli z Nią/Nim. Roztopisz się i doświadczysz pełni. Brzmi to niejasno, ale jest fajnie. Jakby ci tu powiedzieć po twojemu? Będzie jak w raju – anioł tym razem zaśmiał się pełną gębą szczerze ubawiony własnym żartem. Zatrzepotał skrzydłami i klepnął się w udo. Na niebie rozszedł się błysk i grzmot.

– Nie jest mi do śmiechu – powiedział człowiek.

– No widzisz, przecież tłumaczę, depresja pośmiertna z niemal całkowitą dezorientacją. Widzisz gościu, głupio żyłeś, to teraz masz za swoje. Ale wracając do tematu. Drugie wyjście w kwestii raju polega na tym, że jak okrzepniesz i trochę się zintegrujesz, gdzieś w okolicy 47, 48 eonu doświadczysz iluzji raju zgodnej z tym jak sobie wyobrażałeś raj za życia, z tymże jest haczyk.

– Haczyk? – zdziwił się człowiek.

– Owszem, haczyk. Znajdziesz się w raju, ale tak realistycznym, że będzie identycznie jak w życiu. Będziesz ci się wydawało, że żyjesz. Matrix, gościu.

– To wspaniale! – Ucieszył się człowiek.

– A twoje narzekania na pensję, na teściową, na żonę, na dzieci, na władzę, na korki w mieście, twoje żale i lęki, przeziębienia, nadciśnienia, nadwaga, początki cukrzycy – wszystko się powtórzy. Oczywiście będą też wszystkie rzeczy, które uznałeś za miłe jak: mecze Ligii hiszpańskiej, ser dojrzewający, truskawki ze śmietaną i jeszcze sporo drobiazgów. Będą łzy wzruszenia i męskie decyzje, takie tam, sam wiesz, twoje ulubione scenariusze. A potem umrzesz i od nowa. Taka sytuacja.

– Nie podoba mi się taki raj. Jakie jest trzecie wyjście?

– No cóż trzecie wyjście jest męczące dla ciebie i dla nas – anioł skrzywił się wymownie. – Będziesz się rwał to starej przeszłości, snuł wśród znanych ci za życia miejsc i ludzi. Upierdliwe. Kawałki twojej świadomości rozproszą się to tu, to tam, tu siu, raz tam, raz z tu. Polecisz do żony a ona cię nie widzi. Polecisz do matki a ona cię nie słyszy. Wrócisz do ulubionej knajpy a tam zamknięte. Błędny duch. Dla nas kłopot a dla ciebie szarpanina. Taki raj i nie raj. Niby idziesz do cukierni. Widzisz, wąchasz, smakujesz, ale ciastka faktycznie nie zjesz.

– Wracam – stwierdził człowiek stanowczo i znów podreptał w miejscu jakby zamierzał stepować.

–  A puknij ty się w głowę, człowieku. Dokąd ty wrócisz, przecież nie ma co wracać, fizycznie ciebie nie ma. To znaczy fizycznie jesteś, wiesz – kwanty, bozony, neutrina, te rzeczy, ale nie ma cię materialnie w dosłownym, znanym ci znaczeniu. Ponadto twoje dawne życie rozpadło się w jednej chwili. Tak, tak – żona sprzedała twoją drogą, wymarzoną konsolę do gry, w tydzień po twoim zgonie. Chętnych do coczwartkowego pokerka też już nie ma. Wokół wdówki kręci się innych gościu, z którym w końcu się zwiąże i będzie szczęśliwsza niż z tobą. Przepadło.

– To co mam teraz zrobić? Dokąd iść? Co ze mną będzie?

– No cóż, jak wspominałem, są trzy wyjścia, trzy opcje w zależności od tego jak się pozbierasz Janusz. Witamy w raju!

___________________________________________________________________________

inne koany odwrócone

___________________________________________________________________________

Adam Sornek coach, mentor

___________________________________________________________________________

Zrozumieć język snów – język nieświadomości – warsztat

Udostępnij:

Maciej Bennewicz

Założyciel i pomysłodawca Instytutu Kognitywistyki. Twórca podejścia kognitywnego m.in w mentoringu, tutoringu, coachingu oraz Psychologii Doświadczeń Subiektywnych. Artysta, pisarz, socjolog, wykładowca, terapeuta, superwizor.