Ranny uzdrowiciel i synchroniczności

Papież
Papież

 

Doktor
Doktor

Ranny uzdrowiciel. Sprawdziłem. Mój poprzedni post umieściłem 11 lutego 2013  00:02. Szukałem metafory, zdjęcia i…nagle bach. Jan Paweł II. Jakżeby nie on, nie kto inny, ranny uzdrowiciel, wielokrotnie zraniony. Oświecony, zraniony, obecny w tłumie i jednocześnie samotny. Umieściłem zdjęcie i poszedłem spać. I przez cały dzień nie pamiętałem ani moim poście, ani o zdjęciu. Intensywne poniedziałkowe zajęcia. W środku dnia ktoś oznajmił, że Benedykt XVI abdykował. Jak to abdykował?

I teraz otwieram bloga, czytam posty…i lekki szok. Mój post, zdjęcie Jana Pawła, pytania graniczne! Carl Gustaw Jung, którego często cytuję, nazywał takie zjawisko synchronicznością.  Nie da się go udowodnić naukowo. Jung twierdził, że to koincydencja zdarzeń, które są ze sobą w przypadkowym związku, a jednak współzależą na wyższym, metafizycznym poziomie. Oczywiście tego typu związek wychodzi po za obszar psychologii i wkracza w obszar metafory, mistyki, religii; a może to tylko twierdzenia-bezpieczniki akademickich psychologów, wobec geniuszu Junga?

Jung uważał, że zbiegi okoliczności bardzo rzadko są wynikiem przypadku. Są odzwierciedleniem nieznanych jeszcze sił natury, fizyki, biologii, które wiążą ze sobą wydarzenia niezależne przyczynowo, a raczej wyrażają poprzez zbiegi okoliczności elementy zawarte w nieświadomości zbiorowej. Wszechświat, kosmos, natura, a może Bóg do nas mówi, przemawia poprzez znaki i w zasadzie wystarczy je odczytywać, wsłuchiwać się w ich sens, by odnajdywać właściwe wskazówki i odpowiednią drogę? Nieświadomość zbiorowa to ów potencjał myśli, emocji, znaków, symboli, który jest w nas, odczuwalny w przestrzeni społecznej, wyrażony właśnie w owych sygnałach, w pozornie oderwanych znakach. Uświadamianie owych sił i działanie zgodne z nimi miałoby prowadzić do procesu indywiduacji. Indywiduacja to mniej więcej to samo, co przebudzenie, samoświadomość,  kontakt z jaźnią, pełna spójność. Według Junga, ktoś, kto potrafi odczytywać znaki z nieświadomości zbiorowej, potrafi również kształtować zdarzenia wokół siebie poprzez kontakt między swoją świadomością a nieświadomością zbiorową.W zadziwiający sposób ten mechanizm potwierdza fizyka kwantowa, choć wobec obiektów subatomowych.

Zbieram te okruchy. Ciąg moich skojarzeń i wydarzeń. Ranny Uzdrowiciel; pytania graniczne; pytanie o szczęście; Jan Paweł II; Benedykt XVI i abdykacja; spotkania w firmie; trwający kurs coacha praktyka; temat synchroniczności i uważność, który poruszyć mam jutro; przeżycia studentów, seans filmowy Drogówka Smarzowskiego; film Ostateczne Rozwiązanie Franka Piersona, rekonstrukcja spotkania nazistów w czasie, którego zaplanowano eksterminację Żydów; co jeszcze?

Znaki, synchroniczności, ślady, blizny, zrosty, sygnały, pobudki, symbole, przebudzenia, bodźce, pytania, pytania graniczne…

Ranny uzdrowiciel i synchroniczności
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

17 komentarzy

  1. Dzięki Bartek :) Jak zwykle skromnymi środkami słowa pocieszasz ;)
    Tak, Aniula bliskie mi w zrozumieniu i doświadczeniu to, co mówisz. Aczkolwiek chodziło mi o jeszcze coś innego. Współczuję psychopatom (ooo tak są źli do szpiku kości, ale to tez kwestia życia i wolę pomagać osobowościom psychopatycznym niż czynnym pedofilom np.) i zgłębiłam ten rodzaj zaburzenia.
    Nie trawię hipokryzji, kłamstw, braku profesjonalizmu w „udupianiu”, łapaniu kogoś na błędach, podkopywaniu autorytetu lub kopaniu dołków za plecami czy wprost, mobingów, stalkingów i sratingów.

    Dlaczego uważam, że gdyby przyszedł do mnie człowiek obsmarować kolegę uważam, że zwolniłabym to jego z pracy w trybie natychmiastowym? bo to BRAK LOJALNOŚCI. Dzisiaj jest nielojalny wobec kolegi, wczoraj zbudował karierę na podobnych zachowaniach, więc jutro albo za zasłoną jest nielojalny w stosunku do mnie i do mojej firmy. Po co mi nielojalna twarz w firmie? Ktoś kto nie umie przyznać się do własnego błędu(w pracy!). W domu gry krzywdo-winy są nie raz jedyną metodą uwalniania silnych emocji. Niedobrą, ale tak to niestety funkcjonuje.

  2. Dżo-ann też miałam do czynienia z szefami psychopatami, na szczęście bardzo krótko, ale zdrowie nawaliło. Szukałam jednak wyjścia i się udało. Ludzie wpadają w marazm, w większości przypadków nie robią nic by zmienić sytuację. Podobno wystarczy wykorzystać 1/10 energii , przeznaczaną wcześniej na zrzędzenie i marudzenie, żeby coś zmienić. Mam plan, żeby prowadzić warsztaty dla osób, które pogubiły się w tej rzeczywistości. Myślę, że wiele osób nadal nie uświadamia sobie tego, że w starym układzie nic nowego się nie zadzieje. Dopiero zmiana znajomych, zmiana miejsc może przynieść im nowe rozwiązanie. Zmiana , zmiana, nie zawsze od razu radykalna, ale po woli może się udać;)

  3. Nie wykpimy się haselkami „Świat jest okrutny, świat jest brutalny. Tak już jest i nic tego nie zmieni”. Jasne że Lepiej siać sztuczną Love w czerwonych serduszkach, różyczkach i czekoladkach. Psiapsiókować albo pić z kumplem piwo w knajpie. Nie mysleć co potem? Jak kumpel zdradza kumpla, odbija żonę, koleżanka obśmiewa wszystko, czemu w cztery oczy przytakiwała. Cholernie trudne jest słowo przepraszam, dlatego nadużywać wolimy słowa na „k” bo pokazuje „Siłę. Prawo Darwina. Prawo pięści. Kto ma więcej jaj. Kto będzie gorą”.
    Zdrada!!! Obrzydliwy ten aspekt świata. Wystarczy o nim raz usłyszeć a ręce opadają i wybaczcie ale ciężko się zachwycać i zakochiwać na dłużej.

  4. Kiedy byliśmy mali dźwigaliśmy wielkie, ciężkie tornistry i w szkole siedząc w ciasnych ławkach myśleliśmy czasami jak to będzie, gdy już będziemy dorośli. Gdy będziemy dorośli. Nikt nam nie będzie już nic kazał.
    Praca ma być teoretycznie wartością samą w sobie. Ale ale. Z przerażeniem czytam artykuły takie jak ten: http://lublin.gazeta.pl/lublin/1,35640,13390345,Brudne_biura__Wyciskaja_ile_sie_da__Proby_samobojcze.html#Cuk
    Jak ktoś kto jest upodlony warunkami swojej pracy może w ogóle myśleć o czymś czymkolwiek? O rodzinie, o sobie, o życiu? Bezwzględne realia: staranie się, pełne serdeczności relacje „na równi” a cichcem, za plecami chodzenie i donoszenie co Kowalski robi źle, byle tylko Kowalski nie awansował, nie poczuł że się sprawdza w robocie i budował wyobrażenie świata w miarę przyjaznego, w którym można na druga osobę liczyć jak kumpla z ławy szkolnej. Zastanawiam się jak ja bym zareagowała, w danej sytuacji donosu, obmierzłego gadania na druga osobę, psucia krwi, parszywej obłudy w białych rękawiczkach. Czy dałabym po części wiarę w te słowa (w myśl, że w każdej plotce ziarnko prawdy) czy tak, jak czuję wysłałabym ją do diabła i prędzej ja zwolniła niż człowieka, na którego jest nagonka. No bo nurtuje mnie pytanie: w czym ten człowiek sobie zasłużył na takie traktowanie, dlaczego we wczesnych latach słyszy np. ciągle wyzwiska, a potem jako pracownik albo staje się osobowością psychopatyczną albo błąka się jako ofiara wiecznych stalkingów.
    Jak wtedy czerpać radość ze świata? Jak czytać książki, gdy nie ma za co, gdy nie ma jak?
    Ode mnie donosicielu wara. Zresztą mnie to nie dotyczy. A wy? Pracowaliście, pracujecie w dużych skupiskach ludzkich, jesteście uwikłani w sytuacje bez wyjścia, traciliście pracę przez własne uczenie się i kogoś „życzliwego”? Jak sobie radzić z takim obliczem pracy? Jak wówczas nadać pracy oblicze metafizyczne, głębsze; czerpać radość z samego działania?

  5. Czytacie niektórzy z niedowierzaniem?… Hmm… no tak, ale kiedyś damy, kameliowe (tu ukłon w stronę Prousta i jego „Poszukiwanie straconego czasu”) i zwykłe damy dam chowały się pod parasol przed słońcem by zachować swą alabastrową cerę. Dla brunetek, penelopek i szatynek dobrze, że te czasy minęły. Nikt im statusu już nie sprawdza.
    Tak, jak i rodom w czasie trudnych czasów wprowadzania równości społecznej na siłę kiedy ręce przed wyjściem z domu trzeba było naftą i ziemią umorusać. Dobrze spracowane dłonie po okazaniu odpowiednim władzom zapewniały nie kawałek chleba, niestety, ale człowiek przezywał jakoś, gdy dał radę, do jutra. Jestem w trakcie „Nigdy nie rodzi się byle kto i byle kto nie umiera”. Polecam

  6. Jest mocna szkoła P. Maciejuszko kazuistyki: nie ma przypadków. Nie ma się co dziwić! Nie da się nie dziwić! Nie podnosić larum. Rzeczy zdarzają się. Czasem coś bierzemy z łagodności serca za dobrą monetę, a okazuje się różnie.

    Czasem jak moja koleżanka z byłej pracy terapeutka zajęciowa można być codziennie zaopatrzonym w parasol, nie słoneczny, a przeciwdeszczowy (choć ten by jej ze wzgl. na urodę bardziej pasował ;)) miesiącami a zdarzy się jeden taki dzień w sierpniu. I bum. Plum plum. Przemoczone!

    Podobne podobno przyciąga podobne :) Choć i przeciwieństwa się przyciągają. Jak osobowości Freuda i Junga. A temperamenty przecież musieli mieć zbliżone.

    Jak kot i kocimiętka, jak plus z minusem magnesu, jak mucha i pająk, jak monitor i kurz, i monitor w sensie starszego pomocnego kolegi w lekcjach z tymże kolegą, jak żółty i fioletowy krokus w Dolinie Chochołowskiej, jak Zosia i Antos zwany Kajtusiem Czarodziejem. Ale o tym pssst… cisza

  7. Nic nie piszecie? Czas postawić po raz kolejny kropkę nad ypsilonem ;-) W Krakowie zaśnieżenie umiarkowane. Sople lodu na kamienicach przy Rynku topnieją. Kamienice stoją. Jak stały. Kiedyś Kraków był właściwie jedynie Floriańską do Baszty, Sławkowską, kawałkiem Grodzkiej, którą ciągnął się trakt bursztynowy. Miasto gdzie rządziły cechy: kaletnicy, garbarze, szewcy… Czeladnik uczył się od swojego mistrza. Cechy. Nauczanie i fach w ręku. Coaching w Polsce, w której nie mieli prawa głosu mimo napędzania gospodarki i handlu w państwie. Czy naprawdę wiele się zmieniło? Obserwuje firmy i firemki, obecnych przedsiębiorców. Tu gdzieś plajta, tam znowu ktoś coś nowego po raz setny otwiera, jeszcze gdzieś poddał się Pan w garniturze od armaniego i sprzedaje precle. Płaci Vat (vygorowany apodyktycznie tantiem) ;-).
    Mieszczanie -siła spychana zawsze do roli kołtunów, dulskich, przeznaczona do życia w swojej kaście. Nie do końca jestem mieszczanką. Ledwie z tytułu zasiedzenia.
    Byłam dziś w Kamienicy Szołayskich. Szuflandia Wisławy Szymborskiej i pamiątki i karteczki, i świnka podarowana przez Miłosza, i regał pełen książek. Gdzieś jakoś tam wśród Jej zapisków odnotowałam: ból, radość, tęsknica. Samo życie? :) A w Brazylii tańczą w pióropuszach i w ciepełku wybrzmiewa samba :)
    Pozdrawiam

  8. I jeszcze myślę tak o życiu w każdej chwili, przechodzeniu z jednej minuty w minutę, zatapianiu się w aktualność jako o odwiecznej walce bytu z niebytem, mitu Erosa z Tanatosem, popędu życia z popędem śmierci, światła i mroku, dnia i nocy.
    Czy modlitwa skutkuje? Jak modlić się by zostać wysłuchanym? Co jest modlitwą pytamy dalej? Jaka powinna być najlepsza?
    Piękne zapożyczenie z religii kraju Jezusa mówi wszystko nią jest. Wszystko jest modlitwą, więc winien jesteś żyć swoim życiem z nabożnością, z pieczołowitością hodować kwiaty, prać odzież, karmić kota…Modlitwa. Dziękczynienie. Dzięki czynienie czyli dziękowanie duchowi świata.
    Nie da się narzucić sobie przymusu istnienia. Trzeba czuć w sobie i innych potrzebę życia :) Życia pomimo niezliczonych przeszkód, trudności, tortur, krzywd i przede wszystkim życia lżejszego dzięki małym radościom, żartom i psikusom, poszukiwaniom, stanom sytości i obfitości :)
    Łatwo żyje się z pełnym kompletem ciała. Trudniej, gdy się coś z tego kompletu utraciło. ciężko się pogodzić ze swoją Taką innością. Dzięki, że istnieją takie fundacje jak Zielony Liść: http://fundacjazielonylisc.org/
    Gdy czeka się na drogą protezę, odpowiedzi na nasze pytania co jest ważne stają się proste.

  9. Sam Carl Gustav był bardzo ważną postacią w życiu Zygmunta Freuda. Dla Żydowskiego lekarza znajomość z znanym profesorem poważanej uczelni, Niemcem z krwi i kości była próbą nawiązania, kolejny raz przyjaźni – mocnej, męskiej przyjaźni o którą nie mógł się oprzeć na 100% w żadnej interakcji interpersonalnej. I ta skończyła się fiaskiem emocjonalnym, a może i częściowo prestiżowo-finansowym.
    Junga zraniła dozgonnie łatka „chorego psychicznie” nadana w silnych emocjach przez Freuda. Bez jednego nie byłoby jednak drugiego. Bez jednej ciekawej, pełnej modernistycznych i psychodelicznych wizji świadomości zbiorowej jako wspólnego arsenału intelektualnego nie byłoby „Totem i tabu”, orientalnego i pachnącej mirrą i wypełnionej wiecznie dzwoniącymi, nieodbieranymi telefonami rzeczywistości freudyzmu. Wszystko co wiemy dziś o snach, wiemy w języku niemieckim. Podwalin nie stworzyli (sny są realne), ale ujęli je w karby precyzyjnej (wtedy) nowomowy.
    Jung nie porusza się tylko w onirycznych klimatach. On to dał przepis na zdrowie psychiczne człowieka: umiejętne balansowanie na granicy introwertyzmu i ekstrawertyzmu. Mówi: człowieku patrz na siebie i jeśli chcesz wiedzieć co znaczy to, co przeżywasz w związku ze swym marzeniem sennym, zajrzyj do mojego sennika. nie uspokoję Cię, ale będzie to Twoja inicjacja do dojrzałości, integracji osobowości i charakteru, pogodzenia się właśnie ze strasznym niepokojem egzystencjalnym. Bo nostalgia, melancholia, wątpliwości, obawa, tęsknoty i pragnienia to też twarze życia, których nie wciśniesz pod żadną maskę. Gorzej, wtedy nieoczekiwanie z impetem wyskoczą jak pęknięta poduszka powietrzna w aucie.

  10. Szczecin, lotnisko, mój brat, kuzyni o tym samym nazwisku… Synchroniczność :)

  11. odpowiadam sobie sama…..
    spekulacje i proby wyjasniania beda,bo jakos trzeba takie zaskakujace decyzje wyjasnic za pomoca racjonalnego umyslu…inaczej nie mieszcza sie w glowie….media pewnie nie podadza tych prawdziwych jesli mialyby zachwiac Watykanem………..czy Benedykt mialby odwage powiedziec calemu swiatu,jakie pytnie graniczne doprowadzilo go do takiej decyzji????A czy w ogole poza oficjalnymi informacjami jest upowazniony albo zobowiazany zdradzac prawdziwe powody swojej decyzji?a mozliwe tez ,ze powod jest taki jaki jest oficjalny-brak zdrowia i sily….nie kazdy ,jak Jan Pawel II ,mimo ciezkiej i utrudniajacej zycie choroby potrafil do konca niesc swoje obowiazki…pod koneic jego zycia takze komentowano ,ze moglby juz odpoczac i przekazac wladze komus mlodszemu i zdrowszemu….
    moze Joseph zwyczajnie nie ma tej sily duchowej?i jego decyzja jest najlepsza ,jaka podejmuje-w odniesieniu do siebie ,do Watykanu ,do swiata….
    to wie on sam,moze ktos mu bliski……..

    zachowa dla siebie ,czy za jakis czas ktos wykorzysta poufne informacje,napisze biografie,,Papiez ,ktory abdykowal”,zarobi pieniadza,jak na kazdym innym celebrycie????

    ;))))))))))))))))))))

  12. a dlaczego abdykowal?czy jest jakies oficjalne chocby uzasadnienie?czy trzeba miec powody uzasadnione politycznie ,czy mozna tak jak kazdego innego urzedu zrzec sie z osobistych chocby wzgledow?

    na temat synchronizcnosci ladnie i jasno tez pisze Deepak Chopra w „Sekretnej sile spelnainia pragien”laczac psychologie z fizyka kwantowa,teorie wschodnie z zachodnimi.
    mi tez sie zdarza byc zaskoczona synchronicznoscia;))))))))ale intuicja mowi,ze tak jest.
    nie widzimy zwiazkow ,ktore istnieja,bo rozciagaja sie dalej niz siega nasza pamiec;)))))
    a nasze zmysly nie sa w stanie dostrzec czegos ,co spaja pewne materializujace sie fakty.

  13. No i znowu świrują w telewizji i ciągle o abdykacji gadają . Nudne jak flaki z olejem. Wedle historycznej zasady po wielkim nikt wielki nie będzie. Teraz znowu zaczną się kombinacje polityczne, a kogo wybrać, a może czarnego i postraszyć niedowiarków kolejnym końcem świata.

  14. Czy to to samo, co Sheldrake nazwał rezonansem kształtotwórczym? Wydaje mi się też, że na tym samym schemacie opiera się teoria pól morfogenetycznych Łazariewa, nawiasem mówiąc Łazariew jest zaliczany przez cerkiew prawosławną do toksycznych sekt. Mój znajomy, który prowadzi sklepik z dewocjonaliami kilkakrotnie był atakowany przez odwiedzających go licznie duchownych za posiadanie na zapleczu książek Łazariewa. Stwierdził jednak, że trzyma je dla mądrych, bo mądremu nic nie zaszkodzi – „choćby co zatrutego wypili”. Czy to uważność w piciu trucizny sprawia, że przestaje być trucizną? Dobrego dnia.

  15. Jedyne co się ciśnie na usta: Ich liebie Dich Papa!

  16. Nie uznaję i nie rozumiem tej abdykacji (czy to jakiś rodzaj zamieszania stosunków w Watykanie). Nie dochodzi ona do mnie. Jakoś ciężko dziś odnaleźć się.

Komentarze są wyłączone.