Relacja i droga

dwoje, dwie drogi albo jedna
dwoje, dwie drogi albo jedna

Często rozmawiałem z Michałem, moim przyjacielem na temat, który sugeruje Majkel [co za zbieżność imion, część przyjaciół tak zwracała się do Michała] pisząc: Chodzi o zagadnienie relacji między dwojgiem partnerów życiowych z których jedno stara się kroczyć drogą przez duże D, natomiast druga strona nie ma zwyczajnie potrzeby szeroko pojętego samorozwoju. Mówiąc samorozwój mam na myśli przede wszystkim potrzebę wglądu wewnętrznego, poznania samego/samej siebie.


Droga przez duże D? Robert Dilts powiedział kiedyś: Ktokolwiek nie idzie z tobą do przodu, jedynie cię powstrzymuje i ogranicza. Mocne stwierdzenie. A jeżeli ów ktokolwiek cię kocha? Jeżeli jest bliską osobą, którą satysfakcjonuje życie bez pytań, bez tych drobiazgowych, filozoficznych, teozoficznych rozważań o naturze ludzkiej, idei zła i dobra, narcyzmie i agresji, dobroci i współczucia, a rozmowa o uwarunkowaniach karmicznych wydaje się aberracją? Albo prościej, zwyczajniej. FC Barcelona, twój ukochany klub gra z Deportivo la Coruña, a żona po prostu nie lubi meczów piłkarskich i określa twoją pasję niewybrednymi słowami. Uwielbiasz hodować kaktusy, masz ich całą kolekcję, a twój partner wciąż się złości, że w całym domu pełno tego kolczastego ohydztwa i nie można palić papierosów z ich powodu.  No cóż, pisałem o tym w książce o miłości – bierzemy sobie do pary drugą osobę z całym dobrodziejstwem inwentarza, jej wadami, zaletami, nawykami. Również w tym kontrakcie [często niepisanym, niedopowiedzianym] jest zawarta nieznana przyszłość. Kiedyś w przysiędze małżeńskiej mówiło się: na dobre i na złe; w zdrowiu i w chorobie. Brakuje tam chyba stwierdzenia: ślubuję ci wierność i miłość również wtedy, gdy zechcesz się zmienić, a nawet wtedy, gdy w moich oczach zmienisz się na gorsze. Byłaby to bardzo wymagająca przysięga. Chyba raczej zakładamy, że partner lub pranerka zmieni się na lepsze. Stanie się istotą jeszcze bardziej cudowną, idealną, wyrozumiałą, mądrą i piękniejszą, od tej, w której się zakochaliśmy. Tymczasem starzejemy się, brzydniemy, brzuszek i celulit zmniejszają nasz żurnalowy urok. Co gorsza zmieniły się poglądy partnera lub nasze własne. Już ciebie nie poznaję. Te szkolenia mają na ciebie zły wpływ, gadasz od rzeczy. Nie puszczę cię więcej na te dziwactwa, bo już nie można z tobą normalnie pogadać. Przewrócili ci w głowie. To jakaś sekta. – Powie partner lub współmałżonek [ona lub on] rozgoryczony zmianą, dziwnymi zainteresowaniami i bredzeniem o energii chi, albo pranie.

Deepak Chopra
Deepak Chopra

Deepak Chopra powtarza przy różnych okazjach [cytuję z nagrań]: Masz takiego partnera jakiego sobie wybrałeś [wybrałaś]. Partner jest odpowiedzią na twoje aktualne potrzeby, lecz również na twoją indywidualną dojrzałość. Nawet, jeśli opuścisz swego partnera – bez wewnętrznej przemiany i tak wybierzesz kogoś podobnego – nie do „poprzednika”, lecz do twojego wewnętrznego stanu. Ktoś powie – Chopra lub Dilts są kontrowersyjni. To może Zbigniew Lew-Starowicz albo Zbigniew Izdebski będzie dla ciebie przekonujący? Wybierz. Szukaj odpowiedzi. I tak najważniejsze z nich są w tobie, jak nas mądrze i wnikliwie uczy Monika B. Może słowa Moniki będą podpowiedzią, odezwą się w tobie echem?

Zbigniew Izdebski
Zbigniew Izdebski

Czasem jedynym sposobem jest rozstanie, czasem tak bywa. Niekiedy jednak można nauczyć się, że w sytuacji, gdy jedna osoba lubi np. filmy Woody`ego Allena, a druga nie – można wzajemnie szanować swoje wybory, bez przekonywania się na siłę do jednej z opcji. Mój dziadek, który po wojnie mieszkał w Szkocji aż do śmierci, chodził z rodziną w jedną niedzielę na mszę do małej kapliczki katolickiej w Domu Polonii, a w następną do protestanckiego kościoła szkockiego, czasem również do anglikańskiego, gdy była gorsza pogoda.  To były czasy, gdy księża w Polsce odprawiali msze w rytuale trydenckim, po łacinie, tyłem do wiernych, w głębi nawy głównej.

Relacja i droga
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

35 komentarzy

  1. Hmmm… ja lubię być sama, myślę, że jest różnica między samotnością a poczuciem osamotnienia. Ta pierwsza jest takim byciem z sobą, zagłębieniem się, refleksją. Ta druga kiedy brak drugiej trzeciej i czwartej osoby, kiedy zabrakło innych, ale nawet w osamotnieniu można być samotnym i w środku czuć się dobrze z sobą ;-)
    Kiedyś bałam się i jednej i drugiej… Dziś jest dobrze ;-)

  2. samotnosc jest czasami dobra ale chyba tylko po to zeby sie zastanowic nad naszymi relacjami, nad utracona albo upragniona miloscia, przynajmniej ja tak mam i w chwilach samotnych najpierw sie boje, potem ciesze a potem znowu mysle o kims drugim, dziwne…

  3. Zośka,
    nawet przez chwilę nie poczułam, że kwestionujesz to, co mówię. Po prostu gadamy ;-)
    Pojęłam co piszesz i fajnie, że możemy poznać swoje zdania, a co ciekawe, zgadzam się. Bo najczęściej chodzi o to samo, tylko innymi słowy ujęte ;-)

  4. Agnieszko Hawajko,
    na pewno, nie kwestionuję Twoich osobistych wyborów, zauważam tylko, ze my kobiety często mamy pewną tendencję do traktowania mężczyzn jak dzieci. Moja uwaga była natury ogólnej,nie dotyczyła Twojej sytuacji. Nie oceniam indywidualnych sytuacji bo każda taka sytuacja kieruje się swoimi prawami, nie da się jej znormatywizować. Pisałam tylko o pewnej ogólnej tendencji, którą od dawna zauważam, o tym jak często kobiety postepują, w tym i ja sama :)

  5. Tak sobie myślę, że warto być sobą i pozwolić być sobą tej drugiej osobie, to tak w uproszczeniu me wywody się mają ;-)
    A reszta się i tak wydarzy.

  6. Agnieszko Hawajko,
    nie chodzi o to, ze jak czekasz, to się nie rozwijasz. Chodziło mi o to, ze jego droga może byc dla niego najwłaściwsza i nie ma potrzeby czekać, “czynić, nie czyniąc”, ani hołubić “przestrzeni czekania”, bo można robić swoje, a jemu pozwolic robić swoje. Po prostu.

  7. PS czekanie nie oznacza braku ciągłego rozwoju. Bo przecież można “czynić nie czyniąc” ;-)
    Dla mnie czekanie jest przestrzenią w której dużo się dzieje ;-)

  8. Cudne różnorodności interpretacyjne ;-) Jedno zdanie, a tyle punktów widzenia. Tak naprawdę to pewnie sam autor wie co miał na myśli ;-)

    Przypomina mi się sytuacja z ostatnich moich warsztatów kursu w jakim biorę udział (ukochany POP ;-)). Nawiązała się mała “nagonka” na jednego z uczestników, dość kontrowersyjna postać, świetny nauczyciel. Ostentacyjnie się zachował i w trakcie ćwiczenia pokazowego, odwrócił się tyłem do osoby, która była w procesie i… zajął się wytwarzaniem hałasu ;-) rysował, kreślił, a potem siedział właśnie tyłem. Wzbudziło to pewne oburzenie i różne emocje. Na forum poruszyłam sprawę, potem poszli inni ale w kierunku agresji… Odniosłam się do wypowiedzi prowadzącej o inności, szacunku jaki Midell ma do inności wszelkiej jakości ;) i powiedziałam, że warto się szanować wzajemnie i uszanować inność myśli, czynów itp ;-). Kolega podziękował mi, bo poczuł, że stanęłam w jego obronie. Odezwały się głosy z sali, że przecież nie o to chodziło itp. Siedziałam cicho, uśmiechałam się tylko i nie wierzyłam, autor zdania siedział w grupie, ale nikt mnie nie zapytał “co miałam na myśli” ;-) ciekawe to było bardzo. Każdy poczynił swoje założenie do cudzej intencji. Sama dostałam piękną lekcję i teraz los podtyka mi podobne lekcje. Jak często myślę za kogoś… jak często patrzę na relacje przez pryzmat swoich przeżyć, jak często widzę siebie w innych i coś co dla mnie jest kłopotem dla innej osoby jest błahostką, a nawet żartem…

    “chodzi o to, żeby sobie samemu w drogę nie wchodzić…” dobrze powiedziane ;-) być wiernym sobie prawdziwie i nie robić autosabotaży ;-)

    Tak… Hawaje są we mnie, ale są też na zewnątrz ;-)

  9. Zauważam, ze kobiety (w tym i ja) mają tendencję do matkowania partnerom, co się wyraża m.in. w czekaniu na nich, aż dojrzeją i dorosną do swoich żeńskich połówek.
    A skąd czerpiemy tę pewność, ze ta nasza droga jest na tyle słuszna, by i on nią musiał iść? Odpowiedż jest prosta. Tę pewność daje nam nasza kobieca intuicja,kobieca mądrość, etc. Jednak istnieje także i męska mądrość i intuicja i zbyt rzadko bierzemy pod uwagę, ze i facet wie, co robi. Zbyt rzadko. Stąd pewno to czekanie, nauczanie faceta, co jest dla niego dobre. A przecież skoro on wie swoje, my swoje i nie ma między nami zgody, to się rozchodzimy. To nie jest “brutalne”, Nie zostawiamy przecież synka, tylko rozstajemy się z dorosłą osobą, której też pewno ulży, jak nie będzie poddawana codziennej duchowej indoktrynacji przez partnerkę–matkę.

  10. Dla mnie też to zdanie było kiedyś “brutalne” to wszystko zależy od punktu odniesienia :)
    poza tym w tym zdaniu nic nie ma o paleniu mostów, a drzwi nawet zamknięte, warto sobie zostawić… a nóż… będzie potrzeba je otworzyć…

    ja jednak uważam, że to chodzi o to, żeby sobie samemu w drogę nie wchodzić… wielokrotnie zdarzało się ta, że stałam w miejscu, bo ktoś ciągnął mnie w dół ze sobą… to chyba nie chodzi o to, żeby nie czekać na kogoś… chodzi raczej, w moim mniemaniu, o to, że można na kogoś czekać, ale dalej samemu idąc :)

  11. A jeszcze co do hawajskiej kultury. Bardzo lubię taką metaforę: czym się różni człowiek Zachodu od Hawajczyka? Jeżeli ten pierwszy zobaczy górę, to natychmiast chce zdobyć jej szczyt. A Hawajczyk siada u stóp góry i podziwia jej urodę. A potem obchodzi górę dookoła, żeby spotkać się z przyjaciółmi:)

  12. Agnieszko Hawajko, w pełni się z Tobą zgadzam. Co innego związek, co innego dalsi ludzie. Zresztą moje doświadczenie pokazuje, że wraz z rozwojem jedni ludzie znikają, a pojawiają się w ich miejsce inni. I dzieje się to naturalnie, bez dramatycznych zerwań kontaktów czy intensywnego poszukiwania “tych innych”. A związek to z jednej strony więź, a z drugiej zobowiązanie.I odpowiedzialność.

    “Może to jest tak, że sami chcemy być niezależni a drugiej stronie tą niezależność chcemy zabrać?” Anito, trafiłaś w samo sedno:))

  13. “Ktokolwiek nie idzie z tobą do przodu, jedynie cię powstrzymuje i ogranicza.” A dla mnie to zdanie jest dość “brutalne” ;-) Bo owszem, jeśli ktoś nie chce iść to czas się rozejść. Czasem jednak warto poczekać, aż osoba zrobi krok do przodu, potem jeszcze jeden i jeszcze jeden, aż będzie “z przodu”. Cieszę się, że mój partner nie odstawił mnie jak zbędny balast, tylko zobaczył “potencjał” na wyjście z depresji i poczekał ;-)
    Cieszę się, że ja zaczekałam na niego, kiedy już wyszłam w świat kolorów.
    Czasem warto nic nie robić, tylko pielęgnować w sobie ciepłe miejsce i ufać, że będzie dla nas najlepiej jak to możliwe ;-)
    Ale to z partnerem, inaczej jest z relacjami dalszymi. Tu dużo szybciej widać z kim już nie jest po drodze i to zdanie biorę w pełni ;)) Choć bywa, że po pewnym czasie do naszego “przodu” czymkolwiek ono jest, dochodzi ten kogo zostawiliśmy z tyłu i znowu kawałek jest razem do wędrówki.
    Raz zamknięte drzwi mogą się otworzyć ponownie. Czasem warto je otworzyć, bo zamiast potwora możemy spotkać elfa ;)

  14. To ja to chyba mam duże szczęście w życiu jednak :) mam partnera, który nie dość, że nie robimy mi wyrzutów o chodzenie na szkolenia, to jeszcze sam na nie chodzi i sam kroczy drogą taką jaką chce kroczyć…

    może to jest tak w naszych związkach (nie tylko tych koedukacyjnych ale również tych przyjacielsko- koleżeńskich), że zapominamy o własnych i cudzych granicach… może to jest tak, że sami chcemy być niezależni a drugiej stronie tą niezależność chcemy zabrać? a może to jest tak, że czasem nie znamy granicy między daniem a braniem?

    ludzie się rozchodzą, czasem po wieloletnich związkach… czy to źle? nie. czy to dobrze? nie. Tak widocznie miało być. coś się stało w tzw. międzyczasie, że dalej razem już się iść nie dało… i lepiej zakończyć coś i iść dalej niż siedzieć i gnić w czymś co nie ma szansy odrodzenia… a ludziom czasem tak trudno to zrozumieć…

    “Ktokolwiek nie idzie z tobą do przodu, jedynie cię powstrzymuje i ogranicza.” dla mnie to jest kwintesencja tego wszystkiego. Kiedyś myślałam, że to bardzo egoistyczne, wręcz narcystyczne podejście. Dzisiaj wiem, że takie podejście służy mi w 150% normy :) potrzeba tylko czasu na to, żeby sobie pozwolić na takie rozwiązanie. Czego sobie i Wam życzę :)

  15. I jeszcze jednym szczęściem chcę się podzielić. Mój mąż idzie swoją drogą. Mnie się wydaje, że on jest już oświecony i koniec. Nie dokonał tego, on taki jest i już ;-). Czasem powie taką mądrość, że we mnie zostaje i tworzy zmiany. A nie był na żadnym warsztacie ;-). Jedynym warsztatem dla niego jest dotychczas życie ze mną ;-). To szkoła przetrwania była ;-). A ja cisnęłam, żeby się rozwijał itp itd… Odpuściłam jakiś czas temu. Uwolniła się niesamowita energia, zrobiła przestrzeń też dla jego wolności. Wczoraj poprosił mnie o pomoc. Po raz pierwszy mój mąż stwierdził, że chciałby poznać automasaż hawajski! Jej, ależ się ucieszyłam! Ale też trochę zestresowałam, no bo co jak uzna, że to jednak głupota? Myśl przeszła i zniknęła, a nam się cudownie razem ćwiczyło. Prowadziłam go przez “kulanie się” po podłodze ;-), jednocześnie czerpałam radość z własnych ćwiczeń i tak nam zeszło półtorej godziny. On się nie zniechęcił, poczuł swoje ciało (i czuje je do dziś ;-)), ja napełniona i szczęśliwa, że wybrał tę metodę i chce ze mną “kulać się” i uwalniać napięcia ;))
    Raz ja jestem trochę z przodu, innym razem on. Dzielimy się sobą, uzupełniamy, i choć jesteśmy “drastycznie różni” ;-) to one służą nam wyśmienicie bo jesteśmy na te różnice otwarci. Oj, wiele lat pracy tu było… i cierpliwości ocean (głównie męża ;))
    Kiedyś stwierdziłam, że nie warto zaczynać od nowa jakiegoś związku, bo i tak dojdę do tego samego momentu przed którym chciałam uciec. “zawzięłam się” i powzięłam decyzję, że chcę przejść ten moment, który był nie do przejścia. Przeszłam. Pojawi się pewnie kolejny, ale razem już będzie łatwiej przeskoczyć ;-) Choć tego nie wiem, może łatwiej, może trudniej, nie nastawiam się, bo z moich planów najczęściej i tak wychodzi coś innego ;-)

  16. Joanno, dzięki za energię hawajską ;-) Pozdrowienia dla koleżanki mieszkającej w tych pięknych rejonach. Mnie w hunie przyciąga wolność, uważność, obfitość wszelakich form i istot hawajskich, prostota, lekkość, kolory. Ale przede wszystkim wolność. Siedem zasad huny to dla mnie siedem zasad wolności. To ja wybieram jak chcę żyć, jaki chcę mieć świat, co mnie będzie ograniczało, gdzie poślę swoją energię, kogo chcę kochać i jak mocno, kiedy odkryję swoją moc i jak ją wykorzystam, jaką drogę wybiorę do celu.
    Im dłużej wpatruję się w te siedem zasad, tym więcej znaczeń odkrywam, raz czuję jedną innym razem drugą. Huna jest jak tao, nie ma końca ;-)
    Kiedyś Hawajczycy szli na połowy, zarzucali sieci uprzednio pytając ocean o zgodę, a złapane ryby o zgodę na zjedzenie. Brali tylko tyle, ile było im potrzebne, reszcie zwracali wolność. Tam natura była ceniona, widziana, szanowana. Kiedy wybucha wulkan, Hawajczycy się cieszą, a nie smucą. To znak, że powstanie nowe życie… I choć może wydawać się to sielanką, ufam, że można tak spokojnie żyć, poddając się biegowi życia takim jakie ono się pojawia i odkrywa swoje karty. Szkoda, że rdzennych Hawajczyków jest na Hawajach tak mało. Mam nadzieję, że kiedyś będzie mi dane poznać tę piękną ziemię. Choć mam ją w sercu i czuję jak tam jest ;-)

  17. A ja jeszcze w związku z Drogą . Co jakis czas zmienia się rodzaj systemu przyciągającego ludzi. Lata 70-te i 80-te w Polsce to buddyzm, popularny m.in. w kręgach psychoterapeutycznych i artystycznych. Prawie każdy adept Laboratorium Psychoedukacji stawał się buddystą. Młodzież tłumnie przychodziła na spotkania z Ole Nydahlem. Podobnie w latach 90-tych w Polsce powstawały kolejne ośrodki buddyjskie, gdy swiat zachodni szedł juz w innym kierunku-huny. U nas huna zaczyna mieć teraz coraz więcej adeptów. Zastanawiam się, z czym to jest związane. Kiedyś pwiedzialabym ;moda, trend. teraz mówię:pole:) Co takiego zmienia się w polu, ze coraz więcej ludzi interesuje się hawajskim przekazem? Inne koncepcje rodziły się w skalistym Tybecie czy w męskiej kulturze Japonii, inne w obfitości oceanicznych wysp.Huna to energia kobieca, Hawaje to kobieca kultura. Czy zmiany w wyborze Drogi związane są z większym przyzwoleniem dla/większą potrzebą kobiecej energii?

    Bardzo polecam “Toksyczny sukces” Paula Pearsalla, amerykańskiego wybitnego psychoneuroimmunologa. Pięknie pokazuje, jak w kulturze Zachodu można korzystać z subtelności i harmonii hawajskiego przekazu, filozofii po ‘okela.

  18. Macieju
    Dziękuję za ten wpis.

  19. A jak pisał Byron “miłość drogę znajdzie, tam gdzie ślepy zwierz nie zajdzie” (to do wpisu Sylwestra o jasnowidzącej miłości). Często jest też tak, ze kochająca się para integruje np. buddyzm z chrześcijaństwem. Mam przyjaciela, którego żona jest katoliczką i obojgu zyje się naprawdę dobrze w tej miksturze złożonej z buddyzmu i katolicyzmu. I to nie dlatego, jak myslę, ze buddyzm, czy chrześcijaństwo są szczególnie podatne na łączenie, ale to jest jej serdeczne chrześcijaństwo i jego serdeczny buddyzm. Zaden system duchowy, ani metody nie są pojemniejsze od potencjału człowieka. Dlatego człowiek, który kocha nie ma się co obawiać, ze tego, czy tamtego nie powinien bo mu religia zabrania. Jesli religia zabrania kochać kogo kochamy, tym gorzej dla religii.

  20. ulepieni słowami, wydaje mi się, że wiem, że rozumiem, że poznałem:) jak dobrze mi z tym, że tylko mi się wydaje:)

  21. Zwykło się mowić, że miłość jest ślepa. […] W Gruncie rzeczy nic na tej ziemi nie jest tak jasno widzące jak miłość. Jeśli zaś coś jest ślepe, to nie miłość, tylko przywiązanie.

    — Anthony de Mello

  22. Czy kiedykolwiek przyszło wam do głowy, że naprawdę możecie kochać tylko wtedy, gdy jesteście samotni? Zapytacie, jakie to ma dla miłości znaczenie. Oznacza to widzenie osób, sytuacji, rzeczy takimi, jakimi są w rzeczywistości, a nie takimi, jakimi sobie wyobrażacie, że są.

    — Anthony de Mello

  23. Agnieszko Hawajko, nic nie jest w stanie zjeść Twojej radosci:) I jak zwykle jest zarażajaca, bo autentyczna:)
    Mam kilka fantastycznych przykładów, gdy para wybiera się razem ściezką rozwoju, np. ten sam system. To bardzo wzmacnia więż.

  24. Maćku, jeżeli chodzi o związki i generalnie relacje to ja mam teorię puzzli:) Wcięcia i wypustki muszą do siebie pasować. Jeżeli moje się nie zmieniają, to ciagle dopasowuję do siebie te same puzzle.
    A co do rozwoju i drogi przez duze D. Jeżeli ona faktycznie ma miejsce, to teoretycznie przeklada sie to też na relacje z innymi. W załozeniu taka droga prowadzi do zmniejszania cienia, integracji wewnętrznej i harmonizowania. A przez to większej uwazności i “łagodności” w relacjach z innymi. Piszę “teoretycznie”, bo w praktyce różnie to bywa. I nie wiem, od czego to zalezy. Moze od tego, z czym dana osoba na taką ścieżkę rozwoju weszła. Może to, co obserwuję, to ogromna zmiana u tego człowieka.
    Byłam kiedyś na szkoleniu z pewnej hawajskiej techniki u kobiety, która zajmuje się nią wiele lat. W kobiecie było sporo napięcia przejawiającego się mięśniach, sposobie mówienia, niska energia. Rozmawiałam o tym z koleżanką /obecnie szczęśliwa mieszkanką Hawajów, ale to juz zupełnie inna historia:)/ Marta stwierdziła,, że nie wiemy, z czym kobieta “startowała” w praktykowaniu tej techniki.. Może jej aktualny stan to ogromne osiągnięcie i wiele lat pracy nad sobą.

  25. PS zjadło mi radość ;) cieszę się ;-) że idą ze mną inni ;-)

  26. Droga, fala, poddanie, odpuszczenie, bycie w drodze, obok, na i pod. Ciekawość co jest pod następnym kamieniem, szacunek dla każdej istoty i każdego poglądu. Droga jest, a ja jestem na niej, czy tego chcę czy nie. Chcę być na Drodze świadomiej każdego dnia. Dróg jest wiele, ale tylko po jednej idzie mi się lekko, choć czasem cierń się wbije w stopę. Droga wiodąca do serca, coraz głębiej i głębiej. Bo kiedy wydaje mi się, że dotarłam do głębi, można zejść jeszcze głębiej.
    się, że mój partner wędruje ze mną, że towarzyszą przyjaciele.

  27. Moniko,
    u mnie były najpierw “cudne manowce” i błądzenie po ksiązkach, a teraz jestem na ścieżce, usiłuję praktykować dzogczen. A czym jest ta scieżka/ droga dla mnie? Pomaga mi widzieć klarowniej to, co dzieje się w umyśle, a także przebywać –na ile mogę—w świecie bez pospiechu, lęku i z radością. Czego wszystkim zyczę.

  28. a w tym miejscu nasuwa mi się pytanie …
    a Co to Jest Droga …czym dla mnie / dla Ciebie Jest ?
    Co przez to rozumiem / rozumiesz ?
    ciekawe ….

  29. Panie Moderatorze, ostatni wiersz komentarza się tu dostał niechcący i można go bez żalu usunąć :)

  30. a gdyby zaryzykować twierdzenie, że “dwie drogi partnerów” to wątpliwość u jednego, że nie wie/nie czuje/ nie widzi/ nie słyszy, czy jeszcze kocha drugiego? Albo czy naprawdę kochał? I w tym chceniu, żeby drugie “nadążało” jest nadzieja, że jak się to drugie postara, nadąży, to będzie można jednak/ znów kochać? I odwrotnie – jeśli to, które nie “nadąża” nie chce nadążać, to czy naprawdę mnie kocha? Gdyby kochało, imponowałoby mu przecież, że ja mądrzejszy, głębszy coraz…
    Wtedy rownoległy rozwój lub jego brak nie byłby kłopotem właściwym, a tylko objawem wskazującym na kłopot miłości..

    To nie musi być przecież

  31. Ewelina,
    jak “my zdarzamy się rzeczom i ludziom”, to i wice wersal –“oni zdarzają się nam ” :) też tak to ogarniam :)

  32. podpiszę się pod Twoimi słowami Zośka bo toż to czysta prawda :) albo jedna z jej stron przynajmniej. Znam to trochę z autopsji he he – kiedy wpadłam w nurt zen. Byłam bardziej niż zen. Prostota, minimalizm prześwidrowały mi mózg i kieszeń :) Nie było w tym nic nawet męczącego dla “moich” ludzi wokół ale nie było też mnie za bardzo. Ja w swoim niebycie a oni obok. Mimo, że to było szczere i prawdziwe to jednak było w tym dużo kreowania mnie na kogoś kim chciałam być a nie byłam. I to jest ten przypadek z Trungpa – kreujemy się na kogoś kto jest naszym “ja idealnym” i docinamy świat do tego obrazka. No a ci którzy nie pasują no to sorry..w końcu to w imię wartości duchowych więc nie tyle jest ok co nawet wskazane..
    W astrologii, kiedy jest mowa o karmie często mówi się, że to nie rzeczy i ludzie nam się zdarzają lecz my zdarzamy się ludziom i rzeczom. Że spotykamy właśnie taką osobę bo ona jest naszym przyjacielem lub nauczycielem. Kiedy się nauczymy przy niej tego czego potrzebujemy by iść dalej to ta osoba staje się już przyjacielem. Dopóki jest nauczycielem uczymy się.. Można zmienić nauczyciela ale to nie zmienia faktu że nadal się uczymy a więc proces się nie posuwa do przodu dzięki tylko zmianie partnera.. To nie jest oczywiście moja prawda objawiona bo poza karmą i pramą jest jeszcze karma – jedzenie i pranie, sprzątanie i codzienne życie. I tu ważne z kim się je, śpi i wspiera z wzajemnością. chyba ważne, nie ? :)
    pozdrawiam:)

  33. Zosiu – świetnie to opisałaś :)

    A wracając do tych wszystkich religijnych ceregieli – w Anglii i Irlandii spora liczba młodych ludzi umówiła się, że na spisie powrzechnym za wyznawaną wiare podawać będą Jedaizm -czyli religię czy też system filozoficzny postulowany przez Rycerzy Jedi – co spowodowało, że Jedi wskoczyło na 2 miejsce najpopularniejszych religii na wyspach.

    Mam nadzieję, że u nas też będzie taka opcja bo ja sam chetnie dołącze się do tego heppeningu :) – a swoją drogą to bardzo ciekawa reakcja społeczeństwa, które zaczyna wyrastać z mitologicznych, niskich poziomów świadomości.

  34. Chodzi o wspólny język i porozumienie ponad naszymi poglądami, zasadami, upodobaniami i obyczajami, które i tak –wcześniej, czy póżniej—(najpóżniej w czasie śmierci) opadną jak niepotrzebne skorupy z rozbitego dzbanka. Ile już poglądów się wyrzekłam i upodobań, i obyczajów, i wiem, że jeszcze wiele z nich ustąpi, i nawet cieszę się, jak się pozbywam tego balastu, a z ludzmi zawsze można pogadać, podeliberować, pośmiać się bez potrzeby okopywania się na wlasnej duchowej reducie. Trungpa( chyba Trungpa) napisał książkę o materializmie duchowym, w której to przejrzyście pokazuje jak używają tzw. duchowości ludzie pazerni na nią, gotowi dla niej pozbyć się własnego męża, kumpla, psa… Tworzą ten swój idealny duchowy image, modelują swoją duchową sylwetkę, że tak powiem, na pohybel innym. Sama przed laty, jako “początkująca buddystka” targałam swojego bogu ducha winnego męża na buddyjskie uroczystości, co by się uduchowił nieco bardziej. Dziś wiem, ze to głupie–choć ludzkie–jest to pragnienie,żeby było wszystkiego więcej i coraz więcej ( i rzeczy i “duchowosci”) bo to zamyka sytuacje, jakiś swobodny , świeży jej przepływ, tak jak to w wierszyku Cummings pisze: “chcecie więcej i więcej, po cholerę wam te nagrobne wieńce?”

  35. a może …
    tak jak w mojej własnej teorii ..każdy ma swoją kuleczkę która go rozwija i sam może być kuleczką która popycha kogoś innego ..
    a może
    to jest istotne dla realizacji Naszego własnego przeznaczenia .. na realizacje celu zapisanego w karmie …
    a może
    to jest tak aby jak przeczytanie dziś rano w książce Lynne Mctaggart “Pole “, który pisze o spójności na poziomie kwantowym … i pisze że “nadmierna harmonia grupowa uniemożliwia elastyczność i tłumi indywidualizm . To jak zawalenie mostu spowodowanego tym , że zbyt wielu żołnierzy maszerowało po nim równym krokiem . Doskonała spójność to optymalny stan między chaosem a uporządkowaniem . Przy nadmiernej koopreacji żaden z członków orkiesrty nie jest w stanie nic zaimprowizować” . Każdy grał by to samo i na tym samym instrumencie …
    a może
    bogactwo i światło dostajemy z różnorodności ..uczymy się z przeciwności które jest jak lustro , dzięki temu nie grozi Nam ta sama historia jak u Narcyza …
    a może
    ta osoba ta relacja jest po to aby zintegrować coś co odszczepiamy …odrzucamy w sobie lub inaczej potrzebujemy aby się uzupełnić w dążeniu do jedności , własnej wolności
    a może to tak jak
    w przeczytanym dzisiaj urywku z Tajemnicy Shambhall ( James Redfield , najpierw polecam przczytać “Niebiańską przepowiednie “) dążymy do “rten brel” ( tybetańska słowo )
    do synchronii , jedności ustawiamy sami tak swoje pole ..aby sprowadzić właściwe intuicje i zbiegi okoliczności które Nam pomagają ….w dążeniu do tego
    ( tak jak ta książka która leżała na półce ok 3 lat ..a trafiła na pół rok przed moim wyjazdem do Tybetu )
    może ponieważ idąć za teorią Chopry dopiero wtedy kiedy jestem ja sama na to gotowa …
    Miłego śnieżnego spokojnego Dnia ….
    pełnego głębokiego oddechu na wszystkich poziomach ….

Komentarze są wyłączone.