Samoświadomość rowerzysty

Bicycle_traffic
samoświadomość rowerzysty

Bardzo lubię jeździć na rowerze. Posiadam sprzęt, za który kilka lat temu zapłaciłem w markecie jakieś trzy stówki. Zero przerzutek, hamulców, tylko siodełko, pedały i kierownica – jest oczywiście też rama i to bodaj cały rower, cudowny wynalazek człowieka. Był czas kiedy rower zrewolucjonizował cywilizację, a w bardzo wielu miejscach od Uttar Pradesh, po zachodnią Ukrainę, Syczuan, czy Boliwię nadal jest podstawowym środkiem transportu.  I źródłem hazardu. Mam na myśli sport i oczywiście Tour de France oraz Lance Armstronga. Czytam: To niełatwy temat. Bardzo skomplikowana sytuacja. Nic nie jest czarno-białe. W sporcie bierze się doping, ale są czyści sportowcy. Wierzymy w uczciwość naszych orłów. Szokujące wyznanie Armstronga! Sport musi być czysty! Wniosek 1. Wierzymy mediom. Armstrong, jak on mógł! Zawiodłeś nas Lance!

Na przestrzeni ostatnich 150 lat  takie substancje jak LSD, kokaina, opium, luminal, takie środki jak pestycydy i herbicydy, oraz alkohol, a także hazard, zakłady bukmacherskie, oraz obstawianie numerków nie mówiąc o grach karcianych – były nielegalne, legalne i znowu nielegalne. Podobnie jak słynne już EPO oraz setka innych hormonów, a także sterydów anabolicznych, odżywek oraz innych koksów. Nielegalne jest to, co jest właśnie nielegalne. Gdy stanie się legalne – używaj ile dusza zapragnie! Ten sam mechanizm działa w czasie wojny. Ludzkość uczy się na swoich błędach? Owszem, lecz również uczy się je wykorzystywać,  omijać przeszkody i przede wszystkim na nich zarabiać. Wniosek 2: Alkohol jest zły, albo nawet dobry. EPO jest niedobre! Doping [niedozwolony] jest okropny. Dozwolony doping nie jest dopingiem, tylko odbudowywaniem sił witalnych zawodnika.

Dam przykład. Prezydentem Boliwii, już na drugą kadencję, w tym dalekim kraju w Ameryce, jest Evo Morales Aymat. Jest Indianinem z ludu Ajmara. Początkowo, dzięki swojej społecznikowskiej pasji stał się liderem społeczności lokalnej [budował np. boiska dla dzieci]. Z czasem stał się reprezentantem ruchu cocaleros, hodowców koki, wreszcie jako socjalista wygrał wybory. Sytuacja jest taka, w skrócie: Indianie w Ameryce południowej, wciąż są społeczności bezwzględnie wyzyskiwaną, na drabinie społecznej latynoskich społeczeństw kastowych,  są najniżej. Najniżej, to eufemizm oznaczający brak możliwości wykształcenia, brak pracy lub wyzysk, a często brak środków do życia. Bardzo częste uzależnienie od alkoholu. Jedynym pewnym dochodem na płaskowyżach andyjskich Altiplano na wysokości ponad 3000 m n.p.m. jest koka. Liście koki hodowano tu od zawsze, były częścią kultury inkaskiej. Żuje się taki liść zerwany prosto z krzewu, czasem zmieszany z wapnem, czasem pije w postaci herbatki. Hiszpańscy najeźdźcy, brytyjscy i francuscy inwestorzy szybko odkryli, że koka zwiększa wydajność niewolniczej pracy. Destylat uzyskany przypadkowo przez Alberta Niemanna w 1860 w postaci soli, czyli chlorowodorku kokainy, okazał się cudownym lekarstwem dla sfrustrowanych pań i znerwicowanych panów, dodawanym nawet do win, również początkowo do Coca-coli, papierosów, słodyczy. Używali jej Freud i Conan Doyl, Stevenson i polarnicy, politycy i alpiniści, aktorzy i poeci. Umierali wszak zazwyczaj młodo. Specyfik ten hamuje wychwyt zwrotny dopaminy i noradrenaliny, czyli przytrzymuje owe neuroprzekaźniki w komórkach nerwowych, co skutkuje doznawaniem przyjemności, stanem odprężenia i silnego relaksu. Dzieje się to za cenę silnego, dość szybkiego uzależnienia i stopniowego wyniszczenia organizmu. Uzależnienie od narkotyków to choroba progresywna, czyli postępująca, prowadząca do śmierci. Jest jeszcze kokaina dla ubogich, crak, związek zasadowy powstały w wyniku gotowania roztworu soli kokainowej,  jeszcze silniej uzależniający, o krótkim oddziałowemu euforycznym, silnie i szybko wyniszczająca fizycznie.

Indianin i jego rodzina jako producenci koki żyją dzięki plantacji, otrzymują też pewną ochronę od karteli narkotykowych, które kupują towar w hurcie i mają świetnie zorganizowany transport, ochronę, banki etc. Słowo przemyt słabo tutaj pasuje, gdyż w Ameryce południowej wszystko się przemyca, całe rodziny żyją z różnicy kursowej walut, różnicy cen itd.  Nieformalna sieć relacji decyduje tu o wszystkim, kuzyn, szwagier, brat cioteczny ze strony matki, popierają swoich…i tak kręci się każdy biznes. Siła kontaktów, bezwzględność, również bezwzględna lojalność i uzależnienie od systemu powszechnej korupcji. Żyjesz z innymi lub giniesz. Ponadto zamiana plantacji kokainowej, na przykład na bananową, jest potwornie ryzykowna już choćby z powodów ekonomicznych. Na tej samej ziemi, na której rośnie  krasnodrzew pospolity [czyli koka], prawie bez wymagań, bananowiec uda się lub nie, owoc sprzeda się lub nie, straty z powodu przechowywania i gnicia są ogromne, a cena nie pozwoli na przeżycie. Indiański plantator po prostu nie ma wyjścia, uprawia kokę. Wniosek 3. Walczymy o zdrowe społeczeństwo zachodnie! Indianie podnoszą głowę, a to oni w końcu produkują kokę. Narkomania – wina złośliwych Indian!

Pomysł rządu amerykańskiego [Morales wyrzucił z La Paz ambasadora USA] to niszczenie plantacji i przerzucenie ciężaru zmniejszania produkcji na biednych Indian. Nie tak dawano Światowa Organizacja Zdrowia ogłosiła fiasko kampanii antynarkotykowych. W najróżniejsze programy, agencje do zwalczania, instytucje itd. wpompowano miliardy bezproduktywnych dolarów. To znaczy są one bezproduktywne, jeśli przyjąć, że ich celem było zwalczenie narkomanii. Jeśli jednak uznać za cel wykarmienie rzeszy urzędników i wzmocnienie nielegalnych sieci – to skutek jest znakomity. Nieodrobiona, lub właśnie odrobiona skrupulatnie lekcja z prohibicji: zakaż czegoś, stwórz regułę niedostępności, a zwiększysz popyt wielokrotnie, do niebotycznych rozmiarów! Koka rządzi, wciąż jest narkotykiem modnym, skutecznie konkuruje z biedną heroiną. Mówi się, że prezydent Morlaes dogadał się z kartelami i dzięki temu zahamował proces przerzucania odpowiedzialności na Indian i walkę konkurencyjną polegająca na niszczeniu upraw. Wniosek 4. Morales to komunista. Nic dziwnego, ze spiskuje jest przeciwnikiem prawdziwej demokracji.

Temat uzależnień, to temat rzeka. Choć wyjaśnienie mechanizmu nie jest byt skomplikowane. Zrobił to już  m.in. Malcolm Gladwell. Kartel działa jak precyzyjna korporacja, w której ryzyko utraty zdrowia jest jednak nieco większe niż w pracy na montażu telewizorów, a dożywalność pracowników liniowych do emerytury zerowa. Pracownikami kartelowych, mafijnych korporacji są w większości ludzie wykluczeni, którzy nawet nie próbują eksplorować innej ścieżki życiowej. Oni nie pójdą do fabryki. Gang daje złudzenie przynależności i okresowo wysokie zarobki, lecz jedynie nieco wyższe od legalnych. Możliwe jest do dlatego, że życie pracownika jest krótkie, ponadto nie ma dodatkowych kosztów pracy. Naturalna ścieżka kariery w kolumbijskich, tajlandzkich, czy polskich miastach  jest podobna, przynależność do nieformalnej struktury, jeśli formalna jest niedostępna. Wniosek 5. W korporacji liczą się zyski, a zyski na narkotykach są kolosalne, osiągają według niektórych szacunków w skali roku [dla pojedynczych karteli] obroty wielkości średnich europejskich krajów. Kartel może kupić wszystko i każdego. Jest świetnie zorganizowaną instytucją, zarządzaną najczęściej znacznie sprawniej niż wspomniane państwa, organizacje biznesowe, czy korporacje. Wyposażony we własny transport, armię, sieć donosicieli i opłacanych urzędników może być kontrolowany jedynie przez inny, wrogi kartel.

A jak to się ma do kolarstwa? Otóż żyjemy sobie spokojnie i cicho obok świata, w którym nie ma takiej niegodziwości, na której nie można by zarobić. Sport to biznes, worki pieniędzy, często jedyna szansa na karierę dla młodych ludzi z obszarów bezrobocia, nadzieja na sukces zanim ukończy się dwudziestkę. Recepta na to, jak w ciągu młodego życia zarobić kasą, zbudować dom, stać się ważnym, sławnym i oczywiście bogatym. Te młode osobowości gotowe są zrobić wszystko, żeby wygrać. Są współczesnymi gladiatorami. Widz, kibic, chce wyników, idoli, zwycięstw, chce się identyfikować, chce żeby jego przedstawiciel pokazał na co nas stać, nas, czyli wspólnotę. Kibic to w swojej masie płatnik, rynek, biznes. Ów sportowiec chce spełnić to oczekiwanie, jest pod bardzo silna presją, a półka z konfiturami, jest ogromna, ugina się od nagród. Większość tych nagród, pieniędzy, kontraktów, wywiadów, sławy, dla dziewczyny z małego miasteczka, dla chłopka z biednej dzielnicy to góry złota, jaskinia Ali Baby. Nie ma takiej rzeczy, której nie poświęci dla tej góry złota. Nie ma takiej rzeczy, do której nie namówi młodego sportowca członek ekipy, menedżer, trener. Jeśli jedni wygrywają na koksie, dzięki sprytowi ekipy i nowym technologiom, ktoś kto chce wygrywać, jak oni zostaje gladiatorem, na ring rzuca własne zdrowie. Nie wydaje się to cena nazbyt wygórowana w świecie nikotyny, alkoholu, niezdrowej żywności i modyfikowanej kukurydzy; oraz niebezpiecznej jazdy swoim super suvem. Wniosek 6. dotyczy powszechnej hipokryzji mediów i polityków, która zżera nasze sumienie i jest czarnym znakiem naszych czasów. Nie potrzebna jest cenzura, biznesowe interesy tworzą autocenzurę, w której hipokryzja ukrywana jest w słupkach oglądalności, racji stanu, tajemnicy biznesowej, politycznej poprawności itp.   Zamiast poważnej debaty i działań, mydlenie oczu słówkami o etyce, demokracji, i czystości sportu, aż żal słuchać. Lance nie jest wyjątkiem, a jego spektakularne przyznanie się to też fragment tej medialnej gierki. Ameryka uwielbia tego rodzaju ekspiacje i natychmiast wybacza. Smutne. Dlatego warto polerować swój umysł samoświadomością.

Wniosek ów świetnie pointują słowa piosenki autorstwa Stanisława Staszewskiego, którą śpiewa jego syn Kazik:

Och Ci ludzie, to brudne świnie

Co napletli o mojej dziewczynie

Jakieś bzdury o jej nałogach

To po prostu litość i trwoga

Tak to bywa gdy ktoś zazdrości

Kiedy brak mu własnej miłości

Plotki płodzi, mnie nie zaszkodzi żadne obce zło

Na mój sposób widzieć ją

 

Na głowie kwietny ma wianek

W ręku zielony badylek

A przed nią bieży baranek

A nad nią lata motylek

[…]

Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

9 komentarzy

  1. Tak jak napisał to tata Kazika, dopóki ktoś nie będzie chciał zobaczyć jaka jest prawda, będzie idealizował to co się dzieje wokół niego. Niestety sport to biznes, na szczęście nie wszystko jest na sprzedaż. Znam ludzi, którzy rzeczywiście poprzez sport zaszli wysoko, mówię konkretnie o kick – boxingu. Trenowali w małej mieścinie, zdobyli formę pozwalającą na wygranie w mistrzostwach a teraz sami prowadzą szkołę, organizują mistrzostwa i cieszą się z życia. Także i w tej dziedzinie dużo zależy od tego, którego wilka zapragniesz karmić. Pozdrawiam.

  2. Macieju, Bartku
    Jestem czytelnikiem i komentatorem tego „peletonu” niemal od początku jego istnienia.
    Obserwuję jego rozwój,metamorfozy i stale powiększające się grono czytelników.
    Z zupełnie (dla mnie) anonimowego autora książek o coachingu, które na samym początku potraktowałem jak kolejne poradniki, stałeś się człowiekiem w którego słowo się wpatruję i wsłuchuję i „biorę to co dla mnie najlepsze”, za co dziękuję.
    Nie lubię natomiast wszelkiego rodzaju konkursów w których o zwycięstwie decydują anonimowi użytkownicy, stąd mój wpis.
    Zgadzam się z tym, że internet jest medium demokratycznym, z wszystkimi jego wadami i zaletami.
    Cóż, pozostaje mi to zaakceptować.
    Najłatwiej wszak o krytykę, kiedy samemu nie zrobiło się nic.

  3. Sylwester,

    Zapomniałeś dodać, że autor tego bloga i jego peleton oszukuje innych, kombinuje, daje kasę na wysyłane smsy, maile. W końcu ekipa będąca częścią peletonu pracuje na niekorzyść konkurencji ;)

    Chcesz czytać – czytasz. Chcesz pisać – piszesz. Gdzie tu niedozwolone środki?

  4. @Sylwester – oczywiście zawsze można pisać do szuflady, jednak już sama forma bloga, tudzież książki lub artykułu zakłada komunikację społeczną, której zadaniem jest zasięg, dotarcie do czytelników :) w dodatku Internet jest medium demokratycznym, w przypadku którego informacja zwrotna jest elementem komunikacji. Konkursy są jej częścią. No cóż taki mam zawód. Jestem pisarzem. Żyję pisaniem i częściowo żyję z pisania. Proszę się nie martwić, z pewnością mój blog nic nie wygra, w Polsce jest ich setki tysięcy.

    Jak pisze Richard Feynman: Bardzo łatwo krytykować to, co ktoś już zrobił i wyrokować co powinien był zrobić.

  5. :)

  6. „Widz, kibic, chce wyników, idoli, zwycięstw, chce się identyfikować, chce żeby jego przedstawiciel pokazał na co nas stać, nas, czyli wspólnotę. Kibic to w swojej masie płatnik, rynek, biznes. Ów sportowiec chce spełnić to oczekiwanie, jest pod bardzo silna presją, a półka z konfiturami, jest ogromna, ugina się od nagród.”

    i właśnie dostrzegłem, że ten blog bierze udział w konkursie na blog roku 2012, w konkursie?, plebiscycie?, w którym oddamy głosy, ocenimy, zważymy, zmierzymy, ustosunkujemy się i,,może wygra..a jeśli tak to zdobędzie jeszcze większą popularność, zainteresowanie, może reklamodawców, może medialny rozgłos..może pieniądze, niesiony „dopingiem” głosujących..wygra lider, czy peleton (komentujących)?..nie wiem..po co..

  7. Struktura, organizacja, efektywność zorganizowanej przestępczości jest już przedmiotem badań specjalistów od biznesu korporacyjnego. Kilka artykułów na ten tenmat ukazało się w miesięczniku HBR w 2012 r. Moim zdaniem zachowanie Lanc’a nie jest ani dobre ani złe, po prostu jest i wierzę że na pewno czemuś służy. Ja zaczynam od siebie , co ja zrobiłabym w takiej sytuacji? Jakich dokonałabym wyborów? Po co oceniać innych, tak na prawdę nic o niech wiem i znowu powrót do siebie, co ja wiem o sobie ? Tylko tyle co mogę dośwadczyć na własnej skórze.. :-)
    Gośka

  8. Hmmm teraz Lance A. napisze książkę , zarobi kupę kasy i będzie sobie dalej dobrze żył. Na procesach dobre papugi go wybronią i tyle. W opinii mediów stałą się trybikiem wielkiej machiny i zaczyna się drążenie kto jeszcze w tym siedział. Tak naprawdę ktoś od Amstronga zaczął ale nie o niego chodzi.

  9. W determinizmie środowiskowym jest tak, że za nasze zachowania, przekonania odpowiada nasze otoczenie. W skrócie na to jaki jesteś wpływa np. szef, żona, sytuacja materialna, polityka państwa.
    Skoro uczymy się poprzez naśladownictowo i powielanie to co Lance A. miał powtórzyć?

Komentarze są wyłączone.