Rozmowa nocą

nocą
nocą

Dziś w nocy na drodze do Nieporętu kolejny raz spotkałem małego lisa. Był doprawdy bardzo mały, pewnie z wiosennego miotu. Często jeżdżę tamtędy na rowerze. Dlaczego w nocy? Z trzech powodów. W ciągu dnia zazwyczaj jest sporo zajęć, to powód nad wyraz oczywisty. Po drugie: w nocy jest pusto a jazda na rowerze po polskich drogach jest niebezpieczna. Niestety w piątkowy wieczór robi się jeszcze niebezpieczniej z powodu niezliczonych pijanych obywateli poruszających się czym popadnie – od prób pieszego pokonywania odległości, po rowery, skutery, motocykle i oczywiście samochody. Nierzadko naczynia po spożytym trunku fruwają nad drogą. Dlatego należy wyruszać w środku nocy. Po trzecie: spotykam dzikie zwierzęta a oprócz tego nocą, zwłaszcza latem łąki, lasy i pola wspaniale pachną ziołami.

Zatrzymałem się i przyjrzałem liskowi. On przyjrzał się mnie, pokręcił głową i spytał czy może zadać pytanie. W odpowiedzi, cóż za terapeutyczny, okropny nawyk, spytałem lisa dlaczego nie ucieka, czy aby nie jest wściekły? Odpowiedział, że nic mu o wściekliźnie nie wiadomo. Ponadto zazwyczaj stoi w tym miejscu i przygląda się wydarzeniom na drodze. Skrywa się za krzakiem i z tego powodu jest raczej niewidoczny. Najprawdopodobniej to ja zauważyłem jego osobę, gdyż on zazwyczaj widzi wszystko i wszystkich, ocenia ryzyko i albo siedzi dalej, albo daje susa w chaszcze.

Pomyślałem o swojej latarce na kasku, dzięki której w nocy niemal równie szybko spostrzegam zwierzęta jak one mnie. Rower jest cichy, wiatr czasem wieje w przeciwną stronę i tłumi mój zapach, lecz oczy w nocy błyszczą. Nauczyłem się już rozpoznawać zwierzęta po blasku ich oczu. U sarny oczy to jarzące się w ciemności iskry są rzecz jasna wysoko, nieco skośnie, białe; u kota jak dwie gwiazdy, nisko, na wprost, mogą być we wszystkich kolorach tęczy; u lisa zarysowane ostro, jak dwie lśniące, szafirowe kreseczki; kuna ma oczy jak węgliki, blisko siebie; dzik rozstawione dość szeroko, czasem w odcieniu czerwonym; łoś jakby patrzyło na mnie drzewo; a psy mają oczy jak lampy solarne.

Lisek do tej pory nie widział z bliska nocnego stwora na dwóch kołach, którego sierść miejscami błyszczy, na głowie widnieje oślepiające, pojedyncze oko i który porusza się z lekkim świstem. Jestem stworem przyjaznym wobec lisów, możesz śmiało pytać o co zechcesz, zachęciłem lisa. Jak brzmi pytanie?

Jak żyć, oczywiście? Odpowiedział lisek. Wyglądasz na duże zwierzę, więc pewnie wiesz. W zeszłym tygodniu zginęła moja siostra, dwa dni temu mój brat. Drogą, nawet w nocy, pędzą dziwniejsze od ciebie stwory, które zabijają. Za dnia hałas jest tak nieznośny, że nie wychylamy nosa z nory. Po za tym wszędzie pełno psów. Większość z nich ma słaby węch i refleks ale niektóre potrafią nas zwietrzyć. Trzeba jeść, trzeba żyć, do zimy trzeba nabrać wagi, wzrostu i tłuszczyku. Inaczej śmierć.

Tutaj masz marne szanse, odpowiedziałem. Zewsząd wkradają się ludzie. Zamykają łąki, grodzą lasy, budują domy, buldożery ryją ziemię. Ludzie narzekają na biedę ale pięć lat temu było tu dziko a teraz dom na domu, płot na płocie, dach przy dachu. Płoty są wstrętne, przytaknął lis. Sam widzisz, tutaj masz marne szanse, mogę cię wywieść dalej na północ lub na wschód. Nie ma mowy, odrzekł lis, matka mówiła, że tam polują na lisy, szczują psami, zabijają dla zabawy. Tutaj jest raj, niebezpieczny, ale raj dla lisów. Możesz zginąć na drodze, jeśli oślepi cię bestia, ale kubły są pełne pyszności. Ludzie zostawiają same pyszności. Rzecz jasna trzeba uważać na psy, na ludzi, na ostre kolce, na nieznane ogrodzenia, wywalić kubeł, przeszperać mnóstwo plastiku ale i tak jest z tym mniej wysiłku, niż przy gonieniu myszy albo nornicy, zwłaszcza dla małego lisa, jak ja.

Miałem coś jeszcze dodać, zachęcić do emigracji na Podlasie albo choćby nieco dalej w stronę Wyszkowa ale lisek zniknął. Ma znacznie lepszy słuch ode mnie. Za zakrętem pojawiło się wycie, dopiero po chwili wycie oślepiło również reflektorami. Może dwadzieścia, a może więcej motocykli ścigaczy przemknęło środkiem ulicy. Podmuch zachwiał moim rowerem. A gdyby tu biegł właśnie mały lisek! Wrzasnąłem. Wykręć to własnymi nogami, cwaniaku! Poczucie wyższości cyklisty nad motocyklistą. U nas zawsze ktoś komuś musi okazać wyższość, taki klimat. Oczywiście żaden moto nie mógł mnie usłyszeć. Po lisku nie było ani śladu. Całe szczęście. Nie powinien ufać nieznajomym.

Rozmowa nocą
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

1 komentarz

  1. Mnie późną porą zagadnął, przy ruchliwej drodze, jeż. Przez chwilę głaskałam jeża. Był roztrzęsiony jak liść osiki i miał mokry zupełnie pyszczek. Miał też zupełnie coś z kota. Czy jeż może mieć podobną energię jak półdzika kotka, która przybiega do mnie po kilka głasków i idzie w swoją stronę? Nie wyglądał na zranionego a jakoś pozwolił mi być długo blisko.
    Może trzeba wierzyć w reinkarnację? To było nowe wcielenie jeża, którego dokładnie rok temu (jakie to dziwne, ale rok temu dokładnie) martwego owijałam w gazetę i ściągałam z jezdni.

Komentarze są wyłączone.