Rozpacz androida

nie wiem co mnie tu przywiodło?
nie wiem co mnie tu przywiodło?

Starość jest dziwna. Być może dlatego, że nic o niej nie wiemy – dopóki nam się nie przydarzy. Dzięki Joanno za inspirację. Czasami podróżuję po świecie w porach roku, kiedy ludzie starsi wyjeżdżają na wakacje. Uwielbiam tych siedemdziesięciolatków, osiemdziesięciolatków na plażach Maroka i Cypru, w Alikante i na Barcelonetcie, w Atenach i przed obrazami Rembrandta. Opalają się, spacerują, siedzą w cieniu małych restauracji, przypatrują się freskom. Coraz więcej wśród nich Polaków. Cudownie. Nareszcie.  Czym jest starość? O, za prawdę były chwile w moim życiu, kiedy dwudziestolatkowie wydawali mi się dorośli, a nawet starzy.  A potem, gdy sam miałem lat dwadzieścia sądziłem, że czterdziestolatek to już dziadek.

W pewien sposób lubię Nursułtana Nazarbajewa prezydenta Kazachstanu [rocznik 1940] nieprzerwanie rządzi od 1989 – najpierw jako komunistyczny sekretarz, a teraz jako prezydent. Na razie do 2012, po zmianie konstytucji. Zmienił też pojęcie wieku i także zapisał to w nowej konstytucji. Okres od siedemdziesiątego do osiemdziesiątego roku życia to dopiero dojrzałość :) Powyżej to wiek mędrca. Król Julian w czystej postaci :)  pewnie nigdy nie ustąpi z urzędu

Nazarbajew - król Julian, budowniczy Astany
Nazarbajew - król Julian, budowniczy Astany

Najbardziej jednak lubię myśleć o Dalajlamie XIV [1935], Władysławie Bartoszewskim [1922], Andrzeju Wajdzie [1926], Romanie Polańskim [1933], Januszu Głowackim [1938], Wisławie Szymborskiej [1923], Tadeuszu Różewiczu [1921], Mario Vargasie Llosa [1936], Umberto Eco [1932], Krzysztofie Pendereckim [1933], Sophi Loren [1934], Judi Dench [1934], Benedykcie XVI [1927], Anthonym Hopkinsie [1937], Lucian Freudzie [1922], Stanisławie Tymie [1937], Krzysztofie Baranowskim [1938], Andrzeju Łapickim [1924]… by jednym tchem wymienić ludzi żyjących aktywnie, twórczych, kreujących nowe dzieła, podróżujących i w potocznym rozumieniu – starych.  Wiek metrykalny zalicza ich do dziadków, a nawet pradziadków sporej grupy blogowiczów.  Dla mnie to pokolenie moich rodziców, wujków, najbliższych krewnych. To ludzie, którzy tworzyli moje dzieciństwo. Ze smutkiem spoglądam na bliskie mi osoby, dawnych znajomych, sąsiadów i krewnych z krainy dzieciństwa, którzy uwierzyli w starość. Wycofali się z życia, poddali bierności, czasem lenistwu, skoncentrowali się na chorowaniu, odcięli od pragnień i potrzeby poznawczej, utknęli miedzy życiem i śmiercią z drżeniem i rezygnacją wypatrując coraz gorszych dni. Kilka niedawnych badań socjologiczno-medycznych wręcz sensacyjnie udowodniło, że brak aktywności intelektualnej i fizycznej, a ponadto otaczanie się atmosferą starości – przyspiesza procesy starzenia. Uniwersytet trzeciego wieku nie jest żartem, lub „zabijaniem czasu”, jest ożywianiem życia. Grupa babć i dziadków przeniesiona do ośrodka na Florydzie, w którym zaaranżowano z detalami lata – 50 XX wieku, lata ich młodości, po 30 dniach pobytu zaczęła fizycznie młodnieć. Z radością spoglądam na energię ludzi ze starszego pokolenia, gdy uprawiają swoje ogródki, ratują koty, wspierają swoje rodziny – choćby opieką nad wnukami. Żyją oddychając pełną piersią, czasem za marne grosze,  a jednak w ich oczach spotkasz radość.

android z filmu Blade Runner
android z filmu Blade Runner

Ridley Scott  [1937] w 1982 roku nakręcił film Blade Runner [Łowca androidów]. Androidy mają do dyspozycji tylko czteroletnie życie, choć od razu rodzą się w ciałach ludzi dorosłych z kompletną świadomością i doświadczeniami. Kiedy zdają sobie z tego sprawę ogarnia je wściekłość, a potem rozpacz. Nikt nie wie ile ma przed sobą życia. Bez względu jednak na ilość darowanego nam czasu, zdaniem Scotta, istotne jest pytanie o sens życia, jego generalną wartość. Bez odpowiedzi na to pytanie – starość stanie się okrutnym  żartem, szyderstwem losu i odbierze wszelkie złudzenia. Botoks, face lifting ani pomoc innych ludzi  – nie powstrzymają rozpaczy androida.

.

la barceloneta
la barceloneta

Może jak prezydent Nursułtan – już teraz zaplanuj swój wiek dojrzały? Może już teraz, zamiast wierzyć w cud ZUSu, zadbaj o wczasy na Dominikanie po sześćdziesiątce? Może potrzebujemy uważności na osoby starsze, buddyjskiej cnoty współczucia bez przywiązywania, by samemu pozostać jak Wajda, Polański lub Scott? Nie powiesz o nich – staruszkowie? Może warto polubić swoje zmarszczki i tłuszczyki – swoje przemiany, swoje życiowe ślady na ciele, umyśle i duszy? Kiedy przeprowadzasz na drugą stronę staruszka, być może razem z wami idą wszyscy starzy ludzie? I może zadajesz sobie pytanie, co zrobię, gdy będę w jego wieku? Możesz także spytać, dokąd idzie ów stary człowiek?  Na co czeka? Jakie drogi go tutaj przywiodły? I możesz również spytać siebie jakim drogami chcesz podążyć?  Być może starość to wynik, bilans, zebrany kapitał? Być może to odpowiedź na pytanie – czym było twoje życie?

Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

18 komentarzy

  1. Joanno, dziękuję… Gdzieś jest szaman dla mnie ;-)

  2. Ewelino, ta nowa koncepcja była związana z badaniami neurologicznymi. I kolejny raz współczesna wiedza potwierdza tę dawną

    Ja jestem wielbicielką Suzi Smith, trenerki NLP. Suzi jest fantastyczną, pełną energii i radości 70-latką wyglądającą na 50-latkę. Suzi pracuje z technikami NLP w obszarze zdrowia i jest chodzącym potwierdzeniem ich skuteczności:))

    Agnieszko Hawajko, dopytałam wczoraj o medytację :skrzydło smoka” Pod tą nazwą funkcjonowała w Azji, jej odmiana była także stosowana na Polinezji. Ta medytacja wymaga umiejętności świadomej pracy z określoną wibracją, jest więc mocno zaawansowana. Przeprowadzał przez nią mistrz lub szaman. Generalnie dotyczy kontaktu z planami równoległymi i uzyskiwania stamtąd zasobów, np. zdrowotnych. Mój kolega korzysta przy niej z umiejętności mistrza reiki /czyli pracy z konkretną wibracją/, pod jego opieką mogą doświadczyć jej osoby po II stopniu reiki w systemie Usui Shiki Ryoho

    Joa, piękny wpis:))

  3. W marcu organizowałam wraz moją z siostrą 90-te urodziny babci. To wspólne bycie razem było bardzo niezwykłe. Ja zrobiłam babci fryzurę, Gosia makijaż. Włożyła ciepłe i intensywne kolory i oto wyłoniła się „nowa kobieta”. Nie wygląda na swój wiek. Zachwyciłam sie i zadumałam. Zanim przybyła rodzina zjawiła się koleżanka babci, jedna z dwóch żyjących w tym małym mieście. Usiadły sobie przy nakrytym odświętnie stole i poprosiły o nalanie im koniaczku. Spojrzałam na nie nagle jak na „młode dziewczyny” – pełne radości i dobrej energii. Zadumałam się na pytaniem ile dają sobie takich chwil, a ile czasu spędzają samotnie z poczuciem niedołężności. Babcia ma osteoporozę, wiem że kiedy tylko starcza jej sił na przekór bólowi wychodzi do ogrodu i troszczy sie o rośliny, choć czasem miewa takie chwile, że nie może potem wstać z pozycji klęczącej, a każda praca przynosi dni bólu, które przychodzą po wysiłku. Luis Hay mówi o sobie „jestem dziewczyną po osiemdziesiątce”. Dwa tygodnie temu byłam w krakowskiej Cafe Młynek na wernisażu 83 -o letniej malarki z Norwegii. Podeszła do nas do stolika i z wielką pasją opowiadała po angielsku o tym jak stara się uchwycić i zatrzymać światło na swoich obrazach. Towarzyszyła jej młoda kobieta w ciąży – jej jazzowy recital dodał imprezie niezwykłej subtelności i piękna. I znów się zadumałam…Nad tym, że przecież kultura w której żyjemy, poziom życia, wzorce, które „łykamy”, którymi się karmimy – mają też ogomny wpływ na ludzkie życia. Zastanawiałam się nad tym, że ludzie starsi albo „żyją i wychodzą do życia”, albo alienują się w swoich światach czując się często „skazani na samotność”, czasami ich bliscy naprawdę odeszli, a czasami tuż obok mieszka ktoś do kogo wystarczy wyciagnąc dłoń i stanie się bliski…..

  4. Na starość mam zamiar —już to zaczęłam robić—odsuwać się od życia, odzwyczajać od niego, od lgnięcia do niego. Nie znaczy to, że zamknę się w pustelni, bo–niestety nie mam takiej możliwości ani fizycznej, ani mentalnej (co na jedno wychodzi)—ale chciałabym przygotować się do śmierci (nauki, które praktykuje dają taką możliwość).
    Jednak w naszych czasach wiele osób „nie wierzy w śmierć”, więc ich zycie i starość stają się kolekcjonowaniem przyjemnych chwil i frustracją, gdy na starość tych przyjemnych zdarzeń jest coraz mniej.

  5. Joanno,
    ja się z tym zgodzę chociaż nie wiem jaka koncepcja to stworzyła. Ja tutaj odnoszę się do astrologii humanistycznej, która łączy jakby archetypy, mądrość danych ludów, które stworzyły jakby całą wiedzę astrologiczną – tę podstawową (Sumerzy, Majowie, Egipcjanie itd). Bazując na tej wiedzy to w astrologii humanistycznej ta zasada się potwierdza. Astrolodzy odnoszą się tu do księzyca, który jest sygnifikatorem właśnie systemu nerwowego, instynktu, podstawowych emocji tego co nam archetypowo się kojarzy właśnie z księżycową stroną duszy. Obrót księżyca to ok 28 dni (a astrologia przekłada to na tzw. lata progresywne) i ten cykl też fajnie pokazuje w horokopie danego czowieka zmiany w jego emocjonalności, potrzebach itd. Cykl księżyca idzie prawie równo z cyklem wcześniej wspomnianego Saturna ale to dwie różne energie, które oddziałują (zwłaszcza że saturn to planeta społeczna a księzyc to najbardziej osobista energia). Ciekawostką jest to, że w Indiach (gdzie jak wiadomo astrologia jest ważna w życiu ludzi) nie wykonuje się operacji,kiedy księżyc jest w znaku ryb. I jest to jakby oczywista oczywistość.

    pozdrawiam :)
    Trochę zeszłam z tematu :)

  6. Andrzeju S, fajnie że się odezwałeś. Witaj w blogowej rozmawialni:))

  7. Ewelino, bardzo ciekawe. Dziękuję:) Jakiś czas temu obiło mi się o uszy, że wg nowej koncepcji system nerwowy osiąga pełną dojrzałość ok. 28 roku zycia /nie pamiętam, o jakie wskaźniki chodziło/

  8. chciałam Wam napisać jeszcze jak w astrologii patrzy się na wiek, który nazywamy starością potocznie. To dość ciekawe moim zdaniem spojrzenie, może Was zaintersesuje. W astrologii, w cyklu rozwoju czowieka, patrzy się m.inn. na cykl Saturna. Jeden obieg Saturna wokół słońca trwa około 29 lat. I jak się interpretuje horoskop przykładowego człowieka to okres od urodzenia do 29 lat to jest czas zdobywania doświadczeń, próbowania w życiu wszystkiego. Czyli idealnie do tego czasu (tych 29 lat) nie podejmować się zobowiązań lecz doświadczać. Drugi obieg Saturna czyli kolejne 29 lat (znowu około) to czas między 30 a 60 lat prawie. A więc czas, kiedy człowiek powinien na wcześniejszym doświadczeniu pracować i budować swoje życie. To czas pracy, rodziny, kredytów itd. Jak się rozejrzymy wokół to widać, że właśnie w wieku 29 lat około zaczynamy wypełniać „zobowiązania wobec społeczeństwa”. Bo Saturn to planeta społeczna. Wtedy bierzemy kredyty, decydujemy się na dzieci. Odchowujemy je – dla społeczeństwa wszak i mamy lat 60. Zaczyna sie trzeci obieg Saturna i społeczeństwo „dziękuje” człowiekowi za jego wkład w budowanie tego społeczeństwa. Teraz człowiek powinien dzielić się swoją wiedzą, mądrością, niejako być takim mędrem vs. konsultantem żeby było bardziej realnie w obecnych czasach ;) przez kolejne 29 lat.

    taka ciekawostka. mam nadzieję że ciekawa :)

  9. Poziomu empatii (do starych, czy młodych) nie podniesie się przez apelowanie do sumień, choć na pewno warto zwracać społeczną uwagę na te kwestie.
    Najwięcej w swoim życiu zawdzięczam ludziom starszym. Nawet ta babcia, której pomagam nieść torby, kiedy ją spotykam w okolicy, więcej mi daje niż ja jej, donosząc jej torby pod dom.
    Bardzo żal tych starych biedaków, bez grosza, zdanych na kasy chorych, ale to nie tylko społeczeństwo i kulturę należy za to winić, ale przede wszystkim decydentów przy korytach.

  10. znów ta synchroniczność :)

    temat mnie obudził od razu rano bo wczoraj spotkałam sąsiadkę, która zajmuje się swoją wnuczką całodobowo niemalże i od urodzenia bo rodzice robią karierę i dziecko to inwestycja a babcia na tyle mile widziana na ile wnuczka szczęśliwa. No i mam wkurw totalny. Nic nie powiedziałam, zęby zagryzłam ale mam to w sobie. Wkurza mnie wykorzystywanie babć i dziadków jako darmowe nianie. Są rodziny gdzie dziadkowie pomagają, wychowują ale jest to jakby wpisane w ich bycie rodziną. Są sytuacje gdzie taka opcja jest najlepszym możliwym wyborem. ale znam po prostu dużo babć i mam gdzie jest deal nic więcej.
    Pamiętam jak byłam mała i jeździłam na wieś na wakacje.Wujkowie mi opowiadali,że na wsi jest taki zwyczaj, że dziadkowie przepisują ziemię dzieciom tak późno jak to możliwe po to żeby te dzieci ziemi nie sprzedały i dziadków nie wystawiły za drzwi. Więc to chyba nie jest znak naszych czasów ? To trochę dygresja poza tematem ale jednak na temat starości..

  11. Od jakiegoś czasu śledzę Pana wpisy na blogu, dzisiaj postanowiłem dołączyć do komentujących.
    Jestem młody, mam dopiero 23 lata. Starość przede wszystkim kojarzy mi się z mądrością życiową. Każdy człowiek to osobna historia, która każdego może nauczyć czegoś ciekawego, pożytecznego. Chętnie korzystam z cennego doświadczenia starszych od siebie. Lubię słuchać ich spostrzeżeń choć nie wszystko jeszcze potrafię zrozumieć. Sam patrzę na swoich rodziców( już na emeryturze), mają po 63 lata, całe życie ciężko pracowali a teraz… wydaje mi się, że zaczęli dopiero żyć z całych sił. Od wyjazdów do rodziny, poprzez czytanie książek, do zajmowania się ogródkiem. Czasami się zastanawiam, co ja będę robił za 40 lat? Co przyniesie życie? Jedno jest pewne, mam zamiar brać z życia pełnymi garściami z uśmiechem na twarzy.

  12. Ewelino, ja staram sie zwrócic uwagę blogowiczów na to, ze warto sie nad starszym człowiekiem pochylić-bo jest bezradny, często schorowany i zagubiony w świecie. A czasem jego zycie nie jest zalezne od niego, a własnie braku wrazliwości otoczenia. Chociaż by przyklad człowieka, który w wieku 96 lat mieszka sam. nie dlatego, ze był złym ojcem a dlatego, ze pewnie córka nie chce sobie komplikowac życia. Twoją wypowiedź odebrałam trochę „jak sobie pościelesz tak się wyśpisz”i stąd mój protest. To oczywiste, ze nie wiesz, czego ten człowiek potrzebuje. Pytanie było retoryczne i miało na celu pokazanie, że starzy ludzie nie są tak wewnątrzsterowni .

    Nie proponowałam „wartosciowania wartości”I nie sądzę, zeby moja wypowiedż miała cos wspólnego z „moja racja lepsiejsza”:) Uwazam, ze zwracanie uwagi na innych czy angażowanie sie w pomoc moze być zdecydowanie związane z poziomem wartości np. z 6 poziomem Gravesa.To, ze dziecko przynosi zwierzątka do domu moze być interpretowane, ze np. kompensuje sobie brak ciepła ze strony rodziców. Lub może oznaczac, ze jego rodzice są fajnymi ludżmi, którzy potrafili uwrażliwić swoje dziecko na innych

    Uważam, że trudno mierzyc starszych ludzi naszą miarą. Wszystkim polecam telewizyjną reklamę społeczna „Nie krzywdź”. I mam nadzieję, ze nasza kultura zacznie się cywilizować w stosunku do starszych ludzi. Że akceptowana i budząca chęć pomocy bezradnośc to nie tylko ta oczywista, dziecięca

  13. Joanno,

    Zgadzam się chyba we wszystkich opiniach jakie napisałaś a propos tego wątku.Po prostu dorzuciłam coś innego bo może być też tak jak napisałam. Jest część ludzi, którzy po prostu nie wzięli odpowiedzialności za własne życie ale jest też część która wzięła ale życie potoczyło się inaczej. Tak jak to w życiu bywa. Nie wiem co bym zaproponowała temu Panu. Nie mam gotowych rozwiązań, zwłaszcza gdy nie mam pojęcia czego ktoś potrzebuje. To co dobre dla mnie nie musi być dobre dla innych przecież. Nie wiem tez co mógłby zmienić i czy by chciał itd.
    Piszesz też, że się nie mieścisz w moim opisie.Oczywiście, że możesz się nie mieścić. Ten mój opis to tylko ramka, kadr, który uchwycił kawałek możliwości. Nie wiem czy to kwestia wartości. Może tak a może wcale nie – przecież każdy ma jakieś wartości i w jaki sposób możemy je wartościować? a nawet jeśli – to po co? żeby „moja racja była bardziej racjejsza” ? ( parafrazując Juliana).

    pozdrawiam:)

  14. Macieju, dziękuję że skupiłeś uwagę blogowiczów na temacie starości. Mozna mu się przyjrzeć z dwóch stron-stosunku do własnej starości i stosunku do cudzej. Nadal mam silne poczucie, ze od cudzej nasza kultura odwraca się, spycha ją na margines. Kiedys rozmawialiśmy o smierci i starości. Mówiłes, ze ludzie wypierają śmierć. Ja-że starość:) Bo jest symbolem odwrócenia fetyszy naszej kultury-młodości, sprawności fizycznej, atrakcyjności, skuteczności. Starość nie nadąża za nowinkami technicznymi, jej doswiadczenie życiowe spostrzegane jest jako nieadekwatne do współczesnego życia. Powstają- w Polsce domy, na świecie całe osiedla-dla ludzi starych. Getta.

    Ewelino, pozwolę się nie zgodzić z Twoją opinią na temat odpowiedzialności za własną starość. Dwa lata temu w wigilię robiłam jeszcze jakieś zakupy. W kolejce zobaczyłam mocno starszego, kruchutkiego człowieka wyglądającego na zagubionego. Podeszłam do niego i zaproponowałam, ze go zawiozę do domu taksówką. W czasie drogi pan opowiedział mi trochę o sobie. Miał wtedy 96 lat, jego żona zmarła zaraz po wojnie. Wychował dwie córki, obie osobno mieszkaja. Jedna z nich zagląda do niego 2x w tygodniu. Wybrał sie do sklepu po prezenty dla niej i dla wnuczki. Dla niego to była cała wyprawa. Pan był pogodny, usmiechnięty. Natomiast słaby fizycznie co było kwestia wieku. I czasem myślę, jak wygląda jego dzień. Mieszka sam, wyjście na ławeczkę to cała wyprawa. Córka zagląda 2 x w tygodniu. Tak, miał całe zycie, by zadbać o swoją starość. Co byś mu Ewelino zaproponowała? Co miałby w dbaniu o swoją starość we wcześniejszym życiu zmienić?

    „Ale też jest tak,. że kiedy wyrośliśmy z dzieciństwa, nacieszyliśmy się niezależnością i dorosłością w naszym życiu to trochę zaczynamy się rozglądać po świecie przykładając do niego nasze osobiste historie – jedni zauważą nieszczęśliwe dzieci, inni bezbronne zwierzęta a inni ludzi starszych – nieważnych pozostawionych samym sobie. W sumie fajnie przyjrzeć się sobie – dlaczego akurat bliżej mi do tych a nie do tych ”
    To ja się w tym opisie nie mieszczę:) Bo zwracam uwagę na nieszczęśliwe dzieci, zwierzęta i ludzi starszych. Może to niekoniecznie kwestia osobistych historii a zwykłego ludzkiego przekazu, żeby zwracać uwagę na cudzą bezradność. Mam wrażenie, że rozglądałam się po świecie już przed nacieszeniem się dorosłością i niezależnością. Nie tylko ja-wielu moich znajomych. Pewnie to kwestia wartości

  15. tak – starość to dziwne pojęcie. jak dzieciństwo. oba te pojęcia są tak szerokie że mogą pomieścić w sobie wiele osobistych przekonań, zdarzeń, nadziei, smutków. Najpierw żyjemy dzieciństwem i wtedy starość jawi nam się jako nasi dziadkowie najczęściej. To trochę nam wdrukowuje nasze późniejsze nastawienie do ludzi starszych. Bo jeśli widzimy w nich naszą kochaną babcię to pewnie inaczej spojrzymy na starszą panią w kolejce. Jeśli w naszym życiu nie było dziadków to długo w naszym życiu może nie być w ogóle ludzi starszych. Jeśli czegoś nie znamy to nasz mózg sam tego nie zobaczy. Potrzeba znowu tej otwartości, uważności..
    Ale też jest tak,. że kiedy wyrośliśmy z dzieciństwa, nacieszyliśmy się niezależnością i dorosłością w naszym życiu to trochę zaczynamy się rozglądać po świecie przykładając do niego nasze osobiste historie – jedni zauważą nieszczęśliwe dzieci, inni bezbronne zwierzęta a inni ludzi starszych – nieważnych pozostawionych samym sobie. W sumie fajnie przyjrzeć się sobie – dlaczego akurat bliżej mi do tych a nie do tych ?

    Jest jeszcze jedna myśl jaka mi się zrodziła po tym wpisie. Trochę tak jest, że zrównujemy sytuację bezbronne dzieci i bezbronni starsi ludzie. Jedni i drudzy zdania na siebie, jeśli nikt się o nich nie upomni.Może zabrzmi to dość krytycznie ale – dzieci zdane są na dużych ludzi. Skoro pojawiły się na tym świecie to znaczy, że tak miało być. Nie można odwracać się z myślą, że one sobie jakoś poradzą. Tak jak zwierzęta. Ale starsi ludzie mieli też całe życie żeby zadbać o swoją starość. Nie chodzi nawet o kasę. Chodzi o jakość życia. Warto się przyjrzeć ich życiu teraz kiedy możemy zawczasu zadbać o własną starość. Jedni żyli pełnią życia i starość to dla nich ciąg dalszy. Inni żyli byle jak i starość to dla nich „święty spokój” od życia. Inni zapomnieli o sobie i zawsze na kogoś pracowali a teraz bawią wnuki nie zastanawiając się nawet przez moment, że można inaczej. Każdy ma własną historię a to znaczy, że ja też mogę mieć własną. Jeśli dzieciństwo miałam jakie miałam bo nie miałam na to wpływu to starości nie chcę mieć takiej. Umieramy jak żyjemy wszak.

    pozdrawiam :)

  16. Przed laty bardzo chciałam być „stara”. Mieć z 70 lat. Teraz nie chcę ani mniej ani więcej.

    Wczoraj jadąc autobusem byłam świadkiem rozmowy „staruszków”. Dwie kobiety, jeden pan (przyznał się do lat 80-ciu). Pan wyraźnie podrywał jedną z pań mówiąc, że dobrze im by było razem, że on już długo nie pożyje (nie wyglądał na takiego co by się miał żegnać z życiem) więc ona by się nie męczyła za bardzo. Wyraźnie składał jej propozycję matrymonialną przy wszystkich. W pewnym momencie mówi „nawet seks by był raz w tygodniu, a to dużo”. Nie sposób się było nie uśmiechać :)

    Mój dziadek lat 94, śmiejemy się że to terminator, człowiek pełen energii i werwy. Młody duchem, zasuwa na rowerze i znika na całe godziny nie wiadomo gdzie :-)

    Bardzo bym chciała w końcu obejrzeć Łowcę Androidów.

  17. zawsze śmiałe się (również z siebie) jak z wiekiem przesuwa się u ludzi „próg starości”. W naszych przekonaniach (większości), światopoglądzie starość nie ma dobrej marki. Uciekamy na siłę od niej. Może dlatego że często przedstawiana, utożsamiana jest z czym skrajnie obrzydliwym np słowo „dziad”

    Myślę że zgryzota wielu ” starych Ludzi” bierze się z braku otwartości na zmiany. im dłużej żyjemy to zaczynamy coraz bardziej bronić swoich przekonań, doświadczeń bo w naszym mniemaniu tyle już przeżyliśmy że mamy do tego prawo.
    całe szczęście że to się zmienia :-))

  18. Chwilke mnie nie bylo;))) najpierw-dziekuje za zaproszenie,choc przyznam,ze raczej nie uda mi sie w tym terminie wybrac sie do Warszawy;(((
    przeczytalam dzisiejszy tekst.
    starosci przygladam sie na co dzien i tyle roznych jej odcieni widze…najczesciej te smutna,zrezygnowana,narzekajaca…..
    ale bywaja tez inni struszkowie,mimo znacznych fizycznych ograniczen potrafia wciaz wstawac rano i zajmowac sie zyciem,bez przywiazania cieszyc sie drobiazgami………nakarmic bezdomnego kota albo golebie,wyplewic kwiaty,odwiedzic groby na cmentarzu albo odmowic rozaniec……………
    w moim domu mieszka ponad osiemdziesiecioletnia sasiadka,ktora do niedawna opiekowala sie…ponad stuletnia mama…
    zastanawiam sie ,co tych ludzi trzyma przy zyciu…mysle sobie ze jakis cel,maly codzienny….ale tez i rytm.ta codzienna powtarzalnosc,ten program dnia,maly,znajomy swiat ,w ktorym jak po torach sie poruszaja…..
    co czesto obserwuje-nagle wykolejenie,niespodziewane zdarzenie potrafi zgasic maly plomyczek zycia

Komentarze są wyłączone.