Rumianek i mięta

Oczywiście chodzi o poczucie sensu. Co nadaje twojemu życiu sens? Sens, czyli co takiego? Co to jest sens? Może ma związek z wartościami? Może chodzi o zrozumienie własnych motywacji? Synonimy dla słowa sens to między innymi: zasadnicza kwestia, treść, meritum, istota, mądrość. Co czyni twoje życie mądrym? Tik, tak, tik, tak; cyk, cyk, cyk, cyk, tik, tak – zegar nieuchronnie odmierza sekundy, minuty, godziny, lata twojego życia? W jaki celu? Dokąd? Po co?

Od wielu lat nie zdarzył mi się klient coachingu, który gdzieś tam, pod spodem biznesowych, korporacyjnych, zawodowych, projektowych celów nie chował pytania o poczucie sensu. Co ja tu robię? Jakie to ma znaczenie? Co nadaje wartość mojemu życiu? Dokąd zmierzam?

Znowu jestem w podróży. Wszystko tu nowe. Wychodzenie ze strefy komfortu w czasie podróży jest dla mnie jak masaż nowej kory mózgowej od środka, jak okład z rumianku na oczy, jak mięta dla żołądka. Dzieci opanowują hotelową przestrzeń najszybciej. Windy, korytarze, lobby, restauracje już po kilku godzinach nie mają dla nich tajemnic. Dorośli są nieśmiali – ich wychodzenie ze schematów jest ostrożne. Dopiero alkohol dodaje im odwagi. Mózg musi być uśpiony żeby się nie bać nowego.

Wolę wyprawy, ale czasem potrzebuję również bryzy od morza i tajskich masaży. Niektórzy ludzie są zaczarowani własną nieśmiertelnością.  Przepojeni wiarą, że cokolwiek zrobią – zrobią bezkarnie, że ich droga wiedzie w nieskończone łąki hedonizmu. Kilogramy tłuszczu,  cukier, alkohol,  tytoń, skóra spalona słońcem i kawa żeby się orzeźwić i znów cukier, tłuszcz i litry alkoholu, seks, jeszcze więcej seksu, a pod spodem? Dzieci, praca, dom, wytchnienie, relaks przy piwku, grill, tłuszcz, alkohol, zaczarowanie, zapomnienie, ucieczka, niepamięć, mit nieśmiertelności. O czym chcą zapomnieć? Zaczarowani nieśmiertelnością, wciąż przekonani, że jutro odmieni się ich los. Na jaki? Na jakiś lepszy, może bogatszy? W gruncie rzeczy to także pytanie o sens. W każdym drinku. Nikt ich nie nauczył gdzie mogliby tego nieznanego, tajemniczego sensu szukać. Gdzie go można znaleźć, jeśli nie w dostarczaniu sobie przyjemności? Może w zakupach? Może w seksie? Może w wychowaniu dzieci? Może w religii? Może w pieniądzach?

Coaching to jedna z metod odkrywania sensu, określania miejsca dla siebie, odnajdywania tożsamości. Coaching według mnie nie jest panaceum na wszelkie troski, ani nową religią wzrostu, w służbie rozwoju i auto-motywacji. Być może jestem odosobniony w poglądach na coaching. Oczywiście niektórzy szefowie w korporacjach, menedżerowie wielkich firm, właściciele i akcjonariusze gotowi są płacić za każdą maszynę  zwiększającą wydajność i tak traktują coaching. Dla mnie jednak to co ma sens, to odnajdywanie sensu. W jakim celu? Gdyż człowiek poprzez poczucie sensu nadaje znaczenie swojemu życiu, staje się ekologiczny i etyczny, rozpala swoje życie pasją i…być może zaprosi innych do czynienia świata lepszym miejscem. Jakie miejsce jest lepsze? Wyraźnie widać to po dzieciach. To jeden z nieomylnych wskaźników. Dzieci w takim miejscu w czasoprzestrzeni nie nudzą się, ale są obecne razem z dorosłymi we wspólnym przeżyciu, są ludźmi, osobami, z którymi prowadzi się dialog, zaś dorośli są obecni w relacjach z dziećmi, patrzą na dzieci, mówią do nich, traktują podmiotowo, są zaciekawieni, a dzieci są ważne. I wszyscy dziwnie szczęśliwi : ) Wskaźników lepszego jest oczywiście znacznie, znacznie więcej…

Rumianek i mięta
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

6 komentarzy

  1. dla mnie od poczatku dziecko bylo nie tylko coachee,ale i coachem!!!
    wiadomo ,doroslego odpowiedzialnoscia jest madrze uczyc dziecko zycia…ale ilez ono nam daje feedbacku w zamian???chocby jak lustro odbija wszystkie nasze zachowania,paradoksy, zaklamania,przekonania

    male dzieci w cudnie prosty sposob nazywaja sens ,ktory my dorosli chowamy pod dywanem….zadaja mistrzowskie pytania bez zastanowienia,a gdy krecimy-odpowiadaja nam wprost ,ze ….krol jest nagi.
    potrafia zachwycic sie tym, co naprawde piekne,potrafia byc madre i wrazliwe.

    od 11 lat pochylam sie,zeby posluchac swojego malego coacha i niejedna dobra lekcje od niego dostalam.nie tylko w czasie wakacji,choc wakacje,podroze i wyjazdy to dobry czas na to ,zeby byc jeszce bradziej uwaznym,zeby nie przegapic ani chwili….zeby na nowo poczuc,na swiezo pomyslec ,wyjsc ze schematow ,zrobic inaczej niz zawsze.

    poniewaz wakacje jeszce przed nami…..
    poszlismy dzis razem do kina na “Netykalnych”.
    Gorąco polecam ,także w kwestii sensu życia.

  2. Sylwestrze! Rodzic nie tylko coach, ale koniecznie też uważny coachee. Dzieci wiedzą czego chcą, czują właściwy sens rzeczy, są szczere… dopóki ich nie zepsujemy.

  3. dzieci a nowa rzeczywistość
    płakałem przez prawie całą projekcję filmu, płakałem po powrocie do domu, moje oczy wciąż swędzą, fakt, że pada deszcz pomaga, wystarczy wznieść głowę ku niebu a oczy same się napełnią.
    Co sprawia że nieobecność ojca (rodzica) w życiu dziecka, jest dlań niezauważalna, do momentu, kiedy dziecko staje się dorosłym człowiekiem.
    Kiedy następuję ten przełomowy moment?
    Jak można płakać z powodu braku, jeśli braku nie można dotknąć.
    Z powody myśli? Może właśnie z powodu myśli.
    Jak być OBECNYM w życiu dziecka? jak być jego coachem, przewodnikiem,
    nau-CZUĆ-ielem,
    mistrzem?

    “Rodzic-Coachem”-może to temat do rozmowy?

  4. W ogóle nie pytam dokąd idę i nigdy nie pytałam. “W życiu nic nie ma oprócz życia więc zyjmy aż po kres mogiły”—oto przesłanie jednego z bohaterów ballad Leśmiana i ja je podzielam, z tym że wydaje mi się, że na jednej mogile się nie kończy dlatego staram się praktykować medytacje, by umysł stawał się, step by step coraz bardziej rozlużniony, trzeżwy i w miarę zadowolony z tego co akurat jest. Ideały, wytyczne , sensy—to nie dla mnie. Nie lubię takiego śrubowania życia, ale nie przeszkadza mi, gdy wyznają je inni i zawsze lubię pogadać zwyczajnie z człowiekiem,czy on seksoholik, czy piłsudczyk. Na głębszym poziomie niewiele się różnimy. Chyba nawet wcale się nie różnimy.

  5. Ważne czy ten sens jest właściwie sformuałowany. Tu moim zdaniem pojawia się szczególna rola coachingu. Czasami chyba intuicyjnie można o nim mówić. Z drugiej strony ludzie na co dzień nie zastanwiają się nad sesnem własnego zycia. Nie wiedzą czego chcą.
    Oczywiście, że coaching nie jest panaceum na wszystko. Dla mnie jest narzędziem do znalezienia sensu.
    Ja polubiłem chodzenie nowymi ścieżkami, ciągle odkrywam coś nowego. Podoba mi się to.
    Chwilowa przyjemność jaką jest alkohol czy seks nie rozwiążą problemów poczucia własnego człowieczeństwa. Nie odpowiedzą przecież na pytania dokąd idę? Po co?

  6. Pracując w różnych firmach zauważyłam, że “radochę” mi sprawiało uczyć się czegoś nowego. Jak już się nauczyłam i musiałam to wszystko powielać traciło to dla mnie sens. Co z tego, że byłam w tym dobra i dużo wiedziałam jak ciągle musiałam robić to samo. Wydawałoby się, że coaching też jest powielaniem pewnych zasad, sposobów itp, ale okazuje się, że to jest to czego nigdy tak do końca nie można się nauczyć. Nie można nauczyć się wszystkich ludzi:) Oczywiście gro problemów może wydawać się podobnych ale z każdą osobą pracuje się inaczej. Trzeba uważać czego sobie człowiek życzy. Ja kiedyś powiedziałam na głos, że chcę pracować z ludźmi i wiele razy plułam sobie w brodę za to życzenie, ponieważ moje dotychczasowe zajęcia były katorgą , ale może to mi pomogło dojść do coachingu?

Komentarze są wyłączone.