Rycho i film o Indiach

film o Indiach
film o Indiach

Wpadłem do Rycha, do warsztatu żeby mu film podrzucić o Indiach, który zamierzał obejrzeć razem z wnukiem Wojtusiem. Mówię do Rycha, że eksperyment wykonałem, z którego wyszło, że nienormalny jestem, czyli gupi kretyn, jak nazywa tego rodzaju dewiantów Rycho. Otóż jechałem przez Powsin i Wilanów do Rycha na północno-wschodnie obrzeża stolicy. Postanowiłem jechać zgodnie z przepisami, literalnie. 

W czasie dzisiejszego eksperymentu jechałem do Rycha najpierw ulicą Drewny potem Przyczółkową i Wiertniczą. Na Drewny ograniczenie do 60 km/h na Wiertniczej 50. Jadę 60 potem 50. Od świateł do świateł wyprzedzili mnie wszyscy. Skręcam w Trasę Siekierkowską, ograniczenie do 80. Wyprzedzili mnie wszyscy nadjeżdżający z tyłu, aż do mementu, gdy samochody z lewego i ze środkowego pasa, chcące nieoczekiwanie skręcić w lewo w kierunku Wawra, zablokowały całą trasę. W tym miejscu wszyscy zwalniają nagle do 25 km/h.  Jadę dalej 80. Teraz to już śmigają zdenerowni zatorem. Na łuku trasy ograniczenie do 60. Wyprzedzają mnie wszystkie samochody, dwa trąbią, choć jadę prawym pasem. Po 300 metrach zwężenie, ci co mnie wyprzedzili i trąbili tarasują wjazd na zwężenie na nowym wiadukcie, bo z lewego pasa wpychają się na prawy. Jadę Chełmżyńską, miejscami ograniczenie do 40. Teraz już trzy kolejne auta  trąbią na mnie. Jadę 40. Przed przejazdem kolejowym, który jest zamknięty, auta które mnie otrąbiły stoją przede mną. Jadę dalej w kierunku Zielonki. Miejscami ograniczenie 50, miejscami 40, a nawet 30. Jadę zgodnie z przepisami. Jeden kierowca trąbi, otwiera szybę i krzyczy na mnie w czasie wyprzedzania. Skręcam w Łodygową. To bardzo wąska, ruchliwa ulica, praktycznie bez chodnika. Niezliczona ilość bocznych uliczek. Warsztat na warsztacie. Kolejny przejazd kolejowy. Bliżej Radzymińskiej niezliczone osiedla. Ograniczenie 40. Miejscami nie da się jechać szybciej niż 30. Do Radzymińskiej, około 3 kilometrów, pomimo natężonego ruchu w obie strony, wyprzedza mnie 11 samochodów. Dwa trąbią. Jeden zajeżdża mi drogę i kilka razy hamuje tuż przed moją maską, w ten sposób dając mi chyba znać, jak bardzo się zdenrowował. Radzymińska, ograniczenie 60. Wyprzedzają mnie wszyscy nadjeżdżający z tyłu i mkną przed siebie. Dojeżdżam do Rycha i mówię mu jak jechałem i że jestem nienormalny, gdyż zachowuję się inaczej niż wszyscy, a tego rodzaju zachowanie, to definicja dewianta. Rychu zgadza się z tą opinią i uprzejmie dopytuje o samopoczucie. Świetne, odpowiadam, gdyż wiem, że silnik w moim aucie ma turbinę, dzięki której osiąga moc, moment obrotowy i przyspieszenie, oraz szybkość wielokrotnie większą od aut, które mnie wyprzedzały. Ukryta duma.

Z jednej strony, to sztuka wielka, stwierdza Rycho, móc korzystać i nie skorzystać; z drugiej jednak; sztuką jest również nie móc skorzystać i nie chcieć skorzystać ze swej mocy, szybkości i przyspieszenia jadąc, na ten przykład, dwunastoletnim fiatem na gaz. Tak czy siak jesteś nienormalny, stwierdził Rycho z ciekawością oglądając okładkę filmu o Indiach.

Rycho i film o Indiach
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

22 komentarzy

  1. Trzeba poprosić Pana Macieja o szkolenie , jak tu w tej rzeczywistości uzyskać dochody . “Przewodnik dla nieprzystosowanych” :) Żarty żartami, byłam w urzędzie , ponieważ nabyłam prawo do płatnego stażu, co z tego jak nie ma na to kasy ,… koniec roku, a co to za różnica czy koniec czy początek?

  2. nie wiem ,czy dobrze zrozumialas….
    chyba nie po to ,zeby “nie przegapic” /raczej po to ,zeby jakos sie wpasowac z moimi zamierzeniami w rzeczywistosc /

    na emigracji zarobkowej ludzie sobie czesto zadaja rozne pytania…wiem bo kilka mi bliskich,dobrze wyksztalconych osob wyjechalo…

    tych najbardziej zdesperowanych sytuacja zawodowa.

    przez pierwszy rok czesto zdaja sobie pytanie ,czy dobrze zrobili…trud adaptacji jest ogromny ,pierwszy rok ciezki….potem juz zazwyczaj nie zaluja.
    taka pewnosc ,ze koleny rok frustracji do niczego nie prowadzi…i ze zrobilo sie wszystko ,co bylo w mocy-pozwala przetrwac najtrudniejszy czas.

    medycyna rodzinna po rozwazeniu za i przeciw mi nie pasuje .wiecej przeciw.
    znalazlam cos innego dla siebie,podjelam decyzje i juz to realizuje…czas leci ,dzilania podjete…
    i mam poczucie dobrze podjetej decyzji.
    jedyny problem-to kwestia uzyskiwania dochodow…

  3. ania , taaak wszystko posprawdzać ,żeby nic nie przegapić … skąd ja to znam :)

  4. @aniula ,
    przemyslawszy to wszystko, nie zdecydowalam sie ani na wyjazd na rubieze ani na medycyne rodzinna /dziecko rosnie,do szkol trzeba/ poza tym przy mnie dzis zaden wiking nie stoi murem…wiec na tych rubiezach kawy nikt tez nie zapoda ,gdy tesknota za przyjaciolmi w dusze sie wkradnie…./ a i ja juz nie mam zdrowia 24h przez 7 dni pracowac.

    i tak na duze zmiany sie zdecydowalam, ale w zupelnie innym kierunku.

    w kierunku bardzo zgdnym z tym ,co mi w duszy gra. w takim tez ,gdzie nie bede w 100% zalezna od pracodawcy.i w takim ,gdzie prace moge wykonywac samodzielnie.i na taka ,ktora chroni moja wrazliwosc.i nie jest tak wymagajaca fizycznie.

    ale to dopiero za 5 lat…daj boze.

    i straram sie juz nie rozpraszac na to co bylo ,na to co by bylo….
    moje refleksje tutaj sa szerokie i wynikaja z roznych rzeczy ,ktore przychodzily na etapie rozwazan do glowy ,albo przychodza, choc mnie juz nie dotycza ;))))))))))
    /ksiegowosci bym sie nauczyla ,bo to sie przydaje kazdemu…./

    moze i dobrze ,ze niektore koncepcje sie juz nie sprawdzily…trudno,przynajmniej wiadomo,ze dzis na to nie czas.
    natomiast warsztaty coachingu zmienily moje prywatne podejscie do wielu spraw…moze tez dzieki temu wlasnie cwiczone na zajeciach problemy zmaterializowaly sie w konkretne dzialania.
    i dzis juz jestem w drodze,choc znow wiedzie pod gorke.

    uporu i wytrwalosi przy tym trzeba.jesli nie znajde tu rozwiazan to moze rozwiazaniem bedzie emigracja i wciaz podejmuje kroki w tym kierunku zmierzajace…kurs jezykowy ,staz za granica,plan-wyjazd na miesiac, zeby doszlifowac jezyk, egzamin ….

    caly czas prowadze rozmowy o zatrudnieniu mnie tutaj i rozwazam wszelkie propozycje ,jakie sie nadazaja….obijam sie o absurdy ,o ktorych wciaz tu pisze.

    wyjezdzajac bede miala przynajmniej pewnosc ,ze sprawdzilam wszystko ,co sie dalo…jesli przyjdzie mi zaciskac zeby z tesknoty ,bede wiedziec ,ze nic tu na mnie nie czeka….a moze wowczas wroce po rozum do glowy i stwierzde ,ze lepiej w polskim grajdolku sie szarpac niz w europejskim….kto wie.

  5. ania bratnia duszo, ja też tak ostatnio mam, że nawet nie zacznę a problemów tysiąc wynajdę ;) Ale już nad tym pracuję, Wiking nadzoruje i utrąca moje durne obawy. Ania problem nie tkwi w tym , że nie podołamy, tylko w tym, że siedzimy w tym co było :) Ostatnio sobie wymyśliłam, że nowym znajomym będę opowiadać tylko wesołe fragmenty z mojego życia . Jak się tak czasem posłucham to mnie samą brzuch ze śmiechu boli :) A może na tych peryferiach, właśnie spotka się ludzi, którzy nie tylko po tabletkę ale i po coaching przyjdą :)

  6. owszem ,datego moze trzeba byc rodzinnym,najlepiej gdzies na peryferiach,zeby czas miec i mozliwosci,zeby pracowac tak jak sie chce…ale wtedy licz sie z tym ,ze pracujesz 24 h i 7 dni w tygodniu.
    albo ….inna specjalizacje ,gdzie w ogole ma sie prywtany gabinet,w ktorym robisz sobie co chcesz…nie kazda specjalizacja sie do tego nadaje./anestezjolog czy chirurg raczej nie/
    pacjent gupi tyz nie jest,
    przyjdzie,stowke polozy i chce cos konkretnego za to miec….pogadac ,to do psychiatry sie chodzi,a do doktora cos konkretnego zlatwic,zwolnienie ,rente,tabletke,przyspieszyc badania czyu termin operacji.

    nie tak do konca to wyglada,jak myslisz.

    zmiana specjalizacji,na taka w ktorej mozesz /moc moze kazdy,ale nie zawsze ma to sens/ miec prywatny gabinet trwa …5-6 lat przy dobrych wiatrach,trzeba na nia czasu w godiznach pracy,wiele determinacji w borykaniu sie absurdami,kasy na wyjazdy na obowiazkowe kursy…nikomu nie jestes potrzebna,no chyba e masz stypendium ministra-rezdenture…to i owszem.ale jak nie masz,dla dyrektora jestes balastem…bo trzeba ci zaplacic za twoja prace…a moznaby miec kogos za darmo.

    w ministercie zdrowia,w departamencie szkolnictwa nie maja pomyslow na takie sytuacje.
    ani tez w urzedach pracy.

    wiem cos o tym.
    ;))))))))))))
    dlatego zastanawiam sie ,czy nie wyjechac ….

  7. ania a do coacha czy psychologa ludzie nie przychodzą po tabletkę szczęścia? :) Przychodzą, przychodzą, ale spotkałam lekarzy , którzy wiedzą i mają to coś, że jak powiedzą, łykać to i to, zrobić badania to ludzie idą to robić i zaczynają dbać o siebie. Ale znam też takich , którzy nie wiedzą i kombinują a jak rzucam sugestię, no bo siedzę na necie i czytam tylko na temat który mnie interesuje, to dają mi do zrozumienia ,że wiedzą lepiej. Jeden problem wyeliminowałam dzięki upartości, zostały mi jeszcze dwa. Jeden już raczej dożywotni ale da się żyć. To lekarzom jest potrzebny coaching a nie pacjentom :) Pacjentom to odpowiedzialność za swoje życie potrzebne :) Ja myślę, że potrzeba refleksji. Piszesz ania, że doktory nie daliby ci pracować. A co oni mogą? To co robisz w swoim gabinecie to Twoja sprawa, chcesz coachingować pacjenta to go coachinguj :) :) Zawsze możesz powiedzieć, że rozmowa z pacjentem cię relaksuje :) A pacjentowi nie mówisz , że go coachingujesz tylko że wywiad przeprowadzasz :) Postawy etycznej manipulacji, jeśli manipulacja może być etyczna :) Ostatnio się z takim określeniem spotkałam :)

  8. @Dżo-ann j

    a tez kiedys myslalam o coachingu w parze z medycyna….
    tym bardziej ,ze udalo mi sie to przecwiczyc na sobie,na wlasne potrzeby.

    ale po pierwsze …musialabym chyba szamanem byc ,a nie doktorem…moze lekazrem rodzinnym???na koncu swiata…..
    w innym przypadku inne doktory zabralyby mi prawo wykonywania zawodu…

    druga sprawa,pacjent nie jest dojrzaly na tyle by podejmowac odpowiedzialnosc za swoje zdrowie;((((( i to jest smutne.wobec medycyny i medyka przyjmuje zazwyczaj postawe dziecka…wy mi zrobcie ,dajcie,ja nic nie chce wiedziec ,jak to dziala….najlepiej cudowna tabletke ,zeby nie bolalo.

    wiecej dbamy o samochody niz o siebie.

    motywacja do zmian pojawia sie w sytuacjach zagrozenia zycia…onkologia,kardiologia ,gdy zawal za pasem ,bywa dopiero czynnikiem motywujacym do wlasnego wkladu w zdrowie….
    ale tu juz bywa za pozno na zmiany przynoszace wyzdrowienie,przynajmnie w kwestii fizycznej.

    doktor tlumaczacy pacjentowi ,ze palenie szkodzi….ze zarcie szkodzi, ze brak ruchu szkodzi ….i ze mozna inaczej….nie zarobi na zycie.;((((wiekszosc pacjentow pojdzie do takiego lekarza , ktory da mu …tabletke szczescia
    ;)))))))))))

  9. he he he…..,
    mi sie tez taki eksperyment zdazyl w Warszawie,po ktorej z kolezanka z kursu jezdzilysmy jej autem ,bez GPS,naturalnie hamujac ruch.
    ustalilysmy jednak ,ze ona kieruje i steruje ,a ja komunikuje sie z innymi kierowcami za pomoca gestow / i nie bylo to”fuck you”;)))/
    no i reakcje byly zupelnie odmienne…my osiagalysmy swoj cel- wcinajac sie w ruch ulicny ,w miejsca niemozliwe,warszawiacy krecili glowami, usmiechali sie do blondynek, a poziom agresji z powodu naszej nieudolnej jazdy-aczkolwiek -udolnej komunikacji-wcale nie wzrastal,wszyscy-mam nadzieje- zachowywali dobre samopoczucie;)))))))))))

    od jakiegos czasu postanowilam jezdzic spokojniej.bez agresji…..choc noge mama ciut za ciezka….i jakos tak zazwyczaj w naturalny spsob przyspieszam…. myse ,ze to kwestia temperametu.
    ale jest miejsce ,gdzie moge poszalec:
    szybko jezdze sobie na nartach;)))
    adla innych sa gokarty, lyzwy, sprinty….szeroka gama sportow , gdzie mozna sie poscigac

    grunt to nie dac sie sprowokowac na drodze
    nie stracic dobrego mniemania o sobie
    nie dac sobie wmowic ,ze kobieta ,ze blondynka ,ze male autko ,ze stare autko,ze nie umiem jezdzic….
    przepisy warto znac.generalnie szanowac, lamac w uzasadnionych sytuacjach.np zagrozenia zycia. zaden przepis nie zastapi zdrowego rozsadku.
    zasady przypominac sobie i ……nigdy nie ufac w to ,ze inni je znaja i przestrzegaja.

    no i….komunikacja na drodze najwazniejsza-znaki sa dla ludzi ,i ja tez musze dawac znaki-inni musza wiedziec,co zamierzam zrobic…..

    w sumie predkosc w tym wszystkim jest chyba najmniej istotna….nerwowa jazda hamuje plynnosc ruchu i ogranicza pole widzenia,spieci ludzie jezdza nieuwaznie.
    wiec przede wszystkim….nie dac sie sprowokowac ,nawet gdy ktos obok puka sie w czolo….

    to taki moj prywatny kodeks jazdy;))))))))))))))

    a 12-letnim Fiatem Kanciakiem przejechalismyu kiedys Skandynawie az do Narwiku…
    ;))))))))))))))i nawet ,mimo dosc powaznej usterki,roznic kulturowych ,niewystarczajacej znajomosci jezykow wrocilismy z bagazem doswiadczen,pieknych zdjec,przygod i wiary w kreatywnosc i ludzka zyczliwosc
    ;)))))))))))

  10. Trzecia nad ranem. Nie mogę spać. Niedługo trza wstać coś gdzieś…
    Myślę. To jest tylko moje zdanie, ale być może profesjonalny coaching powinien być robiony w więzieniach dla osób pedofilnych. Wiem, wiem nikomu się nie uśmiecha taka praca, ale ekskluzywność i kameralność dla posażnych klientów eliminuje możliwość zmiany dla ludzi rozhamowanych, rozsekualizowanych na dzieci. Gdyby terapia i coaching zwarły szyki moglibyśmy mieć coraz lepsze rezultaty? Resocjalizacja coachingiem? Nie daje mi spać to, jak wciąż za mało się zmienia jeśli chodzi o małe społeczności lokalne.

  11. Co do prawa jazdy to jeden instruktor kazał mi jeździć dynamicznie, to jeździłam. Egzaminator o mało mi na zawał nie zszedł, ale nigdy nie przekroczyłam 60 ( jak jeszcze można było ) :) A złośliwy był, ten egzaminator, cały czas starał się mnie z równowagi wyprowadzić. W głowie telepała mi się tylko rada instruktora “Póki trzyma Pani kierownicę i egzaminator nie chce Pani przesadzić , ma Pani szansę na zdanie egzaminu ” Coś w tym jest :) Wszystko musi współgrać i kierownica i hamulec i gaz i najważniejsze ten co to wszystko trzyma i naciska. Nic w tym układzie nie jest ważniejsze, ważna jest całość.

  12. Dżo-ann jestem jestem :). Doświadczyłam dzisiaj synchronizacji i jestem w lekkim szoku. Co do kawy najlepszą robi mój Wiking, z cynamonem i różnymi takimi dodatkami. Jest magiczna. Dzisiaj też odkryłam fajne miejsce , też jest magiczne. Jakby ktoś się chciał przenieść we Wrocławiu w czasie to go tam zaprowadzę ;) Czuję jak zaczyna w końcu napływać dobra energia. Może Mordor dal ostatnio popalić, ale widzę jak już zalewa go lawa. Idzie zmiana ….

  13. @Magda redukcją biegów powiadasz :) to bezpiecznie wróży na przyszłość!

    Nie chcę wam spuszczać łomotu ciarkowego przed snem. Ale jednak. Wychodzę z podobnego założenia jak M.B. że pisanie tu na forum zanim gaz do dechy popatrz w lewo: zniczyk pod krzyżem, popatrz w prawo na pewno jakieś drzewo (i dalej pytanie czy kolejny strażak musi mieć w swojej pamięci limbicznej takie Miejsce Zdarzenia).

    U mnie miły dzień za pasem. Alchemia i kobieca Transsmisja videofusion rewelka (dzięki dziewczyny genialna rzecz). Co poza tym? Widziałam niezbywalnie orygianlnego gołębia – całego w sepii. Majstersztyk natury :) na Radziwiłłowiskiej. Wszystkiemu temu jednak towarzyszyło pewne napięcie: co ja? jak ja tak mogę beztrosko wchodzić i żyć dniem kiedy gdzieś tam za horyzontem, na Filipinach ludzie szukają wody pitnej, jakiejś strawy, czegoś co da im nadzieję? Czy ktoś też tak ma? Czy komuś też ostatnio ciężko rozwałkować temat: jak tu sobie poradzić – kiedy dzieją się takie rzeczy jak w Jankowie P.
    Na koniec w tramwaju linii dwa dobiła mnie informacja, że niedźwiedzi jest tylko 45szt. i to razem ze słowackimi. To strasznie mało?
    @Aniula gdzieś Ty? Uciekasz stąd jak Agnieszka Hawajka tylko po angielsku?
    Zakładam sobie blokadę coachingową na dziś gdyż albowiem nic więcej nie powiem.

  14. Dżo-ann, z gandzią czy bez, już teraz widzę, że nauka kierowania autem zmienia perspektywę. Moja instruktorka mówi, że za kółkiem od razu widać z czym ma kursant problemy w życiu. Ja mam problem z dodaniem gazu i z redukcją biegów na zakrętach :) Pracujemy nad tym…

  15. Jak pieszy przekracza granice? Wyroki są za wtargnięcie pieszego NA PRZEJŚCIE DLA PIESZYCH?

  16. W temacie wczoraj rano właściwie blisko mnie zginęła siedemnastoletnia osoba. Na przejściu dla pieszych. Dla mnie to szok, ogromnie, ogromnie współczuję rodzinie. W komentarzach czytam, że w Polsce zasądza się wyroki o wtargnięciu pieszego na jezdnię.
    Te nasze “jezdnie” są wiadomo w jakim stanie. Drogi listopadowe: ciemno, zimno, buro. pobocza – co to są pobocza? O poboczach przypominają nam co rusz kapliczki, krzyże drewniane. A człowiek, który w tym jest jako sprawca zostaje do końca życia. Znam takie przypadki, gdyż albowiem nic więcej w temacie na Te Chwile nie powiem.

  17. @Aniula jaka kawa teraz Ci najbardziej smakuje? Gdzie chodzisz, masz swoje ulubione miejsce? Gdzieś niedaleko domu Edith Stein może? Moje dzisiejsze odkrycie to z aeroekspresu na Rondzie Mogilskim :) Teraz po przebudowie zrobiło się tu szczególnie: wucety peonów (trzeba uważać na głowy;-)), samotnia w ruinach (udane czytanie książki), ławeczki i no właśnie pewien czarodziejski Rower z Kawą.

  18. Magda spójrz na to tak: fajnie, bo możesz sobie gandzię ;-) przykleić do szyby i żyć ze świadomością, że jako prawie jedyna, nie mając jeszcze prawa jazdy, już je de facto posiadasz.
    Ja do ruchu drogowego przyłączam się jedynie jako pieszy, czasem w coś wsiądę z cyframi tu i tam. Czy chciałabym mieć prawko? Pewnie, tylko nie mam smykałki do tego, nie umiem jeszcze mentalnie rozjechać wiewiórki oraz jako urodzona feministka się nie wychylam :) Poza wszystkim uważam, że kobiety potrafią świetnie prowadzić. Trzymają nerwy na wodzy jak niejeden kierowca rajdowy powie klasyk.
    Życzę bezpiecznego szusowania :>

  19. …mnie też wszyscy wyprzedzają. Nawet autobusy, nawet radiowozy. Wszyscy z wyjątkiem innych L-ek :)

  20. Dla mnie słowo gupi oznacza “raniący uczucia innych w danej chwili”, a słowa kretyn w ogóle nie rozumiem. Ani słowo okraszające ani inne podobne debil, imbecyl, idiota powiedziane w emocjach i wyplute ze dwa razy nie robią na mnie specjalnego wrażenia (dotyczy to i wersji żeńskiej).
    Alleluja i do przodu
    pozdrawiam!

  21. Oddałam kasę w kawiarni, bo za mało naliczył mi sprzedawca, ściągnął z karty 35 groszy zamiast 35 zł. Jak przyszłam z paragonem to kierowniczka długo na mnie patrzyła, jej wygląd bezcenny. Dostałam dwie kawy gratis. Tera obsługa pilnuje, żeby mnie żadna promocja nie o ominęła :) Niestety za dobre uczynki też dostawałam po d…. życie , normalność to pojęcie względne. Wolę jednak jak ludzie się przy mnie uśmiechają :)

  22. Większość słodko śpi, a ja czytam i oczom nie wierzę :) Macieju! Świetny eksperyment: jesteś njuejdżowy Pan Samochodzik :)
    To co horrendalne, że inni pędzą na złamanie karku (nie mówię o karetkach- te akurat muszą czasem zwalniać, gdy jak śledzie w zapomnieniu włazimy pod koła), pasy nie pasy, światła pomarańczowe to już czerwone, pobocza, koleiny, dziurzyska, drogi, polskie drogi i wszędzie znicze, krzyżyki, tabliczki. No i tak :( Ktoś kto jedzie przepisowo, nikogo może nie przejedzie, ale nie ma szans być naśladowanym? Bo i po co? W następne ŚWIĘTO ZMARŁYCH tudzież wś. i tak liczba Polaków zmaleje na liczniku. Dużo bardziej niż inne.

    Ciężko zasnąć w Krakowie wysokie ciśnienie, w kominach grzeją i smog się robi, halny powiewami jesień znamionuje a człowiek boi się zasnąć by koszmar senny go nie umęczył :>

Komentarze są wyłączone.