Rycho i zaufanie

zaufanie
zaufanie

Rycho skończył zawodówkę, czy jak sam mówi zawodufkie. W komunistycznej zawodówce Rycho nauczył się jak otworzyć samochód przy pomocy brzeszczotu, jak zaspawać zużyty tłumik a także umiejętności przebijania numerów silnika i temu podobnych. Języka polskiego nie lubił, to znaczy lekcje z tego przedmiotu lubił bardzo, gdyż w ich trakcie grał z kolegami w oczko na pieniądze. Wygrywał więc tym bardziej lubił. Nie lubił tej całej pisaniny i nudy. Nauczył się też pić. Potem, jak twierdzi, mroczna kraina połknęła go na wiele lat. Stracona nerka, straconą nerką ale stracone lata, podobnie jak nerka, trafiły do kubła z odpadami. Rycho odkrył znaczenie słów niepijący alkoholik. Jest tak bardzo niepijący, że jest miliona rzeczy niepewny lecz jednej jedynej jest pewny, że na 100% już się nie napije. Rycho twierdzi, że to nie tyle umiłowanie życia, co niechęć do samobójstwa. Oczywiście jako statystyczny Polak z pokolenia urodzonego po 1950 roku Rycho pił, palił i obżerał się niezdrowym jedzeniem, co oczywiście jest wyrazem instynktów samobójczych, lecz skłonności autodestrukcyjne przeszły mu raz na zawsze, czyli definitywnie. Kiedy? W jaki sposób?

Wszyscy byli tak pijani, że chociaż każdy chciał żaden nie mógł poprowadzić auta. Bar przy stacji benzynowej, jak polska tradycja nakazuje, jako zajazd dla kierowców ma pełen wyszynk, alkohole w pełnym asortymencie, żeby zdrożony kierowca mógł się odprężyć setką lub dwoma i zapić piwkiem lub trzema. Za kierownicą siadł w końcu kolega Rycha. Po kilku kilometrach koledze coś się pomyliło i zjechał z wiaduktu, choć przecież wiadomo, że prawdziwy szofer po czterech setkach jest jeszcze bardziej pewny swoich umiejętności, niż zazwyczaj. Zjechał tak nieszczęśliwie, że samochód stoczył się z nasypu, uderzył w słup, dachował i zatrzymał się na innym samochodzie. Kolega, który prowadził zmarł, zatem nie było potrzeby odbierania mu prawa jazdy lub też wszczynania procesu. Kobieta, w którą uderzyli straciła oko i kawałek twarzy, natomiast najstarszy syn Rycha, jeden z uczestników imprezy, również pijany, złamał kręgosłup i uszkodził miednicę. Nie był zapięty w pasy i siedział z przodu. Ponoć śpiewał całą drogę. Kilka miesięcy potem, na przepustce ze szpitala, już w czasie rehabilitacji, syn Rycha powiesił się. Nie był w stanie zaakceptować siebie na wózku. Wtedy Rycho zmienił się definitywnie, nowotwór i nerka zdarzył się później i tylko domknęły proces. Rycho przestał też zachowywać się autodestrukcyjnie. Pozwolił mi o tym napisać, gdyż tylko Rycho i ja wiemy, kim jest Rycho. Wtedy też Rycho zrozumiał co to znaczy ograniczone zaufanie do uczestnika ruchu. Ograniczone zaufanie do uczestnika w ogóle, uczestnika uczestniczącego w każdej sytuacji. Kobieta, która ucierpiała w wyniku wypadku, jak się okazało w czasie dochodzenia, tankowała paliwo na stacji benzynowej, na której panowie wytoczywszy się z baru dla kierowców, radośnie sadowili się w aucie. Widziała ich! Piętnaście minut później wpadli na nią staczając się z wiaduktu. Właściciel auta, w którym jechali imprezowicze, fundator imprezy, nie dość, że uzyskał odszkodowanie za samochód, którzy według jego zeznań został użyty bez jego wiedzy, był przecież pijany, to jeszcze z powództwa cywilnego dochodził odszkodowania od rodziny nieżyjącego kierowcy oraz Rycha. Jak dowodził, Rycho był prowodyrem, współodpowiedzialnym za całe zdarzenie. Rycho z tego doświadczenia wywiódł zasadę uniwersalną, która choć brzmi pesymistycznie, jego napawa nieokreśloną nadzieją oraz spokojem. Wszystkim należy ufać ale nikomu nie należy dowierzać.

Ciągle mu się to zdarza. Handluje samochodami i masowo je naprawia. Na przykład, taki przykład – mówi Rycho. Przyjeżdża klientka, zaniepokojona, polecona przez innego klienta. Powierzyła auto jakiemuś warsztatowi. Wymiana oleju, naprawa rozrządu, zbieżność, przegląd zawieszenia, naprawa karoserii. Rycho stwierdza, że większa część napraw nie została wykonana lub wykonano ją źle. Szpachla zamiast nowej części, zbieżność nie zrobiona, filtr oleju stary. Klientka, pani Renata, zapłaciła worek piniendzy, samochód stał w warsztacie trzy tygodnie. Efekt. Zapłaciła i straciła. Klientka wraca do warsztatu z kartką od Rycha, na której wynotowała nieprawidłowości. Rycho zgodził się pojechać z klientką. Jego obecność jedynie pogarsza sytuację. Właściciel warsztatu uderza w ton oczywisty, który Rycho doskonale zna. Po pierwsze samochód pani Renaty to rzęch, w tak złym stanie technicznym, że on, uczciwy mechanik, powinien powiadomić policję, żeby wyłączyła pojazd z ruchu, zabierając dowód rejestracyjny. Zrobi to natychmiast po skończonej rozmowie. Po drugie, skąd pewność, że Rycho w swoim warsztacie nie dokonał podmianki, o którą oskarża jego. Po trzecie poniósł koszty i dokonał niezbędnych napraw, o których nawet nie poinformował klientki, gdyż po pierwsze jest niekumata, a po drugie to był jego gest i troska, żeby jako tako bezpiecznie mogła dojechać choćby do domu. Uprzedzał ją o złym stanie auta i ma na to oczywiście świadków w postaci trzech pracowników warsztatu. Poszedł jej na rękę, gdyż uwierzył, że dokona koniecznych napraw, gdy zbierze pieniądze. Tylko dlatego od razu nie powiadomił policji. Po za tym to skandal, że przywozi do jego warsztatu jakiegoś pana, pewnie pseudomajstra i śmie mu zarzucać niekompetencję. Skąd dowody, gdzie ma listę zleconych mu napraw, gdzie części, które wymontował i jej oddał? To przecież oczywista zasada, że zużyte części wracają do klienta. Nic pani nie dostała? To kłamstwo. Wszystko zwracamy lub pokazujemy klientowi, nawet zużyty olej! Oprócz tego są na terenie jego firmy i won!

No cóż. Co z tego, że majster zdaniem pani Renaty bezczelnie kłamie, co z tego, że zdaniem Rycha ów majster używa tradycyjnych, manipulacyjnych argumentów żeby odeprzeć zarzuty. Najgorsze jest to, że w podobny sposób najprawdopodobniej obsługuje dziesiątki naiwnych klientów i gdy do jego warsztatu trafia ktoś, kto na pierwszy rzut oka jest niekumaty, to majster bez mrugnięcia robi go na kasę. Jak pani Mariolka w spożywczaku, którą zwolnił z roboty szwagier Rycha. Robiła tak. Gdy klient lub klientka robiła większe zakupy, niespodziewanie Mariolka nie mogła zeskanować pewnego kodu, wpisywała go więc ręcznie, z tym, że wklepywała kod droższego produktu, niż produkt z zatartym kodem. Przy otwartym rachunku, gdy klient wybierał na przykład bateryjki lub batoniki ze stojaka i na chwilę spuszczał z oczu kasę, skanowała raz jeszcze ten sam produkt, nie mówiąc o najprostszym manewrze, czyli mnożeniu. Bułka razy pięć zamiast razy trzy, napój razy trzy zamiast razy dwa. Zdaniem szwagra Rycha dorabiała tak drugą pensję. Jak już ją szwagier Rycha zwolnił, po tym jak nagle uciekła na zwolnienie lekarskie, nasłała na sklep szwagra Rycha wszystkie możliwe kontrole. Szwagier się załamał, bo kontrola wykryła kilka nieprawidłowości, za które była odpowiedzialna Mariola, ale przecież w prywatnym spożywczaku za wszystko odpowiada właściciel. Mariola z resztą denuncjując spożywczaka szwagra Rycha precyzyjnie wskazała wszelkie uchybienia, które znakomicie znała, gdyż wszystkie wcześniej własnoręcznie popełniła.

Rycha tego rodzaju zdarzenia nie załamują, przeciwnie: krzepią, mam zamiar spytać: dlaczego? Wiem, wiem, dlaczego nie jest najlepszym pytaniem. Jestem jednak ciekaw, bardzo ciekaw. Nie było czasu na to kluczowe pytanie, gdyż Rycho pędził do hurtowni po części, bo do wtorku będzie zamknięte. Kazał się nawadniać, zwłaszcza teraz, jesienią.

Rycho i zaufanie
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

5 komentarzy

  1. Bo Rychu nie ma wpływu na innych. Zajmuje się tym na co ma wpływ.

    Ten Pan z drugiego warsztatu zapewne wie, że jest łajzą :-) A może nie wie? Postracjonalizacje nie znają granic hehe… :)

  2. Dżo-ann miałam do czynienia z rekrutacją, niektórym blokady założyli już w życiu płodowym. Ogólna niemoc do działania, brak odpowiedzialności no i co najważniejsze ogólne niezadowolenie z życia i z samego faktu wykonywanego zawodu :) Jaki pan taki dwór, jeśli szef jest konkretny, to takich ludzi będzie zatrudniał, jeśli olewus – kombinator to takich będzie wciągał albo niemoty życiowe, żeby ich wykorzystywać. Jak chłopak chce, a po prostu nie umie, to Rychu go nauczy, bo stworzy się więź. Ja też jak widzę, zaangażowanie to się wiedzą podzielę, ale ciężkie życie ma ten co chce mnie wykorzystać ;) Znaleźć dobrego pracownika to los na loterii, identycznie jak znalezienie dobrego szefa :) A w sumie czy Rychowi zależy na więzi, bo mogłam się trochę zagalowpować ???? :)

  3. …wszystkie Ryśki to fajne chłopaki, o i tyle :) Mój Tata też jest Rysiek (Mama mówi do niego “Rychuuu”). Elektryk, teraz już na emeryturze, zaczytany w książkach o epoce Empiru. Jak byłam dzieckiem kazał mi czytać całą “napoleoniadę” z gminnej biblioteki i odpytywał potem przy cięciu drewna albo innych “męskich” robotach. Nauczył mnie kłaść podłogę, malować ściany, robić fugi, gwintować śruby… “Zobaczysz, że ci się to w życiu przyda. Nigdy nie wiadomo, co się przyda…”. No i miał rację. “Jak położysz pierwszy rząd desek krzywo, to nie wyrównasz kolejnymi, z każdym następnym będzie jeszcze krzywiej. Przyłóż się do tego, co robisz, z sercem, od początku, od pierwszego pacnięcia pędzlem, uderzenia młotkiem… Nie bój się poprawiać roboty – jak widzisz, że coś nie tak, to zerwij i zacznij od nowa, bo więcej stracisz czasu, przymykając oko na niedoróbki, byle szybciej skończyć. Będziesz mieć z tego kichę a nie zrobioną robotę. I będzie cię to wkurzać przez dni, miesiące albo i lata… Rób dla innych tak jak dla siebie. I dla siebie rób tak jak dla siebie”.

  4. “Wszystkim należy ufać, ale nikomu nie należy dowierzać” ——————–> podoba mnie sie :]
    Jedyne co, to bym zawalczyła o chłopaków. Jak któryś już przychodzi do jego warsztatu to przecież nie dlatego, że mama kazała. Czemu taki przesiew? Być może założył coachingową blokadę niejednemu naprawdę zdolnemu przyszłemu fachowcowi?

  5. Panie Macieju, bo dobro zwycięża w wielkim stylu :) Inna sprawa, że jak jest za spokojnie to dobro przysiada na dupsku, robi się ślepe i potrzebuje dużo czasu ,żeby zakumać, że ktoś je robi w balona ;)

Komentarze są wyłączone.