Poradnik dla Kosmity

Rycho i praca

Styczeń mija za styczniem. Rycho odebrał uprzejme pismo z ZUS-u, przeczytał i wrzucił do kosza. Nie wyżyje z tego na emeryturze, wie, że będzie musiał pracować do śmierci, choć ma papiery z powodu braku nerki, na których legalnie mógłby starać się o zusowskie przywileje. Dzieci nie odziedziczą jego warsztatu, nie chcą. Dla nich atrakcyjne są etaty, pewność. Tłumaczy im, że etat to żadna pewności i najtańszy sposób kupowania pracy ale te tłumaczenia, to zdaniem młodych, gadanie starucha. Szukać klientów, kalkulować ceny napraw i usług, szukać po całym województwie a niekiedy po kraju części żeby zaoszczędzić – to nie dla nich. Etat, wszystko ułożone, załatwione, zorganizowane. Nawet mechanicy oraz uczniowie w warsztacie Rycha marzą o pracy w autoryzowanym salonie w centrum. Rycho ich wypytał – mówią szczerze co słyszeli od kumpli. Gdy po cichu wymontują na przykład nowy amortyzator i podłożą stary, wyniosą olej albo alternator regenerowany zamiast nowego wstawią, wówczas można drugą pensję zarobić. A nie grzech tak kraść? Kraść? Kradzież to zabrać a tu tylko podmianki, po za tym na biednego nie trafiło w autoryzowanym salonie. U Rycha, mówią inaczej jest. Szef siedzi, cały dzień pilnuje, na wszystkim oszczędza, oprócz tego u Rycha naprawiają auta biedaki, taryfiarze, prywatni przewoźnicy, raczej same rzęchy, nie to co w centrum – nówki, bogacze, nawet nie zauważą, że jeżdżą ze starym akumulatorem zamiast nowego. U Rycha nie ma co kraść, nie ma jak, bo szef siedzi, wszystko sprawdza, kontroluje, na każdą część patrzy, każdą naprawę kontroluje. Tyrka ale na razie dobrze, że choć taka praca jest. Tu wypomną, że za głodowa pensje pracują ale za to są szczerzy. Pracy na przedmieściu nie ma, a w Warszawce sam dojazd do miasta z obrzeży, to godzina a czasem dwie. 

Rodzina Rycha też swój rozum ma. W pracy w fabryce czy korporacji jest też dużo miejsc, w których można się ukryć, ślizgać, przeczekać szefa i jego kaprysy. W fabryce mniej ale a w korpo więcej: lanczyk, papierosek, spotkanie, zebranie, narada, wyjście do działu marketingu, rozmowa z klientem, raporcik i dzień zleciał. Co tam Rycho wie o wyzysku, owszem wyzyskują, ale Polak nie taki głupi i wyzyskiwać się nie da. Stąd: lanczyk, papierosek, spotkanie, zebranie, narada, wyjście do działu marketingu, rozmowa z klientem, raporcik i dzień zleciał. Tylko głupi dają się wycisnąć jak cytryna. Etos pracy? Nie wiadomo o co chodzi. Rycho swego zdania nie zmienił – ludzie nie umieją i nie chcą pracować. Najszczęśliwsi byliby na zasiłkach. Dla ludzi, których spotyka, praca to dopust boży, pracują niechętnie, jakby za karę, zawsze narzekają. Narzekaj zresztą, gdy pracy nie mają i również wtedy, gdy pracują, ale wtedy też wszystko źle. Zły szef, złe relacje, niskie płace, złe warunki, brak perspektyw i tak w kółko. Większość pracowników w hurtowniach nie zna się na częściach, które sprzedają. Jak się człowiek samemu nie zna to wcisną zaczep lub simering od fiata niby pasujący do opla, że uniwersalny tłumaczą – byle sprzedać. Mechanicy z doświadczeniem, po liceach zawodowych i licencjatach nie rozróżniają rozdzielacza od zasilacza.

Umowy śmieciowe? Gdyby nie umowy, do których ucieka się Rycho i setka znanych mu innych warsztatów od wulkanizacji, po lakiernictwo, elektrykę samochodową, naprawy zawieszenia i hurtownie z częściami, sklepy i warsztaty diagnostyki – to 80% ludzi jednego dnia straciłoby pracę. Dlaczego? Dlatego, że koszty pracy wzrosłyby tak bardzo, że właścicielowi opłacałby się jedynie zmniejszyć obroty i wszystko robić samemu. A ci, co pobrali kredyty, leasingi na tokarki, wyważarki,  polerki? Znaleźliby się w sporym kłopocie, w czarne d…ziurze. Rycho spojrzał do wiadra na dnie, którego leżało uprzejme pismo z ZUSu.  Śmiech – trzysta sześćdziesiąt złotych emerytury sobie wypracował. Zadanie roku jakie sobie wyznaczył brzmi: tak to wszystko wykombinować by mieć na starość za co żyć i jako takie wsparcie. Lata lecą. Życie w Polsce z powodu biedy i tradycji wciąż opiera się na wielopokoleniowym wsparciu. Samodzielnie w jednym pokoleniu nie sposób zarobić i zaoszczędzić tyle by móc spokojnie żyć na starość. Dzieciom owszem pomaga. Wyszykował im samochody, pomógł kupić mieszkania. Nie są specjalnie  wdzięczni, uznali, że się im należało. Nie spodziewa się też pomocy na stare lata, w najmniejszym stopniu, nawet nie chciałby być na czyjejś łasce.

Zatem Rycho ma plan. Na początek wzrost obrotów. Będzie się specjalizował w brykach dla taryfiarzy, daje gwarancję i serwis. Taryfiarze to naród oszczędny i praktyczny, rzadko kiedy inwestują w nowe auta za to lubią starsze, pewne ich zdaniem – auta niemieckie. Proszę bardzo. Sześć miesięcy gwarancji na części i eksploatację bez limitu, preferencyjna naprawa 24/7. Dla taryfiarzy to gradka. Pracują przecież dzięki sprawności sprzętu. Preferencyjną naprawę 24/7 zaoferował zresztą wszystkim klientom. W lutym kupuje własną lawetę, mocno zużytą ale przecież ma warsztat, więc doprowadzi ją do sprawności. Ogłosił plan chłopakom. I …nikt się nie zgodził pracować w takim dyspozycyjnym trybie, nawet za podwójną stawkę. Wolą odejść i szukać roboty. Dopiero po dwóch dniach zgłosiło się dwóch żonatych. Obaj stwierdzili, że po przemyśleniach podejmą się pracy dyspozycyjnej, że potrzebują pieniędzy. Rycho uśmiał się, wiedział, że tak będzie. Dyspozycyjność polega tylko na tym, że jak klient zgłosi się z pilną awarią w sobotę, to trzeba będzie przyjechać do warsztatu i dokonać naprawy, ewentualnie od razu pojechać do niego lawetą. W soboty i niedziele zazwyczaj mieli wolne. Luksus! Kiedy jednak chłopcy zobaczyli wypłaty tygodniówek kolegów, którzy wyjątkowo zgodzili się pracować ekstra – pozazdrościli. W piątek rano zdecydował się jeszcze jeden. Rycho, urodzony dyplomata ogłosił, że tworzy listę rezerwową, gdyż jest obecnie więcej chętnych niż miejsc. Do końca dnia zapisali się wszyscy z wyjątkiem elektryka, który i tak chodzi swoim drogami. Rycho ma plan żeby jednego zdolnego wyuczyć elektryki, zastanawia się tylko jak to zrobić? Kilka razy wyuczył już swoich mechaników specjalistycznych umiejętności i teraz pracują u konkurencji lub w centrum w stacji autoryzowanej i pewnie po cichu wynoszą olej.

Co do planu: Rycho zamierza też wymalować budynki, uporządkować podjazd, ustawić wielki szyld przy drodze. Już wie co będzie dalej, już zaplanował sobie prywatne ubezpieczenie społeczne. Kolejny raz mnie zaskoczył. Zdradził tylko rąbek tajemnicy, przyznam – byłem w szoku.

Rycho i praca
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

60 komentarzy

  1. Oczywiście pacjenci też bywają mega trudni. Pomijam już roszczeniowość, chamstwo itd.

    Mnie najbardziej irytuje płacenie równej składki na nfz przez wszystkich.
    Dlaczego ja mam płacić tyle samo, co ktoś palący i z otyłością powiedzmy BMI >50 ???
    Dlaczego mamy refundować mu leki na cukrzycę???

    Refundujmy do jakiegoś BMI, a powyżej – no sorrrry, przyczyna i skutek – jesteś tłusty, obżerasz się całe życie, stać cię na takie ilości żarcia, no to teraz zapłać sobie za leki, czemuż to ja mam ponosić konsekwencje twojego tryby życia?

    Obecny system jest na prawdę ciężko chory.
    Promuje ogólny brak odpowiedzialności: szpitali za złą organizację, lekarzy za niewiedzę, pacjentów za to co jedzą i jak żyją.
    Odpowiedzialność jest zbiorowa, rozmyta, uogólniona, rozciągnięta – nie ma jej.

  2. odnosnie chusty w brzuchu… a czasem organizacja pracy,gdze nagle ktos wyrywa cie z poradni ,bo „natentychiast” jestes potrzebny na bloku do op,nie masz czasu zorientowac sie,o co chodzi ,ile chust bylo wlozonych na dyzurze,dyzurny zszedl ,jesli mial szczescie,a pacjent wlasnie krwawi ,bo „sie rozjechal” w parametrach po duzym urazie watroby…

    .potem wracasz do poradni,gdzie pozostawieni pacjenci jut zlinczowali pielegniarke,bo dawmo juz powinni byc gdzie indziej,a spedzaja czas pod pustym gabinetem…
    nikt cie nie zastapi ,a szef uwaza mze tego rodzaju sprawy powinniscie zalatwiac drodzykoledzy miedzy soba.
    gdy wracasz zrypany po zabiegu, zaczyna sie jazda z nabuzowanymi ,slusznie pacjentami…a ty zerkasz na zegarek ,bo mija 16.00 i wlasnie zamykaja przedszkole,albo szkolna swietlice…pani dzwoni do ciebie i tupie noga,ze tez powinna byc juz w domu,a przez twoje dziecko nie moze zamknac szkoly….powinnas wiec trzasnac drzwiami ,odeslac pacjentow na „za tydzien” co tez jest niemozliwe ,zwlaszcza jak widzisz staruszka,ktory zmobilizowal pol wsi ,zeby dotrzec tu na dzis….i ledwo siedzi…

    proby zorganizowania tego lepiej…koncza sie fiaskiem ,bo szef jaest zainteresowany opcja
    „jakos macie to zrobic”
    po kilku dniach dowiadujesz sieze w brzuchu pacjenta zostala chusta ,umarl np ,rodzina powiadami prokuratora…. nie spisz po nocach,zastanawiajac sie ,co dalej z tego wyniknie…lawina bledow rosnie,bo nie jestes w stanie koncentrowac sie na codziennych zajeciach…..
    itditd

    to taka hipotetyczna sytuacja,warianty moznaby mnozyc
    :)))))))

  3. ps .pensja lekarzy nie jest oplacana przez nfz,
    to fundusz panstwowy,ktorym zarzadza dyrektor szpitala,gmina,maisto….
    osobno finansowani sa rezydenci, w tym sensie”darmowi” pracownicy dla szpitala.

    ag ,oczywiscie ty to wszystko wiesz,ale nie wszyscy sa swiadomi tej drugiej strony medalu ,dlatego tlumacze na kartoflach

  4. Ag ,lepij iz z kims inny dyskutuje mi sie z toba,bo znasz duzo lepiej realia niz nni :)))))))

    inaczej rozmaiwa sie sie z perspektywy „my” niz „oni”….

    fajnym doswiadczenem dla lekarza jest przez chwile byc pacjentem:))))niestety ,niewielu pacjentow ma okazje byc lekarzem.

    a poniewaz moje zyce obfituje w doswiadczenia i zwroty akcji….bylam tez przez krotki czas pracownikiem nfz

    probowalam.korzystajac z okazji, z tej perspektywy zobaczyc caly system.
    z perspektywy lekarza wydawalo mi sie ,ze nfz jest ostatnim decydentem..a tym czasem zobaczylam…narzedzie w rekach politykow

    dzis wydaje mi sie jasne,ze bez wprowadzenia konkurencji w zakresie ubezpieczenia zdrowotnego,jakosc naszych uslug lekarskich sie nie zmieni.

    monopol nfz wymusza a
    ptowanie jedynej opcji,jaka nam nfz oferuje.pacjent a wybor jedynie w calkowicie prywatnym sektorze,na ktory od a do zet nie stac go….
    zastanawaiam sie ,na ile mozliwe byloby oddanie wladzy i mozliwosci wyboru pacjentowi…karta z nabitymi punktami ubezpieczeniowymi w reke.
    z ograniczonym limitem.
    czy spowodowaloby to selekcje placowek leczniczych? nfz ,podazajac za wyborem pacjenta ,placilby tym szpitalom ,ktore maja wysoka jakosc uslug.niezadowolony pacjent nie wraca w to samo mejsce….
    ograniczony limit zmuszaby oze troche pacjeta do dbalosci o wlasne zdrowie…gdyby wiedzial ,ze…… nie wszystko musie nalezy

    bo poza nadetymi nieempatycznymi lekarzami,sa tez… pacjenci z wygorowanymi ,czasem pelnienia zyczeniami,niechetni podjac wspolprace i zmienic cokolwiek w zyciu w kwestii swojego zdrowia.
    latwiej zrozumiec w banku,ze kwota o ktorej rozmawiamy jest ograniczona niz u lekarza…

    lekarz to nie czarodzej ,a pacjent to nie samochod ,w ktorym mozna wymienic kazda czesc…..

  5. Kto jest winien pozostawieniu chusty w brzuchu? Chirurg? A może jego asystent, który w 38h dyżuru non stop nie jest już w stanie zliczyć do pięciu i nie wie, ile szmat wsadził do brzucha?

    Nie wiadomo. Ale to pacjenta nic nie obchodzi, pacjent powinien dostać takie odszkodowanie od szpitala, aby szpitalowi opłacało się ustalić przyczynę oraz opracować procedury pozwalające uniknąć takich kosztów.

    Albo zakażenie szpitalne – prawdziwa plaga naszych szpitali państwowych. Potężne odszkodowania wypłacane przez szpitale dla pacjentów zakażonych pomogłyby szpitalom nauczyć pielęgniarki jałowych wkłuć dożylnych, techniki mycia rąk oraz, być może, zaczęłoby się opłacać inwestowanie w rękawiczki diagnostyczne zmienianie przez pielęgniarki przed każdym podejściem do kolejnych pacjentów. Po prostu zaczęłoby się to opłacać. Opłacałoby się robić czysto wiele procedur. Bo na razie takie szczegóły w większości wszyscy maja gdzieś.

    Ale póki co najważniejszy jest kontrakt z nfz i w to idzie większość uwagi szpitali i ich zarządów. Najważniejsze jest nie stracić kontraktu. Nie zrobić nic, za co ten monopolista nie zapłaci. Rękawiczki nieważne.

  6. Aniu, oczywiście błędy lekarskie zdarzały się, zdarzają się i będą się zdarzały. Błędów nie robi tylko ten, kto nic nie robi.
    Chodzi o to, aby system działał tak, aby błędów nie zamiatać pod dywan, ale żeby z nich wyciągać wnioski i ulepszać działania.
    Absolutnie daleka jestem od oskarżania wyłącznie lekarzy, bo do błędu prowadzi zawsze SPLOT warunków.
    Obecnie tak nie jest głównie z powodu braku presji na podnoszenie standardów pusług medycznych. Obecnie presja jest na spełnianie oczekiwań nie pacjenta, ale nfz

  7. I dalej:
    Nieszczęściem jest obecnie monopol po stronie zamawiającego. Tylko NFZ. Wyłącznie NFZ. Tylko NFZ płaci za usługi. Szpital MUSI spełniać jego najbardziej kretyńskie zarządzenia bo nie ma alternatywy. Nie można powiedzieć nfz-towi „spadajcie” bo nie ma żadnej alternatywy, nie ma konkurencji, nie ma prywatnych ubezpieczeń pozwalających szpitalom istnieć. Prywatne placówki to margines.
    Więc nfz jest najważniejszy w obecnym systemie. On decyduje o wszystkim. I generalnie leczenie pacjenta jest dla niego smutnym kosztem do poniesienia, tak samo jak pensja lekarzy. Dla nfz najważniejsze są procedury, bo ich wymyślanie i sprawdzanie daje pracę kolejnym urzędnikom.

    W gabinecie prywatnym również najważniejszy jest ten, kto daje kasę – czyli pacjent :-)

    Bez konkurujących ze sobą o pacjenta kas chorych, bez prywatnych ubezpieczeń, bez konkurencji między zamawiającymi usługi medyczne w szpitalach nic się nie zmieni.

  8. Ale lekarze też na mierniakach zdają i po protekcji idą. Niestety jak w każdej dziedzinie. Powołanie – słowo kotwica, każdy kto coś prestiżowego kończy to dokleja to słowo do CV bo ładnie brzmi, tylko pacjenci wiedzą , kto jest z powołania. Grunt to poszukiwać swojego miejsca, nawet tego najdziwniejszego :)

  9. dodam tylko ,ze bardzo duzym uproszczenem jest mysenie ,ze bledy lekarskie popelniaja ci zli ,emocjonalnie wypruci,albo pijani…

    czasem narzedzie albo chuste w brzuchu zostawia ten ,ktory ma krysztalowy charakter i bardzo sie stara…czasem za bardzo.i to jest jdyny powod.czasem zas wynika to z okolicznosci,na ktore learz nie ma wplywu.
    kazdy z nas popelnia bledy.
    daleka jestem od osadzania kazdego zdarzenia w ten sposob,za duzo juz przezylam.
    kazdy wypadek to zbieg okolicznosci,ktore do tego doprowadzily ,kazde powino byc bardzo dokladnie przeanalizowane-i przemyslane pod katem zmian na lepsze.takze pod katem intencji i dzialan lekarza bezposrednio zaangazowanego….ale tez organizacji ,czasu pracy ,szkolenia mlodych.znalezienie kozla ofiarnego nie ulepsza systemu…rozladowuje jedynie napiecie spoleczne.

    bledy w stuce lek jak w kazdej innej dziedzinie zdarzaja sie zawsze i wlasnie nadetym egocentrykiem jest ten,kto szydzi z cudzych i lekka reka rzuca kamieniem w innych…
    chirurgia czy inna zabiegowka najszybciej uczy pokory.

    w kazdym podreczniku wymienione jest ryzyko zwiazane z niepowodzeniem w leczeniu..nigdy nie wynosi 0%,ale im jest nizsze,tym lepszy osrodek.
    zazwyczaj 2% to dobra statystaka…niemniej jednak,dwie osoby na sto cierpia z powodu powiklan….i dla tych dwoch osob to jest 100% bledu…..

    Ag,rozumiem cie dobrze i probuje to wytlumaczyc innym tu dyskutujacym….
    potrzebna jest na pewno personalna zmana w mysleniu wielu lekarzy,niemniej jednak nalezy stworzyc warunki wymuszajace taka postawe.
    i nagradzajace .
    nie tylko proste naglosnienie w mediach kolejnej sprawy….

  10. A na razie sytem zmusza do zajmowania się papierami dla nfz. Bo tam jest kasa. To nfz płaci szpitalom a co za tym idzie – obsługa papierów nfz ma najwyższy priorytet. Bie pacjent ze swym bezcennym chwilowo życiem.
    Gdyby szpital we Włocławku zapłacił parę milionów odszkodowania niedoszłym rodzicom, gdyby przy tym wywalono z roboty dyrektora i ordynatora to zaraz znalazł by się sposób na taką organizację pracy, że dałoby się zapewnić możliwość zrobienia cesarki 24/7 za pomocą w miarę wyspanych lekarzy, żeby nie robili oni za duży błędów kosztujących szpital sporo kasy.

  11. Przysięga Hipokratesa przysięgą Hipokratesa, a kasa kasą. Nic tak dobrze do ludzi nie przemawia jak pieniądze. Na razie życie ludzkie jest bezcenne, czyli nic nie warte. Pacjent jest zatem na samym końcu w hierarhii szpitalnej. A wystarczyłoby zasądzanie OD SZPITALA zatrudniającego lekarzy wysokich odszkodowań aby szpital z dyrektorem byli zmuszani do takiej organizacji pracy lekarzy, aby zminimalizować ryzyko błędów. Wtedy miejsce pacjenta w hierarhii odrazu weszłoby na pozycję ” bardzo cenne” . I wtedy nie trzeba by było liczyć na kręgosłup moralny lekarzy.
    A lekarze są jak inni ludzie: mądrzy, głupi, przeciętni, dobrzy, źli, materialiści, idealiści, wierzący, niewierzący itd. Po co liczyć na to, że akurat trafi się na mądrego idealistę? Wystarczy zrobić tak, aby sytem działał sprawnie zmuszając niejako lekarzy do porządnego zajmowania się pacjentem.

  12. No i czy może zajmować się ludźmi, pracować z nimi, zwłaszcza z jakimś uszczerbkiem na zdrowiu osoba, która zwyczajnie się do tego nie nadaje?
    Ktoś, kto pogardza innymi, przekreśla też siebie. Jeśli ta baza jest niszczona, to co dopiero cierpienie zwierząt, którego kresu nie widać?

  13. Idąc za metaforą Ani… Zmieniamy się dzięki innym. Gołębie z takimi możliwościami w 2014 same chcą uszlachetnienia. Ja to widzę w Krakowie. Chodzi o to, by stał się peonem „krakoskim” ;-)

  14. Na kim, jeśli nie na nas spoczywa odpowiedzialność zbiorowa za budzenie, gdy widzimy że ktoś miota się i potrzebuje przebudzenia?
    Człowiek chory nie może leczyć, musi poddać się sam własnej psychoterapii. Bo np. nie powstanie wiele prac artystycznych jego wychowanków. Zdusi talent swój albo co bardzo przykre genialnej osoby z zespołem Downa w zarodku swoim wrzaskiem, samodegradacją, zniszczy go alkohol albo inna używka.

    Alkohol, siekiery, noże -są powszechnie dostępne. Ale. Książki De Mello, Jona Kabata-Zina, B.de Barbaro, M.Opoczyńskiej, M.Bennewicza, E.Tolle, prof. Marii Siemionow również. Jest psychoterapia, jest coaching, jest bioenergoterapia. 21 wiek daje tak wiele możliwości zmiany, przemiany duchowej, ratowania się, zregenerowania i bycia zupełnie innym człowiekiem.

    Mało kogo obchodzi, jak wiele zła zrobiłeś, jeśli teraz jesteś innym człowiekiem. Wykorzystałeś szansę rozwoju. Napsuć krwi umie każdy, popełnić błąd zdarza się każdemu.
    Pozdrawiam

  15. Dla własnego zdrowia psychicznego trzeba umieć powiedzieć swoje.

  16. Skoro dyskusja tak, rozgorzała, to jeszcze wracam.
    Przy dzisiejszych cenach, kredytach (i jak tu zakładać rodzinę?) 2,5 tys to strasznie mało. No, właśnie to ego ze szkła (narcyzm lekarski) zamiast poczucia wartości pokazuje jak jest. To, że zależymy od nich jako podwładni czy pacjenci, nie znaczy że mogą z naszymi siłami witalnymi robić co chcę, że gdy nas zwolnią nie znajdziemy jakiejś innej pracy (bez ich „uroczego” towarzystwa), że mogą nami pomiatać i robić przemiał pracowniczy dowoli, zaszywać chustę w brzuchu po wódce (w końcu muszą jakoś dać upust władzy, jaką dzierżą).
    Pewne działania ludzkie jednych ludzi przeciwko innym i tak tym pierwszym wychodzą na dobre. A nikt nie żyje wiecznie, więc za przeproszeniem takie mendy emocjonalne w urzędach, szpitalach, placówkach oświatowych itd mają jakiś tam określony czas żeby uruchomić myślenie socjotropiczne.

    Tak, nie wahajmy się tego słowa użyć myślenie socjotropiczne, przypomnienie sobie do jasnej cholery Przysięgi Hipokratesa. Jeśli ją bezwiednie bełkotali, to zawsze jest czas na wymianę oleju -nie w nowym jeepie, mercedesie czy porshe- ale w GŁOWIE.

    Nawet jeśli ktoś jest w mniejszości, nie może się podporządkowywać głupocie, chamstwu, braku szacunku do siebie. Przechodzi ludzkie pojęcie ile z takiej naszej zgody wynika nieszczęścia?!

  17. ja zas jestem tym ,ktory we wlasne gniazdo ………….
    :))))))))))))

  18. sie mi kolory pomieszaly….mialo byc „zielone” .)))))))))
    ale moze moje,czerwone,ostrzegawcze z podwiadomosci przebilo przez warstwe slowna.
    :)))))))))
    ja od chwili rozmowy z ex szefem daje czerwone swiatlo.

    fajnie na to patrzec z perspektywy zakretu za….perspektywy decyzji podjetej ,perspektywy rozpoczetej zmiany.
    dzis pisanie o trudnych dla mnie przezyciach nie wywoluje juz emocji…ciesze sie, ze jestem tu gdzie jestem.
    a teraz mowe grzecznie dobranoc i klade sie spac.

    kiedys mi przyszlo do glowy porownanie moejgo srodowiska do golebi…wygladaja lagodnie,delikatnie i dobrotliwie..ale kto zna je blizej ,to wie ,ze to twarde,agresywne ptaki.)))))

  19. w tym zawodzie nie jest latwo wrazliwym…ale wciaz podkreslam ,ze wszyscy pacjenci takich wlasnie oddanych ich porzebom lekarzy chca….nawet lekarze szukaja dla siebie taklich lekarzy,gdy sami staja sie pacjentami.

    a tymczasem przetrwac to wszystko i ustawic sie do wiatru latwiej jest tym ,co nie przejmuja sie zbytnio…
    w naszej medycynie czesto pacjent jest ostatnim obiektem do przejmowania sie…
    wiecej zajmuja rozliczenia,procedury,interesy rozlicznych osob zajmujacych sie leczeniem ,w tym duuuuze i latwe do urazenia ego doktorow…

    oddzielnym problemem jest slaba ,krotkoterminowa organizacja pracy…nierozwiazywanie problemow w sposob dlugoterminowy….troche jak z dziurami na ulicy.
    wciaz wracaja i zawracaja uwage.

    Byc moze sa to tylko moje doswiadczenia….i moje spojrzenie na wlasne srodowisko.
    moze mialam zwyczajnie mniej szczescia w zyciu.znam tez kolegow zadowolonych ze swoich wyboro,choc pracuja duzo,jak wszyscy.albo dotrwali juz do etapu gabinetu.

    ale tak jak list z ZUS- tak trzezwiaco podzialala na mnie moja choroba.
    jesli chce dozyc do emerytury,to sporo powinnam zmienic.

    przyjrzalam sie tym zadowolonym,jka to robia,co sprawia ,ze maja lzej.
    przyjrzalam sie tez sobie.
    wiem juz dzis na co nie zgodze sie,na pewno dzis moje wybory sa bardziej swiadome.
    nie wszystko mozna w sobie zmienic.czasem rzeba wzmocnic ochrone.

    Dzoann,ja wiem ,ze masz racje:)))))))najbardziej szkodza negatywne emocje,czymkolwiek bylyby spowodowane.
    Nalezy je neutralizowac.
    i nie dopuszczac do przeciazenia.unikac ,jesli mozliwe.

    MagdoTurek…to prawda ,ze w naszym zyciu praca przeslania prywatne zycie, na pewno pasje i zwykly odpoczynek.

    „normalne” oczekiwane przez szefow od pracownikow zachowanie to..pelna dyspozycyjnosc i takie wlasnie ustanowienie priorytetow. natomiast trudno ulozyc to naczej ,bo pracujac mniej…nie da sie utrzymac rodziny,mieszkania ,domu.

    wlasciwie nie bardzo jest na czym oszczedzic.
    taka jest min polityka szefow…

    prawo pracy nie chroni pracownika ,bo wiekszosc ne ma wyboru,podpisuje umowe kontraktowa,w ktorej wszystko jest mozliwe.nie mozna sie upomniec o swiete 11 godzin przerwy…listy obecnosci nie oddaja rzeczywistego stanu rzeczy.

    Pensja lekarza rezydenta to ok 2500 zl,lekarza ze specjalizacja 3500 brutto….nauczyciela 2200zl…….emeryt jeli ma 1500 to juz dobrze.

    trudno sobie z tego pozwolic na trzy czwarte czy pol etatu.to wymusza raczej nadgodziny czy prace dodatkowa po poludniu kosztem odpoczynku,rozwoju zawodowego czy osobistego…..trwajacy permanentnie taki stan rodzi frustracje.

    tu masz, Dzoann swoja racje.

    dalej jest somatyzacja tego co w glowie i …przy pewnych predyspozycjach genetycznych podrecznik inetrny jak karta z ofertami :(((tylko wybierac z szerokiej gamy powiklan naczyniowych czy nowotworow.
    w jakims stopniu dajemy im czerwone swiatlo.

  20. P.S.
    @Magda Turek w coachingu nie ma czegoś takiego jak wszyscy (zawsze są na to statystyki: jeden tak, drugi śmak, część osób wybiera coś dla siebie i nie wybiera czegoś innego) i nikt (bo nawet jak w klasie dzieci nie podniosą ręki, to ktoś coś wie tylko się np. wstydzi). Nie ma takiego tworu „wszyscy”, bo wystarczy że się jeden wyłamie (liberum veto mamy we krwi ;-) i już po ptokach. Sama jesteś żywym przykładem, że potrafisz iść pod prąd niespecjalnie oglądając się na innych?

    Na co komu umęczony, padnięty, wypompowany, wyzuty z energii, zmachany, zdruzgotany i bez sił lekarz, pisarz, dziennikarka, psychoterapeuta, kierowca mpk (to nawet mega niebezpieczne na drodze?), ślusarz, zegarmistrz, kucharz czy kelner itd. itp.?
    To my tworzymy tę rzeczywistość czy tylko dopasowujemy się do bliżej nieokreślonej (nieokreślającej się?) reszty?
    Co nas obchodzi świat niedojrzałych emocjonalnie do siebie i innych? To oni mają dojrzeć do nas. Nieważne ilu ich jest. E.Tolle daje siebie i swój spokój. Pisze książki i otwiera umysły. Ewa Błaszczyk pomaga tym, na których nikt nie stawia – próbuje budzić ludzi po wypadkach. Barbara Blaine się nie boi, pomaga ofiarom pedofilii. Robi swoje i idzie do przodu.

    Mam dzięki temu ochotę krzyczeć „Chcesz napastować? Napastuj sobie buty”.

    Fryzjer, właściciela „Trendy”, blond anioł przyucza do zawodu młodych ludzi bez szans na zawód z krajów afrykańskich, Sz. Hołownia też pomaga czarnoskórym dzieciakom. Masa, masa ludzi robi swoje. Każdy tu ma swoje Ucho Igielne. Niektórym, właśnie dlatego że tak pięknie wyzyskują innych, często w białych rękawiczkach szczerze współczuję.
    Dobre Nocy Ludziska:-)

  21. Wiem Aniu dokładnie jak to jest, gdy się spotyka osobę, z którą naprawdę się spotykasz to radość jak z człowieka na księżycu. A przez tych bęcwałów i jełopów emocjonalnych (bo jak to nazwać w chwilach opadnięcia rąk) niszczeje zaufanie ludzi do ludzi. Potem jak spotykasz dobrego, pogodnego i fajnego człowieka to już nie dowierzasz i z tyłu głowy czekasz aż wyjdzie z niego coś brzydkiego. No, nie chcę o tym pisać. Szukamy tu usilnie pozytywnego patrzenia na świat.

    Jest różnica w tym, że ma się ideały, co uważam jest dobre, kręgosłup moralny a hiperoptymistycznie – idyllicznie patrzy się na świat i ludzi. To drugie prawie zawsze się rozjedzie i zostanie zweryfikowane to pierwsze jest czymś, co może utrzymać przy życiu.

    Kąpiel w bąbelkach, ławeczka czy nawet jak jedziesz do przedszkola samochodem to słuchanie muzyki relaksacyjnej. 10 minut relaksacji z taśmy Dziankowskiego, cokolwiek kiedy Twoje dziecko dostaje zadanie namalowania tego jak przeżył dzisiejszy dzień, co się działo, z czym jest na teraz.

    Higiena psychiczna :-) Co nie raz tutaj Ty mi tłukłaś do głowy :-) Nie ma to tamto ;-)
    Miłego wieczoru

  22. @ania to o czym piszesz jest szokujące. wydawać by się mogło, że w środowisku lekarskim
    świadomość powinna być wyższa. ale widać życie sobie. dobrze, że w końcu wybrałaś jednak drogę środka.
    w ogóle z moich obserwacji i własnych doświadczeń wynika, że w Polsce praca to jest źródło frustracji i dramatów. znam może ze dwie osoby, które lubią to co robią i są zadowolone z warunków na jakich pracują. pozostali się frustrują, narzekają, słaniają się ze zmęczenia, są zestresowani i długo jeszcze by wymieniać. @dżo-ann nawołujesz do higieny psychicznej ale w polskiej rzeczywistości zawodowej to często postulat nie do osiągnięcia. i w dodatku wszyscy uważają, że tak jak jest po prostu ma być.
    myślę, że w takiej rzeczywistości w jakiej żyjemy zapotrzebowanie na psychiatrów i psychoterapeutów nie jest przypadkowe.
    @aniula szkoda tej czapki faktycznie ;-)

  23. no przeciez sie upomnialam :)o higiene psychiczna….zwlaszcza z niezbitym dowodem na to ,ze przeciazenie szkodzi…
    czy powinnam sobie wozek na czole nalepic????
    :((
    szef jak Rycho odpowiedzial mi ,ze …na moje miejsce jest wielu innych.
    sprawnych i mlodych.

    kwestia wielkosci zakladu….ale punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia.

    nie wszyscy jednak moga byc szefami i ordynatorami oddzialu ,ktorzy odcinaja kupony od swojego stanowiska…ktos w nocy musi…”zamiatac izbe przjec”…
    a wiadomo,ze najlepeij zamiataja nowe miotly :)))))))

    ja znalazlam swoje indywidualne rozwiazanie.
    wlasnie dzieki temu ,ze ….dostalam czas,zeby sie nad tym wszystkim dobrze zastanowic :)))))))

  24. Warsztaty samochodowe też nie mają kasy na pobory. Jakby Rycho miał to by dał i zatrzymał.

    szacun Rycho :]

    Lepiej

  25. Obstaję przy swoim. Higiena psychiczna, higiena psychiczna i będę powtarzać do upadłego. Nie ma to tamto. Później jest przemęczenie, złe myśli, guzy mózgu… Licho wie.
    Nikomu innemu tak, jak lekarzom np. kardiochirurgom (dziś widziałam młode lekarki na małej przerwie w miłym miejscu omawiające pacjentów -Bococa w Kraku).
    Pozdrawiam
    Wiem, że jest bardzo ciężko. Ale trzeba dążyć do właściwego umiaru, wizji swojego zdrowego życia. To jest coaching a nie licytowanie się na to kto ma gorzej?

  26. przyznam ,ze dzis na propozycje Rycha tez bym grecznie powiedziala….”nie dziekuje!
    i nie chec tez byc Rychem ,ktory kosztem innych wypracuje swoja emeryture.
    wybralam droge srodka

  27. fajne byloby zarabiac tyle i miec troche czasu na odpoczynek ,zeby wycieczki z firm farmaceutycznych nie byly pokusa ,,,i jedyna okazja do wyjazdu i oderwania sie od pracy codziennej

    wiele naszych zawodowych wyjazdow,kursow szkoleniowych takze odbywamy w czasie wolnym,w ramach urlopu wypoczynkowego….

  28. Aniula ,tak wlasnie robie,ucze sie jezyka i zwyczajow.)))))
    i ten tam waz mi nawet sprzyja;)))))

  29. Dzoann
    ,po34 godznach pracy,gdy po dyzurze zostajesz zgodnie z oczekiwaniami szefa do 15 w pracy…nie myslisz juz o laweczce w parku ,tylko o tym ,ze dziecko z przedszkola czy ze szkoly,bank po drodze,albo inne wazne sprawy ,cos do jedzenia i…spac.bo rano znow musisz byc o 8.00 w pracy,dziecko w przedszkolu,kolejne zwykle codzienne sprawy do ogarniecia i na horyzoncie nastepny dyzur….taka „norma ” to dwa w tygodniu….

    po powrocie z rekonwakescencji po mojej chorobie nowotworowej ,swiadoma przeciazenia ,jakie znosilam prze 10 lat, przyzalam sie swojemu szefowi ,ze otrzymalam czasowo tytul niepelnosprawnego,co za tym idzie,mam prawo nie dyzurowac w ogole…..

    ale ….ze w miare moich zdrowotnych mozliwosci bede brac dyzury,jednakze prosze o mozliwosc odpoczynku i dnia wolnego po dyzurze,zgodnie z kodeksem pracy zreszta…widzalam piane,ktora uderzyla mu glowy,byl czerwony po korzenie wlosow

    .nie powiedzal nic,za trzy miesiace wreczyl mi wypowiedzenie.

    i nie jest to kwestia jednego zlego szefa w duzym miescie….mialam niejedna „nebenjob”wiec wiem juz ….tak sie zarzadza w sluzbie zdrowia-szantazem i glodowymi stawkami czsto wymusza sie umowy ,ktore zwalniaja z ochrony pracownika i zmuszaja do pracy w takim wymiarze…..
    Ag napisala,ze nie ma juz niewolnictwa i mozna odejsc…dlatego welku mlodch lekarzy zaciska teby do egzaminu secjalizacyjnego,po kilku latach doswiadczen ,takze zawodowych podejmuje decyzje o wyjezdzie do miejsc ,gdzie wykstalcenie jest lepiej wycenione i prawa pracownika szanowane.

    zadalam pytanie w Dep Szkolnictwa w Ministerstwie Zdrowia-czy nie zal im trudu i wydatku na szkolenie ,specjalizacje,czau poswieconego na uzyskanie doswiadczenia zawodowego…ze przciez dobrze wyksztalceni ludzie uciekaja z kraju…..odburknieto mi mniej wiecej to co mawia sie w Rosji …..”ludziej u nas mnogo”…jak oani chce ,niech ani sobie jedzie nam nie zalezy…..

  30. Od małego miałam poczucie, że co moje to moje i wara od tego. Mieszkałam swego czasu na starym mieście, brudne stare czynszowe kamienice, wokół Cyganie, różne typy dziwne. Specjalnie piszę Cyganie , bo wtedy byli Cyganie a nie Romowie. Cyganie dzielili się na bogatych i bidotę złodziejską. No i z tą bidotą miałam do czynienia. Pięciolatki już kradły, paliły papierosy ogólnie koszmar i patologia. Mali dorośli bandyci. Któregoś razu bawiłam się w piaskownicy ( 4 lata) i przyszedł taki 7 letni Cygan . Chciał się ze mną pobawić tak jak to zwykłe dziecko , a znany był ze swojego urwisostwa. Popełnił błąd. Bez pytania zabrał mi grabki i dostał ode mnie łopatką w łeb. Mama o mało zawału nie dostała, bo już widziała oczami wyobraźni cała bandę Cygańską żądną odwetu. Chłopak oddał grabki i poszedł. Jak się okazuje sam nie był taki odważny jak w grupie. Zapewne się nie przyznał, że czterolatka mu w łeb przyłożyła , bo nikt się nie czepiał. Jak teraz słyszę, że Cameron obcina socjale obcokrajowcom to się wcale nie dziwię, poziom kombinacji i naciągactwa rodaków jest tak duży, że i tak się dziwię, że dopiero teraz zareagował i powiedział koniec, to moje. Rada dnia: jedziesz do obcego kraju, to naucz się języka i szanuj tamtejsze obyczaje.

  31. Może masz sekretnego fana, który już w niej i tylko w niej gdzieś sam śpi ;-)???;-) Może jakiś dzieciak nie miał na czapkę, a wstydził się poprosić „starych”? Nie ma przypadków. Wszystko w pewnej ważnej perspektywie dzieje się i coś unaocznia. Niezależnie jak nam czasem z tym źle, jaka to strata itd. itp.
    Np. rola ZUSu w naszym pięknym kraju. Przesyłane prognozy budzą grozę, przerażenie, wioną bezdomnością i biedą bied a wielu z nas jak Ty, @Aniula żyją chwilą, jeszcze bardziej skupiają się na tym, by przeżyć i dać sobie właśnie teraz, czego potem może nie być.

  32. @Dżo-ann piszesz ” rytuał wołania o miłość i uwagę” ja na razie posłałam info, że jak nie odda to łapsko uschnie :) Miłość i uwaga nie chce mi przez kanał informacyjny przejść ;)

  33. …Co jakiś CZAS. bo to ten czas, jak słusznie zauważyła Ag jest najcenniejszy, my nadajemy mu przebieg, jakość, tworzymy w jego ciągu siebie i swoje relacje z kimś, czymś…

    Najgorzej, gdy w czasie odpoczynku już nie potrafi wejść w relaks, myślimy o pracy. Co w takiej sytuacji? Nic na siłę. Organizm sam jakoś chwyta w końcu chwilkę wytchnienia. Mózg jak mówi prof. Vetulani nie służy do myślenia, ale do przetrwania.
    Miłego odpoczynku nocnego :-) Pa

  34. Nie martw się, Aniulu. Co kraj to obyczaj. U nas znikanie naszej własności w czyichś rękach to coś na kształt rytuału „wołania o miłość i uwagę”.

    Co ja myślę? Otóż właśnie stanęłam w roli ponaglacza wobec empatycznych lekarzy takich jak Ty Aniu np., którzy nie wyjeżdżają na zagraniczne wycieczki dzięki firmom farmaceutycznym. Nawołuję zresztą wszystkich nas o znajdywanie chociaż przysłowiowych 10 minut w ciągu dnia na posiedzenie w swoim azylu na kawie, czekoladzie, posiadaniu ulubionej ławeczki wśród przyrody np. w szklarni ogrodu botanicznego (zieleń leczy).

    Nawołuję o należny odpoczynek. :-) Myślę, że lekarz niekoniecznie cały nieudaczny i do więzienia, jeśli z przemęczenia popełnia błąd. Zwłaszcza taki błąd, który jest w stanie naprawić.
    Tak, tylko uważam że to ważne by o tym co jakiś pisać, mówić, w tym i z tym być.

  35. Wiecie co ktoś mi buchnął dzisiaj czapkę. Byłam na kursie i wypadła mi na korytarzu. Podobno na przerwie koledzy ją widzieli na parapecie a po zajęciach przepadła. Żadna jakaś markowa czapka. Do szatni nikt nie zaniósł, pani sprzątaczka też widziała na parapecie….W naszym kraju nigdy chyba nie będzie dobrze, skoro ktoś połasił się na czapkę…. używaną… Ogólnie w czapkach wyglądam fatalnie, więc noszę je dla zdrowotności i jak już trafiłam na taką co to nie straszę za bardzo to przepadła. Czekam na Drewnianego Konia :) Węża mam już dosyć .

  36. A pracownik i tak może odejść, bo czasy niewolnictwa w Europie już są za nami

  37. Wracając do Rycha i jego warsztatu.
    Dziwi mnie, że Rychu się dziwi, że wykształcony przez niego pracownik mu odchodzi.
    Widocznie mu za mało płaci, zwłaszcza jeśli gdzieś indziej, za tą samą pracę, dostanie wyższą pensję. Dobry, wykształcony pracownik kosztuje. I mądra firma trzyma pracownika którego wykształciła, w którego zainwestowała na różne sposoby: płacą, autem służbowym, abonamentem w Luxmedzie czy innym Medocoverze, karnetem na siłownię, premią itd.

  38. ja mysle ,ze wszystkich tych przypadkow ,o jakich pisze Dzoann,nie da sie do jednego wroka wrzucic.tym bardziej ,ze to co robia media z faktem,to …wielkrotnie bylo tu omawiane.
    ludzie umieraja ,w tym dzieci.czasem nie jest to niczyja wina czy zaniedbanie…czasem tak po prostu jest.
    Nie wypowiadam sie ,bo ne znam sprawy.

    Natomiast cale mnostwo innych ,mniej spektakularnych zdarzen…w ktorych czaem jest sprzet ,wiedza i wola, i mimo wszystko nie mozna pacjentowi pomoc….i to co mnie osobiscie najbardziej meczylo,to niemoznosc przeskoczenia barier systemu,lobby nfz i zarzadzen dyrektorskich…

    jesli empatyczny doktor- a przeciez wszyscy chcemy takich wlsnie lekarzy….-

    chce leczyc pacjenta zgodnie z suieniem…niestety popada czesto w konflikt wewnetrzny albo w konflikt z szefem.w pierwszym przypadku odchorowuje to,w drugim wylatuje z pracy.
    a czesc uczy sie postepowac zgodnie z tym czego oczekuja od niego zwierzchnicy….co oznacza odmaiwanie pacjentom nawet wtedy,gdy natychiast potzrebuja leczenia.

    Dzoann,to do czego nawolujesz,nie jest wcale latwe w praktyce.w naszym kraju lekarz nie prowadzi zazwyczej praktyki z wlasnym kontraktem ,jest jedynie pionkiem w wielkeij korporacji….jaka jest szpital.
    tu brak miejsca na samodzielna prace i decyzyjnosc…a juz na pewno na dobra edukacje i odpoczynek.
    dodam ,ze ci empatyczni sa najbardzej zmeczeni…..i nie musze tlumaczyc dlaczego

    po kilku akcjach wbrew woli szefa….
    zmieniasz miejsce pracy

    a to nie dobrze jak jestes np w trakcie trwajacej 5 czy 6 lat albo i dluzej…specjalzacji.
    sukces zw z jej zakonczeniem zalezy w duzej mierze od twoich zwierzchnikow.

    jak juz masz specjalizacje….to szansa na lepsze ,spokojniejsze i juz tak nieprzeciazone zycie pojawia sie wowczas ,gdy zakladasz gabiet prywatny.

    na czym bazuje idea gabinetu prywatnego????

    najczesciej nie na tym ,ze pacjenta stac na takie leczenie …a na niedostatecznej dostepnosci publiczne sluzby zdrowia.

    Aniula,dlaczego wiekszosc wybiera sie do endokrynologa prywatnie?????

    bo nie dostaniesz sie, chocbys pekla,w takim terminie ,jaki jest wymagany dla dobra pacjenta…i tak jest z innymi deficytowymi secjalizacjami.

    W polsce „dobra” specjalizacja to wlasnie taka,gdzie mozesz miec gabinet prywatny.

    drugim argumentem ,jest mozliwosc…udostepnienia lub przyspieszenia leczenia w panstwowej sluzbie zdrowia.(((((decyzyjny doktor moze wplywac na kolejnosc przyjec czy zabiegow operacyjnych…nawet jesli nfz od czasu do czasu kontroluje kolejki,)))))))))))

    dodam jeszcze ,ze organizacja sluzby zdrowia jest zupelnie nieprzemyslana i bardzo przypomian bieganie z pustymi taczkami…wszyscy na koneic dnia sa zmeczeni ,a praca wykonana w niewielkim stopniu….wiele razy powtarza sie procedury i brak jest dobrej komunikacji…nie tyle w systemach informatycznych ,co miedzy wspolpracujacymi ludzmi.

    tak wiec latwo jest czasem znalezc kozla ofiarnego odpowiedzialnego za sytuacje w ktorej pacjent umiera,albo nie otrzymuje na czas leczenia.zazwyczaj ma konkretne nazwisko.
    media maja swiezy kasek ,a tymczasem system jest chory od podszewki po ostatni guzik….

    gdybym mogla raz jeszcze stanac z maturalnym swiadectwem w kieszeni i swiadomoscia jaka mam dzis…prawdodobnie inaczej pokierowalabym swoim zyciem.byc moze decydujac sie na medycyne wyjechalabym za granice.

    sa oczywiscie wyjatki ,nisze,jednostki posiadajace wlasne kontrakty i zadowoleni lekarze i pacjenci::))))))))
    gdzie? to jest informacja na wage zlota

  39. Aniula,wojna trojanska przed nami?????
    ;))))))))))))

  40. Dżo-ann ;) Wodny Wąż odchodzi to musi jeszcze trochę na bruździć, po 31 będzie Drewniany Koń to się poprawi :) jest dobrze ;) Trzeba przeczekać :)

  41. W Krakowie za to szaruga. Deszcz leje jak z cebra. Cyganie dźwięcznie nucą w Bombardierach. Słychać akordeon. Powiem, że aura depresyjna dlatego Was chciałam odciągnąć od myśli w niewłaściwą stronę. Aniulu rozumiesz mnie, prawda?

  42. A Ty tam pracujesz Ag i znasz sprawę od środka?
    To sorry, ja piszę to co uważam. Daleka jestem od linczowania kogokolwiek. Ale. Akurat wg mnie dzieci są czujnikami emocji dorosłych. Matka nosi w łonie dziecko, które jest w stanie urodzić w każdych warunkach. Ile dzieci urodziło się w samochodzie bez położnej?
    Przykre jest to o czym nie chcę tu teraz pisać. To jest blog coachingowy jednak nie terapeutyczny. I w tym nie sposób przesadzić
    Pozdrawiam

  43. @Ag myślę, że nie zawiódł sprzęt tylko człowiek.

  44. Dżo An, nie przesadzasz trochę? Szpital w którym zmarły bliźnięta był akurat bardzo dobrze wyposażony.
    Poza ty w chwili obecnej odpowiedzialność lekarzy jest praktycznie żadna, a zasądzane odszkodowania żenująco małe i wręcz kuriozalne.

  45. Z innej baczki: Odpowiedź co maluczki potrafi wobec znaczących ;-) daje filmik poglądowy:
    http://www.youtube.com/watch?v=DPK_ij0llc8

    Koty dalej ljubov ;-*
    Lekarze dajcie sobie święte prawo do odpoczynku, regeneracji, nawet krótkiej tak by lepiej służyć innym, być bardziej wydajnymi, miejcie więcej respect do własnej pracy. :-****

  46. Tak sobie myślę, że trzeba trochę wytrenować swoją wrażliwość. Niektórzy wrażliwcy nie wytrzymują presji i popadają w otępienie emocjonalne. Celem jest ” robić dobrze” i nagle zapominają, że trzeba też tak robić sobie. W konsekwencji niedbania przychodzi wypalenie. Mamy takie warunki w Polsce jakie mamy, łatwo nie jest ale asertywność trzeba ćwiczyć. No i nie dać sobie wmówić , że czegoś nam brakuje przez mobbing-erów. I można by tu dużo pisać , bo temat rzeka i ludzie jacyś wystraszeni, jak owieczki zgadzający się na pomiatanie. Gdyby te owieczki trzymały się razem to i by takie pojedyncze dziady nie miały siły przebicia. Niby proste a jednak….

  47. Bycie lekarzem to poza nieustannym sprawdzaniem wiedzy przez życie, ogromne, ogromne obciążenie. Ogrom odpowiedzialności, jaki spoczywa na człowieku. No właśnie czy spoczywa? Spoczywa to słowo kojarzy się ze spokojem, ukojeniem intelektualno-emocjonalnym, niesieniem pewnego ciężaru, uspokojeniem też wdzięcznością pacjentów.
    Myślę jeszcze o gorącej sprawie dzisiejszych bliźniąt, których nie udało się uratować. Tragedia rodziny. Wielka, wielka nie da się wyrazić współczucia, bo to smierć maleńkich, niewinnych dzieci. Lekarze są przeciążeni, stan szpitali jest trudny, choc już coraz mniej obskurny i niedoposażony (nawet w Krakowie zdarza się, że miejsce pacjenta jest na korytarzu, przynajmniej przez jakiś czas, nie w sali).
    Umęczony pracą, procesujący się z pozywającym pacjentem, często mający rózne problemy z przełożonymi, własne trudności domowe ma święte prawo do prywatności, szacunku i zrozumienia. Czasem brak zwyczajnie przez chwilę empatii i o nieszczęście nie trudno?

    Stajemy się, jesteśmy tacy jak sie nawzajem widzimy i traktujemy. Ważna jest w życiu zawodowym motywacja, potocznie z a p a ł do pracy, a to mozliwe jest tylko w optymalnych, godziwych dla kazdego warunkach.

    Pozdrawiam
    dziękuję wszystkim lekarzom z którymi
    dane było mi przeżyć ten zywot ;-) dalej

  48. Ps. Mój mąż pracował w swiatowej korporacji jako architekt dużych sytemów informatycznych. Standardem było wkraczanie non stop w prywatny czas, telefony z pracy po 20 i np.45-minutowa konwersacja w piątek (reszta rodziny musi tego słuchać i nie może się odzywać bo przeszkadza), siedzenie po godzinach w pracy itd. Na szczęście już tam nie pracuje. Teraz zarabia 10-15% mniej, ale święty spokój i szanowany prywatny czas jest bezcenny.
    W tych korporacjach najczęściej pracują młodzi single „słoiki” , co to wyrwali się z małych miasteczek i im się zdaje, że złapali pana boga za nogi, bo mogą pojechać na tydzień na wakacje do Egiptu. … Zamężnych/żonatych za wiele nie ma, albo właśnie się rozwodzą. A potem muszą do kołcza chodzić, bo im się w życiu nie układa ;-)

  49. Do Ani:
    Wiem że tak się nie da pracować z własnego doświadczenia. Właśnie o tym piszę. Ty zresztą też (że po 10 latach takiej pracy pojawia się refleksja co z mym życiem itd.)
    Chodzi o to, aby to zrozumieć wcześniej i nie dać się wmanewrować w tego typu sytuacje.
    Szkoda życia. Żadne pieniądze nie są warte straconego czasu.
    Bo coś, co mamy najcenniejsze to CZAS.

  50. ania zrób endokrynologię :)

  51. cd….po 10 latach wiesz ,ze juz sie tak nie da cale zycie , bo sil albo zdrowia brakuje
    widzisz tez przerwe w zyciorysie…prywatnym,czasem sypia sie zwiazki ,czasem zdrowie.

    szczesliwie,jesli wybrales specjalizacje umozliwiajaca prywatna praktyke…twoje miejsce w szeregu rezydentow zajma nowi,mlodzi,pelni wiary i nadziei ,ze jak skoncza to juz bedzie lepiej…..
    a jesli nie zostales np ortopeda albo ginekologiem czy okulista???? albo jesli ta praktyka prywatna w poprzek z przekonaniami stoi????

    :))))))))))))

  52. Ag…tak pracuje wiekszosc mlodych lekarzy,nie ma taryfy ulowej,nawet dla rodzicow samotnie wychowujacych dzieci.Niskie pensje i stawki dyzurowe zmuszaja do wykonywania kilku-kilkunastu dyzurow w miesiacu.

    dyzury pod telefonem oznaczaja tylez samo co gotowosc do holowanie taksowki o kazdej porze ..tyle ze zadania do wykoania w srodku nocy sa zazwyczaj trudniejsze….a umowy kontraktowe zabezpieczaja dyrektorow i ordynatorow przed wyplacanaiem nadgodzin,jak i obowiazujaca w EU 11 -godzinna przerwa w pracy….na odüpoczynek.

  53. Ja tam nic na emeryturę nie odkładam ;) Jak już przyjdzie czas na emeryturę to będzie dla mnie oznaczać, że czas umierać, bo już na nic siły nie będę miała :) Wystarczy, że mi się organizm na parę lat sam wyłączył. Grunt żeby się w rzeczywistości jakoś odnaleźć ;)

  54. Praca w dyspozycyjności 24/7 to koszmar i rujnacja życia rodzinnego. Pracując w ten sposób nie można czegokolwiek zaplanować. NICZEGO. Umawiasz się np. że odbierzesz dziecko z przedszkola a tu doopa, kogoś innego trzeba w to wmanewrować. Wcale się nie dziwię, że ludziom nie chce się tak pracować. Taka praca wymaga w praktyce posiadania małżonka siedzącego w domu albo równie dyspozycyjnej
    niani, skłonnej wstać o 3 w nocy i zasuwać do nas, bo akurat pojawił się taksówkarz z popsutą taksówką, dzieci śpią a my już, na cito, musimy zasuwać do roboty.

  55. patrzajcie ludzie ,historia jak mjawlasna…..ja tez taki list dostalam.. nawet kwota niewiele wyzsza byla,co mnie zkatalizowalo do dalszych dzialan…
    najpierw do myslenia zamiast ubolewania
    i do szukania rozwiazan nietypowych
    poza strefa komfortu
    kroczek po kroczku:))))
    zmieniam moje zycie,z mysla o coraz blizszej emeryturze.

    choc i ja mam juz papiery umozliwiajace przejscie na rente….
    ale przeciez nie o to chodzi

    ze wszystkim jednak przesadzac nie mozna,jak pouczaja madre ksiazki
    zycie jest celem samo w sobie
    znam takich ,ktrorzy poswiecili zycie sciboleniu grosza na dostatnia emeryture,placili potrojne i poczworne filary…a dom zawalil sie gdy osiagneli wiek emerytalny.
    wyciagnelam z tego wniosek ,ze nie ma co zycia na emeryture odkladac,choc rozsadnie jest ja sobie zabezpieczyc.
    poniewaz w moim zawodzie troche inaczej to wyglada niz w warsztacie samochodowym-(choc praca podobna)inne zatem trzeba dzialania podjac…z mysla o emeryturze takze ,ale nie tracac dnia dzisiejszego

  56. Odkąd pamiętam zazdrościłam innym takiego konkretnego fachu.

  57. Chociaż wszystko mogło się już rozpocząć od sprzedaży telewizora sąsiadowi. Brak skażenia i od razu dobre pomysły :)

  58. Rycho wziął sprawy we własne ręce poprzez działanie. Najprostsza droga do sukcesu.
    Zdolnych ludzi jest wielu, niewielu lojalnych. Ale jak się nie spróbuje.. to się nie będzie wiedziało. Po omacku do światełka.

  59. Rychu dojrzał :) List z ZUS musiał być szokujący . A nigdy nie wiadomo co będzie katalizatorem ;)

Komentarze są wyłączone.