Rycho i dogmat

dogmat
dogmat

Kupiłem nowe wydanie esejów Leszka Kołakowskiego, co ciekawe na dworcu w księgarni z tanią książką. Zaoszczędziłem na dwóch tomach 32 złote ale i tak bym kupił wcześniej czy później lub zamówił sobie u przyjaciół na prezent. Ciekawa polityka dystrybutora, który sądzi, że na Kołakowskiego ktoś chętniej się skusi, gdy zaoszczędzi parę złotych zanim książka trafi na przemiał i stanie się pulpą do produkcji papieru pakowego. Z 50 twarzami Greya rozumiem, pikantny hit sprzedawał się jak świeże bułeczki w setkach tysięcy nakładu i spóźnieni klienci, którzy nie mają jeszcze tego dzieła w swoim księgozbiorze, chętniej kupią trzy tomy w cenie jednego, niż jeden w cenie Kołakowskiego. Przygody w tej powieści są coraz bardziej wymyślne a u Kołakowskiego ciągle o tym samym. W każdym razie na studiach humanistycznych, oraz gdzie tylko można na innych wydziałach, cięcia programowe objęły filozofię właśnie. I słusznie, wszak jest niż demograficzny i etatowi pracownicy naukowi nie wyrabiają pensum godzin. Na co komu filozofia? Kto potrzebuje może się zasilić intelektualnie sam. Ważne żeby adept szkoły lub uczelni umiał liczyć do dziesięciu i obsługiwać smartfon. Kraj potrzebuje siły roboczej, nie zaś filozofów.

Niż demograficzny będzie przez następne dekady permanentnym zjawiskiem, gdyż społeczeństwo polskie nieuniknienie się kurczy. Zastanawiam się tylko nad przekrętem jakim jest ZUS, który solennie opłacam, wiedząc doskonale, że nie otrzymam emerytury, gdyż według wszelkich znaków ekonomicznych kasa będzie pusta. Za co płacę? Utrzymuję obecnych emerytów, na zdrowie, pod rygorem przepisów państwowych, toż to skandal. Co więcej z różnych swoich aktywności zawodowych opłacam tak zwaną składkę zdrowotną równie solennie, wielokrotnie, gdy jednak potrzebuję recepty muszę za usługę medyczną zapłacić, gdyż nie mogę sobie pozwolić na siedzenie w kolejkach do publicznej służby zdrowia, gdyż muszę biec wykonywać zadania, z których opłacam kolejne składki zdrowotne, żeby móc je opłacić. Z państwowymi przepisami nie ma żartów.

O tym między innymi pisze profesor Kołakowski, nieco w innym kontekście, lecz na to samo wychodzi, a raczej chodzi o to samo. Otóż zdaniem profesora dialog między religiami, ekumeniczne porozumienie jest w zasadzie niemożliwe. Z jakich to powodów? Psychologicznych. Otóż, jeśli na przykład w kościele katolickim wierni wypowiadają modlitwę o jedność chrześcijan, to w myśl zapisów soborowych oraz encyklik ostatnich papieży, chodzi tu o powrót marnotrawnych synów na łono prawdziwego kościoła, a nie o dialog.  Zdaniem papieży słowo kościół jest zarezerwowane tylko do prawowitego kościoła, czyli katolickiego. Jedynie słuszna wiara jest jedynie słuszna i nie inaczej z wyznawcami kościołów protestanckich – od mormonów po wyznanie luterańsko-augsburskie. Jakżeby papież miał uznać w mormońskim proroku Josephie Smith prawdziwego proroka lub odwrotnie, mormoni mieli porzucić nauki Simtha i podporządkować się papieżowi? Przecież cała doktryna jednych lub drugi runęłaby. Jakżeby protestanci wierzący w teorie predestynacji, czyli wskazania przez Boga wybranych, mieliby ją porzucić i podporządkować się torii łaski, która jest bazą katolicyzmu? A może prawosławni wycofają się ze swego sporu z katolikami o filioque [łac. I syna], który to spór od stuleci rozpala subtelne umysł teologów oraz stosy z heretykami? Czy też w Trójcy świętej Duch święty pochodzi od Ojca i Syna, jak chcą katolicy, czy też jedynie Ojciec jest zasadą istnienia, a Syn i Duch jedynie od Ojca pochodzą?

Kołakowski pisze, że aby dialog mógł w ogóle zaistnieć potrzebne jest by w jednej ze stron dialogu powstały wątpliwości, wówczas pod wpływem argumentów owa wątpiąca strona zastaje niejako przeciągnięta na druga stronę – pewną siebie, inkorporowana do systemu przekonań strony przekonanej, konserwatywnej, silnej swymi przekonaniami. Innym wariantem jest niepewność co do własnego stanowiska po obu stronach dialogu, wątpliwości, znaki zapytania, niejednoznaczności – wówczas obie strony wypracowują nowe rozumienia, interpretacje, w części przekonują się w czasie debaty do wzajemnych stanowisk. Efektem takiego dialogu będzie stworzenie nowego porządku, który nie jest ani porządkiem A, ani porządkiem strony B, tylko nową jakością. Tymczasem, jak twierdzi Kołakowski, jeśli obie strony są niezłomnie, twardo i sztywno przekonane o słuszności swoich poglądów, może nastąpić jedynie przyłączenie lub chłodna obojętność, czasem pokojowe współistnienie, lecz tylko wtedy, kiedy w definicji jednej lub obu ze stron nie ma idei wojowniczych. Przez całe stulecia chrześcijaństwo oraz islam kultywowały takie wojownicze, agresywne nastawienie względem innych religii i kultur. Obecnie w kręgach Zachodu i Wschodu wojowniczą religią pozostał islam z późnymi pismami proroka, w których mowa o siłowych rozwiązaniach i świętej wojnie z innowiercami. Religia mojżeszowa i chrześcijańskie odłamy wraz z prawosławiem omijają się szeroki łukiem, w chłodnym współistnieniu. A co z poglądami odleglejszymi, jak choćby buddyzm? Tu również nie ma mowy dialogu, bo i o wypracowaniu kompromisu mowy być nie może. Albo dusza po śmierci otrzymuje propozycję nie do odrzucenia: piekło, niebo, czyściec oczekując na Sąd Ostateczny [teologicznie nie jest jasna perspektywa czasowa tego sądu, czy odbywa się on niejako przy każdej śmierci, czy też dusze oczekują w jakimś stanie zawieszenia na koniec czasów i ostateczne osądzenie] albo jak w religiach Indii i Wschodu, odbywa się wielokrotna inkarnacja duszy w inne ciała i życia, a tym samym dusza podlega reinkarnacji, czyli odrodzeniu w nowym życiu i to wielokrotnemu.

Żadna ze stron w drodze dialogu i porozumienia nie może się zgodzić na porzucenie swych osiowych koncepcji, gdyż odrzuciłaby swoją tożsamość i sens funkcjonowania. Żadna nie może odrzucić ani predestynacji, ani filioque, ani reinkarnacji, ani teorii łaski, ani sądu Ostatecznego, ani roli walki z innowiercami, ani roli proroków jak John Smith – a przecież to zaledwie kilka elementów różnicujących. Ponadto wszelkie te terminy teologiczne, subtelności filozoficzne, elementy wielowiekowej tradycji są kwestią wiary. Oczywiście możemy posługiwać się logiką, prawidłowym wnioskowaniem ale zawsze odbywa się to w oparciu i niedowodliwe przesłanki, będące kwestią wiary a nie przecież chemicznego wzoru lub matematycznego eksperymentu. Dobrym przykładem jest katolicki dogmat o niepokalanym poczęciu Maryi Dziewicy [często z resztą przez samych katolików opacznie rozumiany], stwierdzający, że Maryja urodziła się bez grzechu, gdyż obciążona grzechem pierworodnym kobieta nie mogłaby zrodzić Syna Bożego, jest dogmatem, z resztą kolejnym twierdzeniem dzielącym religie i odłamy chrześcijańskie. Dogmatem, czyli  twierdzeniem koniecznym do bezwarunkowego przyjęcia i niepodlegającym podważaniu; działającym poprzez całkowite przylgnięcie do wiary. Koniec kropka. Nie ma tu miejsca na dyskusje a zwłaszcza wątpliwości.

I kiedy przeczytałem wywód profesora nastała na mnie jasność przeczysta i olśniewająca: przecież ta niezdolność do dialogu dotyczy również wszystkich innych aspektów życia psychicznego i społecznego człowieka; każde ugruntowane w naszym życiu przekonanie, nawyk i wzorzec zachowania działa w identyczny sposób uruchamiając preracjonalizacje i postracjonalizacje. Wówczas rzeczywistość jest nieustannie wyjaśniana, lecz jednocześnie też nieustannie falsyfikowana, gdyż wydaje nam się, że wiemy coś na danym temat zanim wydarzenie nastąpi, oraz natychmiast wyjaśniamy jakieś wydarzenie, gdy nastąpiło nadając mu z góry ustalony sens. Czym są te ustalenia? Wyłącznie domeną naszej wiary, sekwencją przekonań dotyczących pracy, wychowywania dzieci, przyczyn bezrobocia, lub sukcesu, zdrowia, choroby, smacznego lub niesmacznego jedzenia, znaczenia pieniędzy, przyjaźni, seksu, wychowania seksualnego, marki samochodów hundai, picia zielonej herbaty, lojalności wobec pracodawcy, zysku i wyzysku, pracowitośći i lenistwa, kłamstwa, kradzieży, grzechu, miłości, definicji dobrej matki i dobrego ojca, znaczenia alkoholu w życiu, oraz telewizji, kanapki z serem i sernika wiedeńskiego itd i bez końca. Wszystkie one wyłaniają się pośrednio z kultury ale bezpośrednio z naszej osobistej historii, która ukształtowała nasze przesądy, przekonania, wartości, lęki, wyrażane preracjonalizacjami i postracjonalizacjami. Wszystkie te wyjaśnienia są kwestią osobistej wiary i obiektywizują się, czyli udają prawdę, tylko w odniesieniu do innych współwyznawców danego przekonania. Życie jest ciężkie, życie jest wyzwaniem, życie to walka lub życie jest piękne, życie jest sensowne, radosne. I tak jest z każdym przekonaniem i jego wyznawcami. Resztę załatwiają mechanizmy psychologiczne w wyniku, których to, w co wierzysz staje się prawdą o tobie i otaczającym cię świecie. O jak boli, o jak cieszy!

Podekscytowany pobiegłem z tymi rewelacjami do Rycha. Ludowego mędrca, mistrza przenikliwości. Co powiedział? Dlatego zmiana jest możliwa tylko wtedy, kiedy ktoś ma wątpliwości, gdy go gniecie, swędzi, boli, gdy jest mu niewygodnie, gdy coś podejrzewa. Ale musi porządnie się wiercić, gdyż albowiem jak go dźga w tyłek tylko trochę, to zwali winę na innych i tylko utwierdzi się w tych swoich…Na G, na G, w tych gównianych, tych no tych…dogmatach.     

Rycho i dogmat
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

23 komentarzy

  1. Też mam taką „Rysię”. Ostatnio rozmawiałyśmy o pewnej dziewczynie , która miesza strasznie, ludzi wykorzystuje i takie tam . Kobita po 30 samotna. Ja tu robię analizę, a dla czego tak a nie inaczej postępuję a moja „Rysia” „Chłopa jej trzeba a nie analizy „:) Powiedziała jeszcze parę mniej cenzuralnych określeń i w sumie ciężko się z nią nie zgodzić. :)

  2. Ludzie som ludzie, powiedzialby Rycho ;))))))))))
    a Coach powtarza ,ze energia za uwaga podaza,wiec sie nie rozproszy…..

  3. @ania ale potem to ciężko taką dobrą energię rozproszoną po świecie zbierać :)
    @Dżo-ann o tej sensoryce to nie dla mnie :) Fantastyczny temat , który bardziej rozpropagowany, uchronił by wiele dzieci od męczarni w szkole. O czym ja piszę, w kraju, gdzie się na siłę wysyła 6- latki do nieprzygotowanych szkół. Będą ministrową Nauk Wszelakich wymieniać , tylko po co? Przecież następna będzie robić  to samo. Fenomen na skalę Europy. Wymienić jedną babę na inną, może ludzie nie skumają kto to taki…. paranoja. Cezik w necie troluje X-Factora brytyjskiego popłakałam się ze śmiechu. Tyle mojego :)

  4. @ania jak zwykle celnie utrafiasz w sedno
    @Aniula wystarczysz Ty. Jesteś super zintegrowana filozoficznie-socjologicznie i poddajesz się psychologicznym wpływom życia

  5. Aniula…wszak emigracja nie wyklucza uczestnictwa w tym blogu….’;)

  6. o dobra bo już się zmartwiłam, że zwiewacie na poważnie :) Co do picia , to oni tam na wschodzie mają inny klimat, alkohol tak nie wali po głowie :) Wczoraj byłam na ciekawym warsztacie na temat ćwiczenia pamięci. Moi emeryci okazali się bardzo błyskotliwi, oby takich więcej. Od raz podrzuciłam temat moim od Hashi, no i jak zwykle wysypało się 1500 pytań, idę zgłębia wiedzę w zakresie pamięci. Możecie coś polecić z zakresu Integracji Sensorycznej?

  7. slowianska krew…..;))))choc nie wiem ,czy bylabym w stanie tyle wypic….
    nawet po kolejnym fiasku w negocjacjach z pania dyr…;(((
    trzezwieje z nadzieji.

  8. Ku pokrzepieniu serc jak pisał Henryk S.: gdzie? Ano do Rassiji do Moskwy ;-) Tam to dopiero będą mogli się poczuć jak my tutaj. Sobole futra, pałace, butiki i całodobowe manicure, oj tak tam to są bogacze przez duże b. Właśnie wróciłam z Księgarni pod Globusem ze spotkania z Barbarą Włodarczyk. Piłyśmy kawę, opowiadała o pracy dziennikarza i ulubionym butiku w Moskwie.
    Oczywiście żartuję :) Wydała nową książkę. Rosjanie choćbyśmy się zapierali nogami i rękami są podobni do nas jak wie krople wódeczki.

  9. …dogmat Janosika nie pomoże, choć orzeł wiele, oj wiele może.

  10. Aniulu! No co TY. Dla mnie nie tędy droga! Niech emigrują stąd ci co tu nie pasują: co nieustannie blefują gdy inni harują, co się przepychem obnoszą, gdy inni w czyjejś piwnicy tę zimę muszą przetrwać! Niech ci się wynoszą: Ty, ja i Ania zrobimy inaczej, zrobimy taki szwindel pozytywny, że najpierw dostaną wszyscy co nigdy nie mieli, a potem to ja se mogę w rollexie popylać ;-)

    Tylko… jest jedno ale :( procesy gupowe, siatki, sitwy i kliki, dawne defraudacje, koligacje, że nawet dogmat Janosika.

  11. Dziewczyny to gdzie emigrujemy? W kupie raźniej :)

  12. Jak przeczytałam gdzieś na którejś ze stron Michnikolandu, że Ryszard Kalisz będzie chciał zorganizować bezpieczne 1000 zł dla każdego to się uśmiechnęłam. Z jednej strony to dużo, z drugiej jak rachunki i opłaty są tak wysokie, że ludzie nie wyrabiają to może ten cholerny przelicznik dalej jest zły i to powinno być te 1 milion złotych PLN, które każdy człowiek miał obiecane od Lecha Wałęsy.
    Byłam mała, ale pamiętam z jakim zapałem szłam wtedy do wyborów z Babcią. Ja wiem, że to jest człowiek Ikona, człowiek de facto, który przeskoczył mur. Szanuję Go i uważam że słowo się rzekło. Traktujmy się wszyscy poważnie i jeżeli to jest polityka wielkiego formatu no to sorry.
    Może jestem naiwna życiowo, ale pamięć mam dobrą. Mam naprawdę dość patrzenia na biedę i poczucia, że nic z tym nie mogę osobiście zrobić. A tak myślę myśli większość ankietowanych.
    @ ania to jest haniebne jak lekarz taki jak Ty jest tu traktowany, nie mówiąc o człowieku z siwym włosem na skroni o którym piszesz

  13. a jak sie juz zdecyduje…to wiem ,ze bedzie mi brakowac szafy…

    szafa to takie miejsce, gdzie odwieszajac rano plaszcz spotykam madrego czlowieka, ktory moglby byc wzorem dla wielu raczkujacych doktorow …ale niestety ,jest nie do strawienia przede wszystkim dla tych utytulowanych…. z powodu swoich szerokich horyzontow, inteligencji,wiedzy ,umiejetnosci ,madrosci…….

    obok szafy zawsze stolik pen ksiazek…myslaby kto-ze siwy wlos zwalnia z przegladania podrecznikow….nie tylko z wlasnej dzialki….ba ,nie tylko podreczniki z roznych innych specjalizacji…ale i filozofia,polityka,socjologia,literatura piekna,biografie wartosciowych ludzi….
    ten pan zdecydowanie zawyza norme czytelnicza w Polsce…
    z kims takim warto na dzien dobry zamienic slowo.
    ;)))

  14. Dzo-ann…tez tak czasem mam…ale na szcescie nie trwa to dlugo i powoduje ,ze rozwazam ,co sie da z tym zrobic.
    teraz rozwazam na przyklad emigracje.
    ;))))))

    przepraszam za literowki…piszac w malym okienku ,nie widzac calosci-przepuszczam bledy…ja wciaz musze wchodzic na drabne ,zeby zobaczyc calosc.

  15. @aniula,

    ja juz zmienilam i jak dopislam do ost naszej wymiany zdan- jestem nie tylko zadowolona,ale tez dumna z siebie ,ze podjelam ryzyko ,zdalam egzaminy, odbylam rozmowy…i ze wbrew wszelkim przeszkodom ,ktore trzeba bylo na klate wziac-dopielam swego.
    w nowym miejscu znalazlam to czego chcialam.
    teraz tez wiecej ,w kwestii mojego wyksztalcenia zalezy ode mnie-ale to dobrze miec we wplyw na swoje dalsze losy….mniej tez tu typow D, ktorym gram na nerwach…
    trudna szefowa, ktora mnie wszyscy straszyli, okazala sie hmm …”inna ” w sposob ,ktory mi i jej odpowiada….
    pozostaje kwestia zaplaty za prace..”wolontariat” jest tak wymagajacy ,ze nie sposob znalezc prace na caly drugi etat, za ktora mozna sie utzrymac…ja juz tez nie mam sily ciagnac dwoch etatow, wychowywac nastolatka, prowadzic normalny, cieply dom.
    przez piec lat.

    jedyne wiec co sobie dodatkowo wyobrazam ,ze wplywa na moje konto kwota,dzieki ktorej mozge zyc spokojnie ,pracowac ,utrzymac dom ,siebie i dziecko. czasem wziac urlop i wyjechac, dolozyc rodzicom,albo innym ,ktorzy sie tez w trudnej sytuacji zanlezli,kupic ksiazke, wyjsc na spacer, odpoczac, robic cos co lubie …moc zaplacic za swoj kurs i edukacje dziecka….

    niestety ,jestem przywiazana do konkretnego miejsca pracy; (((( takie sa przepisy.
    nie bardzo moge sobie pojsc gdzies indziej bez zerwania umowy…ale wtedy przestaje tealizowac swoje plany.
    czym moge przekonac pania dyrektor???

    w DE,czy w Skandynawii nie bardzo rozumieja, gdy im sie tlumaczy tego rodzaju sytuacje….;((((((((((

    postanowilam sie wiec lepiej nauczyc jezyka, zeby im to wytlumaczyc;))))))))) moze latwiej uzyskac plynnosc w obcej mozowie niz obalic dogmat doktora Judyma…..

  16. A ja nie odpuszczę i dalej dziś, w tym momencie mam dosyć, mam wyjechane na rzeczy z którymi się nie identyfikuję. Personalnie nigdy na nikogo nie doniosłam. Nie poskarżyłam pani w szkole czy cośkolwiek, mało tego jeszcze bronię ludzi a oni mi będą dawali popalić??? O co to to, to nie!!!
    Ja wszystkim życzę dobrze, jak mam to się dzielę, jak nie mam to też. I dlatego mam prawo stawiać poprzeczkę. Nie za wysoko, tak żeby nikt nie upadł śmiertelnie przy skoku bo SZANUJĘ życie. no i właśnie dlatego że szanuję powiem: z lewej kapliczka i krzyż drewniany, z prawej drzewo pod którym ktoś jest pochowany, a smog jak sobie robimy te se już robimy. I potem ktoś papierosa nie miał nigdy w ustach i umiera na raka???

    Dziś mam takiego focha i jestem niewyspana i zła bardzo. Przez Smog. Smok cmok cmok.

  17. Dżo-ann dzisiaj rozmawiałam z koleżanką, która podrzuciła mi info o naborze w swojej firmie. Wysłałam CV na to co mi się spodobało i podpytałam co tam w dziale się dzieje, ile kasy można wydusić. Ot tak, żeby się przygotować. No i co słyszę, że szefowa to harpia ( no co zrobić) , pieniądze takie sobie ale…. można potem startować do innych działów:) Jest jeden dział gdzie nie ma naboru, bo do niego wszyscy walą od środka :) No i teraz pytanie, czy szefowa to konkretne babka , która wymaga, czy rzeczywiście zakompleksiony babuch. Oczywiście wyobraźnia pogalopowała do przodu, już widziałam się w jakimś starciu z bogu ducha winną kobitą :) Myślę, że to jednak i tak lepsze niż moje swego czasu DOŚĆ. Ostatnio oddała wszystkie negatywne rzeczy, które były przesyłane w kierunku mojego domu i od razu zrobiło mi się lżej. Trzeba się czasem wyegzorcyzmować, oczyścić, zrzucić ” benewiczowy plecak z różnościami” . Wierzę, że życie jest energią i zamiast pierdół w szkole powinniśmy być uczeni jak swoją energię oczyszczać, jak oddawać co nie nasze. DOSYĆ jest bardzo ciężkie, pozbywając się tego DOSYĆ mamy więcej sił na widzenie nowych kierunków… Tak mi dzisiaj przyszło… pani Harpii życzę wszystkiego najlepszego…..

  18. A ja tak rozważam czy nie mam świętego prawa chcieć, mieć potrzebę „by żyć życiem lżejszym dla siebie”. Bez względu na wykszt., zawód, stanowisko, brak pracy, pozycje czy status społ. powinniśmy mieć życie ciut uważam lżejsze. Ciut oznacza dla mnie odpowiednio proporcjonalnie łatwiejsze co wysiłku jaki wkładamy w tzw. życie z w y k ł y m życiem.
    Czemu ciągle albo co jakiś czas wiatr wieje w oczy, piaskiem życie wali po oczach, słowa rzucane są na wiatr, kolce i ciernie trudności, problemów… ciągle coś do zdzierżenia. Po co jesteś człeku człekiem? Żebyś zdzierżył, wziął na klatę, zagryzł zęby, bo życie jest życiem.
    I wiecie co dzisiaj mam tak serdecznie DOŚĆ. Dość bycia nie tu!!!! dośc bycia w tym – chamstwie, braku prawdziwej życzliwości, godzenia się na to, że sąsiedzi wypuszczają mi właśnie diotoksyny i głowa mnie boli. Jeśli gdzieś ktoś zachowuje się wobec mnie fair, jak z pokolenia postkolumbów to przez sytuacje głupoty i nieporozumień, czystej złośliwości wątpię i nie mam zaufania do ludzi. i już nie widzę postkolumba tylko pozera.
    Dość. a wy na to swoimi działaniami _trujmy się dalej?

  19. Co do Zus-u pożyjemy zobaczymy, nie mogą go znieść bo z czego będzie kasa dla rządzących? Więc ta teoria, że tego nie będzie raczej marna, szybciej nazwa się zmieni ;)

  20. ania zrób sobie ćwiczenie, wypisz jak byś chciała żeby wyglądało Twoje miejsce pracy a potem olej dyrektora i szukaj tego co chcesz :) Jakby nie patrzeć , robiąc to samo i przebywając z tymi samymi ludźmi nic nowego się nie osiągnie :) Jak sobie tak zrobiłam, to nagle zaczęłam zauważać odpowiednie ogłoszenia . Na razie cisza ale może w końcu coś się znajdzie :)

  21. @aniula-kontynuujac temat z poprzedniego wpisu….moze lepiej by bylo tez podatki i skladki odprowadzac…gdzie indziej niz do ZUS???…

    wielokrotnosc skaldki zdrowotnej tez mnie dotyczyla, zanim zachorowalam…gdy zachorowalam ,moje zasilki z ZUSu byly najnizsze…
    mam swiadomosc ,ze oplacajac
    skladki nawet 3-krotnie…nie bede miec zadnych z tego korzysci…bede stac w kolejkach do specjalisty czy badan jak wszyscy pracujacy czy nie…z moich dzisiejszych skladek zostana oplacone badania nie tylko emerytom,ale takze osobom ,ktore ich notorycznie nie placa…w sytuacji wymagjacej leczenia szpitalnego ,gdy wiadomo ,ze klient jest nieubezpieczony, np bezdomny czy niewyplacalny, zostaje ubezpieczony przez np MOPR…i badania czy leczenie odbywa sie w trybie pilnym, a „sponsor skladek „odchodzi od okienka z informacja,ze limit sie juz wyczerpal…diagnostyka mozliwa bedzie za…3
    miesiace …
    albo w przyszlym roku
    moja planowana emerytura,jak dowiaduje sie z prognoz wysylanych co jakis czas przez ZUS to kwota za ktora nie da sie przezyc…ale i to pod warunkiem ,ze jeszce do 65 rz bede pracowac i placic dalej…

    tak wiec jest to drugi powazny argument ,poza brakiem dialogu z powodu dogmatow-ja sie upieram ,ze za prace powinnam dostac zaplate adekwyana do wyksztacenia i odpowiedzialnosci-a dyrektor chce miec pracownika za darmo…i niajk sie nie mozemy dogadac…
    ;))))))))))))

  22. No ja nie wiem kiedy ludzie w końcu zrozumieją, że nas kosmici z probówy wyhodowali na swoje podobieństwo, poblokowali mózg , żebyśmy za mądrzy nie byli a , niepokalane poczęcie to nic innego jak pierwsze invitro. Jesteśmy ciągle poddawani eksperymentowi, który się nie udał. Świadczy o tym powtarzalność popełnianych błędów. Historia ludzkości nic nie uczy. Jakiś gamoń zapomniał loginu do tej naszej blokady mózgowej i teraz ciągle siedzimy w pierwszej fazie eksperymentu. Niektóre jednostki, sobie tylko znanym sposobem pokonują to ograniczenie mózgowe jednakże albo zostają świrami albo geniuszami – w sumie jedno i to samo. U niektórych ciasnota umysłową z pokolenia na pokolenie postępuje, ze względu na tą blokadę wcześniej założoną i co zrobić. Po jakimś czasie umieramy, przychodzą następni i apiać to samo. Co z tego, że latamy w kosmos jak coraz więcej osób leczy się z depresji i szuka sensu życia?

  23. haha, część o składce zdrowotnej mnie rozbawiła :)

Komentarze są wyłączone.