Rzecz o nieoczywistym niepokoju [moim]

symbole

Bartek napisał tak w komentarzu: Niesamowite jest to, że jak opisujesz tao to wszystko jest niesamowicie kolorowe, wręcz idealne. A gdy opisujesz rzeczy związane z chrześcijaństwem wyszukujesz tylko złych stron.

W chrześcijańskim kraju temat dotyczący chrześcijaństwa jest tabu. To jak wejście na pole minowe. Podobnie jest w innych ortodoksyjnych religijnie krajach. Nie lepiej w krajach islamskich czy choćby w Utah. Jako doświadczony trener, coach i autor zdaję sobie sprawę, że tematy zakazane w rozmowie publicznej: to polityka, sport i religia.   W okresie świątecznym zwłaszcza. W kwestii wartości fundamentalnych oraz nawyków kulturowych nie ma żartów, nie ma dyskusji, wymiana poglądów niemal nie istnieje, zwłaszcza w naszej ojczyźnie. Internet jest pełen w tej kwestii ataków, nienawiści, obelg, które wyłącznie utrwalają skrajne, oceniające poglądy. Druga dekada XXI wieku tylko zaostrza siłę obłędnych konfliktów ideowych.  W Polsce niestety, nigdy nie było i chyba długo nie będzie, przestrzeni do dyskusji, na przykład na temat pontyfikatu Jana Pawła II, czy postaw społecznych świętego Maksymiliana Kolbego, albo historii reformacji. Powieściowo poruszył te wątki Andrzej Sapkowski, w bezpiecznym kontekście fantazy, bez powodzenia na szerszą dyskusję. Husyci? Reformacja? To jakieś fabularne bajdy.

Kiedyś napisałem, że w kwestii chrześcijaństwa najczęściej mam większą wiedzę od katolików, których spotykam, którzy praktykują swoją wiarę. Mam wielu przyjaciół katolików, w tym księży i zakonników. Ale przecież nie o wiedzę tu chodzi. Nie ma ona najmniejszego znaczenia dla wyznawców, wręcz przeciwnie. Ot choćby sobór w Nicei w 325, na którym uchwalono pierwszy kanon teologiczny, czy w Konstancji w 1415, na którym spalono Jana Husa, czy Florencki z 1443 gdzie powrócił temat Filoque. Filioque? Otóż: czy Duch święty pochodzi tylko od Ojca, czy również od Syna? Takie debaty rozpalały umysły teologów przez całe stulecia, ale nie mają najmniejszego znaczenia dla współczesnych wyznawców. Nauka wiary w Polsce to głównie nauka katechizmu.

Profesor Kołakowski napisze na ten temat takie zdanie: Bliższa eksplikacja religii zawsze jest określona przez historię różnych dogmatów i instytucji, jest zanurzona w dziejach kultury, a więc nie można tej doktrynalnej strony religii przedstawiać, jako czegoś, co wszyscy powinni uznać, bo to jest prawda. To jest prawda może w jakimś znaczeniu, ale ta prawda musi być – jest – tłumaczona językiem różnych historycznie ukształtowanych kultur.  Zatem temat ów wyłącznie interesujący dla badaczy, dla pasjonatów historii. Kontekst kulturowy.

Kołakowski, były marksista był chwilami bardziej socjologiem, badaczem obyczaju i tradycji, antropologiem polskości niż filozofem. Przechorowanie marksistowskiej choroby pozwoliło wielu myślicielom XX wieku spojrzeć na procesy społeczne z dystansem, lecz również z wyrozumiałą łagodnością. Od Sartra, po Wittgensteina, Ciorana, do Miłosza. Kołakowski przetłumaczył nam samym rytuały i wzorce, w których żyjemy. Ale przecież, choć wielkim filozofem był, jak Bauman socjologiem, obaj są niszowi. Nergal natomiast, ten w jakąś debatę o religii się wpisuje. Hałaśliwe, popkulturowe zabiegi w oczach opinii publicznej zyskują większą aprobatę, niż rozważania Miłosza czy Kołakowskiego. Takie czasy. Prowokacje i profanacje zjednują popularność, a na dysputę nie ma miejsca. Postawa filozoficzna bywa bardziej atakowana niż darcie świętej księgi dla efektu. Chociaż, tu kolejne zdziwienie: wojujący z katolicyzmem, ortodoksyjny ewolucjonista profesor Richrad Dawkins sprzedaje [w pierwszym nakładzie] ponad 150 tyś. egzemplarzy Boga urojonego  w katolickiej Polsce, w której mało kto czyta książki, a nakłady po 5 tysięcy to sukces dla każdej,  innej książki naukowej!

Prawdziwie radykalnie napisze o religii brytyjski filozof Bertrand Russell: Mój pogląd odnośnie religii jest taki jak Lukrecjusza. Uważam ją za chorobę zrodzoną ze strachu i za źródło niewypowiedzianego nieszczęścia rodzaju ludzkiego. Nie mogę jednak zaprzeczyć, że ona wniosła pewien wkład do cywilizacji. Ona pomogła we wczesnych czasach ustalić kalendarz i spowodowała, że kapłani egipscy tak starannie rejestrowali zaćmienia, że byli w stanie je przewidywać. Te dwie zasługi jestem gotów uznać, ale nie wiem nic o żadnych innych.

W innym miejscu, w swojej pracy: Czy religia wniosła pożyteczny wkład do cywilizacji? napisze: To prawda, że nowoczesny chrześcijanin jest łagodniejszy, ale to nie dzięki chrześcijaństwu; to dzięki generacjom wolnomyślicieli, którzy od renesansu do obecnego dnia sprawiali, że chrześcijanie wstydzili się wielu swoich tradycyjnych przekonań. Zabawne jest, gdy się słyszy, jak nowoczesny chrześcijanin mówi jak łagodne i racjonalistyczne jest naprawdę chrześcijaństwo, gdy ignoruje on ten fakt, że cała ta łagodność i racjonalizm są zawdzięczane nauczaniu ludzi, którzy za swoich czasów byli prześladowani, przez wszystkich ortodoksyjnych chrześcijan.

I jeszcze w innym miejscu Russell stwierdzi:  Budda był uprzejmy i oświecony; na łożu śmierci śmiał się ze swoich uczniów bo przypuszczali,  że jest nieśmiertelny. Ale duchowieństwo buddyjskie – takie jakie istnieje, na przykład, w Tybecie – było wsteczne, tyrańskie i okrutne w najwyższym stopni.

A co to ma wspólnego ze mną.? Dam przykład: Kiedy chodzę po Wenecji, odczuwam przez skórę, jakoś dziwnie i niepokojąco, że to miasto zbudowane zostało na donosach i rabunku. Innych fascynuje ten cud architektury zbudowanej na wysepkach i palach wbijanych w lagunę, a mnie przeraża. Podziwiam kościoły, pałace i mosty i drętwieję. Niemal przy każdym kościele do dziś istnieją specjalne, kamienne urny, do których Wenecjanie wrzucali donosy na swoich sąsiadów i bliźnich. Siadam w kościele Santa Maria del Pieta, w którym grywał Ksiądz Vivaldi, tam również jest donosicielska urna,  i zastanawiam się, z jakiego powodu wyjechał z rodzinnej Wenecji, by samotnie, w zapomnieniu umrzeć we Wiedniu. W katedrze we Fromborku zastanawiam się czy ksiądz kanonik Kopernik bał się skutków swego odkrycia i czy znał choćby jeno słowo w języku staropolskim?  I to właśnie ów zadziwiający mnie samego niepokój, rodzaj psychicznej dysfunkcji, swego rodzaju przewrażliwienie karze mi zastanawiać się nad kulturą, historią, religią, tradycją, w której się wychowałem i  co gorsza nad każdą inną. Bo przecież Padmasambawa, Guru Rinpocze, zrodzony z lotosu, wcielony budda przyleciał z Tybetu do Buthanu na latającej tygrysicy, swej żonie przemienionej chwilowo w tygrysicę, by w tej części Himalajów krzewić nauki buddyjskie! A wielki Lao tzy, Stary Mistrz, nigdy nie istniał, choć napisał książkę Tao te king, emigrował do Indii, a nawet został ojcem buddy. Latająca tygrysica? Stary Mistrz? Pastuszkowie w Betlejem?

Jak mawiał mój kolega z czasów studiów: za dużo myślisz, a sprawy są proste jak chłop i baba w łóżku. Nieoczywisty, nieuzasadniony niepokój. Jest czwarta nad ranem, a ja piszę post o kulturze. Dlatego medytacja i taoistyczna równowaga, droga, przepływ, flow są dla mnie tak atrakcyjne, choć przecież krytycznie rzecz biorąc: są fałszywe, złudne, niemożliwe, nierealne, nieistniejące…

Rzecz o nieoczywistym niepokoju [moim]
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

9 komentarzy

  1. Ostatnio wpadła mi w ręce popularno-naukowa (choć wg. mnie bardziej popularno- niż naukowa :) książka z dziedziny psychologii ewolucyjnej autorów Allana S. Millera i Satoshi Kanazawy, w której też pisze co nieco na temat religii… w sposób raczej popularny niż naukowy… Ale czy da się naukowo, żeby nie było nudno, skoro jest tak dobrze napisane filozoficznie???

  2. Na Twoim blogu jesteś naukowcem, badaczem, Macieju, który potrafi iść jednym chodnikiem z tłumem i jednocześnie iść gdzieś z boku i obejmować ten tłum perspektywą pogłębioną o to, co ten tłum w pędzie i rytmie dnia depcze. A całe zabiegi po to, by zaobserwować; uchwycić rzecz we wszelakich możliwych kontekstach. Nie pomijać tych niewygodnych, ale i znaleźć w razie czego panaceum. Coś, co będzie środkiem łagodzącym na sytuację, w której zbyt wiele mierzi, przeszkadza; w której nie chce się być i tkwić.
    Lubię siłę logiki, argumentacji, faktów, ratio w jadalnej i zjadliwej wersji. Ale sama kipię nieraz emocjami. Często w sobie się burzę. Wszystko, w czym widzę bezsens i niepotrzebne chamstwo, niepotrzebną śmierć i rozprzestrzeniającą się głupotę – trudno, czasem zbyt trudno to wszystko do mnie dociera. Nie ma we mnie zgody na jeden coming-out życia z życia za drugim. Mimo że taka jest odsłaniająca się reality, a nie inna. Na Twoim blogu tao jest takim panaceum na te moje wyładowania neuronalne. Wielkie Dzięki za nie. Za wynajdywanie takich perełek z różnych obszarów globu :)
    A proste to, że baba z chłopem są w łóżku jest tylko na rysunku Mleczki albo innym komiksie.

  3. W tramwaju zasłyszane : Dwie dziewczyny tak po 14 lat ( z rozmowy wynikało, że z Oazy) – I wiesz ten zakonnik mówił o końcu świata ( tym 21.12.2012) i takie przykłady dawał, że chyba trzeba się przygotować. – Ale on powiedział, że nikt nie przeżyje…… Nie zdążyłam się do nich dopchać, bo wysiadły, ciekawa byłam kto im takich bzdur natłukł do głowy….. Księża i zakonnicy są dla wielu autorytetami. Ja patrzę na ludzi nie przez pryzmat autorytetu ale tego co robią i zapominam, że nie wszyscy tak potrafią….

  4. “Nie ma znaczenia w Kogo i w Co wierzymy.”

    Tzn. w Kogo ja wierzę, w Kogo lub Co Ty wierzysz. :)

  5. Historia chrześcijaństwa nie do końca pokazuje jej pierwotny wzór. Chrystus…

    Myśliciele, filozofowie, ludzie mają swoje mapy świata. Każdy inną, choć w pewnych wypadkach /zbiorowości/ taką samą. Pewni ludzie mają naturalny dar bycia opiniotwórczymi liderami, inni ich słuchają. Dobrze też słuchać siebie. I wiedzieć czy to co mówi druga osoba jest dla mnie słuszne, prawdziwe /jak mówi Pan Maciej – ekologiczne/, czy chcę zaktualizować mojego GPSa i poruszać się po tej drodze.

    Co do rytuałów, obrzędów, tygrysów i pasterzy, przypomniał mi się temat, który autor zamieścił jakiś czas temu o roli kota w medytacji.

    Nie ma znaczenia w Kogo i w Co wierzymy. Ważne jest, że podejmujemy temat duchowości, energii. W dzisiejszym “mieć” te słowa są ważne. Może coś zmienią?

    Czuję, że już zmieniają.

  6. Dla mnie to nie religia ale energia . Nie wazne w co wierzymy energia jest w kazdej religii , kazdym dzialaniu i niedzialaniu . W kazdej kulturze , religi , bycie- istnienie energii jest niezaprzeczalne .TAO – w moim zrozumieniu to akceptacja siebie i innych uwazne zycie tu i teraz – bez obaw . Moze dlatego jest kolorowe i przejrzyste – nie straszy , daje sile . W kazdej religi mozemy rowniez znalezc te elementy – to zalezy od nas – to jest w nas – po prostu.

  7. :)

  8. PS I to co ciche, ulotne, prawdziwe się nie reklamuje, nie potrzebuje żadnej religii, plakatów, ulotek, dogmatu, rytuału. Ono JEST i jemu jest wszystko jedno co my z tym zrobimy. Nasza strata ;-)

  9. Hmmm… niedawno napisałam tai mały tekścik… Pasuje mi tu jako komentarz. Podział, granica, mur? Coś przysłania COŚ?
    Najdroższa,
    Ciągle na coś czekasz, a kiedy to nadchodzi, dziwisz się, że to „tylko tyle” i myślisz: „o co było tyle krzyku”? Więc wymyślasz kolejną rzecz, na którą znowu czekasz. Odliczasz dni, tygodnie, miesiące. Widzisz w wyobraźni, że to upragnione już się dzieje, jesteś w tym i z tym. Czujesz tyle różnych emocji. I znowu przychodzi ten dzień, tym razem naprawdę, to dziś! Nareszcie! No tak… To już? Acha…

    Na kolejne rzeczy już nie czekasz. W końcu zrozumiałaś, że one i tak nadejdą czy tego chcesz czy nie. Niezależnie od tego czy odliczasz dni czy nie, ani czy cokolwiek sobie wizualizujesz czy też nie. Życie wydarza się tak czy siak. Szkoda czasu na jego planowanie. Ono samo o siebie zadba. Wie co masz zrobić, z kim się spotkać, jaką rolę odegrać. Twoim jedynym zadaniem jest mu nie przeszkadzać i pozwolić mijać po swojemu.

    Przestań czekać, zacznij żyć, a każda chwila niech będzie taką, jaką chce być. Nie pudruj jej, nie nakładaj ciężkiego makijażu własnych pomysłów, nie przyozdabiaj fatałaszkami od markowych projektantów własnego „widzimisię”. Wsłuchaj się w serce, w to miejsce, gdzie siedziba życia. Sercu nikt nie mówi jak ma wykonywać swoją pracę. Działa czy ci się to podoba czy nie. Przestań więc przeszkadzać.
    Obserwuj życia innych. Przestań w nie już ingerować. Ty tylko patrz co inni mówią o Tobie. Bo czy tego chcesz czy nie, każdy niesie z sobą ważną informację właśnie dla Ciebie. Oni są brakującymi elementami. Zawsze tak było… To dlatego czujesz czasem tę wewnętrzną pustkę. Jak może być inaczej, skoro ciągle dzielisz świat na to, co Twoje, ich i Boga? Patrz na nich, siebie i Niego jak na jeden wielki twór. Nie ma już murów, barykad, płotów z drutami kolczastymi. I nie próbuj nawet TEGO nazywać. Każde słowo będzie kolejną przeszkodą.

    Każdy jest w Tobie, a Ty w każdym, a wy wszyscy w Nim, czymkolwiek On jest.
    Kiedy płaczesz w pustym pokoju, kiedy smutek opada na Ciebie niczym rybacka sieć na dno morza, kiedy czujesz ten ból duszy, wiedz, że Twoje oczy właśnie spoglądają na którąś z granic. Znowu coś dzielisz. Kiedy rozpuścisz przeszkodę, poczujesz, że już nie jesteś pojedynczą kroplą. Doświadczysz oceanu, a wszystko inne straci znaczenie. Bo już nie będzie niczego ani nikogo. Kiedyś tu dojdziesz. Kiedyś poczujesz. Poczekam na Ciebie.
    Pamiętaj, że Cię kocham, gdziekolwiek jesteś, cokolwiek robisz.
    Twoja Dusza.

Komentarze są wyłączone.