religare

Sacrum i religare

Religijność jest sprawą osobistą, świętą i niedyskutowalną. Nie podlega też oczywiście racjonalnej ocenie ani interpretacji. To, w co wierzysz, to twoja sprawa, o ile twoja praktyka nie narusza wolności innych osób, w tym również ich wierzeń oraz rytuałów. Niewątpliwie tak się czasem zdarza, niekiedy, w niektórych miejscach, tak mogłoby być w tolerancyjnym kraju ale nie u nas. Najczęściej, pomimo że mamy już wiek XXI, jest odwrotnie. Religijność i religia to jeden z tematów tabu. Temat nietykalny i zakazany. Nie ruszaj go! Niestety od czasu do czasu korci mnie by coś na ten temat napisać i zawsze żałuję. Coraz częściej z resztą, im jestem starszy, żałuję swojego zapału do dzielenia się przemyśleniami. To jak z ze znajomymi, którzy codziennie piją alkohol. Mam ich misyjnie nawracać na trzeźwość? Nie da rady. Wyśmieją mnie. Niech piją, w Polsce picie to norma.

Wracając do religijności. Oczywiście zdroworozsądkowo wiemy, że zwisanie ze słupa na płatach oddzierającej się skóry jest praktyką religijną, podobnie jak nacinanie twarzy kilkuletnim dzieciom lub przybijanie się do krzyża prawdziwymi gwoźdźmi przez pątników w Nikaragui i Meksyku. Nikt, w miarę oczytany, nie zaneguje też znaczenia halucynogennych roślin dla religijności plemion amazońskich, wróżby zsyłanej przez sowę lub zjadania totemicznego zwierzęcia na surowo w czasie świętych obrzędów. Jednak, jeśli sąsiad lub szwagier opowie ci któregoś dnia, że w sposób niesłychanie osobisty rozmawiał z sową, ona zaś poradziła mu, a nawet nakazała, żeby ponacinał sobie skórę w kształt ptasich piór na całym ciele na dowód czci okazywanej jej osobie, byłbyś w niepokoju. Rodzina zaprosiłaby nawet psychiatrę na wizytę domową. Szwagier nie uzyskałby zrozumienia, gdyż pojęcie sacrum czyli świętości i religijność są ściśle związane z potrzebą afiliacji, ze wspólnotą, aprobatą społeczną i stałym eliminowaniem dysonansu poznawczego.

Dysonans, to sytuacja w której twój ogląd rzeczywistości nie zgadza się z faktami lub odwrotnie obserwowane fakty, nie odpowiadają uznawanym normom i wartościom. Redukcja dysonansu to jeden z podstawowych wysiłków sporej części ludzi. Temu służą racjonalizacje i postracjonalizacje, czyli szukanie uzasadnień i argumentów do już podjętych wyborów, przyjętych wartości, wyznawanych zasad. Świat jest taki, jaki wierzysz, że jest właśnie z tego powodu. Wykonujemy sporą, codzienną, żmudną, najczęściej nieświadomą, pracę żeby dopasować fakty, w tym również naukowe lub te obserwowane zmysłowo do własnych wierzeń, wartości, przekonań, przesądów. Chcemy być dla siebie samych spójni i wiarygodni. Zrobimy wszystko dla społecznej akceptacji oraz dla zredukowania wszelkich napięć pomiędzy osobistymi poglądami a presją i oczekiwaniami społecznymi. Jeśli rzeczywistość nie zgadza się z przekonaniami osobistymi, tym gorzej dla rzeczywistości. U nas sowa nie jest bóstwem a nacinanie skóry praktyką religijną, tylko wariactwem. Wezwiesz policję, gdy twoja bratowa zacznie kamiennym nożem nacinać twarz bratanka lub zechce bez znieczulenia obrzezać swoją córkę, twoją bratanicę. Jednak co najwyżej wzruszysz ramionami, gdy na stole w czasie obchodów pierwszej komunii wspomnianego bratanka pojawi się na stole wódka, poćwiartowane zwierzęta z masowych, przemysłowych hodowli, gdzie nie ma krztyny miłosierdzia, choć słowo to oznacza ważną normę religijną, rozumianą jednak całkowicie iluzorycznie. Obyczaj i kult religijny istnieją zawsze w kontekście aprobaty społecznych zachowań, naśladownictwa tychże zachowań i pragnienia bycia zaakceptowanym przez społeczność. Wszyscy w naszym klanie nacinają skórę dzieci, my też. Chyba, że jesteś tu obcy, wtedy wezwana zostanie policja lub lekarz.

Religare po łacinie to opasanie, związanie, przepaska symbolizująca współczesną stułę, to również powrót, połączenie. Wiara to zatem kwestia konfesji, czyli przyjęcia zasad na słowo, zaufania, to rezultat norm społecznych wyrażonych w nieświadomości zbiorowej. Znak przynależności. Nie jest kwestią naukowego dowodu lub rzeczowej, faktograficznej argumentacji. Zarówno Abraham, Izaak i Mojżesz, ojcowie religii monoteistycznych, to postaci legendarne, podobnie jak i Chrystus, Budda lub Lao Tse. Ostatnie odkrycia archeologiczne wykazały, że pierwsze ślady buddyjskie w Indiach są o ponad 3 500 lat starsze, niż sądzono. Zatem książę Śakjamuni, późniejszy Budda, żył ponad 6 000 lat temu, wcześniej niż sądzilismy, kimkolwiek był w sensie historycznym. W sensie faktograficznym nigdy też nie ustalimy ani konkretnych losów Buddy ani Chrystusa. Historia tego ostatniego jest redakcją poprzednich redakcji, mylono historię Jana Chrzciciela z historią Jezusa oraz innych proroków i przywódców ludowych, Żydowskich rewolucjonistów tamtego okresu. Historycznie rzecz ujmując przyjęta wersja losów Jezusa, z resztą dość niespójna, jest dziełem Konstantyna Wielkiego.

Oczywiście wyznawcy, co jest naturalnym aspektem religii i religijności powiedzą, że są to księgi natchnione i Bóg sprawił, że są to właśnie te księgi, a nie inne. Z tym argumentem nie sposób dyskutować, choćby w kontekście dogmatu, że boskie decyzje są nieprzeniknione i niepoznawalne. Podobny dogmat pojawia się niemal we wszystkich systemach religijnych. Już choćby chęć  dyskutowania z zasadami wiary jest herezją, głupotą, sprzeniewierzeniem, zasługuje na surową karę. Całe szczęście, że w tej części świata stosy kacerzy już nie dymią ale w innych częściach dymią, każdego dnia. Ukamienowanie to wciąż kara za herezję w wielu krajach islamu. Wybór zapisków dotyczących Chrystusa był od zarania chrześcijaństwa całkowicie przypadkowy a następnie arbitralny. Inne tekst, tak zwane apokryficzne, albo nie weszły w skład kanonu albo zostały zredagowane setki lat po śmierci proroka albo też, te odnalezione współcześnie, są istotne tylko dla garstki badaczy, jak papirusy z Qumran lub z nad Morza Martwego. Wiernych one nie obchodzą. A jeśli się o nich mówi, są traktowane jako obraza uczuć religijnych.

Odłamy chrześcijańskie, te starsze, i te młodsze od luteranizmu z Marcinem Lutrem i Huldrychem Zwinglim, po objawienia Josepha Smytha proroka Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych Dni Ostatnich [Mormonów], chociaż lepiej udokumentowane faktograficzne, wciąż są fragmentaryczne, pełne niedomówień i metafor. Taka jest reguła społecznego rozwoju religii. Nie inaczej z islamem, choć prorok Mahomet również był postacią historyczną jego nauki, zapisywane przecież nieregularnie są w istocie niespójne. Zwłaszcza, że 114 sur Koranu ułożono alfabetycznie, powstawały natomiast w różnych okresach życia proroka od bezdomności i ucieczki, po czasy sprawowania władzy w dość okrutny i bezwzględny sposób. Były też oczywiście wielokrotnie redagowane. Zdaniem wyznawców Koranu literackiej formy zapisanej w surach nie można naśladować, gdyż Koran jest dziełem cudownym, czyli boskim. Historyczność i fotograficzność dla wyznawców danej religii ma się nijak, co najwyżej ich irytuje. Wiara to wiara. Przekaz religijny jest domeną Boga nie ludzi.

W zasadzie piszę tu same socjologiczne i historyczne oczywistości jednak ich nazwanie po imieniu wcale nie jest łatwe do przyjęcia. Archetypy, czyli pradawne wzorce religijne są klejem społecznej rzeczywistości, klejem silnie spajającym normy i wzorce kultury. Ich podstawowym zadaniem jest tworzenie i umacnianie zbiorowości, która dzięki wzorcom bez trudu identyfikuje się jako wspólnota zasad, norm i wartości. Czasami mówię do moich studentów, czy gdybyś urodził się z tej samej matki i ojca, w tej samej genetycznie rodzinie ale od dnia narodzin wychowywał w Islamabadzie lub na przedmieściach Lagos czy byłbyś tym samym człowiekiem? Otóż nie. Czynniki społeczne kształtują twoją psychologię indywidualną. Możesz jednak być tego świadom, możesz, co więcej to zmieniać, możesz wątpić, szukać, możesz spytać się o zasadę użyteczności, czy normy społeczne i kulturowe są dla ciebie użyteczne, czy pozwalają ci realizować w pełni twoją osobistą drogę? Możesz nawet spytać czy są użyteczne dla twojego bratanka, siostrzenicy, czy są użyteczne dla społeczności i w jaki sposób na nią oddziałują? Dla wszelkich systemów, zwłaszcza aksjologicznych, indywidualizm jest największym grzechem.

Dlatego niemal zawsze wygodniej jest nie pytać. Nie zadawajcie trudnych pytań a nie będziecie mieli trudnych odpowiedzi. Ta zasada w Polsce jest znakomicie rozumiana od stuleci. Jesteśmy, my Polacy, godni, wierni Bogu i ojczyźnie, martyrologiczni i nigdy nikomu nie wyrządzaliśmy krzywdy, tylko nas krzywdzono, dlatego czasem jest nam tak ciężko. Kto twierdzi inaczej, po prostu nie jest Polakiem. Nie pytaj – masz wierzyć! Ortodoksyjny katolik, sunnita, wyznawca Santerii albo Świadek Jehowy, ma w zasadzie tylko jedno stanowisko do wyboru, zwiększanie swej ortodoksyjności. Musi się okopywać, atakować, traktować swoją religijność jak osaczoną wyspę. Jak łatwo sobie wyobrazić, jakże prosto można tym zjawiskiem manipulować. Współczesne wydarzenia na świecie i w Polsce obfitują w tego rodzaju manipulacje z wykorzystaniem mechanizmu osaczonej twierdzy, osamotnionej wyspy. Lęk i złość zawsze skutecznie ten mechanizm pobudzają, gdyż wyhamowują myślenie. Im bardziej dana społeczność czuje się zagrożona, tym mniej dyskutuje lecz to już rozważania na inny tekst.

 

Sacrum i religare
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

28 komentarzy

  1. Maciek,
    To co piszesz jest bardzo wazne.
    Czasami pojawia sie jakis hejter – to tylko znak i potwierdzenie , ze to co napisales bylo istotne.
    Pamietaj o tych ktorzy nie komentuja a dzieki Tobie dokonuja kluczowych zmian i powoli wybudzaja sie ze swoich matrixow.
    Ich jest cale mnostwo.
    I moze nie karmia naszego ego , slusznoscia wybranej przez nas drogi ale zapewniam Cie ze wokol Ciebie i z Toba jest caly tlum widzacych to samo.

    Pisz, to cholernie wazne.

  2. no i jesli mozna jakos glosowac za blogiem,to ja tez jestem za kontynuacja
    ;)))
    Macieju,wiesz ,ze sa tematy,z powodu ktorych posypia sie rozne komentarze.znaczy sie ,rozni ludzie czytuja twoje wpisy….

    niech sobie inni mysla to, co chca -to ich problem;))

    ja tez nie ze wszystkim sie zgodze.i nie wszyscy musza zgadzac sie ze mna.

    Ja wciaz uwazam ten blog za miejsce do ktorego chce nalezec.
    ;))))

  3. Magda,nie łam sie,…czasem taki powrot pozwala zlapac motywacje do szukania dalej…
    moja przyjaciolka ,ktora wyemigrowala,w ciagu pierwszego roku nie raz zadawala sobie pytanie:czy dobrze zrobilam????
    Kazdy powrot do rodzinnego miasta ,a przede wszystkim do starej pracy /bo to ja „wygnalo” z kraju/ utwierdzal ja ,ze jednak dobrze zrobila.

    dzis nie ma watpliwosci, jej dom jest „tam”.

    Kiedys gdzies przeczytalam ,ze nie podrozujemy po to ,zeby zobaczyc nowe ,ale zeby inaczej spojrzec na stare.
    Moze tego ci trzeba.

    Dzo-ann/
    tecza?dla mnie pelne spektrum ,pelen wybor ,mozliwosci….
    ale kiedys moj znajomy-omc-docent nauk socjo stwierdzil ,ze teczowe parasolki nosza geje i pewnie tez mam taki ukryty problem…kazdy widzi co chce.

    ….
    ja tez wrocilam z krotkiej podrozy, ale ta nie byla tak odkrywcza i owocna jak sie czasem zdarza;)))))
    moze za krotko?
    ale zdazylam wyciagnac wniosek, o ktory toczyly sie tu slowne boje….najbardziej lubie chadzac swoimi drogami, podazanie za cudzymi pomyslami i ideami…. zwyczajnie mnie meczy i zabiera cenny czas.

    ….
    zawsze mialam swoje zdanie, kiedys buntowalam sie ,dzis usmiecham sie i robie swoje

    …pigulka? nawet w zagroznieu zycia odmowilam horomoterapii,ktora miala mnie wykastrowac chemicznie.Niebawem natura sama to zrobi…

    Onkologa zapytalam ,czy jesli powoluje sie na matematyke i statystyke ,ktore wyliczyly ,ze w ten sposb szanse na przezycie wzrastaja o 50 %….czy moze wyliczyc te szanse indywidualnie dla mnie? jakie jest moje wyjsciowe ryzyko ?od czego liczymy te 50 %.czy na pewno warto ponosic wszystkie dzialania uboczne?
    nie dostalam oczywiscie odpowiedzi.

    Podpislam ,ze nie wyrazam zgody i wiem,czym to grozi. Że moze umre wczesniej.
    W odroznieniu do innych pacjentow, nie wystraszylam sie tego tego tak ,zeby za wszelka cene trzymac sie zycia.

    Wiem ,jak wyglada leczenie w onkologii.Wiem ,jak wyglada presja firm farmaceutycznych /dawno temu,krotko pracowalam dla firmy farmaceutycznej jako rep.Trzeba mnie bylo po mpol roku zwolnic ,bo kiepsko szlo z praniem mozgu;))))/
    nie nadawalam sie ,bo nie umialam klepac bzdur w imie zarobku za wszelka cene.
    Nie dla mnie byla ta praca. Ale fajnie bylo zobaczyc ,jak to jest./ Oczywiscie wtedy wcale tego nie rozumialam ,dzis to wiem/

    Ilez to takich roznych epizodow i doswiadczen nazbieralam przez te 15-20 lat ????

    Dzis jak stary kot chodze swoimi sciezkami.Biore dla siebie to, co chce i co jest mozliwe,bo przeciez nie zyje na bezludnej wyspie

  4. Zróbmy kiedyś burzę mózgów co symbolizuje Tęcza? Zbliża się wolnymi krokami 11 listopada to narodowcy i skrajni prawicowcy będą zapewne rozniecać ogień. Nie przejmujmy się niespecjalnymi zachowaniami, niszczeniem mienia publicznego (wszak płacimy podatki i harujemy jak dzikie woły na podatki. Podatki to nasz Cielec Złoty?)agresją tłumu, powtarzajmy do znudzenia tak, by ktoś uwikłany w siebie miał szansę z tego uwikłania się wywikłać ;-)
    Róbmy dalej swoją robotę :-)

    Dla mnie Tęcza to pryzmat, przejście Promienia, Znak Przymierza Boga z Człowiekiem.

  5. Dziękuję za odpowiedź :-)
    Niektóre komentarze po prostu wynikają z mniejszego wglądu w siebie, ktoś jest jeszcze świeżakiem na swojej drodze rozwoju. Nie potrafi sobie poradzić z tym co, go drażni w sobie, dręczy, tkwi w podświadomości drzazgą i wyprojektowuje to w miejscu, którym czuje się bezpiecznie. Tylko tam, gdzie człowiek czuje się bezpiecznie, padają mocne słowa, nieprzerobione tematy.
    Mam problemy z moimi podopiecznymi i sobą, gdy wyrażają złość tak, jakby atakując mnie, ale i radość, zaciekawienie, spokój. Czują się bezpieczne i wrażają całą paletę emocji.
    Jesteś drogi autorze tutaj zaułkiem bezpiecznego obszaru dla projekcji i introjekcji i młodzieńczej męskiej zazdrostki i zawistki ;-)

    Cześć Magda :-) wróciłaś do Polski? Szkocja przestraszyła się chyba statystycznie naszego losu po przemianach i wybrała merkantylnie mniejsze zło?
    Buziaki dla wszystkich
    i co oczywiste dla naszego, na co pracował wiele lat chłopaki młodziaki przystojniaki, Guru Coachingu :-)

  6. Panie Macieju,

    Zabrzmiało to dość optymistycznie.
    Że jednak nadal będzie pan pisał i nas inspirował.

    Ja mam doła po powrocie do Łodzi z Dublina.
    Normalnego, regularnego doła.
    Nagle moje życie ultraciekawe i spełnione zmieniło się
    znów w poczekalnię.

    Czytam Restaurację osobowości i właściwie wszystko odnoszę do siebie.
    Najbardziej jednak uderza mnie fakt, że w Dublinie nie potrzebowałam
    wiedzy z drugiej ręki, bo czułam się spełniona.
    No ale jestem TU i TERAZ i próbuję to jakoś ogarnąć.

    Dżo-ann i Aniula.
    Mam poczucie, że obie macie rację ws pigułki.
    Że zawsze są dwie strony monety.

    Podoba mi się Dżo-ann, że niczego nie bierzesz na wiarę,
    nawet obietnicy, że pigułka uczyni nas szczęśliwą i wyzwoloną.
    Podoba mi się, że zmuszasz do samodzielnego myślenia.

    W ogóle, to mi się podoba najbardziej – samodzielne myślenie.
    No ale czas to przekuć w mądre zachowania i wybory.
    I szczęśliwsze życie.

  7. Panie Macieju, jak zaprzestanie Pan pisać bloga to ja będę słała do Pana maile. Nie wiem czy skrzynka wytrzyma :) i żona będzie zazdrosna :) Ja rozumiem, że jest potrzeba zmian, kończenia czegoś i zaczynania nowego ale dyskurs z autorem jest o wiele ciekawszy niż czytanie tylko jego książek :)

  8. fotografia sufitu kapitularza z klasztoru dos Jeronimos z Lizbony

  9. Witam Dżo-ann oraz wszystkich;

    z zasady nie komentuję w komentarzach na blogu; za to uważnie śledzę co piszecie i dość często poruszane kwestie zamieniam w dłuższe posty – z przyjemnością i z uwagą na Wasze sugestie;
    nie zamierzam bloga zamykać, raczej zamknąć swe usta a raczej palce na klawiaturze na tematy tabu; nie mam po prostu ochoty na własnym blogu czytać, że jestem głupcem i temu podobne, tworzę to miejsce nie dla hejterów ale dla ludzi dyskursu a dyskurs to wymiana poglądów a nie obelg :)
    no cóż…pojawi się jeszcze kilka postów „kontrowersyjnych” szkoda mi je kasować… :)

    jednak polskie, zbiorowe kompleksy, to za duży wiatr na moją wełnę – jak pisze poeta, coraz gorzej sobie z nimi radzę, z indywidualnymi jeszcze, jeszcze jako tako ale też coraz słabiej…dlatego obieram inne azymuty…jak pisze Mrożek „im jestem starszy mam coraz więcej powodów do śmiechu i coraz rzadziej się śmieję”

    pozdrowienia i serdeczności

  10. Dzień dobry
    Wszystkim!
    Autorze :-) blogaska :-) Gdzie wykonałeś zdjęcie tego fantazyjnego stropu? Co to za Świątynia dokładnie?
    Czułam w kościach, że kończysz działalność, kiedy przestałeś jak blogowicz-komentator z nami udzielać się pod notkami.
    Kraków w prześwitach Słońca i niebieskiego nieba utkanego z chmurek pierzastych. Chmurek, bo nie chmur – to by było za dużo powiedziane. Jeszcze zieloność i ostatnie dni lata. Patrzę na Morskie Oko. Wtajemniczeni wiedzą.
    Dobrego Dnia, Spokojnego (Rozlewajcie fantazyjny spokój w sobie.Na przekór światu).
    Wasza fretyczna dostojniczka Johanne ;-)

  11. Religia to jedna z najpotężniejszych incepcj(koncepcji)i naszej cywilizacji ziemskiej. bez niej świat wyglądałby zupełnie inaczej. oparta jest na wielu czynnikach: leku, ocenach, chęci jednostki do naśladowania (autorytet) ja często zadawałem sobie pytanie czy muszę wierzyć co będzie po mojej śmierci jak nie wiem co jutro się wydarzy
    polecam link:
    http://www.ted.com/talks/stephen_cave_the_4_stories_we_tell_ourselves_about_death?language=pl#t-911079

  12. Autorze jest tyle jeszcze ważkich problemów w Teraz i Tu (a będą nowe, jak w życiu) a Ty rozważasz kończenie Swojej Biblia Coacherum?
    Dla mnie dzień dziś wyjątkowy. Zatapiałam się dziś w ciszę Synagogi Izaaka z 1638 r. na krakowskim Kazimierzu. Czytałam teksty Tory na ścianach. Cieszyłam się, że mogę mimo że jestem płci żeńskiej wejść tam, gdzie wejście do Świątyni mają tylko mężczyźni. Psalm 27 wywarł na mnie diametralne wrażenie metafizyczne. Profetycznie ujmuje on obozy zagłady. Wszystkie modlitwy używają pięknego języka. Kocheni porywają znaczeniem rytuału i poszanowania mądrości życiowej.
    Cerkiew w Krakowie jest dla mnie miejscem Ciszy modlitewnej przez duże C. Na wspaniały Meczet wysoko do góry – pozostał księżyc na Długiej. Kiedy wchodzę (lub je tylko mijam) do różnych kościołów i w każdym odnajduję inny rodzaj skupienia, modlitwy, zaciekawienia poznaję też siebie, zmieniam w sobie swój spokój. Wiem, że jest wtedy i wówczas tym, po co żyję.
    Wczoraj udało się uratować małą pszczołę na chodniku :-) Chwalę się, więc za dobry uczynek nie zostanie mi to niestety poczytane :-) ale pszczółka to miód, a miód to słodka jesień :-*

  13. Kochana Aniula będziemy się dalej spierać. Ja jęczę, a nie mam jeszcze dzieci. I dobrze. Jak jest solidarność w jęczeniu, to jest się w stanie obudzić (a przynajmniej człowiek nie siedzi jak głupie cielę cicho i pokornie czekając na trumnę na koszt państwa) zasiedziałych w fotelach u Sowy&Przyjaciele – mówiących dzieciom tych ojców, których już nie ma „że kraj to chuj, dupa i kamieni kupa”.
    System jest zły. Przelicznik za godzinę pracy jest skandalicznie niski (porównanie z zagranicą na zachód aż do Stanów – USA). Caritas, jakby nie było w rękach Kościoła, dzieciom na książki nie odmówi). Często tym piszesz. Tak jak Aniulu zwracasz uwagę na firmy farmaceutyczne. Jemy sobie pigułki i pastylki i licho wie co jemy naprawdę. Do Afryki w tabletkach rzekomo pomagających na zdrowie wysyłano skrótowo mówiąc przejście z AIDS do HIV.

    Jedząc pigułkę, paraliżujesz owulację. Masz lekkie plamienia zamiast obfitych okresów, ale skąd masz pewność, że nie zniszczysz sobie macicy i jajników za 10 lat? Lepiej sobie pieniądze odkładać na mammografie, usg, pić od czasu do czasu krwawnik (zioło przeciwrakowe sprawdzone przez pokolenia niepotrzebujące twardych danych statystycznych do wyssania z naszych portfeli kaski).
    Według mnie ktoś, kto decyduje się na dziecko w wieku 50 lat może być równie dobrym ojcem jak 25latek. Pary homoseksualne nie mogą mieć ze sobą dzieci. Adoptują. Ludzie boją się bardziej urodzić i zostać uznani społecznie za wyrodne matki i ojców, co to zostawiają żywego człowieka w oknie życia niż ukryć ciążę, pozbyć się jej, po kryjomu iść do ginekologa w wiadomym celu.

    Jest niż demograficzny, a my jesteśmy ogłupiani. Aniulu walczysz z tym ogłupianiem, a trochę niestety sama jemu ulegasz??? Ty, która szczególnie powinnaś być ostrożna.
    Całuję i już napisałam naprawdę wyczerpująco o kwestii.

  14. @Dżo-ann ale ja nie mam nic przeciwko dzieciom, ale jestem za zdrowym rozsądkiem. Jak ktoś chce mieć dużo dzieci to niech ma ale niech nie jęczy potem, że nie ma za co utrzymać. Gotowość psychiczna się u mnie skończyła , biologiczna niestety nie :) Co rusz akcje w internecie z prośbą o pomoc, bo 5 dziecko w drodze a tatuś zarabia 1200 zł albo już go nie ma. Dzieciom trzeba poświęcić dużo czasu a nie jak to już słyszałam, że starsze wychowa młodsze. Są osoby dla których gromadka dzieci to życiowa pasja, ale częściej to emocjonalny wypełniacz albo bat na partnera, żeby nie zostawił albo utrzymywał. Dzieci to nie ogórki do kiszenia. Dzieci to istotki , które potrzebują dużo przytulania, rozmów a nie tylko pakowania w ciuchy i napychania łychą gęby. Tak jak mówiłam temat rzeka. Fajnie byłoby żyć zgodnie z naturą……

  15. Ostatnio byłem na koncercie Lecha Dyblika. Powiedział on takie słowa:

    „Wolność to brak lęku.”

    Dziś mogę powiedzieć z pełnym przekonaniem. Nie boję się nie chodzić do kościoła, słuchać moich bliskich, którzy mnie za to krytykują. Nie boję się być Sobą i Kochać Siebie. Nie boję się robić to co czuję, że mam zrobić. Nie boję się powiedzieć, że dzięki Pana wcześniejszym tekstom w tematyce dotyczącej religii zaczęła się u mnie zmiana i wyjście ze wzorca. Dlatego dziękuję za książki i blog. A zrobi Pan jak zechce co do kontynuacji tego tematu. Tak jak wszyscy ludzie. Jedni będą się zmieniać, inni zatwardziali i skostniali w swych przekonaniach pozostaną do końca. Ich wybór. W każdej sprawie nie tylko religijnej pozwalam być sobie sobą a innym innymi.

    Pozdrowienia

  16. Poza tym stary dobry i porządny podręcznik do medycyny mówi, że jeśli jest gotowość psychobiologiczna do ciąży to dziecko się pocznie mimo gumki i tabletki naraz. Żadne zabezpieczenie nie pomoże.
    Buźka

  17. No niestety Aniula będziemy się dalej spierać. Bezdzietność ma wiele różnych przyczyn i może mieć rozregulowanie wieloletnie pęcherzyków Graffa i owulacji.
    Korporacje farmaceutyczne np. jak chcą to nie dają się w USA sprawdzić. Mają najlepszą ochronę, co ciekawe lepszą niż CIA i FBI. Wiem to wiarygodnego źródła :-) Nie mówię, że jestem przeciwnikiem wszystkich leków.
    Ja bym chciała żeby mój mąż spytał mnie o formę zabezpieczenia, bo pewnie z kondomem też można się kochać. Mniej fajnie i przyjemnie, ale dlaczego mam ja sobie rozregulowywać sztucznie chemią organizm. Już nie mówię o wygodnych środkach wczesnoporonnych. Kobiety przez całe życie noszą w sobie te aborcje i cierpią. Cholera nikt mi nie powie że są nowoczesne i szczęśliwe, bo słychać w nich jednak żal i dźwiganie dużego ciężaru (nawet w tych co się śmieją że aborcja to dla nich żaden problem).
    Jestem w stanie zrozumieć każdą kobietę, absolutnie każdą. Ale. Jestem za dziećmi. Zawsze. Byłam, będę i jestem za dziećmi.

  18. I ja przyłączam się do apelu, a raczej prośby o kontynuowanie bloga. Lektura Pańskich tekstów to ważny element moich osobistych poszukiwań.

  19. @Dżo -ann nie każda kobieta, tylko ja :) Poza tym mam już dzieci pod dostatkiem, organizm naznaczony chorobą genetyczna i ni hu hu nie dam rady z kalendarzykiem, a mam męża fajnego to się nie będę ograniczać :) Współczuję wszystkim bezdzietnym ale , ta bezdzietność to nie jest od tabletek tylko niezdiagnozowanych chorób i niedouczenia lekarzy. Codziennie wspieram dziewczyny, które nie mogą zajść w ciążę i które zaszły i poroniły. Informuję jakie badania powinny zrobić, jak powinny być prowadzone przez lekarza, o co dbać , czego się domagać. Założę niedługo klub pielgrzymkowy po NFZ. Są osoby, które dopiero za 4 razem trafiły na dobrych lekarzy. To i tak dobrze, włos mi się na głowie jeży jak słyszę , że ktoś się leczy sam, bo na lekarzach się zawiódł. Temat rzeka , tak ja temat wiary, polityki, sportu itp itd. Cieszę się , że mam już takich sprawdzonych lekarzy z otwartymi umysłami. Co do sytuacji i ocen , punkt widzenia zmienia się ze względu na punkt siedzenia. Zdrowy nigdy nie zrozumie chorego. Trzeba wejść w czyjeś buty, żeby zrozumieć jego sytuację…. i tak dalej…

  20. Aniulu jeżeli chodzi o regulację urodzin, to konkretnie jest niż demograficzny i żadnych licznych wielodzietnych rodzin biegających wesoło do kościółka nie spotykam. Trochę dałaś się uwieść poglądowi, że każda niezależna i wolna kobieta, kiedy chce to stosuje antykoncepcję bo to świadczy o jej zaradności życiowej. Facet też chyba w akcie seksu uczestniczy? Sorry, ale czy naprawdę niezależność to wsuwanie przez kobiety pigułek, które na dodatek mogą być syfem? Tak se myślę, że strasznie duży popyt na piguły a potem biadolenie jak to pary leczą się z bezpłodności, jakie choroby i schorzenia, problemy z seksualnością, opisywanie na forum internetowym jak to nie żałują że z powodów materialnych usunęli swoje dziecko (choć chyba dlatego się żalą, że żałują).

    Nie oceniam czyjegoś postępowania, nie nazywam tego grzechem czy nie potępiam. Ja sobie tylko obserwuję i wczytuję się w wybory ludzi, słucham ich decyzji.
    pozdrawiam
    A to koniec bloga ;-(? Proszę nie rezygnować pod żadnym pozorem. Tu jest tak ciekawie z każdą notką.

  21. Panie Macieju,

    Przyłączam się do prośby Doroty.
    Proszę nie kończyć działalności na blogu.
    Naprawdę kawał świetnej roboty pan robi.

    Ja dzisiaj kupiłam Coaching czyli restauracja osobowości i
    się edukuję na własną rękę.

    Dla mnie pana blog to najfajniejsza codzienna pozycja w sieci.

  22. @Dżo-ann uważam, że wszystko jest dla ludzi. Mam konkretnego lekarza, regularnie robię badania, po tym co przeszłam, jestem w stanie obserwować swój organizm. Ogólnie życie ma wiele skutków ubocznych. Nie życzę sobie, żeby mi się w to wtryniał w życie ktoś nawiedzony ze swoim sumieniem. Ciekawe, że sumienie dopada zazwyczaj największych grzeszników ;) Przez pigułkę kościół traci kontrolę nad wiernymi, którzy żyją radośnie i nie potrzebują ganiać do kościoła żeby się modlić o lepsze życie, bo na gromadkę dzieci nie starcza. Nie ma kogo ogniem piekielnym straszyć i komu słuchać listów politycznych od biskupów. Wyzwolone, inteligentne kobiety są baaaardzo niewygodne, już kiedyś kościół je palił…

  23. @Aniula ! Pewnie mnie zaatakują wszystkie dziewczyny, które używają antykoncepcji ale jestem bardzo ostrożna jeśli chodzi o koncerny farmaceutyczne, prawdziwe składy leków (nie te z ulotek) i r e a l n ą ingerencję ich w ciało kobiety (jej gospodarkę hormonalną). Znam wiele kobiet, które się bardzo źle po nich czuły, długo nie mogły mieć dzieci w ważnym dla nich okresie kiedy finansowo już mogły. Pytanie na ile i które rozregulowują organizm?
    Proszę mnie źle nie zrozumieć, to jest decyzja ostateczna kobiety. Ludzie w tym kobiety się różnią. Jedne mają surowe superego, inne podchodzą na luzie bez większej szkody dla siebie. Każdy myślę ma prawo być ostrożny.
    Leki to biznes. Wielokrotnie o tym pisałaś. Wiesz, że to nie ściema? Tabletka koncepcyjna to nie pigułka gwałtu ale też nie witaminka C w blistrze? A jak działa na Twój organizm to nie wiesz sama Ty? I to, że powstrzymuje nowotwory jajników czy macicy to może być tylko świetna reklama, bo zachorowalność w 21 wieku jest bardzo duża.
    Sorry, ale ja jestem sceptyczna i ostrożna.

  24. Właśnie przez przypadek (czy na pewno przypadek?) skasowałem tekst, który chciałem tutaj zamieścić. Najwyraźniej tak będzie lepiej, że już nie zostanie opublikowany z taką treścią, jaką tam przygotowałem. Przeniosę natomiast jedno pytanie z nieopublikowanej wypowiedzi:

    Panie Macieju, jak odniósłby psychologię transpersonalną do religii, a przede wszystkim do wiary?

    Dziękuję za świetną serię tekstów i pozdrawiam!

  25. Panie Macku! Prosze, niech Pan nie konczy swojej dzialalnosci na blogu! W tak jasny sposob Pan opisuje te wszystkie wazne procesy wspolczesnego swiata . Naprawde robi Pan swietna robote, i przynajmniej dla garstki jest to swiatelko w tunelu. Ja ze swojej perspektywy tu w Anglii widze, ze nie jest latwo dyskutowac z ludzmi o takich rzeczach. Religia to prawdopodobnie najtrudniejszy temat, trudniejszy od polityki choc dla mnie rowniez pokretnie z nia zwiazany (kontrola i manipulacja). Trzeba byc odwaznym mowiac o tym wszystkim. Wiele otwartych, niezaleznych,madrych i dobrych ludzi jest wysmiewanych, pietnowanych a nawet zamykanych w wiezieniach z powodu gloszonych teorii, badan nad prosta i tania techonologia sluzoca dobru ludzi, naturalnymi terapiami antyrakowymi etc. Ja sama czesto czuje sie osamotniona w swoich pogladach i nie rozmawiam juz na te tematy, bo ludzie po prostu nawet tego nie chca slyszec, nie dosc, ze nie rozumieja, bo do tego trzeba miec juz duzo wiedzy i byc na pewnym poziomie swiadomosci; to jeszcze patrza na mnie jak na wariatke, wiec po prostu trzymam jezyk za zebami. Kto bedzie chcial posluchac, z tym chetnie podziele sie swoja wiedza. Nawet z inteligentnymi osobami, ktore wydawalyby sie miec akademicka wiedze z zakresu medycyny itp. juz nawet nie poruszam tych tematow. Zatrwaza mnie, ze nawet ludzie z kilkoma dyplomami uniwersyteckimi – moga byc tak zatrwardziali w sprawach religijnych. Dla niektorych religia jest najwazniejsza w zyciu, wazniejsza od ludzi, od milosci. Ja wiem, ze my ta religie wyssalismy z mlekiem matki, ja sama bylam osoba bardzo wierzaca, choc nigdy nie podobaly mi sie dogmaty zwiazane z grzechem pierworodnym, wina i kara, pieklem, spowiedzia, seksem, antykoncepcja itp. Teraz juz wiem, i w tym pomogl mi wyjazd za granice i czeste podroze, ze religii jest duzo i dogmatow jest duzo i to daje dystans. Po wielu przemysleniach stracilam wiare i co wiecej jestem przeciwko religiom, bo w wielu przypadkach religia powoduje wojny, zabijanie, smierc, podzialy, nienawisc. Wiele religii bazuje na strachu i malosci czlowieka, czesto dyskryminuje kobiety. Dla wielu religia jest tylko proteza moralnosci. Oczywiscie znam wspaniale osoby wierzace – to kwestia statystyki. Dla mnie ojciec zabijajacy syna w imie Boga nie jest dobrym przykladem, nie sadze, zeby Bog wymagal takiej ofiary. Mysle, ze gdyby ludzie zaczeli zadawac wiecej pytan i przestali slepo akceptowac, to co zostalo nakazane a co zniewala czlowieka, wszyscy byliby szczesliwsi. Ale do tego trzeba odwagi zmierzenia sie z wiekszoscia i braku strachu przed odrzuceniem. To jest czego ludzie potrzebuja najbardziej – aprobata grupy. Wolnosc to wybor, czesto samotnosci.

    Pozdrawiam serdecznie wszystkich niewierzacych, watpiacych, i wierzacych tez:)

    Niech religia nas nie dzieli!

    kosmitka

  26. Nadziałam się dzisiaj w przychodni na klauzulę sumienia, na moje pytania dostałam przewidywalną odpowiedź , „bo tak”. Środki antykoncepcyjne to diabelski wymysł, czy aby na pewno? Twórcą pigułki był katolicki lekarz John Rock, miał to być jeden z naturalnych sposobów kontroli urodzeń ( zachowana długość cyklu , regulacja cyklu – został zachowany naturalny mechanizm działania organizmu) . „W 1958 roku papież Pius XII zatwierdził pigułkę dla katolików, o ile jej działanie miało charakter pośredni… jej celem było leczenie dolegliwości jak bolesne miesiączki lub „stany chorobowe macicy”” Gdyby Rock propagował pigułkę jako środek anty rakowy, toby kościół to zatwierdził ale on się czepił naturalności cyklu i teologowie stwierdzili, że wierni mają używać kalendarzyka i powstrzymywać się od współżycia, żeby im za dobrze nie było. Tabletka dawała możliwość uciech na okrągło… Przeraża mnie mnie ciasnota umysłowa ludzi, którzy kończą studia….. medyczne…. jak i inne.

Komentarze są wyłączone.