Samoświadomość i Chomsky

anomia
anomia

Noam Chomsky i Naomi Klein, co ciekawe działając niezależnie, twierdzą, że większość mediów [pracujących na rzecz polityki i globalizmu] niemal we wszystkich treściach skierowanych do współczesnych społeczeństw zachodnich Europy i Ameryki, buduje argumentację naiwną, jakby skierowaną do dzieci lub osób umysłowo chorych, w stylu wziętym z XIX wieku. Perspektywa czasowa nie jest tu przypadkowa, gdyż w nowoczesnej pedagogice i rewalidacji, na przykład skandynawskiej lub niemieckiej, nikt nie waży się traktować dziecka lub osoby chorej z protekcjonalną wyższością i naiwnym argumentowaniem, jak robi to telewizja, radio i prasa mainstreamowa wobec całej populacji.

Infantylna argumentacja, dziecinny ton i język, uproszczenia infantylizują odbiorcę. Oczywiście nie należy pokazywać, propagować książek, gdyż książki uczą samodzielnego myślenia i wyobraźni a gotowe wiadomości, seriale, informacje – uczą schematów i stereotypów a to jest zadanie najważniejsze. Należy zatem pokazywać gotowe propozycje, proste uzasadnienia, jednoznaczne wybory – tablet, krem, kosmetyk, samochód, bogactwo, alkohol jako symbol zabawy, rozrywki, relaksu. Należy pokazywać rywalizację, która prowadzi do blichtru czyli pozornego sukcesu. Cokolwiek, co uprości wizję świata.

Jeśli będziesz mówić do osoby, jakby była dzieckiem, ucieszy się jak dziecko, zareaguje na sugestię. Im mniej jest doświadczona i samodzielna, tym chętniej, bezkrytycznie przyjmie wszelkie sugestie. Żeby mieć pewność, że tak się stanie, że zastraszanie dziecka zadziała, należy je przestraszyć: wojną, terroryzmem, utratą bezpieczeństwa. Żeby nawet najbardziej dojrzali i krytyczni ulegli lękowi warto przenieść zagrożenia do sfery codzienności. Niech coś wybuchnie w dzielnicy mieszkaniowej, niech zagrożenie będzie obecne w metrze i galerii handlowej, niech wróg będzie nieznany, stwórzmy wrażenie, że może być nim sąsiad, matka, znajomy, każdy. Ktoś zabił, ktoś okazał się niebezpieczny, potwór wyszedł z więzienia, matka zakatowała dziecko, wojna u sąsiada, spadł samolot, wykonali wyrok na dziennikarzu, niebezpieczny wirus. Strach i cukier, nagroda i perspektywa utraty następnej nagrody działają najsilniej – tego rodzaju wahadło stymuluje zachowania uległe i bierne. Z tego powodu należy również używać argumentów emocjonalnych. Wówczas, gdy czegoś pragniemy, pożądamy, zazdrościmy lub lękamy się wyłączona zostaje racjonalna analiza i zdrowy rozsądek oraz krytycyzm jednostki. W sytuacji silnego pobudzenia uruchamiają się stare atawistyczne mechanizmy adaptacyjne – atak, ucieczka, znieruchomienia lub zachowania automatyczne, nawykowe. Ponadto w przekazie medialnym pojawia się nieustająca sugestia, że wszystko jest ważne, każda reklama, przekaz, każda informacja jest istotna. Tworzy to zjawisko ciągłej, płytkiej uwagi, nieustannego pobudzenia, w czasie którego percepcyjny umysł nie potrafi rozróżniać co jest ważne, co bezużyteczne?

Użycie sugestii emocjonalnych zaszczepia konkretne pragnienia, lęki i niepokoje, impulsy i obrazy i wywołuje zaprogramowane zachowania. Koktajl lęku i nagrody. Wówczas możemy zadziałać jeszcze skuteczniej, krytykować rząd, władzę, polityczne sojusze, religię, zasady etyczne, konkretne autorytety i całe grupy. Krytykujmy rząd, wskazujmy na walkę z opozycją, na przeciwieństwa. Dzielmy społeczeństwo na zwolenników i przeciwników poglądów i wartości całkowicie nieważnych z punktu widzenia jakości ich życia. Im bardziej są podzieleni, tym lepiej, im więcej krytyki tym lepiej. W jakim celu? Proszę bardzo – jest demokracja, można mówić wszystko, oni są winni. Gdy jacyś oni są winni a społeczeństwo bezkrytyczne i bierne wówczas społeczność, zwłaszcza ta intelektualnie zacofana, popada w anomię, czyli bezruch i etyczną pustkę, w niemoc i uległość. Jest niezdolna do samoorganizacji – wtedy tak naprawdę jest nasza! Nie, nie ma zagrożenia dla władzy, jakiejś obawy rewolucji dopóki jest jako taki socjal, jedzenia pod dostatkiem, alkohol i narkotyki do wyboru do koloru.

Dzięki temu można bez większych przeszkód utrzymać społeczeństwo w ignorancji i przeciętności. Ważne żeby podsycać konsumpcjonizm na tyle silnie by zastępował on innego rodzaju, bardziej złożone, aspiracje i wartości. Warto żeby również religijność i duchowość zastąpił pusty, materialny rytuał oparty na konsumpcji. Jak tego dokonać? Kluczem jest edukacja. Warto żeby społeczeństwo było niezdolne do zrozumienia technik manipulacji oraz kontroli a także niezdolne do samodzielnego wzrostu indywidulanego i grupowego. Edukacja, z której korzysta większość, musi być uboga intelektualnie, oparta na materiale pamięciowym, zbytecznym dla samodzielnego myślenia, przeciętna w treści, na ile to możliwe. Edukacja ma służyć przyuczeniu ludzi do korporacji.

Przepaść niewiedzy, ignorancji i w efekcie półanalfabetyzm, przepaść pomiędzy większością konsumpcyjną a kierująca elitą ma być dla społeczeństwa niezrozumiała. Jedyne kryterium, które ma być zauważalne, to kryterium konsumpcyjności i bogactwa. Czym się różnią ludzie? Wielkością samochodów, domów, telewizorów, jakością ubrań itd. I znów jak tego dokonać? Oczywiście przede wszystkim zabierzemy im książki i niezależną wiedzę? Jak? Dajmy im książki głupie. Dajmy im historie o bogatych i uwielbianych celebrytach, których należy celebrować, czyli czcić za ich piękno i bogactwo, cudowne miny i piękne stroje, nauczymy ludzi naśladowania celebrytów. Dajmy ludziom tematy błahe i głupie i koniecznie filmy na podstawie uproszczonych historii, w których jest przemoc, zemsta, rywalizacja i blichtr. Dajmy im fałszywe cele. Na przykład najpierw utuczmy ludzi a potem zainspirujmy ich konieczną dietą. Zarobimy na jednym i na drugim. Jak? Tak jak tworzy się muzykę według przebadanych algorytmów. Piękne ma być to co jest powtarzalne, oczywiste, proste – jak cukier, sól, frytki i biała mąka, które wraz z kukurydzą stanowią podstawę żywności dla mas. Wówczas uda się wywołać wrażenie, że dobrze jest być naśladowcą celebryty, którego nie pytamy przecież o poglądy, wartości, wykształcenie, życiową misję, osiągnięcia, zaangażowanie we wspólnotę, nie pytamy o umiejętności ale o samochód, seks, ubranie, kosmetyki, o to ile wypił na imprezie i o gołe fotki, które wyciekły do netu. Dobrze jest być prostakiem, który rozpycha się po świecie byleby wypchnął się na pierwsze miejsce i trąbił głośno w swoim prestiżowym aucie. Im więcej prostactwa tym lepiej, nazwijmy to asertywnością, hipsterstwem, hejterstwem, celebryty, cool – nadajmy nazwę.

Oczywiście Chomsky’emu i Klein przypisuje się lewackie poglądy, choć nie bardzo wiadomo, kto to lewak, przypisuje się snucie teorii spiskowych i swoisty komfort głoszenia swoich poglądów w bogatych Stanach Zjednoczonych. Dziś już nie trzeba eliminować ludzi fizycznie, wystarczy ich zdyskredytować, ośmieszyć żeby stracili społeczną wiarygodność. U nas w Polsce to zjawisko nagminne. Wszelkie autorytety niezależne zostały ośmieszone lub zdezawuowane, inne działają w ciszy, w cieniu i trzymają się z daleka od polityki i mediów, jest grupa ekspertów, która z powodu potrzeby prestiżu, pieniędzy i jeszcze ze stu innych powodów, wysługuje się mediom i powtarza mile widziane banały i stereotypy.

Klein mówi jednak optymistycznie: Pytając, pytając nieprzerwanie i konsekwentnie zmuszamy ich żeby odpowiedzieli na nasze pytania. Odpowiedzi na pytania zmuszą ich do zmiany, bo w gruncie rzeczy oni nas potrzebują bardziej niż my ich.

Kim są oni?

Samoświadomość i Chomsky
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

32 komentarzy

  1. Rano miałam jeszcze jeden interview.
    Super sprawa.
    Jeszcze jedna szansa od życia.
    Zobaczymy.

    Póki co się spakowałam i nasycam się obecnością w tym domu i tym mieście.
    Wciąż tu jestem …

    Rano wizyta w lokalnej bibliotece.
    Nowej i pięknej.

    Z sofą po środku, na której można przysiąść i poczytać.
    Z kącikiem dla dzieci.
    Z laserowymi czytnikami kart bibliotecznych.
    Jedno z ‘moich miejsc’.
    Ale na półce Psychology żadnej interesującej pozycji.
    Za to w dziale Podróże pełno przewodników po najdalszych zakątkach globu.

    Ciekawa jestem co się dalej wydarzy….

  2. Ania, masz rację z tym kłusownikami.
    Ci na zachodzie mogliby nie załapać o co chodzi.
    Ale Coaching Tao to jest taka ważna i inspirująca książka.

    Ja przez ostatnie dni działam Wisemanem.
    Zniknęłam na chwilę z bloga, bo mnie życie bawi na wszystkie możliwe sposoby.
    Dzieje się.
    A życie jednak jest najważniejsze.
    Myślę – jednak Dublin to jest MOJE miejsce.
    Tyle dobrych rzeczy.

    Wszystko wskazuje na to, że będę jednak wracać do Łodzi we wtorek.
    Wciąż na boku szukam rozwiązań jak tu zostać, ale główny
    wątek jest taki – carpe diem!
    Szczęście.

  3. p.s. Gadaj z Autorem;))))))
    moze bylby zainetersowany tlumaczeniem?

    Coaching Tao rowniez stoi na polce z “najwazniejszymi ksiazkami” w mojej biblioteczce
    i rowniez uwazam ja za warta upowszechnienia
    ….tylko czy Europejczycy zyjacy w krajach o bardziej uporzadkowanym ladzie spolecznym zrozumieja ,o co chodzi np z tym kupowaniem ryb od klusownikow?

    Wiekszosc obcokrajowcow nie moze sie odnalezc w naszym ruchu ulicznym ,ktory zaczyna sie na zoltym a konczy na czerwonym swietle…a co dopiero w dostosowanych do naszego poplatanego zycia wewnetrznego zasadach zycia?

  4. he he he
    Magda,serce rosnie ;))))))))))
    Magda,Maciej B.jakis czas temu takze polecal te ksiazke na blogu

    mi ta pozycja domknela cykl moich osobistych doswiadczen i przemyslen o zyciu;))))

    pojawila sie we wlasciwym momencie ,gdy prawie dojrzale przemyslenia potrzebowaly puenty.

    zycze ci rowniez dobych doswiadczen w zmienianiu perspektywy , myslenia i przekonan ;)))))
    wszak zycie to iluzja
    a nam jest dany cenny dar -wolna wola-takze w sposobie jej ineterpretacji
    ;))))))))))0

  5. Ania, bardzo ci jestem wdzięczna za tego Wisemana. Już działam inaczej.
    Już widzę efekty.
    Dobrze, że mi go zapodałaś, a nuż naprawdę jeszcze coś ważnego się wydarzy przed wtorkiem.
    Takich rzeczy powinni uczyć w szkole.
    A nie tych ramotów.
    No ale ja z moimi uczniami szczęśliwie przerabiam różne takie ‘czytanki’.
    I to jest cool.
    A tak nawiasem mówiąc to może warto byłoby przetłumaczyć Coaching Tao
    na angielski?
    To jest super książka, oni tu takich nie mają.
    Skoro Etkhar Tolle się tu podoba, to może inne inspirujące książki też
    by się przyjęły?
    A tymczasem ja ‘działam Wisemanem’ i zmieniam swoje życie.
    Nowa seria ‘Zmień swoje życie w … ile … w 4 dni’.

  6. Hihii złota zgłoska :-) mucho mucho kava bien :-))))))
    Dzięki piękne tym bardziej cenne, że od człowieka co ma głowę do wiedzy jak nie przymierzając Szafa Gdańska :-)

  7. Ania, dziękuję bardzo za namiary na Wisemana.
    Kupię sobie książkę.
    Póki co poczytałam fragmenty w necie.
    Fajne porady i techniki.

    Ja dzisiaj się zrelaksowałam i bawiłam się cały dzień
    od rana do wieczora.
    W południe wychodziłyśmy z Radką na taras przez okno!
    Czuję się tu jak na koloniach.

    Wymyśłiłam, że Józinka w ramach lekcji angielskiego ma mnie nauczyć
    grać w pokera.
    Ściągnęłam jej dobre zasady gry z sieci.
    Inna sprawa, że dla mnie to będzie tylko odświeżenie zasad,
    ale sama jestem ciekawa co wyniknie z tej lekcji.

    Moi uczniowie w szoku, że zdecydowałam się wracać do Polski.
    Wszyscy na gwałt chcą mi znaleźć pracę.
    No i dobrze.
    Weisman by mnie pochwalił za taki otwarty stosunek do ewentualnej wygranej
    zdobytej inną drogą.

    Włóczyłam się dziś znowu po Dublinie wieczorem
    i kocham to miasto.
    Tu jest jakiś taki free spirit.

    Kocham nowoczesną architekturę, modę, stare barki na kanałach,
    włoskie kafejki, arabskie kafejki, sklepy ze zdrową żywnością,
    wszystkie kolory skóry, smaki z całego świata.

    Kocham nawet slogan Dublin bus,
    który w jakiś sposób wyraża całą irlandzką kulturę:
    Dublin bus – serving the entire comunity.
    Oni, fakt, mają tu community.

    Pan Maciej pewnie by mi zarzucił, że się zachłysnęłam blichtrem.
    Ale Dublin to jest po prostu miasto, w którym mam poczucie wszystko jest możliwe.

    Cieszę się, że tu jestem.
    Przecież, kurcze, wciąż tu jestem.
    Jezu jak się cieszę!

  8. Dżo-ann ,nie zasluguje na komplement moj intelekt…20 lat dochodzilam do tej oczywistej prawdy.
    natomiast uwazam ,ze masz lekkosc w wyrazaniu swoich mysli ,nalezy ci sie “zlota zgloska”;)))) fajnie byloby ,gdybys wykorzystala swoj talent;))))

  9. “Gdyby dziecko po pierwszym upadku na pupe zrezygnowalo-nigdy by nie nauczylo sie chodzic”. ooo co Ania w świetnej intelektualnie formie to Ania :-)

    Madziuchna tak swoją drogą rozpłynęłam się w Twoich pięknych komplementach, ale mnie również pobrzmiewa gorycz i jakieś niedokończenie? Może masz mocne poczucie że wracasz za wcześnie? Chcesz mieć dla pracodawców w Polsce imponujący okres minimum dwóch lat radzenia sobie w zupełnie innych od naszych warunkach?

    Dzisiejsze czasy są jakie są. Trzeba być i tu i zagranicą z nerezove uslechtile oceli ;-)

  10. Magda ,konecznie lektura” Kod szczescia” Wiesemana
    ;))))))))))
    tam jest zdaje sie napisane ,dlaczego wizualizacje nie pomagaja ;)))))))))

  11. Magda ,ciagle slysze ,ze bardzo chcesz zostac w Dublinie. i ze porazka jest powrot.

    a moze trzeba zrewidowac co jest tym sukcesem?moze termin ,jaki sobie dalas na osiagniecie celu jest…za krotki?…moze to nie porazka ,tylko doswiadczenie ,ze to co wymyslilas ,nie wypalilo- moze w planie bylo “slabsze”ogniwo???moze potrzebny plan B?
    no jesli tak ,to warto sie uprzec i zacisnac zeby.

    a jesli wracasz,to nie wygaduj na siebie glupot….przeciez zycie wiekszosci z nas nie jest pasmem nieustajacych sukcesow….

    ci ktorym sie udaje cos zrealizaowac ,sa po prostu czasem bardzie uparci i zdeterminowani i zanim za 10 razem osiagna to co chcieli-9 razy zaczynali od nowa….

    gdyby dziecko po pierwszym upadku na pupe zrezygnowalo-nigdy by nie nauczylo sie chodzic.
    ;)))))))))))))

  12. Polecam
    http://www.youtube.com/watch?v=g7kTyUbWRyY
    Coś mi jeszcze umknęło apropos nauki w służbie długowieczności, zdrowiu
    Jürgen Habermas – Niemiecki socjolog i pasujący mi pod względem języka filozof mówi swoje głośne NIE manipulacjom biogenetycznym, jeśli nie służą życiu. Podpisuję się pod tym obiema rękami.
    Myślę, że wiara w teorie spiskowe nie jest żadnym dowodem na szaleństwo, szaleństwem jest mniejszość jedząca na oczach głodującej i biednej większości.
    Pozdrawiam

  13. Dziękuję Magdo za miłe uznanie! :-*

    Nie każdy musi napisać książkę :-) Ciekawy temat poddałaś mi pod rozwagę :-) Nie potrafię na razie tak jak nasz przekochany Autor bloga skupić się w danych konkretnych chwilach na pisaniu. Jestem zbyt rozporoszona, zaabsorbowana ludźmi, za których odpowiadam przez parę godzin, a są w różnym stanie, cierpią na różne poważne choroby i często są sami. Naprawdę sami. Szukam dobrej wymówki? Na pewno jest i tak, bo gdzieś w sobie nie czuję się gotowa. Muszę jeszcze czytać, czytać, czytać… ;-)
    Dziś moja Kochana podopieczna, bardzo refleksyjna, oczytana jak mało kto poleciła mi Sergiusza Piaseckiego. Jak to się stało że nie dotarłam to książek przyjaciela Witkacego?Teraz szukam. Zależy mi zwłaszcza na tych dwóch pierwszy o pracy dla wywiadu.
    @Maciej Bennewicz: Autorze bloga wiedziałeś, że Stanislav Grof od przyszłego tygodnia w Krakowie? Będzie prowadził swoje warsztaty na Krupniczej? Podejrzewam, że będzie grubo ;-))) Niestety nie wezmę udziału ;-(

  14. Dżo-ann, poczytałam sobie Zakątek smutasa. I jestem pod wrażeniem.
    Naprawdę fajny blog.
    Może czas napisać książkę?

    Ja bym prosiła o poradnik dla ludzi, którym mimo usiłowań, prób, starań,
    wizualizacji, pracy nad sobą, nadal się nie udaje.

    Jak w takich warunkach nadal lubić siebie i swoje życie?
    I innych ludzi, którym się udaje?
    Jak nie zgorzknieć, nie poddać się całkowicie, nie
    strzelić sobie w łeb?

    No przesadziłam z tym łbem oczywiście.
    Ale w pewnym sensie najgorzej jest się pogodzić z porażką, jak wygrana
    była bardzo blisko.

    Moi nowi uczniowie są w prawdziwej żałobie, że wyjeżdżam.
    Nie ma się co dziwić, dla nich znajomość języka to naprawdę
    coś na serio, nie żadna tam zabawa jak dla moich uroczych intelektualistów z Łodzi.

    Fajny blog, Dżo-ann.
    Będę śledzić niecierpliwie.

  15. Magda,a moze jeszcze wrocisz do Dublina?
    ;)))))))))))
    moze znajdziesz rozwiazanie-nie dzis ,kiedy bardzo chcesz ,ale wtedy ,gdy natrafi sie okazja ?czasem trzeba byc….cierpliwym i upartym i troche poczekac ,az nasze inwestycje znajomosci i okazje “dojrzeja”….

    pieniadz to nie konsumpcjonizm.pieniadz to zamrozona energia,nasza praca i rozwoj-w postaci uniwersanej waluty…ktora wymieniasz na inne dobra.musi plynac….

  16. Oscar Wilde.
    Wiesz Dżo-ann, że w Dublinie wszyscy wielcy pisarze mają swoje portrety w hali pięknego nowiutkiego terminala? A mosty też noszą nazwiska literatów?
    Ja Dżo-ann kocham wiele rzeczy, za które się nie płaci ani grosza.
    Np kocham się włóczyć po moich ukochanych miejscach w Dublinie, napawać się pięknem i harmonią.

    My dzisiaj z Radką jadłyśmy kolejny makrobiotyczny lunch na ‘tarasie’.
    W słonku, z widokiem na stare jabłonie.
    Nie wiem czy jest coś piękniejszego na świecie niż jedzenie al fresco z fascynującymi ludźmi.

    Ja mam w ogóle taką skalę wartości:
    piękni ludzie, piękne miejsca, mądre książki, piękne przeżycia,
    dzielenie się z ludźmi własnymi talentami.

    To wszystko mam tutaj w Dublinie, jak na wyciągnięcie ręki.

    Nie garnę się do konsumpcjonizmu w ogóle.
    Ale jednak ten świat jest tak skonstruowany, że nie da się w nim żyć bez
    pieniądza. Niestety.
    To właśnie brak kasy wypycha mnie znowu do Łodzi.
    I jest to bolesne, bo zostawiam tyle rzeczy, które mi dają prawdziwą frajdę.

    Ale może jest w tym jakiś zamysł.
    Może to wszystko ma jakiś głębszy sens, którego jeszcze nie rozumiem?
    Może zrozumiem go z czasem?

  17. Panie Maciejku, dzieki za te dwa ostatnie wpisy! Ciesze sie, ze coraz wiecej ludzi dostrzega, co dzieje sie ze wspolczesnym swiatem. Dobrze, ze autorytety tez o tym pisza. Wtedy moje podejrzenia wydaja mi sie mniej szalone;) Wolalabym sie mylic, ale “laczac kropki” niestety dostrzegam te wszystkie mechanizmy. Propaganda i manipulacja mediow, epatowanie przemoca, wzbudzanie leku, skazone srodowisko i zywnosc, wyzbycie sie wolnosci za cene “bezpieczenstwa”, podburzanie do wzajemnej nienawisci na tle konfliktow religijnych i narodowosciowych, dazenie do wojen, traktowanie ludzi jak glupich, wspolczesne niewolnictwo (rowniez konsumpcjonizm, glod rzeczy za cene kredytow). Na pewno nie zwykli ludzie sa terrorystami, nie znam nikogo, kto chcialby brac udzial w wojnie, to grupy nacisku chca zebysmy my zabijali sie nawzajem. Rzygam za przeproszeniem kamerami w kazdym nieomal miejscu (nawet juz w ktoryms z polskich lasow jak podawali w Trojce), sama mam kamere tuz za moim oknem, metr od ogrodzenia ale chyba nie w celu bezpieczenstwa, bo ukradziono mi kolo od rowera…W Anglii ciagle trabia o raku, slysze to non stop w radio, tv kilka razy dziennie wiec juz nie puszczam, nawet w pracy i sklepach nagabuja, zeby placic na badania – czyli koncernom farmaceutycznym ktore sie na tym niesamowicie bogaca. Oczywiscie pelno rakotworczych substancji w jedzeniu i kosmetykach…Przewiduja, ze liczba ludzi chorych na raka powiekszy sie iles tam razy do 2020 roku. I juz szykuja nowe kliniki…Poziom oglupiania spoleczenstwa jest ogromny, nie tylko w mediach, rowniez w edukacji. U mnie w pracy robi sie treningi i asesmenty online. Pytania sa naprawde dziwne, duzo ludzi inteligentnych nie zalicza. Ja mialam 40% i bylam niezle skolowana pytaniami, choc mam 2 dyplomy, w tym jeden dobry uniwersytecki. Rowniez w pracy generuje sie ciagla atmosfere strachu i rywalizacji. Na szczescie coraz wiecej ludzi rosnie w sile i staje sie swiadomymi, uwaznymi, bez leku. My zadajemy pytania. My mamy szanse zmiany swiata, rowniez “nich”. “Oni” chyba potrzebuja naszej bezwarunkowej milosci, bo nigdy jej nie doswiadczyli. A jestesmy jednoscia.

    Ciesze sie, ze jestescie.

    Pozdrawiam

    Kosmitka

  18. Magdo co sądzisz? Wiesz, że urodził się w Dublinie? ;-)

  19. I jeszcze. Chyba w przypływie melancholii Oskar Wilde (z buzi nawet trochę podobny do mnie) napisał, że zachody słońca nie są w cenie, ponieważ nie możemy za nie zapłacić”.
    Napisał to przed 1900 rokiem!!!! Już wtedy konsumpcjonizm chwytał się wystawiania na próbę Wartości???
    A może można te słowa zrozumieć jeszcze inaczej?

  20. O właśnie Ad. Dzięki bo ta myśl megaważna, do której zmierzałam umknęła!

    Sami nadajemy, poprzez np. zrobienie czegoś troszkę inaczej niż zwykle, nowa jakość rutynie. Wprowadzanie małych innowacji, przenoszenie inspiracji z jednej pasji do drugiej, podglądnięcie czegoś fajnego u sąsiada i zaimprowizowanie we własnym życiu – zrobienie swojej własnej wersji ;-)

    Mindfulness, uważność, takie cofnięcie się o jeden krok i zobaczenie sprawy z odświeżoną uwagą i koncentracją, docenienie. Świadomość, że nic nie jest wieczne, nic nie jest nam dane raz na zawsze, w ogóle na zawsze i do nieskończoności jest dyskusyjne wszystko zmienia. Przypomnienie sobie tego, jakby powiedział William James zwrócenie wewnętrznego reflektora uwagi na to “co jest bo jest” zmienia to w coś bezcennego, na nowo odkrytego, ze wszech miar ważnego bo właśnie kruchego jak porcelana.
    :-*

  21. Dżoanna zwraca uwagę na dobre, pozytywne rytuały. Ja pozwolę sobie dopowiedzieć, że w tej całej powtarzalności, przy odpowiednim zwróceniu uwagi, można spostrzec, że choć takie samo, to jednak co do szczegółów zawsze inne i ciekawe.
    Pozdrawiam!

  22. Wczoraj przymierzałam się do pokazania pozytywnej strony monotonii, powtarzalności zdarzeń w fajnym świetle, rutyny inaczej. G.K. Chesterton, którego nie przekreślam jako autora mimo strasznego antysemityzmu (wielu umarło z nieprzerobieniem swoich spraw wew.) napisał: “Być może Bóg jest na tyle wytrzymały i silny, by znajdować radość w monotonii. Być może Bóg mówi co rano słońcu: “Zrób to jeszcze raz!”

    Trzeba pozytywnego nastroju, by chwile mało ciekawe pod względem sensorycznym w przebodźcowanym świecie, nie były ciężkie do zdzierżenia, pełne smutku, nudy i zgryzoty. Powtarzalność jest jednak paradoskalnie aktem wielkiej twórczości. Słońce – jego droga od wschodu do zachodu, mgła, deszcz, burza, wiatr, upał, mróz – co gdyby nie te powtarzalne elementy meteorologii?
    Jak możliwy byłby nasz rozwój bez poczucia radości i smutku, szczęścia i pecha, uśmiechu i łez?
    Przy odpowiednim nastawieniu, daniu sobie szansy na rozweselenie, rozbawienie, zaciekawienie (Wissenstrieb – naturalny pęd do wiedzy siedzi głęboko w każdym z nas) można zmienić doświadczanie (koktajl hormonów i enzymów wewnątrz jest już inny) chwil. Rozsmakować się w tym co przewidywalne i stałe jak 2+2=4. Gdy czujemy się jak dzieci w środku, naenergetyzowani, wolni, nieakuratni i nieadekwatni, dzicy, niespętani konwenansem potrzebujemy niezmienności, oparcia, zakotwiczenia, stałych punktów na zewnątrz. Rytuały picia porannej kawy, czytania gazety codziennej, spaceru z psem, kąpieli wieczornej o stałej porze, pewnych stałych nawyków, które w całym poplątaniu świata wnoszą spokój i ukojenie nerwów.
    Miłego dnia!

  23. @ Dżo-ann No to wysłałam zaproszenie :)

  24. Dzięki Magdo :-)
    To jedno z miejsc, gdzie się dobrze pisze ze względu na uważność i ważność optymizmu. Jednak co blog coachingowy blog coachingowy ;-)
    Nie wiem czy mi wypada tu robić reklamę sobie? Gdy mam czasem ochotę coś z siebie wyrzucić, piszę takie moje mini blogowe coś na fejsbuku. Możesz tam zajrzeć i może coś skomentować użytkownikowi Zakątek Smutasa.

  25. Magdo, Magdo. Równowaga zdaje się wróciła. Z takiej równowagi to wyłącznie coś dobrego być może.

  26. Dżo-ann, te twoje opisy zasługują na osobnego bloga.
    Może założysz?

    Ja dzisiaj kolejny dzień przeżywałam pełnię w moim ukochanym mieście.
    Rano uczyłam szefa kuchni, Węgra, który ubiega się o pracę in-flight chef w
    liniach lotniczych Emirates, robić tahini.

    Potem dałam się poderwać b fajnemu człowiekowi w autobusie,
    który mi zaproponował spacer po St. Stephen’s Green i też super.

    Lekcja w polskim barze z pewnym moim b zdolnym uczniem, który nie zdał
    matury z matematyki (crappy polski system edukacji zabija zdolności zamiast je rozwijać).
    Siostra właścicielki zapytała, czy znajdę czas, żeby ją też pouczyć.

    Powrót spacerem moim ukochanym szlakiem przez Docklands.
    Most Samuela Becketta przyjechał do Dublina na barkach z Rotterdamu.
    Spacer wzdłuż kanału z tatarakami, kaczkami krzyżówkami i jakimiś
    takimi dziwnymi kurkami, które nie wiem jak się nazywają.

    I wreszcie lekcja z Józinką.
    Odpuściłam sobie pomysł, żeby ją uczyć z książki, bo ona jest po
    8 lekcjach w szkole, zmęczona czytaniem.
    Dzisiaj postawiłam na słownik obrazkowy, jazda konna.
    Bo Józinka będzie się uczyć jeździć.
    Potem nauczyłam ją pewnej b starej sztuczki karcianej,
    którą kocham. Sama nauczyłam się jej jak byłam pewnie w jej wieku.

    Super piękny, spełniony dzień.
    Acha, jeszcze zabawa z pożyczonym kociakiem.
    Seria pięknych chwil.

    Dublin to jest taki mój duchowy dom.
    Miasto z pewnego snu lata temu.
    Moje spełnienie.
    A jednak z jakiegoś powodu nie mogę tu zostać.
    No i trudno.
    Oswajam się z tą myślą i wyciskam każdą chwilę jak cytrynę.

    Może nawet fakt, że muszę stąd wyjechać wzmacnia moją uważność.
    Być może fakt, że mam to wszystko wkrótce stracić sprawia, że
    doceniam zapach rzeki Liffey, piękne oczy bezdomnego pijaczka,
    każdą sekundę.

    Mindfulness?
    Dzieci nie potrzebują do tego kilkuletnich programów
    uniwersyteckich. Po prostu to robią.

    Co do przebodźcowania.
    Ja uwielbiam też dni, kiedy nic się pozornie nie dzieje.
    Kiedy mogę się snuć pod domu,
    i rozmyślać.

    Ale takie dni jak dzisiaj są piękne.
    Jak to mówi de Mello (de Mello zawdzięczam panu Maciejowi),
    all is well, all is well.

    Nie oceniać.
    Nie przywiązywać się.

  27. Dlatego uwielbiam tu zaglądać. Szeroko zakrojone spojrzenie na naszą rzeczywistość. Wnikliwe. Tej notki również nie czytam jednym tchem. Dziękuję!

    Zazdroszczę dzieciom żywotności pomieszanej z żywiołowością. Tryskają energią kiedy są szczęśliwe i radosne. Ale nie o tym chciałam. Kim są oni?
    To pytanie mocno zahaczające o stany tak silnego niepokoju i niepewności, że prawie schizofreniczne.
    Jesteśmy w istocie przebodźcowani, wyobcowani, pokazujący maskę ubermenscha i gadżet superbohatera jak porsche czy tam coś z otwieranymi do góry drzwiami. Tzw. Mainstream w pewnym momencie tak przytłacza i rozdrażnia, że intensywnie zwracamy wzrok w kierunku jakiegoś ratunku dla siebie. Tu w sukurs idą warsztaty kobiecości, medytacja, książki Dalajlamy, sklepiki zielarskie, serki kozie, wyroby z lnu, koncerty muzyczne, kafejki ze znajomymi, kwiaty w odwiedziny, lofty, kina pod chmurką, kursy na paralotnie itd itp. Chcemy złapać odddech, poczuć się znowu przez chwilę jak wolne od nałogów, podskakujące w energii dziecko, które chcemy dopieścić, otoczyć troską i opieką, dać sobie prawo do czegoś oprócz tego, co narzucone i obowiązkowe, prawo do przyjemności, czystej niezmąconej radości, ożywczej kąpieli w rzece w dosłownym i przenośnym znaczeniu.

    Kraków dziś bardzo ciepły. Trochę deszczowy, pochmurny. Kontrolerzy w komunikacji miejskiej z dyrektywnym stylem mówienia zarabiają swoje pensje na śmieciówkach. Opiekunki troszczące się o swoich podopiecznych wypracowujące swoje śmieciówki. Przynajmniej latami człowieka można jakoś poznać, oswoić, zobaczyć, że nic mu do błysku w oku oprócz akceptacji takiego jakim jest nie potrzeba.

    Myślałam by napisać komentarz o tym, że monotonia potrafi być piękna. Poparzyłam się w palec wrzątkiem z mojej kory wierzby. Już nie boli. Ale o tym jeszcze przyjdzie czas tu się rozpisać.
    :-*

  28. Trudno się nie zgodzić z opisem rzeczywistości, tylko nie jestem przekonany,że to jest głównie wina mediów. A może to już jest bardziej skutek, ten sposób argumentacji, podawania rzeczywistości niż przyczyna. Może media “tylko” dopasowują się do obiorcy? Jeżeli będzie za trudne, zbyt wymagające, za długie to pewnie zostanie odrzucone przez tzw. większość. A to się pewnie nie opłaca.
    Ja upatrywałbym praprzyczyny w wychowaniu i edukacji. Cały system oducza myślenia, nie ma czasu na refleksję. Podaje gotowce – jak interpretować, jak oceniać, jak żyć – jedynie słuszne rozwiązania. Napiętnuje popełnianie błędów, a tylko tak można coś zrozumieć i coś odkryć.
    Pytajmy i nauczmy pytać nasze dzieci. Nie zadowalajmy się prostymi odpowiedziami, nawet wtedy (a może głównie wtedy) kiedy patrzą na nas jak na kosmitów.

  29. @ad no właśnie nas potrzebują, żeby grzać stołki a wmawiają nam, że to my ich potrzebujemy. Ludzie wybierają z przyzwyczajenia , albo bo sąsiad polecił… albo nie wybierają i mają to gdzieś. I na to liczą politycy, grunt to zadbać o wymaganą ilość.. dlatego nie ruszają KRUS – u, bo się “chłopki” obrażą i ksiądz w kościele pogoni do glosowania na tych drugich. Tak myśli o nas “elyta” z Warszawki. W Europie funkcjonuje hasło, że Tusk to reformator, nikt nie wnika jak te reformy wyglądają. Liczy się chwytliwe hasło.

  30. Oni nas potrzebują ? Do czego niby ?
    Szczególnie w Polsce cały czas prawdziwa jest prawda Jerzego Urbana, że “rząd się sam wyżywi”. Na ośmiorniczki zawsze będzie, może nie starczyć na emerytury, zdrowie czy edukację.

  31. Ostatnio dopadł mnie taki ankieter i jedno pytanie dotyczyło czy ja politycznie bardziej na lewo , na prawo, w środku w 1/4 , w 2/3. Bardzo mnie to rozbawiło, powiedziałam że ja z tych zdroworozsądkowych, którzy od każdego coś dobrego biorą. Przypinanie łatki. Zasadniczo ktoś mi może przykleić łatkę feministki ale i osoby wierzącej ( nie mylić z wiarą w instytucję kościelną) , działaczki społecznej i wymagającej pani kierownik, mamy , żony, mola książkowego, artystki, mistrza logistyki jak i wrażliwej kobiety, czarownicy, jasnowidza itp itd …. Do szuflady wszystkich, a potem zadawać podchwytliwe pytania i walić młoteczkiem w łeb jeśli wyjdzie się poza swoje rameczki. Z ciekawości oglądam sobie mówców motywacyjnych, przeważnie przystojni faceci, trochę mniej babeczek, ale też takie śliczne laleczki. Wystylizowane zdjęcia profilowe, najazdy kamery na błyszczące z podniecenia oczy widzów. Każdy chce być taki jak ten na scenie. Piękny, energiczny, zabawny, mądry. Oni mają moc, porywają tłumy…. i kasa leci…. Nie tylko politycy tak działają. Ludzie potrzebują papki, potrzebują wzorców. Dobrze jak trafią rzeczywiście na pasjonatów rozwoju a nie tylko showmenów…. Ostatnio się dowiedziałam, że bez hipnozy to ani rusz się nie da rozwijać…. ot ciekawostka. Co do myślenia magicznego w Warszawce podobno ktoś zainstalował odpromienniki na skrzyżowaniach gdzie było dużo wypadków za zgodą pani prezydent. To nie spodobało się jakiemuś posłowi z PIS, bo to zabobony i ciemnota, ale jak PIS odstawiał egzorcyzmy na Wiejskiej to był na poziomie nauki 21 wieku ;) Takie paranoje… O MEN też wspomnę, Rzecznik Praw rodziców zbiera podpisy pod Ustawę “Rodzice mają wybór” , aby to rodzice decydowali czy dziecko nadaje się w wieku 6 lat do szkoły. Jedna paczka z milionem podpisów już poszła w kubeł dzięki emigrującemu premierowi. Jestem ciekawa czy ta przejdzie, czy też rządzący będą mieli rodziców w głębokim poważaniu… jakby co moją córkę może spotkać przykre zderzenie ze szkołą i opcja trzech zmian. Nie ma jak kumulować wyżowe roczniki w jeden. To my jesteśmy im potrzebni, ale jak im to udowodnić , oto jest pytanie…

  32. Na dodatek wszystko w tym przekazie jest czarno-białe. Łatwo jest oceniać i przyklejać etykietki. Świat i ludzie są kolorowi i różnorodni. Nieustanna polaryzacja: albo jesteś z nami, albo przeciw! A co z tymi, którzy nie są ani za ani przeciw?

Komentarze są wyłączone.