Jak Środa z Lisem się nie porozumieli

1. Zaczął się okres podsumowań, plebiscytów, rankingów, ocen – słowem zestawienia roku, bilanse dokonań. Raj krytyków, marzenie dziennikarzy, niepokój celebrytów, zaciekawienie widowni. Kto wygrał? Jakie są rokowanie na przyszłość? Kto zawładnie widownią, kto zaszokuje zarobkami, popularnością, kto przyciągnie widza, zjedna krytyków, wybije w górę słupki oglądalności, wygra mistrzostwa, zawładnie wyobraźnią, zarobi, straci, odzyska?

2. I jak tu nie oceniać? Jak wyobrazić sobie świat bez ocen, do którego nawołuję i zapraszam. Jeszcze chwilę temu w mediach odbywała się ostra wymiana słów między profesor Magdaleną Środą  i redaktorem Tomaszem Lisem, o kryteriach, które decydują o dopuszczaniu do głosu ludzi o kontrowersyjnych poglądach, ostra wymiana słów o wartościach i ich granicach. W skrócie – profesor Środa była za swoistą cenzurą, stawianiem granic, niezapraszaniem do opiniotwórczych programów ludzi o skrajnych poglądach; redaktor Lis za demokracją i słuchaniem wszystkich, każdego z poglądów. Kto powinien dawać, lub nie, głos osobom radykalnym jak: Wojciech Cejrowski, Janusz Palikot, Jan Pospieszalski, Stefan Niesiołowski, Grzegorz Braun, bracia Karnowscy, Antoni Maciarewicz i wielu inni? Czy ktoś powinien lub nie recenzować ojca Rydzka, albo Nergala, Katarzynę Nieznalską albo księdza Natanka?

3. Media mają prostą definicję, po za wyborami dobra lub zła, tej lub innej zasady wartościującej. Nazwisko albo żre albo nie żre.  Żrące nazwiska przyciągają tłum czytelników, lub widzów i te wygrywają rankingi. Żrące są również tematy.  Im więcej w nich kryminalnych treści i serialowej logiki, im więcej sielankowych, rodzinno –romansowych wątków i nagłych katastrof, tym lepiej. Na topie są oczywiście celebryci, którzy mają lepiej niż my, ale życie też ich nie oszczędza. Nic tak nie cieszy jak klęska kogoś, komu zazdrościliśmy. A co tam w sypialni znanej aktorki? Jakie tajemnice kryje związek znanego polityka? Na co choruje znany piosenkarz?

4. Rzecz nie tylko w odpowiedzialności dziennikarza lub instytucji medialnej epatującej widownię kolejną sensacją. Aktorzy, muzycy, prezenterzy, politycy, dziennikarze, sportowcy żyją z dawania uciechy tłumom. Na tym polega ich zawód. Role zawodowe przesunęły się z parlamentu, stadionu, teatru i filmu do mediów, w których odbywają się te społeczno-medialne gry w popularność. Z tego żyją celebryci.  Słowo to z resztą oznacza nowy zawód, w którym wszystko, co dotyczy celebryty jest tematem, wszystko też może być biznesem, gdyż jest na sprzedaż: ciąża, wypadek, leczenie, strój, nastrój, wyjazd, śmierć, jedzenie, każdy przejaw życia lub umierania, od narodzin po śmierć. Wszystko może być tematem, gdyż nazwisko celebryty samo w sobie jest  brendem, marką, która może sprzedawać, reklamować, popularyzować wszystko. Wykorzystana jest w tym mechanizmie pierwotna, magiczna potrzeba człowieka, który chce choćby w części uczestniczyć w życiu bóstwa lub drugiej, obcej istoty, chce mieć na własność jej część.

5. Naśladowanie bóstwa, podkradanie bóstwu mocy, pokonanie bóstwa lub obcego i przejęcie jego energii – to mity stare jak świat. Mity, które stawały się rytuałami. Palono i ćwiartowano przecież ludzi nie na żarty, do dziś składa się ofiary ze zwierząt. Do dziś toczy się ofiarnicze wojny, a kultura budowana jest na mechanizmie vendetty. Tradycja ta jest tak silnie zakorzeniona, że poprzez tysiące lat ewolucji jedynie zmieniała swoją symboliczną formę. Na przykład zwierzę totemiczne jest na co dzień tabu, ale w czas świętowania ucztuje się zjadając jego mięso. Zjadanie boga, lub jego części, zjadanie mózgu lub serca pokonanego wojownika, grabienia jego majątku, a także niewolników, żon, dzieci, przebieranie się w jego szaty to część rytuału, w którym przechwytywano moc. Zjeść kawałek bóstwa, to współcześnie zjeść, to, co jada bogaty celebryta, ów niedostępny, lepszy. To również świętować na jego grobie, czyli budować poczucie wartości na jego klęsce, lecz także uczestniczyć we fragmencie jego życia. Zaświecić na chwilę odbitym blaskiem. Wpatrując się zatem w noworoczne rankingi, kibicując temu lub innemu celebrycie, zazdroszcząc lub emocjonując się cudzymi losami, spełniamy być może część owych pierwotnych, ludzkich instynktów. Symbolicznie realizujemy siebie na obraz i podobieństwo innych.

6. I jak to się ma do oceniania? Jak to się ma do sporu profesor Środy i redaktora Lisa? Moim zdaniem rzecz jest w zaproszeniu. Zapraszamy do swoich światów. Najczęściej nieświadomie. Przyjmujemy lub nie cudze zaproszenia do cudzych rytuałów. Dzięki odkryciom współczesnej neurofizjologii wiemy, że każdy z nas żyje w odrębnym świecie, tworzy osobisty, jedyny we wszechświecie hologram własnej rzeczywistości. Spotykamy się w jakimś umownym, uzgodnionym świecie tylko z dwóch powodów: albo uzgadniamy znaczenie, czyli się dogadujemy, nierzadko w żmudnym procesie ustalania, co kto miał na myśli, jak rozumiał dane zjawisko; lub po drugie: naśladujemy innych; najczęściej bezrefleksyjnie.

7. Dla osób bardziej samodzielnych intelektualnie nieocenianie może zatem oznaczać przyjęcie lub nie zaproszenia do jakiegoś świata. Stała świadomość, że to, co nam proponuje celebryta, popularny program lub nawet wysublimowana, wyrafinowana książka jest tylko propozycją, zaproszeniem do pewnej umownej przestrzeni, w której tak właśnie chcemy rozumieć, to właśnie i porozumiewać się w ten sposób. Niektórych zaproszeń nie przyjmuję, niektóre programy wyłączam,  z niektórych przyjęć wychodzę, niektóre znajomości się kończą, czytanie pewnych książek przerywam w połowie. Inne zaproszenie przyjmuję, z zaciekawieniem czekam na nowe książki, wypatruję nowych artykułów, obrazów, słów, spotkań. Proszę o zaproszenie, przyłączam się, wybieram, współuczestniczę.

8. Trudniejsze zadanie dotyczy osób mniej samodzielnych intelektualnie w tym dzieci, które biorą wszelkie komunikaty w proporcji jeden do jednego, czyli wierzą w kolejne perypetie współczesnych bóstw, a co gorsza wyuczają się wzorców zachowań przez bezkrytyczne naśladownictwo. Doświadczenie społecznego wykluczenia połączone z wzorcami kultury masowej, które wskazują puste wartości materialne, jak puste kalorie; dają nierzadko miksturę wybuchową; chociaż najczęściej potęgują poczucie bezradności.

9. Zatem odpowiedzialność profesor Środy i redaktora Lista oraz innych opiniotwórczych środowisk; to odpowiedzialność pedagogiczna, w małym stopniu dotyczy na przykład mojej osoby; ja sobie jakoś poradzę z trotylem na wraku i mamą Madzi; dotyczy ona biernych naśladowców, którzy codziennie zasiadają do ofiarniczych rytuałów bez świadomości, że mogą wybierać, że komunikują się w świecie umownych symboli, którym mogliby nadawać dowolne znaczenie. Ale ta odpowiedzialność nie obchodzi mediów, gdyż media obchodzi tylko to, co żre, gdyż to, co żre, zadowala nieświadome, pierwotne instynkty populacji; dając kapitalizmowi jedyną nagrodę, którą kapitalizm rozpoznaje – zysk. I tak koło się zamyka. Dlatego nadzieja w świadomości, która wbrew Marksowi może kształtować byt. Czego sobie i Wam, drodzy blogowicze, życzę w nowym roku!

Jak Środa z Lisem się nie porozumieli
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

8 komentarzy

  1. Aniula, tez wole ksiazki ;)))))))))))))))))))))))))))o rozwoju i ropzmowy o zyciu

  2. :)

  3. z tv jak z internetem ,jak z nozem,jak z zapalkami-moga byc przydatne,moga byc grozne ,zwlaszcza w rekach dzieci……….
    ci co sieja wiatr,wzburza tylko plytka wode,w glebokim oceanie wywolaja jedynie plusk….przypomina mi sie taka przeczytana gdzies madrosc….

  4. Witaj Macieju
    Zmieniając temat – jak tam pisanie “Coaching na wyspach szczęśliwych” będzie niebawem, wkrótce, już jest???? pozdrawiam serdecznie noworocznie

  5. Ja uważam, że od każdego można się czegoś nauczyć. Nie trzeba go lubić przy tym.
    Swoją drogą ciekawa lista ludzi “o skrajnych poglądach” :).

  6. O mechanizmach rynkowej telewizji trzeba uczyć w szkołach, np. na WOK-u . Ja to robię i myslę, że nie tylko ja. Ale wiedza o kulturze to dopiero liceum, więc dzieciaki są wcześniej już odpowiednio utuczone telewizyjną papką. To też sprawa środowiska, z którego nasi wychowankowie się wywodzą. Na gwiazdkę zrobiliśmy dwa przedstawienia. W szkole aktorskiej moja utalentowana klasa grała jedną z “Bajek dla niegrzecznych dzieci” Preverta o tym , jak konie chciały się zbuntować przeciw ludzkiej, często bardzo nieludzkiej władzy i im się nie udało, bo człowiek przyszedł, oglądnął ich spektakl i protekcjonalnie spuentował–“to tylko konie”. W szkole zawodowej napisałam dla chłopaków ” Gwiazdkę filozofów”. Jako ostatni występował właśnie Marks (po reedukacji) z kwestią ” doszedłem do wniosku, że jednak to świadomość określa byt”. Było też o krakowskich biedakach gołębiach i o tym, że ludzie wolą ekscytować się meczami Wisełki i Cracovii niż samych siebie poznawać ( parafraza ze sw. Augustyna). Obie grupy młodzieży były bardzo zaangażowane w swoje spektakle. Wiecie kto nie skumał przesłania? Dorosła widownia. My, nauczyciele. Mówili–“ładnie, ładnie, jak to się chłopcy tekstu wyuczyli” i tym podobne imponderabilia, a o przesłaniu przedstawień nikt nie zechciał choćby napomknąć. My, dorośli nabieramy wody w usta , kiedy “małolaty” pytają nas o to, co ważne.

  7. ad 2.
    Jestem za słuchaniem wszystkich. Z niektórymi to: jednym uchem wleci, drugim wyleci.

    ad 3.
    Noć E. Tolle jakoś chyba fajnie to wytłumaczył :))

    ad 4.
    Próżny ten nasz naród, w sporej części. Nie mówię o wszystkich. Potrzeby się tworzy, a czasami same się tworzą.

    ad 7.
    Wychodzi na to, że mamy wolną wolę. Chyba jestem naiwny :)

    Naiwnie wybieram to co chcę :)

  8. Nie zapominajmy, że zaczął się też okres odchudzania, uczenia się języków obcych, rzucania palenia i picia itp Czyli postanowienia noworoczne:) Działania te przeważnie trwają z dwa tygodnie a nawet krócej:) Telewizja ma jednak całoroczny wpływ ogłupiający niestety. Trzeba przetrwać, czytać książki, rozmawiać rozmawiać i jeszcze raz rozmawiać. Moja koleżanka po roku pogodziła się z ojcem , cieszę się ogromnie, rozmawiałyśmy długo… i tak naprawdę te rozmowy były ważne i dla niej i dla mnie. Nie mam dyplomu z psychologii ani certyfikatu coacha, jestem samoukiem, jak czegoś nie jestem pewna odsyłam do specjalistów. Na rozmowę i myślenie nie ma certyfikatu. Jestem obserwatorem życia. Dla jednych są ogłupiające programy dla innych książki o rozwoju. Tak już chyba po prostu jest….

Komentarze są wyłączone.