Samotność i stan wojenny

Nie mam z kim pogadać. Odkąd Michał umarł nie mam z kim pogadać. Oczywiście do pogadania zawsze się ktoś znajdzie, ale nie mam z kim pogadać w ten sposób. Inaczej rozmawia się z Xem inaczej z Ygrekiem, każda rozmowa może być piękna i wnosić coś ciekawego, ale w ten sposób nie mam z kim pogadać.  Wczoraj na przykład była rocznica stanu wojennego wypowiedzianego przez generała Jaruzelskiego. Boże! 29 lat minęło. 29 lat to całe życie milionów osób w naszej ojczyźnie. Pokolenie. Michał wtedy był mały, ja już w zasadzie dorosły, ale z nim mógłbym pogadać o tym, co się wtedy wydarzyło i co dzisiaj czuję.

13.XII.1981 odtwarzano to przemówienie w kółko
13.XII.1981 odtwarzano to przemówienie w kółko

Na przykład o tym, że polityka historyczna i ciągle rozpamiętywanie naszej przeszłości to trucizna, choć wmawia się nam, że powód do dumy. Z jednej strony strasznie naiwne wydają mi się popularne, wstrząsające wyznanie, że to był smutny dzień bo „w telewizji nie było Teleranka”, takiej audycji dla młodzieży, jednej z nielicznych w tamtej epoce, z drugiej strony zaś rozumiem to wyznanie. Dla sześcio – dziesięcio – dwunastolatków to było dziwne, a przez to silne przeżycie. Myślę jednak, że te dzieciaki z 1981 roku zapamiętały jeszcze coś – strach, a może przerażenie swoich rodziców. Ja wtedy bałem się cholernie. Teleranek? Rozumiem, warto jednak pamiętać, że tysiące ludzi trafiło do więzienia zwanego wtedy internowaniem i bardzo wielu po prostu zginęło. Zabito ich. Wielu też złamano życie.

Wyobraź sobie, że w stajesz jutro rano, 16 grudnia 2010, za klika dni święta, włączasz ulubione

Widok polskich miast - prezent junty na Boże Narodzenie
Widok polskich miast - prezent junty na Boże Narodzenie

radio, a tam nakażdej stacji poważna muzyka, ten sam polonez Chopina. Włączasz telewizor, a tam podobna sytuacja, widok Belwederu i muzyka. Sięgasz po telefon komórkowy – cisza, brak zasięgu. Podnosisz słuchawkę stacjonarnego i słyszysz przerywany sygnał. Co robisz? Oczywiście włączasz komputer, a tam komunikat o braku możliwości połączenia z siecią. Biegniesz do sąsiadów – u nich to samo, u drugich też podobnie, w końcu sąsiedzi z parteru mówią, że w nocy policja aresztowała tamtych spod siódemki i jeszcze całą rodzinę z bloku na przeciwko. Pędem biegniesz na przystanek autobusy, żeby pojechać do przyjaciół. Na głównych ulicach i skrzyżowaniach wojsko pod bronią, czołgi, transportery opancerzone. Przy budynkach urzędów podobnie: zasieki, wojsko, czołgi. Jakiś przechodzień mówi, że to stan wojenny, że już od godziny idzie na piechotę do centrum żeby zobaczyć, co u chorej ciotki i tak jest wszędzie, żadna komunikacja nie działa. Dopiero wieczorem dowiadujesz się, że również z grona twoich przyjaciół aresztowano kilka osób, ale nie wiadomo gdzie są i co się z nimi stało, ani nawet czy żyją. Nie możesz już jednak odwiedzić dalszej rodziny, bo na stacjach benzynowych nie ma paliwa, na każdej jest policja lub wojsko. Ogłoszono godzinę policyjną, każdy, kto bez przepustki znajdzie się w tym czasie na ulicy może być aresztowany bez podania powodu. Już rozumiesz? Poczułeś to? Coś takiego odbyło się w naszej ojczyźnie 29 lat temu.

zomo na ćwiczeniachDla mnie jest również interesujące to, że setki tysięcy ludzi bezpośrednio uczestniczyło w tym procesie aresztowania Polaków przez Polaków, w wojsku, ówczesnej milicji i dziesiątkach pokrewnych służb – tajnych, jawnych, super tajnych czy całkowicie, politycznie oficjalnych jak różne PZPRy czy satelickie  niby partie, niby związki zrzeszające klakierów różnej maści. Kto to klakier? Człowiek, który w dawnym teatrze bił brawo za pieniądze.W czasach stanu wojennego i całego PRLu klakierów były niestety miliony. Nie chodziło jednak o proste wykrzykiwanie: tak, tak Wasza łaskawość, co za cudowny pomysł wasza wysokość, co za przenikliwość drogi prezesie. Teraz  większość polityków zachowuje się identycznie wobec swoich pryncypałów, ale również podwładni w korporacjach, prywatnych firmach, w urzędzie i kościele płaszczą się przed swoim przełożonymi. To chyba cecha arcypolska albo nawet arcyludzka. 

Rzecz w tym, że w dobie PRLu, a potem bardzo wyraźnie w stanie wojennym ci anonimowi poplecznicy powiedzieli „tak” złu. I mało mnie to obchodzi, że zdaniem niektórych historyków, byłych polityków i komentatorów to było „mniejsze zło”. Jak powiedział jeden z moich profesorów na socjologii, którą w tamtych czasach studiowałem: spora część społeczeństwa polskiego poparła stan wojenny. Swoim strachem, biernością, obawami, i cichym wielomilionowym: „tak”. To także była hipnoza. Miliony ówczesnych aktywnych i biernych wykonawców woli generała i jego junty powiedziało „tak”. Większość tych osób żyje wśród nas.  Tamto „tak” wypowiedziane juncie oznaczało konkretne, materialne korzyści: dostać talon na samochód, przydział mieszkania, miejsce dla dziecka na studiach i setki drobnych przywilejów jak ubranie, szynkę albo wczasy. W tamtych czasach szynka była wartością, a sok pomarańczowy nie istniał. Poplecznicy byli czymś więcej niż klakierami, zaprzedali się ewidentnemu złu za materialne przywileje.  Sprzedali swoją godność za pieniądze. Dlatego gdy ktoś z tamtej epoki jakiś polityk, ksiądz, urzędnik, pisarz   – mówi: nic się nie stało, w zasadzie robiłem tylko nieszkodliwe donosy na kolegów,  to ja czuję, że jednak coś się stało. W tym samym czasie miliony innych Polek i Polaków cierpiało biedę, stało w kolejkach po masło, albo świąteczna rybę. Oni powiedzieli „nie”.

Sądzę, że jesteśmy, jako społeczeństwo podzieleni na tych, co mając skrywane od lat poczucie winy i na tych, co hołubią w sobie poczucie krzywdy. To jest fundamentalny podział psychologiczny, nie tyle ekonomiczny, lub historyczny, lecz właśnie natury emocjonalnej. U pięćdziesięciu – sześćdziesięciolatków w pokoleniu obecnych rodziców i dziadków musi się odbijać czkawką ich donosicielstwo, służenie w aparacie przemocy, budowanie swojej kariery na popieraniu junty i przemocy. W drugiej zaś grupie tkwi zapieczone poczucie krzywdy, oni pamiętają jak 29 lat temu stali na mrozie w kolejce po świąteczne pomarańcze z Kuby.

Jeśli się dziwisz twojej dziecięcej przeszłości i niektórym sytuacjami w twojej rodzinie, spytaj taty, lub dziadka, mamy lub babci, co robili 13 grudnia 1981. Być może dowiesz się jakie jest źródło kilkudziesięcioletniego poczucia winy lub krzywdy, jednej z fundamentalnych tajemnic twojej rodziny.  Być może również zaczniesz poznawać odpowiedź na pytanie dlaczego współcześnie w naszym życiu publicznym i nie tylko tyle jest nieufności, braku zaufania, lub po prostu braku wzajemnego szacunku. Nieufność wyssaliśmy z mlekiem matki, która 1981 wychowując dziecko, spodziewając się jego narodzin lub dopiero planując macierzyństwo stała na mrozie z lękiem patrząc na czołgi, albo tym czołgom zapewniała łączność.

Dziś chodzi o emocje, które poraniły Polaków, a nie o to czy Jaruzelski bał się Rosjan czy się nie bał. Chodzi o wygojenie starych ran i uwolnienie się od zatruwających emocji – zarówno winy jak krzywdy. Niestety dotąd nie odrobiliśmy lekcji z Gombrowicza. Wciąż ukrywamy prawdę pod jakimiś pozorami, sztandarami, mitami kompletnie niezdolni do rozliczenia się z grzechów, małości i słabości, co pozwoliłoby może wyciągnąć wnioski.

Michał był pesymistą, sądził, że nie wyciągamy wniosków, nawet bardzo podstawowych, że jesteśmy emocjonalnie głupi, jako społeczeństwo. Zawistni, małostkowi, podejrzliwi, neurotyczni i nieznośnie romantyczno-depresyjni. Pogrzeb to nasz narodowy żywioł, podobnie jak obwinianie innych. Michał lata całe przepracował w korporacjach, na styku mediów – wiedział co mówi.

Samotność i stan wojenny
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

5 komentarzy

  1. Nic tyle nie powie nam o stanie wojennym, niż osobiste przeżycia. Mi na szczęście nie miałem „przyjemności” mieć z czymś takim do czynienia. Wiem co nie co – bo się tym interesuje. A ludzie których to nie interesuje, nie dowiedzą się o tym na historii w szkole bo tego się po prostu nie uczy. O stanie wojennym wiedzą tylko ile usłyszą w radio czy tv. Później myślą że Generał jest postacią pozytywną w przeszłości polski

    http://voyager44.blogspot.com/2012/12/stan-wojenny-oczami-przecietnego-polaka.html

  2. trybik się ukruszył w maszynce ale działa dalej. Uważam że konsumpcja (o której napisałeś w innym poście) jest „gorszą” godziną policyjną bo wyludnia ludziom domy i internuje ich w centrach handlowych. Może zatem taka już nasza natura ? Masowo „lubimy” być zniewalani ? Lecz jeśli TAK, to co jest na drugim biegunie ?

  3. cokolowiek pamiętamy, każdy obraz jest wynikiem naszej percepcji, czyli w penym sensie przekłamaniem, przekłamniem czego…jakiejś obiektywności? otóż z punktu widzenia procesów neurofizjologicznych, biochemii mózdu itd. nie ma czegoś takiego jak „obiektywność”. Buddyści twierdzą, że kłamstwo to zawsze sprzeniewieżenie się sobie, swojej wersji wydarzeń, po to by coś poprzez to sprzeniewieżenie uzyskać…
    co do stanu wojennego i pamięci, wspomnień…jesteśmy pomiędzy pamięcią i zapomnieniem, pomiędzy złem i dobrem, pomiędzy wyborami, jesteśmy narracją, opowieścią i w pewnym sensie zawsze nieświadomą nieprawdą, ale zawsze jest to prawda, wersja nas samych….Jesteśmy chyba na taki stan rzeczy skazani Sylwestrze :)

  4. po co zanurzamy się w przeszłości?, wszystko co powiemy na temat minionych lat będzie tylko i aż kolejną opowieścią i przekłamaniem

  5. w stanie wojennym byłam małą dziewczynką, pamiętam że kilka lat potem dowiedziałam sie o aresztowaniu wujka, brata ojca, zabrano go w nocy z domu, ciotka wtedy była w ciąży… ale to co wyraźnie zapamiętałam to święta z roku 1981 było sporo osób, przy opłatku wszyscy płakali, nie było prezentów – tylko ja coś dostałem i moja siostra, a mnie zdzwiło, że śpiewamy „dziwne” piosenki, tata puścił coś z magnetofonu kasetowego (jeszcze go mam w piwinicy) i też dopiero poźniej się dowiedziałam, że to był Jacek Kaczmarski

Komentarze są wyłączone.