Samouczek makiaweliczny

Fotoradary pojawiły się w publicznej dyskusji, nareszcie, ale i tak nic z tego nie wyniknie. Przepisy o ruchu drogowym, a raczej ich społeczny kontekst, to również temat mojego zainteresowania od dawna. Pisałem już o tym w moich książkach. Temat socjologiczny, aktualny, ważny z kilku powodów. Można owe powody wylistować jako metody złego, nieefektywnego zarządzania dające odwrotny od deklarowanego skutek. Tak oto, dzięki fotoradarom mamy samouczek: czego nie robić, gdy zaczyna się zarządzać. Oczywiście jeśli coś istnieje w przestrzeni społecznej jako trwałe zjawisko warto się zastanowić również, czy jest to przypadek, nieudolność, a może świadome działanie, a może nieświadome intencje? Oto kilka zasad pomocnych w korumpowaniu przestrzeni społecznej, mały, makiaweliczny samouczek władzy:

 1. W mandatach państwo i samorządy ściągają dodatkowy podatek, do czego żadna z tych grup władzy się nie przyzna. Podobnie jak do funkcji straży miejskiej, która temuż procederowi służy niemal wyłącznie. Podobnie jak policja drogowa, która z jednej strony stała się utajnioną policją skarbową [poprzez mandaty], a z drugiej nieformalną agendą firm ubezpieczeniowych, uwiarygadniającą wszelkie zajścia drogowe i dokonującą wstępnej selekcji szkód. Robi to z resztą niewydolnie, ale nie musi wydolnie, gdyż jest monopolistą. Monopol rządzi. Każda stłuczka, a jest ich o tej porze roku sporo, to kilkugodzinne oczekiwanie na patrol. Kto płaci za tę niewydolność? Oczywiście obywatel, bo policja reprezentuje tutaj wyłącznie interesy ubezpieczycieli. Obywatel czeka godzinami na mrozie.

  • Zasada 1. Udawaj, że napotykasz trudności

Jeśli oszukujesz ludzi co do swoich intencji, oni w lot to zauważą i przestaną ufać twoim deklaracjom. Mało tego, zlekceważą twoje zasady i zaczną szukać rozwiązań nieformalnych. Plotka i niedopowiedzenie, niejasne reguły zadziałają wtedy najskuteczniej – stworzą krążenie oboczne, komunikację nieformalną.  Jeśli chcesz ściągać haracz udawaj, tak długo jak możesz, że to niewydolność systemu, który nie sposób zreformować. Udawaj, że masz dobre chęci, ale napotykasz trudności. Stwórz komisje, debatuj, troszcz się, potwierdzaj i zaprzeczaj na zmianę i rób swoje.

2. Mandaty są przeciw skuteczne, dlatego że społeczność Mobilków [potoczna nazwa użytkownika CB-radia] znakomicie się ostrzega oraz informuje o lotnych i stacjonarnych pomiarach prędkości. Kierowcy używają rozlicznych, możliwych do legalnego zakupienia, antyradarów, oraz migają światłami. Wszystkie systemy GPS uwzględniają radary. Efekt – podział społeczeństwa na myśliwych i zwierzynę, naszych i onych. Ten podział demoralizuje nie tylko służby publiczne skłonne do łapówkarstwa, ale również kierowców. Uruchamia to tendencje do unikania i prowadzenia gry z reprezentantami państwa – w efekcie demoralizuje.

  • Zasada 2. Twórz szarą strefę

Tworzysz szarą lukę, będziesz miał szarą strefę, to nieuniknione.  Łapówka jest tańsza od mandatu, a pokusa silniejsza od malowanych wartości. W mętnej wodzie łatwiej jest ukryć śnięte ryby,  czyli swoje prawdziwe intencje.

3. Dlaczego wartości są malowane? Dlatego, że niewielu kierowców w Polsce jeździ zgodnie z przepisami. Ograniczenie do 50 km w terenie zabudowanym jest fikcyjnym, martwym przepisem. Dlaczego? Gdyż w wielu miejscach te ograniczenia nie mają sensu, podobnie jak miejsca, w których ustawia się fotoradary, albo w których czyha partol policji z suszarką.  Jeśli po wiejskiej drodze bez pobocza, z pasem drzew w skraju, po której poruszają się piesi, także dzieci, traktory, oraz zwierzęta można jeździć 90 km na godzinę,  a po warszawskich trasach szybkiego ruchu 70 lub 50, a nawet 40, to niewielu ten przepis respektuje. Podejrzewam, że również dziennikarze, którzy tak bardzo lubią mówić o piratach drogowych.

  • Zasada 3. Twórz martwe przepisy. Urzędnicy będą mieli pracę.

Tworzysz martwy przepis, będziesz go musiał sam zlekceważyć, a jeśli zaczniesz się przy nim upierać, możesz nawet stracić władzę, a już na pewno autorytet. Chyba, że towarzyszyć mu będzie ciche przyzwolenie na korupcję, wtedy co innego. Martwy przepisy, to jednak ulubiona działalność urzędników. Daj im do opracowania jakąś zasadę, a potem nakaż jej pilnować, a będziesz miał swoich urzędników z głowy. Zajmą się kontrolowaniem i będziesz miał spokój.

4. U nas niestety nie promuje się bezpiecznych zachowań za kierownicą, oraz odpowiedzialności za wspólną przestrzeń, a jedynie wkuwanie przepisów drogowych oraz ćwiczenie manewrów na postoju. Tymczasem sprawność kierowcy  rodzi się w codziennym ruchu zatłoczonych miast, a jego kompetencje sprawdzają się, lub boleśnie weryfikują, w czasie niebezpiecznych, nietypowych sytuacji drogowych. Tutaj raczej przydałyby się symulatory, podobne do tych  samolotowych, bardziej niż test dotyczący pierwszeństwa na rondzie. Kiedy kierowca jest już na rondzie jego mózg nie jest w stanie przypomnieć sobie mapki pierwszeństwa, ani konkretnego przepisu. Może jedynie te umiejętności latami ćwiczyć w praktyce i zastosować wzorzec automatycznej reakcji.

  • Zasada 4. Udawaj, że uczysz. Twórz sztuczne kryteria.

Jeśli uczysz ludzi teorii i wielu zbytecznych kompetencji, owszem zakują je żeby zdać, ale natychmiast, z odrazą, o nich zapomną. W ten sposób można mistyfikować edukację, śpiąc spokojnie, gdy ludzie są zajęci uczeniem się nieprzydatnych rzeczy. Wtedy zajmują się wkuwaniem, zamiast zadawaniem niepotrzebnych pytań. Zbyt mądrzy, to zbyt niezależni. Nie dobrze.

5.  Ludzie uczą się przez naśladowanie innych oraz przez realizowanie swoich ukrytych potrzeb w sposób najprostszy do osiągnięcia. Lubimy iść na skróty.  Jednominutowy menedżer, dziesięć zasad zarządzania, zasady coachingu w weekend. W dość biednym kraju, na dorobku – samochód, jego marka, wygląd, cena, rocznik są świadectwem zamożności. Stosunkowo łatwiej jest kupić samochód dobrej marki, niż odnieść sukces w biznesie, zdobyć majątek dzięki swojej przedsiębiorczości, lub skończyć prestiżową uczelnię. Szczęśliwej rodziny i dzieci nie widać od razu, efekty edukacji przyniosą rezultat po wielu latach. Samochód natychmiast daje gratyfikacje i poczucie przynależności do bogatych, szybkich, ustawionych, sprawnych itd. Samochód to najszybszy i najprostszy sposób do podwyższenia statusu, a tym samym własnej samooceny.

  • Zasada 5. Twórz potrzeby, na których zarobisz.

Chcesz poczuć się lepiej od innych, lub jeśli chcesz żeby ludzie szybko poczuli, że odnieśli sukces – stwórz pozory sukcesu, najlepiej materialne, stwórz rywalizacje o te przedmioty i koniecznie – niedostępność. Daj ludziom zabawki, najlepiej na kredyt, wtedy zarobisz na zabawce, na kredycie i będziesz kontrolować ich pragnienia, a wtedy możesz zarabiać również na całym sektorze usług związanych z pragnieniami, od serwisu tychże zabawek i gadżetów, po ubezpieczenia, aż do mandatów.

6.   W naszym kraju synonimem dobrego kierowcy, jego ucieleśnieniem, jest kierowca dobrej, drogiej fury, który w dodatku okazuje na drodze poczucie wyższości. Jedzie szybko, czasem na krawędzi ryzyka, zmienia pasy, przyspiesza i gna. Parkuje pod samym wejściem do sklepu, najlepiej na dwóch stanowiskach, zajeżdża drogę, łamie przepisy, licytuje się w szybkości przejazdu między miejscem A i B, z tyłu dynda mu antena SB – radia, trąbi, spycha z pasa, błyska światłami – słowem twardziel. Dzięki takiej postawie sugeruje, a w rozmowie wyraża wprost, że jest sprytniejszy od policji, a w ostateczności stać go na mandaty, łapówki,  a nawet stłuczki i ryzykowną jazdę. Ma przecież super poduszki powietrzne, osiem sztuk, nowoczesna strefę zgniotu i kurtyny powietrzne, system odcinania paliwa itd. Słyszałem wiele taki argumentacji, po za tym fura ma wykupione AC, żaden wypadek nie jest mu straszny, lecz przede wszystkim jest mistrzem kierownicy, tytanem jazdy, idolem szybkości, geniuszem asfaltu. A na mandat też wystarczy. W systemie edukacji jakoś nie pojawia się inny, nudny wzorzec, że mistrzem jest ten, który jeździ bezpiecznie, pomaga na drodze, wpuszcza inny pojazd na zamek błyskawiczny, prosi i dziękuje, oraz  dojeżdża do celu dowożąc siebie i pasażerów na miejsce w dobrym zdrowiu. Tony adrenaliny i testosteronu wypalane za kierownicą przez geniuszy asfaltu skracają ich biologiczne życie nie tylko w następstwie wypadków, ale również dlatego, że przeciążają ich układ krwionośny, nerwowy, immunologiczny i kilka innych. Ale jak się ma te dwadzieścia kilka lat i 260 koni pod maską, to się nie myśli ani o wypadkach, ani o zawale. Droga jak ekran komputera, kierownica jak konsola. Zawsze masz jeszcze dwa życia w zapasie.

  • Zasada 6. Stwórz przestrzeń rywalizacji, która nie ma sensu, ani znaczenia, ale mało kto się tego domyśla.

Jeśli chcesz  promować zachowania ryzykowne zbuduj przestrzeń do rywalizacji i daj w ręce bardzo młodych mężczyzn [coraz częściej również kobiet] niebezpieczne zabawki. Koniecznie powtarzaj im, tak często jak możesz, że są to bardzo niebezpieczne zabawki i że wielu ich posiadaczy zachowuje się bardzo ryzykownie. Kiedy tylko możesz pokazuj skutki tej ryzykowności. Podkreśl jak łamane są zasady. Wówczas cały nadmiar adrenaliny zostanie skierowany właśnie na ten obszar, który tak promujesz; oczywiście warto zorganizować kilka takich, społecznych przestrzeni. Świetnie nadaje się do tego również sport. Wówczas kanalizujesz  rywalizację w bezpieczny dla ciebie sposób.

7. Wiadomo, że naród pije. Pić musi. Bogaty, biedny, intelektualista, robotnik, lekarz i nauczyciel, kolejarz i bramkarz za kołnierz nie wylewają, bo wszak jakoś trzeba smutki utulić, bóle utopić, napięcie zredukować, mózg zresetować. Najprostsze metody są najskuteczniejsze. W Polsce nie ma od lat żadnego poważnego pomysłu na dbanie o trzeźwość. Przeciwnie, akcyza rządzi, to czysty zysk dla państwa. Nie ważne, że skutki w postaci chorób, wypadków drogowych, nadumieralności [czyli przedwczesnej śmierci] zwłaszcza mężczyzn są potwornie kosztowne społecznie. Realne pieniądze spływają do kasy tu i teraz wartkim strumieniem. Tradycyjne produkty mają się dobrze [wódka], a nowe rosną [piwo i wino]. Obywatel jak się napije to nabywa ochoty na przewietrzenie się. Po za tym jedno, dwa piwa, to nie jest alkohol, podobnie jak setka wódki, czy ze trzy kielichy wina. Pretensje do warszawskiego biskupa? Medialne dyskusje o konieczności antyalkoholowego leczenia biskupa? Co za ohydna hipokryzja! Na dowolne party, przyjęcie, wernisaż, spotkanie na którym pojawia się alkohol bywalcy przyjeżdżają samochodami…i wracają. Również ci zbulwersowani dziennikarze. Ile razy słyszałeś: Dla mnie tylko jeden kieliszek, prowadzę. Często zatrzymuję się w przydrożnych barach, zwłaszcza tam, gdzie zatrzymują się również kierowcy tirów, bo szybko i smacznie można tam zjeść coś domowego. Co się pojawia na stołach zawodowych szoferów? Golonka, piwko i…w drogę! Osiemdziesiąt ton, szerokości i przyczepności. Wszak jedno piwko, no dwa, to przecież nic takiego. Fura sama się trzyma gumy, a guma asfaltu.

  • Zasada 7. Najważniejsza.

Jeśli nie masz pomysłu jak rozwiązać jakiś problem, udawaj, zaprzeczaj i nie rób nic. Skuteczne, to znaczy nieskuteczne, mogą być również działania pozorne, powołanie do życia agencji, rządowego programu, drukowanie plakatów, komisje, debaty. Wszystkie techniki, metody i substancje wywołujące natychmiastową przyjemność, halucynacje, otumanienie, utratę świadomości i uzależnienie służą władzy, są jej naturalnym sprzymierzeńcem. Od telewizji po alkohol. Nagłaśniaj negatywne skutki, dzięki negatywnym wzorcom podświadomie utrwala się przekonanie, zwłaszcza u osobowości mniej dojrzałych i mniej wykształconych, że jeśli w weekend złapano tylko 40 pijanych kierowców, to skuteczność jest niska, całych setek przecież nie złapano. Nagłaśniaj negatywne wzorce. Utrwala się wówczas podprogowa wiedza co jest wykroczeniem, jak jest powszechne, a przez to naturalne. Ściganie i represjonowanie [rzecz jasna pozorne] w społeczeństwach mniej dojrzałych zawsze rodzi reakcje oporu, czyli reakcje przeciwne. Zakazany owoc musi zostać skonsumowany! Warto też budować inne skojarzenia podprogowe: stacja benzynowa – samochód- tankowanie paliwa – kierowca, który tankuje – uginające się półki od alkoholi – 24 godziny otwarte – odpoczynek. Wzrost sprzedaży gwarantowany. Pamiętaj – liczy się tylko wzrost sprzedaży! Nic innego nie ma znaczenia.  Sektor motoryzacyjny i jego pochodne oraz alkoholowy, to twoi najpotężniejsi przyjaciele.

Ps. Samochód to kilkaset kilogramów żelastwa rozpędzonych do prędkości pocisku. Zmiażdży wszystko na swojej drodze, może zmiażdżyć życie. Alkohol to trucizna, w każdej postaci, bez wyjątku.  Alkohol i prowadzenie samochodu to prosta droga do śmierci. Władza realizuje swoje cele, będące wyrazem interesów klasy rządzącej. Tylko ty możesz realizować swoje cele, czasami są one zbieżne z celami władzy w danym kraju, a czasem nie. Najprostszy sposób żeby nie dawać władzy nienależnej jej władzy nad twoim życiem, a sobie i innym dać bezpieczeństwo, to zdjąć nogę z pedału gazu.  Od tego warto zacząć.

Samouczek makiaweliczny
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

16 komentarzy

  1. przezpisy to nc innego jak drogowskazy
    , ktore powinny najprostsza droga prowadzic do celu….dla tych ,ktorzy sami nie wpadna na najprostsze rozwiazania, najmadrzejsze sposoby-a takze dla tych ,ktorzy po raz pierwszy cos robia-zeby po nieznanym terenie poruszali sie sprawnie i nie powodowali kolizji,nie wywazali drzwi otwartych i nie stwarzali swiata na nowo…..
    dlatego tez wazne ,jacy ludzie nami rzadza i ustalaja przepisy-w jakim celu-zebysmy bladzilili?czy zebysmy docierali do miejsca przeznaczenia…..?

    na dobrze oznakowanym lotnisku-nawet czlowiek nie znajcy jezyka i lecacy po raz pierwszy w swiat-dotrze do swojej bramki…na koniec powie:”dziecinnie proste”..i nawet nie pomysli ,jaki sztab ludzi myslal nad tym,zeby tak wlasnie ,bez zbednych znakow i zawilych traktow doprowadzic pasazera z punktu A do punktu B…..tak wlasnie rozumiem min zadania wladzy w tym zakresie.

  2. To oczywiście generalizacja, ale “wszystko jest dla ludzi”, jeśli nie wszystko to przynajmniej większość, W pewnym stopniu alkohol działa na swój sposób “leczniczo” (w pewnych warunkach) – problemy z nerkami, w ciepłych krajach jako “ochrona” przed bakteriami, etc. Jazda samochodem może niektórym nieść relaks i ukojenie, ale “co za dużo, to nie zdrowo”.

    “Jedno piwko na poprawę humoru” to dość często spotykana wymówka i ucieczka od rzeczywistości. Czuć smutek, kiedy pomyślimy o tym, iż młodzi ludzie, mając pewne problemy, uciekają się do “alkoholu” jako wielkiej solucji.

    We wpisie najbardziej przykuła moją uwagę zasada 4: “Udawaj, że uczysz. Twórz sztuczne kryteria.”. Sam teraz studiuję i mam okazję odczuć wpływ “szkoły”, lecz nie “edukacji” na dobro studentów. Zacytuję tutaj pana Macieja, ponieważ to trafienie w samo sedno:

    “W ten sposób można mistyfikować edukację, śpiąc spokojnie, gdy ludzie są zajęci uczeniem się nieprzydatnych rzeczy. Wtedy zajmują się wkuwaniem, zamiast zadawaniem niepotrzebnych pytań. Zbyt mądrzy, to zbyt niezależni.”

    Zamiast “studiowania” częściej widzi się “wkuwanie”. Nie mówię oczywiście, że każdy student podchodzi do studiowania w sposób właściwy, a przynajmniej przyzwoity, ale to podobnie jak z innymi grupami społecznymi, znajdzie się ta subgrupa, która wystarczająco potrafi popsuć wizerunek czy odbiór całej “populacji”.

    Pozdrawiam serdecznie, Raimeyuu :)

  3. Aniu,
    Moim zdaniem 2 rzeczy.
    1. Irlandczyk jest przyzwyczajony do słuchania przepisów. Są dla jego dobra.
    2. Wie, że Very Slow oznacza niebezpieczny zakręt, a nie miejsce zarobku straży wiejskiej.

    Poza tym 40 to rzeczywiście very slow. Ja mówię bardziej o 60 kiedy droga dwupasmowa i po obu stronach pola po horyzont.
    Pozdrawiam straż wiejską z człuchowa.

  4. natomiast zgodze sie zupelnie,ze przepisy maja ulatwiac zycie,pomagac w mysleniu,sluzyc ludziom.a nie temu ,zeby utzrymywac urzednikow i zalatwiac ich ineteresy.

  5. ad ,ja bym dyskutowala….

    …wiesz co u nas by bylo?gdyby ktos wypadl z zakretu????szukanie winnego………..zwalanie odpowiedzialnosci….

    ja uwazam ,ze do wielu rzeczy nie doroslismy jako spoleczenstwo
    moze gdybysmy byli bardziej odpowiedzialni,a naturalne konsekwencje ponosili na wlasny rachunek ,wystraczyloby “VERY SLOW” i rob ,co uwazasz
    ;)))))
    wszyscy sie tu denerwujemy ,ze radary ,mandaty…ale z drugiej strony-,to gdybysmy jezdzili przepisowo-nikt by nam nie sciagnal kasy z portfela!!!!radary radarami-stalyby bezrobotne…..moze w ten sposb wystrychnac na dudka “wladze”;))))))))))))))))))))))))))

    bo o co w koncu chodzi- zebysmy jezdzili spokojniej,wolniej ,odpowiedzialniej ,ostrozniej…..a nie “czy my ich ,czy oni nas”…wiekszsc naszych drog krajowych to nie autostrady i nie nadaja sie do szybkiej jazdy!!!!nie da sie grzasc po zakretach i wyprzedzac na trzeciego,moze ograniczednia nie sa tak zupelnie bez sensu………..

    co tak naprawde powduje ,ze Irlandczyk jak widzi znak ,zdejmuje noge z gazu,a Polak nie?????”very slow” to nic innego jak nasza 40.

  6. Droga Ag,
    Szacunku do przepisów należy uczyć ustanawiając najpierw mądre przepisy, bo ona mają pomagać w bezpiecznej i sprawnej jeździe a nie udawadniać kto ma władzę, nabijać kabzę i oduczać od MYŚLENIA.

    Pozdrawiam!

  7. Jechałem na wycieczkę po Irlandii wypożyczonym autem. Tam generalnie jest 10 razy mniej znaków ograniczenia prędkości na drodze. Tam jeśli jest ostry zakręt to jest napisane SLOW na znaku i jezdni. Jeśli bardzo niebezpieczny to VERY SLOW. A Ty już jako “reasonable man” wiesz jak masz się zachować. Kultura anglosaska.
    I mam nawet zdjęcie z Ring of Kerry (z jednej strony lita ściana skały, z drugiej przepaść, w dole ocean), zwężenie do 1.5 samochodu na oba kierunki znak ograniczenia do 70 kilkaset metrów wcześniej i VERY SLOW
    My mamy kulturę wschodnią kiedy Pan Urzędnik wie lepiej i masz się dostosować, a jak nie to kara. Choćby to było bez sensu. 50 lat walki z głupim prawem w PRLu i 20 lat walki z coraz głupszym prawem w III RP to są 2 pokolenia!!!
    Czy należy z szacunkiem podchodzić do głupiego prawa i do czego to prowadzi?

  8. A w Irlandii prawie nie ma wypadków drogowych. Mimo, ze Irlandczycy jezdza dobrymi autami i nikt ich nie edukuje klipami o wstrzasajacych wypadkach drogowych. malo tego, zdarza sie, ze kiedy ktos przekracza predkosc, inni, praworzadni obywatele ddzwonia na garde, czyli irlandzka policje, zeby ich powiadomic o przestepstwie. to jest inna kultura jazdy. widac np starenkie staruszki za kierownica, ktore moga funkcjonowac na drodze tylko i wylacznie w kraju takim jak Irlandia, przyjaznym dla innych. co kraj to obyczaj. przy okazji – wydaje mi sie, ze to jak jezdzimy odwzorowuje w 100% to, jak zyjemy. inny kraj, inna kultura, inna kultura jazdy.

  9. zapomnailam dodac na koniec porannego porownania narciarzy i kierowcow-ze o ile kierowcy mogliby sie wytlumaczyc pospiechem,koniecznoscia dotarcia do pracy ,szkoly,stresem z tym zwiazanym,koniecznoscia punktualnego dotrzymania terminu….o tyle….na nartach wiekszosc…odpoczywa,jest na urlopie,nikt nikogo nie goni…i nie ma konkurencji ,kto wiecej razy zjedzie………..
    czyzby tylko nawyk powodowal ,ze tak wlasnie sie zachowujemy takze wtedy ,gdy nie ma zadnej potrzeby spieszyc sie i walczyc o swoje?????

  10. ja tam w kazdym razie zwalniam;)))))wpuszczam,przepuszczam,jako pieszy i jako kierowca….jutro ktos wpusci mnie.przez wies zwalniam.nie spiesze sie ,jak jeszce dwa lata temu.za to bardziej asertywnie domagam sie traktowania mnie rowniez z szacunkiem,to co z tego ,ze baba i ze malym autkiem….czasem naprawde,wystarczy sie usmiechnac-zamiast obrazliwych gestow-przyjazne…wiecie ,za kazdym razem dziwie se ,jak to dziala!!!

  11. w malej wspolnocie latwiej-o wiele rzeczy-zasada wzajemnosci dosc szybko dziala-jak Kuba Bogu tak i Bog Kubie-im wieksza firma ,gmina,miasto-tym bardziej Pan Bog nierychliwy /choc podobno sprawiedliwy…;)))))))))))))odroczona kara czy gratyfikacja mniej wplywa na wyobraznie.
    Osobiscie uwazam rowniez ,ze w takiej sytuacji- oprocz madrych nakazow i zakazow,ktore zazwyczaj wymagaja jakiegos mentalnego wysilku-konsekwencja w sciaganiu mandatow edukuje skuteczniej.
    Edukacja jak najbardziej,niech ci sie ,obywatelu tez zwyczajnie oplaca byc uczciwym i prawym…..a dla tych ,co maja w nosie pozytywne argumenty-no niestety,kijek zamiast marchewki.
    Jesli w efekcie bedziemy mieli mniej wypadkow ,pijanych kierowcow, inwalidow na utzrymaniu spoleczenstwa placacego podatki….moze w koncu przyzwyczaimy sie do nowych zasad?????a gmina za zarobione pieniadze przeznaczy na cel spoleczny…..
    zeby juz wszystko sie zgadzalo ,niech ten ustawiony w najpotrzebniejszym miejscu fotoradar dziala……

  12. Czytając te Zasady, nie wiem dlaczego, ale cały czas miałam skojarzenie niestety nie związane z tematem (fotoradary), ale z pracą. I tak:

    Zasada 1. Udawaj, że napotykasz trudności – to normalne w pracy (mistrzom tematu przychodzi to naprawdę łatwo), takie zresztą są porady na niektórych blogach coachingowych – bądź “pracownikiem z problemami”, w domyśle – jak ich nie masz, to udawaj

    Zasada 2. Twórz szarą strefę – nie wymaga komentarza, bo tak po prostu jest

    Zasada 3. Twórz martwe przepisy. Urzędnicy będą mieli pracę. – Odnoszę to do wszelkiego typu kart pracy standardowej. Im dokładniejsza, tym więcej kryteriów do kontroli. Jedynie wyraz “Urzędnicy” należy zastąpić odpowiednim stanowiskiem funkcyjnym zajmującym się tą kontrolą

    Zasada 4. Udawaj, że uczysz. – czyżby to o Mentoringu w firmie (za to bierze się dodatkową kasę)?

    Zasada 5. Twórz potrzeby, na których zarobisz – czyli, jak nie masz co wpisać na koniec miesiąca (projekt), to pomyśl wcześniej o tematach, jakie koniecznie MUSZĄ być przez ciebie podjęte i koniecznie je zacznij prowadzić, uzasadniając ogromną korzyścią biznesową :) Realizować fizycznie zwykle muszą inni :)

    Zasada 6. Stwórz przestrzeń rywalizacji, która nie ma sensu – to się dzieje samoistnie, choć nie wszystkich to wciąga z jednakową siłą :)

    Zasada 7. Najważniejsza – oprócz “udawaj, zaprzeczaj i nie rób nic” gdy nie masz pomysłu jak rozwiązać problem – dodałabym jeszcze: zorganizuj sobie d…chron (sory, nie przeszła dosłowność przez klawiaturę).

    Oczywiście Zasady te stosują tzw. inni, nie ja, bo inaczej przecież tego wpisu by nie było :)))))))))))))) ?

  13. Panie Macieju,
    jak w miarę szybko nauczyć naród, w którym “wóz Drzymały” (czyli oszukiwanie i cwaniactwo) jest symbolem dumy narodowej, szacunku do przepisów?

    Np. w Szwecji wszyscy jeżdżą zgodnie ze znakami, które wg wielu Polaków tam również ustawione są bez sensu, zaś ograniczenie prędkości w terenie zabudowanym do 50km/h jest po prostu przestrzegane i nikt specjalnie z tym nie dyskutuje.

    U nas przejechanie 120km/h przez wieś obok szkoły z dzieciakami to standard.

    Moim zdaniem jedynym rozwiązaniem szkolącym nasz dumny naród przestrzegania znaków drogowych – rozwiązaniem szybkim i skutecznym – jest fotoradar stojący za każdym znakiem ograniczenia prędkości – nieuchronność kary jest najskuteczniejszą metodą. Innej nie widzę.
    Nie widzę również problemu w tym, żeby gminy na tym zarabiały.
    Zresztą będą zarabiały przez pierwsze 2-3 lata, bo potem ludzie się nauczą, że ograniczenia prędkości są po to, aby je przestrzegać a nie polemizować z nimi w prasie, na blogach, w telewizji itd.

    Poza tym mieszkam w małej, podwarszawskiej sypialni – tłok i ścisk na uliczkach to standard. Ludzie jeżdżą w miarę spokojnie, wpuszczają innych chcących wyjechać z bocznej uliczki na główną, nie zastawiają skrzyżowań. Klaksonów nie słychać, wszystko jakoś spokojnie upycha się na parkingach itd.
    Dlaczego? Bo to nasze miasteczko jest, nasze dzieci na ulicach, no i samemu trzeba by zaraz stać godzinę w bocznej alejce, jeśli ktoś inny nas nie wpuści – uprzejmość po prostu się opłaca wszystkim. Fotoradarów nie ma, bo nikt 50km/h nie osiąga (korki).
    Więc działa poczucie wspólnoty, odpowiedzialność. W Polsce też można.

  14. Męczy mnie ludzka bezmyślność oraz niemoc sprawcza. Wszyscy tylko zrzędzą ale nic nie zrobią, bo nie ma sensu. Jednak kropelka skałę drąży. Jeżeli mieszkańcy naszego kraju będą pokazywać swoje niezadowolenie to w końcu ktoś musi zareagować ze strachu chociażby, że stołka nie utrzyma. Jak wszyscy siedzą cicho to znaczy że jest ok. Nie wiem jak leczyć ludzi z głupoty, lenistwa, spokojnego patrzenia na osrane przez ich psy chodniki. Nawet się nie staram. Szukam ludzi fajnych i normalnie myślących:) I chyba tak trzeba, żeby nie zwariować.

  15. Coraz bardziej zaczyna do mnie docierać, że duża część naszego życia oparta jest na pozorach, tym to smutniejsze i bardziej mnie zasmuca, gdy przypomnę sobie, że za te pozory jesteśmy odpowiedzialni my wszyscy… SMUTNE! Od pewnego czasu staram siė działać w kręgu własnego wpływu, ciężko, ale próbuję…

  16. Rok temu przezylam wypadek.

    Wjechal w nas ktos,kto jechal szybko ,brawurowo i nie przewidzial ,ze za gorka bedzie woda na asfalcie…byl trzezwy.
    wpadl w poslizg i trzasnal w moj samochod-niewiele brakowalo-czolowo…przytomnosc doswiadczonego kierowcy pozwolila zamienic czolowke na uderzenie w bok.zycie czworga osob zawislo na nitce, zginal “tylko” samochod. A jechalismy przepisowo, spokojnie,trzezwo,swoim pasem i dwie minuty wczesniej wyjasnialismy dziecku ,dlaczego niebezpiecznie jest,gdy woda stoi na poboczu…..

    Rok dochodzenia ,aby odzyskac z firmy ubezpieczeniowej kwote adekwatna do szkody…..
    Rok nerwow,idiotycznej korespondencji ,udawadniania rzeczy oczywistych!!!!!prawnicza gra na zwloke!!!!Nawet jesli nikt cielesnie nie ucierpial…..

    Nawet jesli sie ma OC,AC,NW i wszelkie inne warianty-nie warto!!!i tak cena za emocje pasazerow ,za traume dziecka,stracony czas,dezorganizacje w zyciu- jest wyzsza niz zwrot odszkodowania…..za szkody materialne.a przeciz wlos nam z glowy nie spadl.

    Wielokrotnie widzialam ofiary wypadkow-ktore konczyzly sie dla nich znacznie powazniejszym uszczerbkiem na zdrowiu,pomijam tych ,ktorzy juz nie dojezdzali do szpitala.
    Wielu nietrzezwych.
    Ale tez wielu nietrzewych pieszych,ktorzy spowodowali wypadki Bogu ducha winnym trzezwym i przepisowo jadacym kierowcom…….

    Alkohol to jedno.Tu nie ma o czym dyskutowac.

    Na mnie podobny wplyw ,jak alkohol-maja emocje.Najwiecej bledow popelniam na drodze,gdy jestem zdenerwowana ,zdekoncentrowana,zestresowana….w poslizg wpadlam kilka razy-zazwyczaj w sytuacjach,gdy cos sie dzialo w moim zyciu-np zostawilam chore dziecko w przedszkolu-a musialam stawic sie do pracy, zamiast normalnie zadzwonic ,ze ide do lekarza!!! i zostac w domu….poczucie winy ,poczucie zalu i krzywdy-mysli gdzies indziej niz na asfalcie i w ostatniej chwili nacisniety hamulec!!!!

    Kiedys psycholog zapytal mnie zupelnie zmieniajac temat: “jak pani jezdzi autem?”

    zdziwilam sie…wyjanil ,ze tak jak zycjemy ,zazwyczaj jezdzimy…..tak jak dodgadujemy sie w aucie,tak czesto zyjemy w zwiazku ,tak dzielimy obowiazki ,tak wspolpracujemy….itd .W aucie nie udajemy….nawet dlubiemy w nosie i w zebach bez skrepowania;))))))))
    Cos w tym jest.

    Przez 15 lat bycia kierowca wiele sie nauczylam ,choc nie twierdze,ze jestem najlepsza na drodze-wciaz popleniam bledy,choc staram sie jezdzic ostroznie,zwlaszcza ,wiozac pasazerow.Emocje zostwaiam w bagazniku.Nie pije .Im trudnijsza droga-tym bardziej skupiam sie na tu i teraz.najpierw musze dojechac-zeby cos zalatwic,pospiech mi nie pomoze.
    Najtrudniej bylo mi -nauczyc sie nie odpowiadac agresja na agresje-a tej na naszych drogach wiecej niz w Zachodniej Europie czy Skandynawii.Dzis juz umiem poslac usmiech i rozbroic nakreconego kierowce w aucie obok.

    To samo mowia obcokrajowcy!!!!Ze w Polsce jezdzi sie ciezko ,agresywnie ,nieuprzejmie,nikt sie nie usmiecha,a w sytuacjach konfliktowych ,stluczkach ,zdrapkach-strach wysiasc z auta!!!!!!Ludzie wykrzykuja ,zajezdzaj droge ,hamuja przed nosem ,zle traktuja zwlaszca auta na obcych blachach,o wpuszzcaniu z podporzadkowanej-mowy nie ma-jak nie zawalczysz,to sie nie wcisniesz,nie zjedziesz z ronda….zanim dojedziesz do pracy-chocbys wyszedl w najlepszym nastroju-moze ci sie udzielic aura walki….

    Mialam okazje pojedzic w DE,w ES,w Skandynawiii…
    nawet jesli jazda odbywa sie zgodnie z hmmm…hiszpanskim temperamentem-to nie jest jednoznaczne z agresja ,arogancja,udawadnianiem wartosci.
    Niemcy stoja w korkach spokojnie,albo wyjezdzaja duzo wczesniej,zeby sie nie spoznic-a jak juz tkwia-to trudno.Hiszpanie ,gdy zadrapai samochod-machna reka i jada dalej-nie ma o co robic afery…..dla Szweda ogranizcenie do 40,30-oznacza,ze na pewno tedy chodza dzieci-i trzeba zwolnoic.
    Niezaleznie od tego system kontroli w tych panstwach jest jeszce szczelniejszy,radarow wiecej i konsekwencja w sciaganiu mandatow ,nawet za minimalne przekroczenia duzo wieksza!!!!Nie ma sie co ludzic ,ze radar byl pusty…..

    Czy jezdza spokojniej ,bezpieczniej z pokory?i strachu przed radarem?
    Czy moze jezdza bezpieczniej i spokojniej ,bo sa w zyciu spokojniejsi,dowartosciowani,uprzejmi?

    powroce do nart.
    analogia i na tych drogach istnieje
    pomijam umiejetnosci-,kazdy uczy sie w swoim tempie
    sprzet-tak jak i samochod….najlepszy nie zastapi rozsadku,usmiechu ,uprzejmosci

    Jest mi przykro ,slyszac opinie o nas Polakach-narciarzach,ale tak jak i na drodze-tak zachowujemy sie tez w gorach- agresywnie,lekcewazymy zasady,albo nawet ich nie znamy,omijamy znaki,wpychamy sie w kolejke,zajezdzamy droge,nie zwracamy uwagi na zachowanie naszych dzieci,oszukujemy na czym sie da….nie mowimy dzien dobry i dziekuje,przepraszam….za sluszna krytyke pobilibysmy na miejscu…..

    do tego slowianska uroda,sluszne gabaryty, najnowsze sprzecicho odpowiednie do zostawionego na parkingu bmw… i czasem slysze w kolejce:”w przyszlym roku juz tu nie przyjedziemy,za duzo Polakow”……….
    A przeciez miejsca na stokach naprawde jest wystarczajaco dla wszystkich!!!!!!!

Komentarze są wyłączone.