Seledynowy sen

Miałem sen jak to w gorączce i przy odwodnieniu. Nabawiłem się rok temu w Maroku – najpierw infekcji, a teraz nadwrażliwości i mój układ trawienny kiepsko radzi sobie z odmiennymi bakteriami. To co masowo wyniszczało kiedyś Indian – grypa, ospa, koklusz teraz odwraca się i truje żołądki białasów :)

Zresztą Pizarro i jego ludzie też chorowali. Polscy wycieczkowicze nieodmiennie mnie zadziwiają. Chorzy, zmęczeni, z biegunkami, więc – piją, bo to pomaga :) Jeśli na 25 osób jest 5 alkoholików, to łatwo sobie wyobrazić przebieg wydarzeń, a przewodniczka, choć merytorycznie świetna, kompletnie sobie z tym nie radzi. A może każda polska wyprawa tak wygląda? Skąd wiem, że to alkoholicy? Przez wiele lat pracowałem jako psychoterapeuta.

Wracając do snu. Ziemię opanowała pozaziemska cywilizacja. I w jednej chwili przejęła kontrolę nad wszystkimi systemami i rządami. Układy gospodarcze i polityczne straciły sens. Internet, telefony wciąż działały ale każdy okręt wojenny, rakieta, czy choćby kula były zablokowane. W Internecie, telewizji, radio pojawił się mężczyzna, który wygłaszał krótki komunikat. Jego wygląd i język były za każdym razem dostosowane do kultury i społeczności, do której się zwracał.

A mówił mniej więcej tak: Jesteśmy cywilizacją pokojowo nastawioną, przejmujemy jednak pełną kontrolę nad waszą planetą, gdyż nie potraficie radzić sobie z podstawowymi problemami, a z czasem możecie stanowić zagrożenie nie tylko dla siebie samych, do czego przywykliście, ale również dla innych. Od dziś nie wolno zabijać żadnej żywej istoty, hodowle zwierząt prowadzone w dowolnym celu są zakazane, nie wolno wycinać lasów ani zatruwać wody, ziemi i powietrza. Wasza broń jest nieaktywna. Nadwyżki żywności będą re-dystrybuowane do obszarów głodu poprzez nasz system komunikacji. Każda osoba zatrudniona w sektorach gospodarczych, które od dziś przestają istnieć jak: zbrojenia, przemysł mięsny, farmaceutyczny, chemiczny i inne niszczące planetę oraz wasze zdrowie, zostanie zaproszona do nowej pracy. Produkty będą zastąpione nowymi. Praca jednak od dziś jest dobrowolna. Wasze pieniądze przestają mieć wartość. Otrzymacie nowe karty płatnicze, które będą jednocześnie waszymi paszportami. Zabrania się wszelkich praktyk religijnych dotyczących pochówku,  ciała będą palone i zmieniane w syntetyczne diamenty. Nie wolno zabijać, kraść i kłamać, ani wykorzystywać innych istot wbrew ich woli. Należy się jednak nadal nimi opiekować. Istotą jest każde zwierzę, według waszego nazewnictwa. Próba zabicia istoty będzie za każdym razem powstrzymana. Zakazane są wszystkie substancje psychoaktywne i uzależniające. Każdy człowiek otrzyma szczegółową informację o swoim stanie zdrowia i leczeniu, o zmianie pracy i zawodu, jeśli taka będzie potrzebna, o roli jaką może odgrywać dla dobra własnej społeczności. Otrzyma też wskazówki jak może uszczęśliwić samego siebie w zgodzie z otoczeniem.  Nasz system potrafi zablokować wasz układ nerwowy w każdym miejscu i o każdym czasie dlatego wszelkie próby złamania naszych nakazów będą bezskuteczne. W ciągu najbliższych 48 godzin wejdź do jasno seledynowego kiosku, który znajdziesz kilka kroków od swego domu, tam uzyskasz potrzebne ci informacje oraz nowy dokument tożsamości. Co nie jest zakazane jest dozwolone.

Taki sen mi się przyśnił.  W pierwszej chwili pomyślałem, że to przez te mity o Virakoczy, mesjanistycznym bogu inkaskim, potem, że sen jest dobrystyczny i naiwny. I wreszcie, a wszystko w czasie snu, że gdzieś musi być haczyk, że to jakaś totalitarna wizja.  Seledynowe kioski wyglądały jak lśniące tuby, kiedy wszedłem do środka było cicho, czysto, przytulnie, na stole leżało coś w rodzaju talizmanu. To był mój nowy dowód osobisty, książeczka zdrowia, dyplom potwierdzający kompetencje i środek płatniczy zarazem i wreszcie moja życiowa misja, powołanie, któremu powinienem być wierny. Zacząłem  odczytywać jego treść w rozgorączkowaniu….

Obudził mnie telefon z recepcji w hotelu na brzegu jeziora Titikaka :)

Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

16 komentarzy

  1. Czy, aby na pewno pewno to taka dobra droga ? W pierwszej chwili pojawił się u mnie naturalny bunt. Dlaczego, ktoś obcy, nakuzuje mi co mam robić i w jaki sposób. Zastanawiam się i stwierdzam, że przecież w dobrej sprawie, na przeciw sponiewierania ludzkości i ziemi. Jednak słowa „nasz system, zablokwał, itp” wzbudzają we mnie obawę. Spaczony wzorzec. :)
    Dlaczego tak przerażająco brzmi: Co nie jest zakazane jest dozwolone. ?
    Dozwolona kara śmierci w USA, jest niedozwolona w Europie, niemal normą jest spożywanie w Tajlandii świeżo zabitych nietoperzy, w „naszej” cywilizacji tak bardzo oddalone od zrozumienia…

  2. Rychłego powrotu do zdrowych energii ;-) Nowych, tęczowych i podtęczowych wpisów ;-)

  3. Mnie często się śnią takie niewydarzone sny, jednak praktycznie zawsze gdy scena dobiega kulminacji typu „A mówił mniej więcej tak …’ i tu ,nakazy i inne prawidła – uzyskuję we śnie pełną świadomość sytuacji i kontrolę nad tym, co dalej się ma wydarzyć we śnie i wtedy mówię „No way! ” . Czasem posuwam się dalej i … latam (wysoko, mam na to specjalny, wypracowany przeze mnie we śnie, sposób).

  4. Robi się co się może. To prawda Aniula. Słuszna prawda. Tak próbuję jak zwykle się zatrzymać, spróbować wejść w buty obserwatora-stańczyka. Nie przepadam za rolą sędziego, ale to moje prywatne odczucia.
    Jasne, że są momenty kiedy chciałoby się prohibicji, ale ona się nie sprawdziła zatem w przypadku braku narzędzia co? Czasem ból życia nie daje się dźwignąć, czasem tęsknota pomiesza szańce i my jako kamienie lecimy oddając to co najcenniejsze. Czasem zwyczajnie zespół różnych naszych głosów wewnętrznych zawodzi i rodzi jeszcze większe cierpienie, żałobę, przepaść. I czas i powietrze rozgrzane słońcem i wieloryb ukryty na głębinach istnieje samotnie męcząc się tego osamotnienia ciężarem i nadmiarem łez w kieliszku.

  5. Dżo-ann już nie przesadzajmy z tym nadużywaniem wszystko dla ludzi, a od czasu do czasu trzeba krążenie poprawić. Problem jest wtedy , kiedy człowiek dąży do samo destrukcji i zamiast starać się rozwiązać problemy zalewa je alkoholem. Z drugiej strony jest rodzina tego człowieka, która nie stara się wpłynąć na jego postępowanie, bo im pasuje, że przynosi kasę i nie zawraca głowy. Liczy się prestiż a problemy zamiata się pod dywan. Co do artystów, poetów, hydraulików i biznesmenów- oczywiście natura dała im różnego typu talenty, niestety bardzo często skąpi odpowiedzialności, zaradności życiowej dając w zamian koncentrację na własnym ja. Wtedy przestają się liczyć wszyscy wokół,  więc nie ma co się dziwić, że zostają samotni, niezrozumiani ……

  6. Coś od siebie. Byłam dziś na koncercie barokowym, kameralnym. Kurcze, więc to tak wygląda klawesyn ;) Jako mieszkanka świata epoki NRD i RFN powiem, że wcześniej nie wiedziałam. Przyznaję się do bicia :) 2 szklanice winka Chateaux Barocco (na legalu). Nie nadużywałam wcześniej. Tak, egoistycznie lękam się o moje szare gleje i białe komórki, a jednak się trufluję :D Żumapelżan jak powiedziałby Niunik.
    W pocie czoła wykuwamy się z formy życia, tacy malutcy, tacy krusi i wciąż na Titanicu. Petite enfants. Wszyscy.

  7. Szumi alkohol i wieczność…
    Mruczą: „Zalał się gość…”
    A ja: „Zgódźcie na Drogę Mleczną
    taksówkę… Ja już mam dość…”

    — Władysław Broniewski
    Bar „Pod Zdechłym Psem”

    Wielu artystów, wielu poetów, wielu hydraulików i wielu biznesmenów czy prezesów miało, ma i będzie mieć /no chyba, że sen się spełni:)/ problem z alkoholem czy innymi używkami. Cytowany przeze mnie Broniewski, cytowany przez pana Macieja w jednej z książek Stachura wraz z kumplem Milczewskim-Bruno nadużywali. Czy oceniamy ich przez pryzman wypitego alkoholu? Nie, czytamy ich wiersze i widzimy głębię, przemyślenia, ich własne spojrzenie na życie, na sytuacje, które ich w życiu spotkały.
    Współpodróżnicy mają problem z alkoholem, mają też prawdopodobnie swoje własne problemy, których nie potrafią rozwiązać inaczej jak poprzez zalanie się. Urlop traktują jak ucieczkę, chwilę zapomnienia od pewnie trudnej codzienności, pewnie samotności.

    Panie Macieju, może taka podróż przyniesie nie tylko wrażenia estetyczne, poznanie innej kultury, ale też uświadomi Panu istnienie nie tylko kolegów i koleżanek psychologów czy coachów,czy też Pana coachee, ale ludzi z innych środowisk, żyjących na codzień swoim /patrz cudzym np. korporacji życiem/. Oni nie znają pojęcia coaching, zmiana, Tao, droga. Oni nie czytają Pana książek, ani Pana bloga. Dla nich „tu i teraz” to wypicie szklaneczki whysky w czasie urlopu i wieczorami, zrobienie kolejnego raportu, wykonanie planu, targetu i czegoś tam jeszcze w czasie pracy. Może Tao, droga specjalnie zaprowadziło Pana tam, do tej grupy? Może?

  8. Nasuwa mi sie pewien prawie cytat:”Głupie patafiany, co się tak w podróży upijają.”

  9. Walka Dobrych ze złymi…Niezły horror mógłby z tego powstać

  10. Coś czuję w kosteczkach, że Polacy jako pierwsi zepsuliby seledynowe kioski i części na złom wywieźli:) Poza tym rozpiliby przybyszów, zastosowali genetycznie zakodowaną wiedzę z zakresu partyzantki i wylądowali na zasiłkach na obcej planecie:) Staram się wierzyć w ludzi ale jakoś z rodakami mi nie wychodzi ;) Poczytajcie o Wędrowyczu egzorcyście – obcy nie mają szans :)

  11. „Nie wolno zabijać, kraść i kłamać, ani wykorzystywać innych istot wbrew ich woli” – pachnie mi tu Inkami Panie Macieju:) Miłego obcowania na wyspach Uros i byc moze Takila…

  12. Co robią Polacy by się poznać na wycieczkach, imprezach integracyjnych? Piją.
    Dobrze, że nie odczytał Pan swojej misji, powołania. Nudno by było.
    Nie podoba mi się ta utopijna wizja. Ja wierzę w ludzi. Wierzę w to, że człowiek jest z natury dobry. Damy sobie radę.
    Mnie zainteresował wątek dotyczący pieniędzy. Siedzialem sobie ostatnio w barze fast food. Przysłuchiwałem się rozmowie moich znajomych, oceniali oni ludzi ze względu na pieniądze, na co mogą wydać a na co nie. I tak sobie pomyślałem. A gdyby pieniądze by nie istniały? 90 % dzisiejszych synonimów związanych z pieniędzmi to… negatywne określenia. To moje zdanie. Gdyby nie było pieniędzy, oszczędzilibyśmy sobie całego tego kryzysu, psujących się relacji itp. Ach tak… Utopijna wizja.
    Chyba bym jednak skusił się wejśc do seledynowego kiosku. Chociaż na chwilę z ciekawości, otwierając sie na nowe doznania.
    Warto śnić, mnie ostatnio męczą koszmary….

  13. Dla mnie to piękna wizja, niechby nawet za sprawą obcej cywilizacji. A gdzie te seledynowe kioski? Szukam, zawartych w nich informacji, w sobie. Mam nadzieję, że nie błądzę. Życzę, Ci Macieju zdrowia i sił na spotkania w innej kulturze i w innym (cieplejszym!) klimacie.

  14. Eh, a mi się dziś śniło, że zaprosił Pan nas (grupkę osób wraz ze mną) do siebie na własnej produkcji czerwone wino. Było _wyśmienite_ :))

  15. Jak to by napisała Pani Szymborska (w kontekście co prawda innego kontekstu)—„to był dobry sen, bo się budzimy z niego”…
    My ludzie, prędzej, czy póżniej, dalibyśmy sobie radę z tymi seledynowymi dziwakami.

Komentarze są wyłączone.