sen

Sen – koan

Strażnik nudził się. Nudził się strasznie. W dodatku dzień był upalny i hełm a także pancerz oraz opończa nagrzewały się straszniej od straszliwego znudzenia, w które popadł.

Cień w bramie południowej był marny a w zasadzie prawie go nie było, gdyż brama, jak sama nazwa wskazywała, ustawiona była od strony południowej a było właśnie niemal południe. Co gorsza było prawie południe, prawie sprawiało ogromną różnicę, gdyż promienie słoneczne padały wciąż jeszcze z ukosa zanim słońce dotrze do zenitu dając nieco cienia w bramie południowej. Skwar był niemożliwy. Ani skrawka cienia. Pancerz parzył.

Ludzie zmęczeni dniem targowym i rzecz jasna upałem nieśpiesznie opuszczali mury miejskie. Noc również zapowiadała się upalnie. To dobrze, gdyż wielu kmieci, wieśniaków a nawet biedniejszych kupców po prostu zaśnie w jakimś zagajniku ledwie okrywszy się derką. To źle, gdyż bandyci i złodzieje, dzień przespawszy w jakiejś jaskini ochoczo ruszą na rozbój ożywieni wieczornym chłodem nie zanadto jednak chłodnym, gdyż wciąż mile ciepłym. Łatwiej wtedy łupić zmęczonych dniem prostaczków.

Wtem do strażnika zbliżyła się niewiasta o wyglądzie zwykłej wiejskiej dziewczyny co zaledwie z podzamcza przyszła sprzedać trochę nalewki z lubczyku lub inny domowy wywar na zgagę lub na podagrę. Ot, zielarka lub córka rybaka. Było w niej jednak coś niepokojącego a zarazem intrygującego i nie był to wygląd, raczej aura, a może atmosfera, coś, czego strażnik nie potrafił nazwać.

– Widzę, że jesteś bardzo spragniony a jeszcze wiele godzin straży przed tobą powiedziała. – Mogę sprawić, że doznasz ulgi i orzeźwienia. Czym mi zapłacisz?

Normalnie, gdyby nie upał i znudzenie strażnik pogoniłby dziewuchę albo postraszył tak, że z lęku zgodziłaby się ulżyć jego chuci, w ciasnym przedsionku wieży, ale nie tym razem. Tym razem uległ i zdziwił się słysząc własny głos:

– Zapłacę ci, ile zechcesz, tylko daj mi coś orzeźwiającego. Nie mam jednak talarów ani złamanego grosza, gdyż jeszcze nie dostałem żołdu. Czego żądasz?

– Niedużo, niedrogo, w zasadzie prawie nic. – Dziewczyna uśmiechnęła się i wyjęła z wiklinowego kosza dzban, w którym napój mienił się jak srebro i pachniał jak najpiękniejsze kwiaty. – Oddaj mi swoje sny – powiedziała podsuwając dzban pod nos strażnika.

Strażnik zgodził się bez wahania, rad, że zapłacił tak niską cenę i wypił zawartość dzbana duszkiem.

Odtąd budzi się właśnie w tej chwili oblany zimnym potem przerażenia. Uczucie nudy i gorąca mija w jednej chwili a potem z ulgą zasypia, lecz śni o upalnym dniu, żarze z nieba, rozgrzanym hełmie, pancerzu i nudzie, straszliwej nudzie w skwarny dzień. Słyszy głos dziewczyny o niepokojącym wyglądzie, jakby ją znał i nie znał jednocześnie. Słyszy jej promienny głos: – Widzę, że jesteś bardzo spragniony a jeszcze wiele godzin straży przed tobą, mogę sprawić, że doznasz ulgi i orzeźwienia. Czym mi zapłacisz?

Wypija zawartość dzbana duszkiem i budzi się właśnie w tej chwili oblany zimnym potem przerażenia. Uczucie nudy i gorąca mija w jednej chwili a potem z ulgą zasypia, lecz śni o upalnym dniu, żarze z nieba, rozgrzanym hełmie, pancerzu i nudzie, straszliwej nudzie w skwarny dzień.

_____________________________

inne koany

____________________________

zapraszamy na nasze warsztaty i szkolenia

Udostępnij:

Maciej Bennewicz

Założyciel i pomysłodawca Instytutu Kognitywistyki. Twórca podejścia kognitywnego m.in w mentoringu, tutoringu, coachingu oraz Psychologii Doświadczeń Subiektywnych. Artysta, pisarz, socjolog, wykładowca, terapeuta, superwizor.