Sen musi się wyśnić…

trans
trans

– Czy to ten moment, kiedy całe moje życie przesuwa mi się przed oczami?


– NIE, TEN MOMENT BYŁ PRZED CHWILĄ.


– Kiedy?


– TO MOMENT – rzekł Śmierć – POMIĘDZY PAŃSKIMI NARODZINAMI A PAŃSKIM ZGONEM.

 

Tak pisze Terry Pratchett w powieści Prawda. Kiedyś jeden z moich klientów coachingu, pisałem już o tym, powiedział mi, że rok z życia jego sześcioletniej córeczki to 1/6 życia, w jego przypadku była to 1/42. Czas przyspiesza, to nie żarty. Nie dawno miałem urodziny a kilka dni później zmarł mój ojciec. Bardzo długo potrafimy traktować życie jako nieustający, odnawialny kredyt. Mamy poczucie, że jutro coś naprawimy, że pojutrze załatwimy niezałatwione sprawy, że być może jeszcze kiedyś, że za jakiś czas, że los się odmieni, że telefon zadzwoni, że ktoś nam złoży propozycję, że coś wyjaśnimy, polepszymy, zrozumiemy, kogoś przeprosimy, komuś podziękujemy… Tymczasem Śmierć z powieści Pratchetta taką nam daję naukę: ABY DOŚWIADCZYĆ SZCZĘŚLIWEJ ODMIANY LOSU W OSTATNIEJ CHWILI, TRZEBA SWÓJ LOS DOPROWADZIĆ DO OSTATNIEJ CHWILI.

No cóż, jest w tym również odkrycie Arnolda Mindella, która twierdzi, że śnimy na jawie, że nasze codzienne funkcjonowanie to nic innego jak trans, nieustające powtarzanie wzorców, stereotypów, automatyzmów. Brak tu racjonalności, chociaż żyjemy w kulcie racjonalizmu, nasza percepcja nie dostrzega nawet ułamka faktów, wydarzeń, realiów. Nieustannie hipnotyzowani przez wpojone dawno temu wzorce, wciąż popełniamy te same błędy. Sen musi się wyśnić do końca, powie Mindell, historia musi się domknąć, wzorce muszą doprowadzić nas do absurdu, finału, jak finał filmu lub książki. To jedno z ograniczeń naszego umysłu, które sprawia, że trwamy w nieszczęśliwych relacjach, w niewygodnych biurach, toksycznych związkach, depresyjnych nastrojach i własnych pułapkach…narcyzmu, hedonizmu, braku wiary w siebie, w ocenianiu i obwinianiu. Ilość niedokończonych spraw, niewyśnionych snów do końca, to współczynnik naszego zahipnotyzowania, jeden z powodów, który sprawia, że ludzie szczęśliwi stają się szczęśliwsi, a ci smutni jeszcze bardziej smutni, bogaci bogatsi, biedni stają się bardziej bezradni. Dopóki nie zmienią swoich snów, swoich narracji na temat świata i siebie, nie zmienią jakości życia.

Jest taki film, Sidneya Lumeta z 2007 Nim diabeł dowie się, że nie żyjesz. Lumet miał 83 lata, gdy go kręcił. Grają tam miedzy innymi znakomici Ethan Howke, Philip Seymour Hoffman i Albert Finney. Ludzie spętani własną głupotą i pazernością. Najpierw defraudują pieniądze. Ten grzech wymaga tylko niewielkiego odkupienia, można go łatwo naprawić, ale sen musi się wyśnić do końca. Bracia, grani przez Hoffmana i Howke’a brną dalej, każda z ich kolejnych decyzji pogarsza sytuację, każdy wybór sprawia, że brną w konsekwencje, z których nie ma dobrego wyjścia, pojawia się zbrodnia, jeszcze gorsza zbrodnia, brak odwrotu. Możesz być pół godziny w niebie zanim diabeł dowie, że nie żyjesz. To przesłanie dla głupców, którzy marnują swoje życie, którym wydaje się, że drogą na skróty mogą poprawić swój los. Ich sny, transy, hipnozy, wzorce pełne są uproszczeń, ograniczeń. Ich koszmarne sny także muszą się wyśnić do końca. W radio pojawia się reklama społeczna dotycząca zbyt szybkiej jazdy i jej skutków. Sekunda, zbyt szybko, sekunda, zbyt nieuważnie, życie spełnia się w sekundach. Kierowca popisuje się  przed innymi nieznanymi kierowcami, ryzykuje wszystkim, pewien swoich umiejętności. Kamień na drodze weryfikuje jego kwalifikacje. Tymczasem kiedy w drodze na groby bliskich dociskamy gazu, nie przychodzi nam do głowy nieodwracalność, nieodwołalność, życie spełnia się w sekundach. Paradoks tych, którzy umrą żeby odwiedzić umarłych.

Pratchett, pisze oskarżycielsko, choć przecież jego zabawny, prześmiewczy ton sprawia, że nie bierzemy jego spostrzeżeń całkiem serio, ot literatura fantastyczna: Wy, ludzie, tak wspaniale potraficie ignorować rzeczywistość. Jesteście prawie ślepi i prawie głusi. Patrzycie na drzewo i widzicie… tylko drzewo, roślinę. Nie dostrzegacie jego historii, nie czujecie, jak płyną w nim soki, nie słyszycie wszystkich owadów, które żyją w pniu, nie znacie chemii jego liści, nie widzicie tysięcy odcieni zieleni, delikatnych ruchów zwracania się ku słońcu, prawie niedostrzegalnego rośnięcia…

Odwróć głowę, zauważ. Jeśli to, w co wierzysz, twoje opowieści o sobie sprawiają, że nie czujesz się tak jak chciałabyś się czuć, spójrz w inną stronę, zakończ sen, zamknij starą opowieść o sobie. Zacznij nową w nowy sposób. Jak? Zacznij od prostych nawyków. Zdejmij nogę z pedału gazu, odstaw szklankę z alkoholem, zakończ wszystkie rozpoczęte sprawy, wyrzuć zbyteczne graty, śmieci, wyjdź z czterech ścian. Jeśli tego nie zrobisz, zrobią to inni, pościelą ci podłóg swego pomysłu, nawet jeśli będą ci życzliwi, zrobią to po swojemu.

Sen musi się wyśnić…
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

12 komentarzy

  1. Macieju ,wyrazy wspolczucia z powodu smierci ojca….domyslalam sie z wczesniejszych wpisow, ale dzis przeczytalam doslownie.

  2. cudze sny dzis juz nie leza w moim interesie.

    najzyczliwsi czuja sie najbardziej urazeni , gdy chcieli pomoc w swoj ,najlepszy DLA NICH sposob……..
    dwa dni temu odbylam taka rozmowe,w ktorej uslyszalam ,ze zawsze jestem na „nie” wobec cudzych koncepcji niesienia mi pomocy….jakby inni wiedzieli lepiej ,co jest dla mnie najlepsze………
    nie chce isc cudzymi drogami, gdy nie prowadza do moich celow …..
    ktos zarzucil mi brak zaufania
    ktos brak rozsadku, bezkompromisowosc,brak wdziecznosci….

    ale dlaczego mam jechac do Gdanska przez Kielce????
    czy w tym pokreconym swiecie nie ma prostych drog?
    przeciez kompas pokazuje polnoc.

    brne wiec samotnie pod gorke na polnoc,
    boje sie ,ze jadac z innymi ,strace swoj cel z oczu.

    ze roztrwonie czas i sily na czyjes inetersy
    wlasnie z tego snu sie obudzilam.

  3. od poczecia ,od narodzin -po smierc
    etap ,odcinek,czas na dzialania….tu na ziemi
    cialo-wspanialy instrument wypozyczony na pobyt na ziemi,
    umysl-narzad ,dzieki ktoremu mozna realizowac plany ,marzenia ,tesknoty duszy

    dusza-bogactwo doswiadczen, przekraczajaca czas i wcielenia, kompas na bezdrozach naszych dzialan i wyborow

    intuicja, glos duszy

    dlaczego ja ?dlaczego tu?dlaczego w tej rodzinie?dlaczego pod gore?dlaczego z gory?dlaczego drzewo,dlaczego lisc?dlaczego krew?dlaczego wiatr?
    ja.
    z jednej nieogarnionej nieskonczonosci zmaterilizowana, pozornie oddzielona istota? komorka?
    tysiace nitek splecione w jeden indywidualny,niepowtarzalny wzor, ktorego najbardziej materialna powloka jest cialo…..

    ja we wlasciwym miejscu i czasie

    tak wlasnie mialo byc

    na krotki czas,na chwile,na kontynuacje, na tkanie materii i swiatla……
    az zapuka smierc i powie…juz czas
    zanim zgasi swiece, spojrzy na utakny dywan zycia
    nie wazne ,jka dlugo trwala moja praca

    nie chce wiec,by zastala mnie spiaca przy pustych krosnach……….
    ;))))))))))))

  4. Aby odciąć się od tego co było i zacząć od nowa, trzeba czasu. Nie cenimy czasu, czas przecieka przez palce, czas leczy rany , czas najlepszym lekarzem , myślę że sen jest jego asystentem….

  5. Powoływanie się na Pratchetta jest dość ryzykowne. Pamietać trzeba, że Dysk kieruje się swoimi prawami i normami. W „Czarodzielstwie” padają inne słowa Śmierci:
    „- Dzieci to nasza nadzieja na przyszłość.
    NIE MA NADZIEI NA PRZYSZŁOŚĆ, oświadczył Śmierć.
    – Więc co nas tam czeka?
    JA. ”
    Teoretyczni zatem sugeruje, że mógłby być punkiem z koszulką z napisem NO FUTURE.
    Radzi Pan, nawiązując do autora Swiata Dysku, żeby spojrzeć ” w inną stronę, zakończ sen, zamknij starą opowieść o sobie. Zacznij nową w nowy sposób.”
    Przypominam tylko, że przytacza Pan słowa Terrego: „widzicie… tylko drzewo, roślinę. Nie dostrzegacie jego historii”
    Wiem, że proces coachingowy nastawiony jest na przyszłość i w pewnym stopniu obligatoryjne jest takie twierdzenie.
    Nie sposób jednak odciąć się od tego co było bo nawet smutek, koszmar i zło mogą być podwaliną czegoś nowego i pięknego.
    Sen musi się wyśnić ale nie możemy o nim zapomnieć…nawet chcąc zmienić go w inny-piękniejszy . Ale czy lepszy?
    Może to dopiero początek polemiki z niektórymi poglądami , o których czytam i , z którymi trudno mi się zgodzić. Jestem na początku drogi zgłębiania „tajników” coachingu i ciągle nie wiem czy to moda, trend czy CZARODZIELSTWO.
    pozdrawiam serdecznie

  6. Nasuwa mi się Steve Jobs: Gdyby dzisiaj był ostatni dzień mojego życia, czy chciałbym robić to, co mam robić?

    Spraw aby Twoje życie stało się bogatsze !

  7. A mnie choroba nauczyła, że ważne jest WSZYSTKO, co się dzieje: dotyk wiatru, spadający z drzewa liść…. Zapamiętać, zapamiętać, zapamiętać. Po co? Nie wiem. Wiem tylko, że życie MARTY jest jedne jedyne i nie powtórzy się więcej. Dlatego ważne też jest, żeby MARTA była MARTĄ, a nie Polakiem:). Być może Świadomość wcieli się znów, być może – nie. Tego Marta nie wie (nie pamięta?). Bez względu, czy Świadomość wcieli się znów, czy nie (wolałabym opcję, że – tak:)) – ważne, aby Marta była Martą i realizowała w życiu SIEBIE – w całej swej okazałości, by realizowała świadomie SWÓJ program na życie:)

  8. ” Smierc stal samotny, obserwujac taniec klosow w lekkiej bryzie.Oczywiscie, to tylko metafora. Ludzie sa czyms wiecej niz klosami. Pedza przez te swoje ciasne, zatloczone zywoty, napedzani, doslownie mechanizmami zegarowymi, od brzegu do brzegu wypelniaja swoje dni samym wysilkiem zycia. I kazde zycie trwa tyle samo. Nawet bardzo dlugie i bardzo krotkie. W kazdym razie z punktu widzenia wiecznosci”/T.Pratchett/
    Ze mna kiedys bylo podobnie , pedzac , a wczasach studenckich bylo to szybkie tempo ( studia , wlasna firma )nie zdazylam ojcu powiedziec jak bardzo go cenie i kocham , jaki jest wazny dla mnie ….i odszedl gdy mialam 22 lata ….i zostaly nie wypowiedziane slowa , mysli ….Pamietajac o tym nie zostawiam dobrych mysli dla siebie tylko , mowie otwarcie jak mi sie cos lub jakies zachowanie podoba , co zreszta wzbudza czasami zdziwienie otoczenia . No bo jak to ? Nie narzeka , mowi cos milego – to co sie za tym kryje ? O co chodzi ? Co z tego ma ? Nie zwracam na to uwagi , jestem jaka jestem i kolekcjonuje ( czytaj bardzo sobie szanuje ) kontakty znajomosci z takimi ludzmi „ktorzy zostawiaja slad w naszym zyciu nawet jesli zaistnieja w nim tylko przez chwile, a kiedy ta chwila mija juz nie jestesmy tacy sami. Czas nie gra tu roli, ale niektore momenty sa wazne juz zawsze”/F.Bork/
    Drugi przystanek – ostrzezenie przed szalenczym , niepotrzebnym pedem pracoholika zaaplikowal mi moj organizm i znalazlam sie w szpitalu pierwszy raz w zyciu ( nie liczac porodow) I zwolnilam tempo zycia wlacznie z jazda samochodem i zaczelam cwiczyc uwaznosc w sobie , wokol siebie, smakowac zycie bardziej niz dotychczas.
    ” Uwaznosc jest sciezka niesmiertelnosci
    Niedbalstwo jest sciezka do smierci
    Czujni nigdy nie umieraja
    Podczas gdy niedbali sa martwi juz za zycia
    Medrcy ktorzy to rozumieja
    Rozwinawszy w sobie wielka uwaznosc
    Raduja sie uwaznoscia
    I uwazaja na kazdy krok na sciezce
    / Budda/
    Do medrcow sie nie zaliczam ale wiem ze jestem na swojej sciezce, kolekcjonuje obrazy wokol , ciesze sie z waznych dla mnie kontaktow , staram sie uwaznie przezywac kazdy dzien majac swiadomosc ze ” zycie nigdy sie nie zatrzymuje” pamietajac o wlasnej smierci ktora predzej czy pozniej nastapi pracuje nad swoim archetypem cieniem zwanym, i nie rzecz w tym aby go zniszczyc i pokonac ale zrozumiec a przez to zrozumiec bardziej siebie i swoje zachowania i emocje aby przezyc swoj sen , swoje zycie w imie zycia jak ” Ged ktory ani nie zostal pokonany, ani nie zwyciezyl, lecz nazywajac cien swojej smierci swoim imieniem, uczynil siebie caloscia, czlowiekiem , kims, kto znajac swoje cale prawdziwe ja, nie moze zostac wykorzystany ani zawladniety przez zadna inna moc poza samym soba i kto przezywa dzieki temu swoje zycie w imie zycia, a nigdy w sluzbie zniszczenia, cierpienia , nienawisci luib ciemnosci” /U.K.Le Guin/
    I pomaga mi w tym kurs coacha biznesu w N.B. tym samym podziekowania dla Macka, Beaty , Kaliny, Juliana i mojego supervizora – Lidki :-) oraz tej czesci zespolu ktora powoduje ze czas spedzony na Kremowej jest znaczacy w moim zyciu :-)

  9. Kłopot z życiem po­lega na tym, że nie ma okaz­ji go przećwiczyć i od ra­zu ro­bi się to na poważnie.

    Cytat: Terry Pratchett 24.02.2010

  10. Ależ oczywiście, że możemy się kręcić w błędnym kołowrotku swoich nawyków przyzwyczajeń i niedbalstwa. Możemy także podjąć próbę zobaczenia czegoś więcej niż koniec własnego nosa i migające tuż przed nim szczebelki. Taka praca nie jest wcale łatwa, ale czyż nie warta wysiłku? Powtarzając za H.D. Thoreau „Nic nie napawa otuchą bardziej, niż nie kwestionowana zdolność człowieka do świadomych wysiłków wznoszących jego życie.”. Pytanie jednak pozostanie jedno: jak? Wśród powodzi wszelkich książek, filmów, badań, informacji każdy może się zagubić. Zwłaszcza, że nikt nas tego nie uczy, ale warto poszukać, próbować, znaleźć dla siebie Czas. Jednak jest jeden podstawowy warunek – Chęć, nie przymus, nie moda, ale po prostu Chęć. Wszak, jak napisał Pratchett – mistrz rzucania pereł między wieprze – „Najtrudniej zmusić zaklęcie do działania we własnej głowie.”, a potem już będzie tylko coraz piękniej, uważniej i świadomiej.

  11. Sen. Mój sen to obudzić się w kraju, w którym tak, jak zapiekle, zajadle i twardo walczy się o zarodki, walczy się o nienaruszalność cielesną dziecka. Kiedy czytam i słyszę wypowiedzi abp. Michalika czy Dydka myślę to nie jest mój kraj, to nie jest moje miejsce, mam mocne chwile zwątpienia co, do swojej tożsamości Polki.
    Jakoś wstyd powiedzieć tutaj wierzę, a każdy kto choć raz przez coś cholernie ciężkiego przeszedł i wyszedł z tego zwycięsko, wie intuicyjnie o co mi chodzi. Tak kiedy usiądzie uczony i metafizyk do polemiki metafizyk zawsze przegra, bo tylko nauka operuje argumentami. Metafizyka zakłada coś ponadto, czego nie da się do końca ubrać w język rozumu. Naukowiec nie potraktuje poważnie innego typu doświadczenia, więc choćby i metafizyka wsparł mistyk to zostaną ośmieszeni oboje.

    Sny, mary, trans, ułuda, złudzenia, koszmary, majaki, omamy i urojenia, senne bezdechy, małe śmierci, marzenia senne w których czujemy bliskość naszych zmarłych krewnych. Czy te fragmenty naszej rzeczywistości nie odsłaniają nam kolejnej nagiej prawdy o sobie?

  12. Najpierw medytuję nad tym cennym ludzkim ciałem, tak trudnym do zdobycia i łatwym do stracenia – niech to nabierze znaczenia. To jedno z 4 podstawowych rozmyślań.

    Nagardżuna powiada, iż istnieje tak wiele przyczyn śmierci, a tak mało czynników podtrzymujących życie, że jeśli po wydechu uda się nam ponownie zaczerpnąć powietrza, powinniśmy naprawdę uznać to za cud.
    Gdy zastanowimy się nad tymi słowami, zrozumiemy, jak są prawdziwe – tak niewiele rzeczy służy podtrzymaniu naszego życia, a w dodatku jesteśmy od nich całkowice uzależnieni. Musimy jeść: jeśli zabraknie nam jedzenia, to po pewnym czasie umrzemy z głodu. Znacznie krócej wytrzymamy bez picia. Musimy oddychać, co kilka lub kilkanaście sekund wymienić porcje powietrza w płucach. Wystarczy kilka minut bez tlenu i umieramy. Tak wiele jest rzeczy, które mogą spowodować śmierć: można czegoś spaść, uderzyć się, zatruć, zakrztusić, można umrzeć ze śmiechu lub zdenerwowania.

    Wielu z nas sądzi, że posiadanie tego, co nazywa się cennym ludzkim ciałem jest czymś zupełnie naturalnym. Zachowujemy się tak, jakby oczywiste było, że niezależnie od tego co będziemy teraz robić, w przyszłym życiu uzyskamy kolejne takie odrodzenie. Lgniemy więc do przyjemności tego życia, w błędnym przekonaniu, że mamy przed sobą następne pomyślne wcielenia, w których będziemy mogli się wziąć się poważnie za czynienie dobra. Nic bardziej lekkomyślnego. Osiągnięcie cennego ludzkiego ciała jest niesłychanie żadkie.
    Szantidewa używa bardzo obrazowego porównania – Wyobraźmy sobie, że istnieje jednooki, prawie ślepy żółw morski, który żyje na dnie oceanu i tylko raz na sto lat wynurza na chwilę głowę, żeby zaczerpnąć powietrza. Wyobraźmy też sobie, że po powierzchni oceanu dryfuje drewniana obręcz. Prawdopodobieństwo, że ów żółw – wynurzając się raz na sto lat trafi głową w tę obręcz, jest większe od prawdopodobieństwa odrodzenia się w cennym ludzkim ciele. Pomyślmy o tym!
    Zwykle nie uświadamiamy sobie, jak bardzo wyjątkowe jest to, co teraz mamy, tracimy cenny czas na rozpraszające działania i małostkowe sprawy, goniąc za nieważnymi rzeczami, za sławą, dobrym towarzystwem, bogactwem itp. Naprawdę potrzebujemy wreszcie docenić tę wyjątkową szansę, jaką jest posiadanie cennego ludzkiego ciała.
    Rozważmy również i to, jak łatwo tę szansę możemy zmarnować. Potrzebujemy być świadomi że to życie należy wykorzystać właśnie teraz, ponieważ nie wiemy, kiedy umrzemy, nie wiemy jak wiele czasu nam pozostało.
    Gdy jesteśmy młodzi, dni, miesiące i lata wydają się bardzo długie. W miarę jak się starzejemy, dni, miesiące, lata upływają coraz szybciej i wydają się krótsze. Zaczynamy sobie zdawać sprawę z tego, jak bardzo czas przelatuje nam między palcami. Dopiero co byliśmy nastolatkami i ani się obejrzeliśmy, a mamy już trzydzieści, czterdzieści, pięćdziesiąt i więcej lat. W bardzo podeszłym wieku – jeśli wszscy dożyjemy zdrowej i późnej starości – nie jesteśmy w stanie wykonywać wielu czynności, trudniej też nam się uczyć.
    Bardzo łatwo stracić tę niezwykłą szansę, jaką daje nam cenne ludzkie życie, marnując je na jałowe działania.
    To po pierwsze …. a po drugie medytuję nad ….

Komentarze są wyłączone.