Shadows of darkness :)

usunięcie doświadczeń, ukryty lęk, cień w piwnicy
usunięcie doświadczeń, ukryty lęk, cień w piwnicy

Oficjalna literatura psychologiczna podaje, że wyparcie to usunięcie ze świadomości doświadczeń, myśli, uczuć, wspomnień, impulsów, fantazji, pragnień, śladów emocji, a nawet skojarzeń, które przywołują bolesne doświadczenia, stany psychofizyczne reprezentujące konflikty lub będące ich wyrazem, które zagrażają spójności osobowości danej jednostki ustalonej na danym poziomie. Ów poziom z resztą – może być niezadowalający, beznadziejny, dysfunkcjonalny, w efekcie konfilktogenny. Doraźnie jednak bardziej liczy się złudne uczucie spójności niż długookresowa jakość życia.

Lucian Freud, swego czasu szokował, irytował, inspirował...
Lucian Freud, swego czasu szokował, irytował, inspirował...

.

Stan psychofizyczny może być nawet względnie kiepski. Ważniejsza stanie się równowaga i utrzymanie starych wzorców niż eksperymentowanie, ryzykowne i niedozwolone zaspakajanie zakazanych pragnień – i w efekcie poczucie winy. Działa zakaz i jednocześnie chęć. Chęć jest słabsza od zakazu. Gdy na przykład konflikt wartości prowokuje pytania o grzech, uczciwość, moralność, wówczas może pojawić się silne poczucie winy, doznanie bólu, lub frustracja potrzeby. Wtedy też cicho i sprawnie uruchomi się wyparcie. Syndrom stresu pourazowego, czyli stan po bardzo silnym, negatywnym przeżyciu, często skutkuje amnezją – całkowitym zapomnieniem wydarzeń. Już samo pragnienie, jego źródło a nawet rekcje na bodźce mogą być najpierw stłumione, a potem całkowicie wyparte.  Wyparcie zachodzi wtedy, gdy zaspokojenie pragnienia i spodziewana przyjemność będzie w silnym konflikcie z innym stanem [np. wartością]. Wówczas efektem takiego konfliktu będzie cierpienie, napięcie, a nawet choroba.  Nie ma sposobu na wyparcie raz na zawsze. Trzeba wypierać nieustannie. Silna pokusa + silniejsze od pokusy wartości przeciwne pokusie = silne wyparcie.

a może Zbigniew Libera?
a może Zbigniew Libera?

Tabu natomiast to zarówno „zmowa milczenia” jak i kulturowy zakaz, najczęściej uzasadniany religijnie, rytualnie – jako element stabilizujący życie społeczne. Nierzadko wokół tabu organizuje się duża cześć energii społecznej. Kapłani, szamani, świątynni strażnicy, lecz także wojsko i policja a szerzej politycy lub po prostu przywódcy to nierzadko strażnicy tabu. „Straż graniczna” pilnująca cienkiej linii pomiędzy „dozwolonym” i „zakazanym”. Funkcje tabu to dbanie o interesy biologiczne społeczności, a stopniowo również ekonomiczne grupy, klasy, struktury rządzącej. Zakaz kazirodztwa, pedofilii, stasowania przemocy wobec pewnych grup ludzi, jedzenia pewnych pokarmów, stosunku do zwierząt, a wreszcie nabywania dóbr, własności itd. Tabu ma być zamkniętym obszarem, którego naruszenie grozi poważnymi sankcjami, nawet z wykluczeniem ze społeczności włącznie. Wiemy, ale milczymy. Tabu wymusza oportunizm albo rodzi poczucie słuszności zakazu. Zazwyczaj jednak zostaje ujawnione, choć wówczas przestaje pełnić funkcje tabu. Na tym polega między innymi praca archeologów, którzy naruszają przestrzeń cmentarza, świątyni, ludzkiego ciała – kopią nierzadko nawet nie zdając sobie sprawy, że dokonują naruszenia świętej przestrzeni. Twórcy tabu najczęściej od dawna nie żyją. Tabu to jak dla Einsteina mechanika kwantowa, dla Gatesa Google, dla Torquemady islam, dla generała Roberta Lee prezydent Obama, dla Rosji Stalin, dla Titanica góry lodowe. Wiemy, że istnieją, ale nas nie dotyczą. Złoszczą nas, irytują – są  fragmentami cienia. Kim lub czym jest cień? Na przykład nic tak bardzo nie uruchamia reakcji osób kontrsugestywnych, ze skłonnością do oceniania i wywyższania się – jak inne osoby kontrsugestywne. Kim lub czym jest cień? Arnold Mindell miał kiedyś powiedzieć, że cień to zapleśniała piwnica, w której straszy. Gdy krzykniesz w głąb – zawsze odezwie się echem.

William Joseph Simmons - założyciel Ku Klux Klan
William Joseph Simmons - założyciel Ku Klux Klan

Czy są politycy, którzy uzdrawiają demony zamknięte w tabu i leczą lud swój wierny z wyparcia? Czy 4 czerwca 1989 jest tabu w Polsce? Czy polityka pozwala, pomaga otwierać obszary zamknięte? Czy współczesna sztuka zajmuje się odsłanianiem tabu? Czy zajmuje się leczeniem traum lub odblokowywaniem społecznego wyparcia? Czy zajmuje się estetyką? Dlaczego znawcy sztuki twierdzą, że trzeba się znać na sztuce żeby się znać na sztuce? Może trzeba znać tabu? Czym powinna zajmować się sztuka?  Czy kogoś to w ogóle obchodzi oprócz tych, którzy twierdzą, ze znają się na sztuce? Jakie kryteria świadczą o znajomości sztuki? Czy tabu i nieświadomość to w ogóle domena polityki, sztuki, a może nauki? Czy trzeba mieć jakieś szczególne kwalifikacje żeby uprawiać politykę, akademicką naukę, albo żeby odbierać, uprawiać, rozumieć – współczesną sztukę?

generał Robert E. Lee - bohater czy antybohater...
generał Robert E. Lee - polityk? bohater? tabu?

.

Najbardziej jednak frapujący a czasem również niespodziewanie toksyczny jest trzeci obszar – to obszar niewiedzy, morza nieznane, oceany zakryte, świat po za paradygmatem. Mogę się jego spodziewać, czasem przeczuwać, ale nie wierzę w jego istnienie – powie racjonalista. To znaczy nie powie, nigdy by tak nie powiedział, może przez sekundę pomyśli o swoich wątpliwościach, a potem spokojnie dokona postracjonalizacji własnego niepokoju. Co to za obszar?

Shadows of darkness :)
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

11 komentarzy

  1. nie przeprasowuj ! upał jak diabli – wystarczy :)))

  2. Ewelino, sory za wpis z 5 maja, teraz czytam i nie rozumiem, co miałam na mysli pisząc, ze „cieniem” świata jest to, co wykracza poza materialny świat. Chyba miałam na mysli, coś innego, a „cień” sam się wcisnął i zdanie straciło jakikolwiek sens. Sory, przeprasowuję sobie głowę żelazkiem.

  3. „Co nie ma cienia, istnieć nie ma siły”—mówi poeta. Ego jest jak pestka w owocu ludzkiego żywota. Bez niego nie ma ludzkiego życia i z niego ludzkie życie się odradza. Dlatego sztuka bywa pocieszeniem w naszej twardej doli, w tym zyciu w cieniu ego. Sztuka to przecież wielka uważność w patrzeniu na świat, uważność na pograniczu kontemplacji tego i „tamtego” :) świata. Najczęściej artyści w swoim patrzeniu na swiat wykraczają poza granice percepcji tzw. człowieka kartezjańskiego, operującego zimnym skalpelem ograniczonego rozsądku. Wkraczają na tereny „spoza paradygmatu”. I ja osobiście myślę, że sztuka jest jedyna dziedziną, która w sposób pokojowy i łagodny potrafi te „morza nieznane” odkrywać. Znam taki wiersz chińskiego poety z XI wieku, który jest dla mnie kwintesencją takiego przyglądania się światu i „rozpoznawania” go:
    „Naokoło mnie wszystko rośnie.
    Zatrzymuję się i myślę.

    Żuraw stoi na jednej nodze
    pośród lilii wodnych. Pszczoła
    brzęcząc wchodzi w kwiat
    i wynurza się z kwiatu.

    Ociężały jestem od wina.
    Laską badam korzenie rzeczy.

    I za póżno przypominam sobie,

    jak bardzo malarze lubili
    schody, które prowadzą donikąd,”

    Lin Ho- Ching „Wiosna” w przekładzie Cz. Miłosza

  4. no właśnie – wydaje się często nam (nam=rasie ludzkiej), że jesteśmy naszym ego podczas gdy to ego to ten cień właściwie. choć dzisiaj w cieniu jest całkiem ok :)

  5. Ewelino,
    ludzie często teraz stawiają znak równości między światem rzeczywistym a materialnym. Wszystko to, co wykracza poza materię (nawet energia, o której przecież piszą już fizycy) jest „cieniem”, niestety „cieniem” świata „prawdziwego”. Ludzie, my, ogromnie wierzymy i czepiamy się swoich ciał, swoich emocji, i ogólnie mówiąc naszego ego, strach nas bierze przed światem „poza paradygmatem”, stąd spychamy go w cień i nie chcemy nawet słyszeć, że da się go odczuć.

  6. Z tego, co wiem, Grerr, cień w psychologii jungowskiej to –w skrócie mówiąc–nieprzepracowane „tematy” z życia, tematy głęboko nas dotykające, pozostające w piwnicy podświadomości i rzucające stamtąd cień na nasze świadome życie. Więc to,ze Cię wnerwiają niekompetentni raczej cieniem nie jest, tylko może własciwym ludziom dążeniem do sytuacji doskonałych, a więc wynikających z wiedzy, doświadczenia, harmonijnego współdziałania, co by świat był super. Osobiście pogodziłam się już z tym (a niełatwo było), ze świat nie jest idealny.
    Swiat poza paradygmatem. Co to za obszar?
    To obszar, czy przestrzeń, w którą wyprawiamy się z najmniejszą ilością danych. Jest taki wierszyk Staffa , pamiętam niedokładnie:
    Droga Mleczna
    Kto po niej przechodzi?
    To przechodzi ludzkie pojęcie”
    Ten wierszyk nieco może przybliża Nieznane, albo jeszcze Nieznane, bo skoro ludzkie pojęcie jednak się po tej drodze przechadza, byc moze ją zapozna nieco bliżej.
    Zawsze najbardziej interesował mnie świat” poza paradygmatem”, jak to nasz Autor pisze. Przez wiele lat myslałam, że jesteśmy w klatce, chociaż, gdy patrzyłam w niebo, doświadczałam takiej radosnej nadziei, że nie, klatka nie moze byc zwieńczona taką kopułą bez granic. Czy Nieznane wywołuje wojny? Wywołuje. Niektórzy chcą podzielić i zaanektować Nieznane. Mnie wyrzucili z religii (raz na zawsze) w liceum, kiedy nie zgodziłam się na Boga, który nie zbawia ateistów. „To niech spada na drzewo z takim miłosierdziem”–powiedziałam wtedy coś w tym rodzaju i rozpętała się afera, prawie kościół w mojej rodzinnej wiosze się zawalił z oburzenia. Dziś wiem, ze pana Boga, w którego nie wierzę, ograniczają ludzkie umysły. Mój umysł nie pojmuje Pana Boga w takim kształcie, jak chce kościół, ale z Jezusem już mi o wiele łatwiej bo jest mniej dosłowny.

  7. tak jak Grerr – „prosty inżynier śródlądowy” tak ja – ani psycholog ani filozof ( no może filozof troche tak – ale taki domorosły :)) tak sobie myślę ( upał sprzyja dywagacjom :)))

    Może jest tak, że tabu jest w każdej społeczności. Może kiedyś miało chronić „przed” z czasem wszyscy zapomnieli przed czym ale tabu zostało. Jest wówczas częścią edukacji, przekonań jakie otrzymujemy w spadku. Określa tym samym naszą przynależność do danej społeczności. Ale tabu nie ma żadnego połączenia z naszymi pragnieniami i potrzebami albo raczej jest pierwszym wrogiem?
    Może być tak, że człowiek żyje sobie pielęgnując i tabu i swoje pragnienia i nie wchodzi w konflikt (nie wiem czy tak jest bo tak sobie dywaguję teraz). Patrzę wokół i widzę, że rodzice, opiekunki itd. często najpierw wdrukowują dzieciom tabu a potem podporządkowują temu tabu pragnienia i potrzeby dziecka. Szczęśliwe dziecko, które „pasuje” do takiego rodzinnego czy klanowego tabu bo jeśli jego potrzeby są inne to ..well różnie bywa. Kiedy byłam mała w mojej zastępczej rodzinie było wiele tabu społecznie powszechnych i one pełniły raczej taką etykietkę z pochodzeniem, m.inn. liczy się ciężka praca dla społeczeństwa (tabu: łatwa kasa), nie zajmujemy się ciałem (tabu: sex, wygląd..) itd. ale to jakby było oficjalne.
    Ale pamiętam na przykład że gniew był takim klanowym tabu. Wówczas tego nawet nie zauważałam uznając brak gniewu u ludzi za stan ok. Latami wypierałam ten gniew w sobie otaczając się (nieświadomie) „ludźmi bez gniewu” i coraz częściej żyłam na tzw. wkurwie. Gniew jak każda energia w ciele musi gdzieś znaleźć ujście. Jeśli wypieram ją z umysłu to ładuję ją w ciało. Kilka lat temu dopiero sobie to uświadomiłam.

    Ale też widzę, że to wyparcie gniewu pozwoliło mi tak czysto fizycznie „przeżyć” pewne trudne doświadczenia. Więc jakby to wyparcie było elementem mojego systemu obronnego?
    Maciek pisze, że „trzeba wypierać nieustannie (…)”. Myślę sobie, że kiedy wyparcie ma nas chronić wtedy wystarczy jakby jednorazowe wyparcie. Kiedy jednak przestaje pełnić obronną funkcję to non stop się ujawnia jakby informując nas, że hello! Odpuść sobie!

    Kim jest lub czym jest cień? Naiwnie z rozpędu pomyślałam, że ..częścią całości. No bo czym lub kim jest jasna strona? Czyż nie tym co akceptujemy i pokazujemy na zewnątrz? w ciemności chowamy to czego nie chcemy pokazać łudząc się że to się uda. A przecież wszystko jest jednym jak Jing i Jang. Może Mindell by mnie wrzucił do tej zapleśniałej piwnicy ale .. nie wierzę w zapleśniałą piwnicę w człowieku. Cień to jakby wrzucone za nas pewne zdarzenia, myśli, może czyny, przekonania. My stoimy w świetle, przed cieniem. Rano słońce daje mały cień a w południe? Nocą wszystko jest cieniem.

    A ten trzeci obszar? Przypomniała mi się taka historia i z niej cytat (..) o, nie. Ja żyję w świecie tego co rzeczywiste, podczas gdy twój świat jest światem wyobrażeń. Twój świat jest osobisty, prywatny, wyłącznie twój. Nikt nie może do niego wejść, widzieć tak, jak ty widzisz, słyszeć tak jak ty słyszysz, czuć to co ty czujesz, i myśleć twymi myślami. Ty w swoim świecie jesteś naprawdę sam, zamknięty w swym wiecznie zmieniającym się śnie, który wydaje ci się życiem. Mój świat to świat otwarty, wspólny dla wszystkich, dostępny dla wszystkich. W moim świecie jest wspólnota, wgląd, miłość i realność; jednostka jest całością (…)

    Pozdrawiam upalnie czyli jest bosko:)
    ewelina

  8. moj klopot to ludzie „kontrsugestywni” ktorzy na plaszczyznie argumentow, o ktorych nie maja pojecia np. budzet projektu inwestycyjnego, zachowuja sie jakby zjedli wszystkie rozumy, a nie potrafia dodac 2 + 2 , czy wtedy uruchamia sie moj cien, czy sluszna z punktu widzenia zalozen projektu racja, oparta na wiedzy? pytanie moje do dzis uznawalem za retoryczne….. ale moze sie myle?

  9. Tabu nie jedno ma imię. Zawsze jest granicą tak silnie obwarowaną (strzegą jej i sankcje społeczne i autorytety moralne), ze przekraczanie tabu zawsze jest ryzykowne. Kilka razy w życiu przekroczyłam społeczne tabu, zawsze poniosłam konsekwencje. W mojej rodzinie nie było rozwodów, po drugim rozwodzie straciłam szacunek mamy, osoby pobożnej i przekonananej o nierozerwalności małżeństwa. O swoim wieloletnim „buddyzmie” nie odważyłabym się powiedzieć tacie, który jest człowiekiem łagodnym, wyrozumiałym, ale wiem, ze „to”, by nie przeszło; przejście na ty z uczniami jednej z klas omal nie przypłaciłam utratą pracy (teraz już tego nie robię). To są prywatne tabu i ograniczenia. Ich skutki są bolesne, ale czasami trzeba wychodzić poza rodzinne i środowiskowe tabu, bo przyszloby się udusić, gdyby tkwić pod ich „bezpieczną” kuratelą.
    Tabu społeczne działają chyba na podobnej zasadzie, tylko w szerszej skali. Moi chłopcy (uczniowie) tepią „pedałów” rokrocznie z zaciętością godną lepszej sprawy. Po rozmowach, wyjaśnieniach, wskazaniach na „pedalskich” rzymskich wodzów, impet słabnie. Więc chyba często to kwestia zastanowienia się, przemyslenia, wiedzy, rozmowy.
    Jeśli idzie o sztukę, to wszelkie elitarne dziedziny, które wymagają pewnej specjalizacji, specyficznej–humanistycznej–wiedzy są nie tyle tabu, co mniej dostępne dla absolutnie wszystkich. Tego nigdy do końca nie zmienimy, chocbyśmy byli rzecznikami nie wiem jakiej egalitarności. Zawsze wielu będzie czytać Grocholę, niewielu Nabokova, etc. Spece od sztuki wiedzą, co i jak, bo to ich działka, natomiast nikt nie zabroni mi oglądać prac Bałki i wchodzić z nimi w kontakt. Sztuka, dobra sztuka, ma to do siebie, ze nawet bez rozszyfrowania całego jej kontekstu, pozostawia jeszcze spory zapas przestrzeni, w której to można się z nią zintegrować poprzez czucie, intuicję, wyobrażnię. Oczywiście wykształcenie humanistyczne pomaga w odbiorze sztuki, ale zawsze tak było, chociaż spotkałam się ze zdaniem, że nie-eksperci, na świeżo, odbieraja lepiej ( tak twierdzi jeden ze znanych polskich konceptualistów).
    Jesli chodzi o wyparcie, np. emocji, to najbardziej skuteczną metodą wydaje mi się tu scieżka wadżrajany. Najpierw obserwujemy siebie, aby zauważyć, co lub kto i dlaczego wzbudza w nas emocje. Potem ważne jest, by nazwać właściwie owe emocje, np. duma, gniew, pożądanie, lęk. Kiedy to juz wiemy, obserwujemy się w sytuacjach gdy one, te emocje, „pracują”. Nie tłumimy ich, nie wypieramy, bo emocje to energie (buddyści są przekonani, ze ich podstawa jest oświecona), tylko OBSERWUJEMY. Podczas obserwacji one się wcześniej, czy pózniej, ale zawsze w koncu rozpuszczają. Oczywiście, to o czym pisała Joanna, że należy się stawiać w sytuacji np. damskiej agresorki, że ona biedna prawdopodobnie, w domu ją bili i teraz „szczeka” na wszystkich zamiast merdać ogonem, tez nie jest złe, ale na dłuższą metę to praca, bo co rusz wyskakiwał nam będzie kolejny pitbull i spędzimy życie użalając się nad biednymi psinkami. Dlatego najskuteczniejsza metoda (polecam bo sama ją stosuję z powodzeniem) to;
    1) właściwe rozpoznanie emocji
    2) kiedy się przejawia, obserwujemy te energię, NIE NAZYWAJAC JEJ ( bo wtedy konceptualizacja sprawi, że ona nie przejdzie, ale nas rozjątrzy–przykład” znowu mnie rozgniewała ta głupia baba, czemu ona taka głupia, taka agresywna” i mechanizm się napędza od nowa) A więc obserwujemy ją w stanie „czystym”, energetycznym, doświadczamy jej mocy, nie konceptualizujemy jej
    3) powtarzamy tę pracę z doświaczeniami tak często, jak trzeba
    W ten sposób możemy doświadczyć na własnej skórze i we własnym polu energii, ze emocje wcale nie są takie grozne, ani takie niebezpieczne, nie musimy ich wypierać, tylko właściwie z nimi się obchodzić.
    Ja mam najwiecej kłopotu z dumą.
    3)

  10. „Nie ma sposobu na wyparcie raz na zawsze. Trzeba wypierać nieustannie. Silna pokusa + silniejsze od pokusy wartości przeciwne pokusie = silne wyparcie.”

Komentarze są wyłączone.