Słońce

kiedyś zgaśnie
kiedyś zgaśnie

Z całą pewnością słońce kiedyś się wypali. Najpierw zużyje cały wodór a potem stanie się gorętsze i większe wypalając hel, potem zaś wypali się jego jądro i zapadanie się w gigantycznym wybuchu tworząc bladą supernovą. W zasadzie to nie problem, gdyż prawdopodobnie będzie można odsunąć orbitę Ziemi od zbyt wielkiej i gorącej gwiazdy spalającej hel, która pochłonie Merkurego i Wenus. Być może też cywilizacja przeniesie się na Marsa i wywołując tam efekt cieplarniany stworzy gęstszą atmosferę absorbując metan i przy okazji powstaną warunki do wegetacji roślin oraz wystarczający poziom tlenu by oddychać. Zważywszy wielokrotnie niższe ciśnienie może to być okazja do dynamicznej wegetacji roślin. Być może ludzkość w stadkach napędzanych antymaterią, czarnymi mikrodziurami, laserami, które wytworzą zimną syntezę jądrową, przy pomocy żagli z super cienkich włókien odbędzie podróż do systemu Gliese 581 w gwiazdozbiorze Wagi, taki mi bliskiej.Wówczas po podroży na odległość zaledwie 20 lat świetlnych ludzkość osiądzie na planecie Gliese 581 d lub e znajdującej się w ekosferze. Ekosfera to odległość od gwiazdy połączona również z innymi parametrami jak wielkość planety, ruch orbitalny wokół gwiazdy i wokół własnej osi, które przynajmniej teoretycznie umożliwiają powstanie życia. Jego podstawowym warunkiem jest woda. Być może opanujemy tunele czasoprzestrzenne lub nawet przejścia do wszechświatów równoległych. Jak wiadomo jest ich nieskończona ilość więc z pewnością jeden lub dwa są fajniejsze od naszego. Trochę mnie martwi ta jednoczesność wszechświatów alternatywnych i świadomość, że w jednym z wszechświatów w ogóle się nie narodziłem, w innym tkwię w nieudanym związku wykonując nielubiany zawód, w jeszcze innym zbyt późno hamuję na śliskiej drodze i wypadam z zakrętu, w jeszcze innej rzeczywistości mój pracownik okazuje się lojalny i uczciwy a inny kreatwyny i zaangażowany, w innej zamiast pisać książki gram na gitarze basowej jak Krzysztof Ścierański, jestem taksówkarzem, kominiarzem, menelem, rybakiem na Maderze, prezydentem Armenii, a może nawet kotem, lisem, kurczakiem w ubojni, kamieniem zaledwie, cegłą w murze…

Niestety makro fizyka newtonowska i einsteinowska nie zgadzają się z mechaniką kwantową Feynmana i Bohra. Wszystko tu na razie zgrzyta, nie pasuje. Kosmolodzy, fizycy, astronomowie, astrofizycy, jak kania dżdżu potrzebują teorii kompletnej, teorii wszystkiego. Genialni profesorowie jak Michio Kaku, Stephen Howking czy Brian Cox działają, liczą, kombinują, porównują, szukają a w ślad za nimi tysiące innych. Może, daj boże już jutro, może za chwilę, jak w przypadku potwierdzenia eksperymentalnego, że bozon Higgsa istnieje, odkryją kolejne magiczne przejście, peron 9 i ¾ jak ten na dworcu King Cross w Londynie. Pamiętam twarz profesora Petera Higgsa w telewizji, w chwilę po zakończonym w CERN eksperymencie. Płakał. Jego bozon to jedyna cząstka elementarna, tworząca znaną nam materię, która nie ma spinu, czyli momentu pędu, jednak dzięki niej materia uzyskuje masę, czyli w naszym potocznym pojęciu: jest.

Kopernikowie, Skłodowskie- Curie, Wolszczanowie żyją obok nas, wyrastają jak grzyby po deszczu. Czy zdążą zanim rozpuszczę się we mgle, w nie wiem,  w piekle, w czyśćcu, w raju, w bardo, w absolucie, zanim stanę się garstką pierwiastków wartą tyle, co w sklepie metalowym odrobina węgla, żelaza i kilkadziesiąt litrów wody? Robert Anton Wilson, psycholog transpersonalny, filozof, futurysta i okultysta żywił nadzieję, że za jego życia medycyna umożliwi długowieczność, a cywilizacja stanie się prawdziwie humanistyczna. Niestety zmarł jako 75 latek. Podobnie myśleli filozof Allan Watts, czy pisarz Ken Kesey – futuryści, bitnicy, marzyciele, buntownicy. Sądzili, że za ich życia społeczeństwo odrzuci przemoc, politykę, złudzenia klasy średniej o wyższości zachodniego stylu życia nad innymi. No cóż, co prawda mamy smartfony ale w dalszym ciągu niewiele więcej się zmieniło. Ot choćby mózgi nasze coraz lepiej przebadane jednak tak rzadko pozwalają na kilka choćby prostych decyzji, które mogłyby ułatwić jednostkowe życie właściciela. Czasem chodzę, wykładam, tłumaczę, powołuję się, cytuję, robię eksperymenty, proszę, dziękuję, szkolę, motywuję w nadziei na dialog mózgu z mózgiem i łapię się na tym, że bywam naiwny jak profesor Kien, ów dziwak, sinolog z powieści Auto da fé Eliasa Canettiego. Opadają mi ręce jak liście. Zmęczyła mnie końcówka roku. Kien ginie w pożarze swej biblioteki wykorzystany przez ludzi, którzy zamierzali profesora ograbić sądząc, że specjalistyczne książki to znakomity interes. Canetti pisze: Całkiem możliwe, że po dziś dzień myśli obracają się wokół tej jednej, która ciągle jeszcze nikomu nie przyszła do głowy. Być może wszystko zależy od tego, czy ktoś wreszcie na nią wpadnie. Ale to wcale nie jest takie pewne.  A w jeszcze w innym  miejscu stwierdza: Mądrość człowieka zależy od równowagi między wiedzą a niewiedzą. Wiedza nie powinna zubażać niewiedzy. Wraz z każdą odpowiedzią powinno budzić się pytanie, odległe i pozornie z nią nie związane, które dotąd drzemało skulone. Ten, kto ma wiele odpowiedzi, powinien mieć jeszcze więcej pytań.

Słońce
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

17 komentarzy

  1. @Andrzej S. dziękuję że przypomniałeś mi o tych demellowskich świniach :)
    Naiwność? Nie przejmuj się, ja jestem naiwność chodząca i daje to pewnego rodzaju świeżość spojrzenia wśród zaśniedziałych relacji i spojrzeń choćby na swój punkt siedzenia :)

  2. Dla mnie wyjątkowe (nie jestem oryginalna, bo naukowcy też się nią kręcą bardziej niż innymi) zdjęcia pozostawiła: C/2011 W3 – Kometa Lovejoy.
    Nic nie jest bez wpływu na siebie.
    @Aniula dobrze, że masz Wikinga :-D?

  3. Dżo-ann komety zawsze budziły negatywne emocje, zawsze coś się działo to i te wiatry też przez to. Ludzie świrują przez różne rzeczy, które zbliżają się do Ziemi. Księżyc najlepszym przykładem, wie najlepiej to ostry dyżur i policja. I uważajcie, czego sobie teraz życzycie. Ostatnio pomyślałam, że przydałyby się takie prądy na duszyczkę jakie mam na kolanka ( coby mnie rozruszać) no i dzisiaj jakoś dziwnie nie czułam tych prądów , pani ustawiła najwyższe dawki, i mnie telepnęło :) Od razu mi się świadomość poprawiła :) Tak więc kochani do 17 grudnia to najlepszy czas ,żeby odprawiać sobie rytuały na kasę i skoro kometa leci to trza sobie życzyć, napływu dużej gotówki, którą można wydać na przyjemności :)

  4. @Maciej Bennewicz,@Aniula czy ten wiatr i nasza sytuacja tutaj kosmiczna to wpływ Komety ISON?
    Trzeba się znaleźć pod górą, żeby móc na nią wejść -mówiła Wanda Rutkiewicz. Życie jest taką sinusoidą, takim wspinaniem się co rusz od początku, budowaniem od momentu, kiedy powiew wiatru zburzy budowlę z zapałek, którą mozolnie budowałeś 365 dni z przerwami. Stawaniem twarzą w twarz z trochę przewidywalnym, na początku drogi by ją przejść, gdzieś dojść, gdzieś wejść i pokonać jej nieprzewidywalność. zahartować siebie jak stal?

  5. …ja już przyzwyczaiłam się do moich opadniętych rąk. Jak się ktoś zaweźmie na torpedowanie moich działań, gestów, własnego życia, to jego wybór.
    Z drugiej str. nie wyobrażam sobie życia, w którym pozytywna zmiana goni następną, bez małych nawet kryzysów, spadków formy.

  6. Ja myślę, że to przez wiatr , który idzie…. To nie możliwe, żeby tyle zaćmień umysłowych i opadania rąk w tak krótkim czasie przydarzyło się w takich ilościach :)

  7. Dzisiejszy dzień spowodował zachwianie moim spojrzeniem na ludzi. Oj ten de Mello miał rację… oj miał… Ręce mi opadły równie mocno co Tobie Maćku…
    U mnie to już nie chyba naiwność a głupota.

  8. Jaki głęboki cytat Canetti’ego. Wiedza nie powinna zubażać niewiedzy. Wiedza, która ubogaca, wypełnia i wycisza margines niepewności zamyka na Nieznane na to, co znienacka, na Niedopowiedziane i też nie bójmy się tego Słowa: Śmiertelne.

    Wstrząsnęła mną śmierć Paula Walkera. Te rozsypane, bombardujące z mediów kawałeczki , które jeszcze przed chwilą były samochodem. To jasne, że są bardziej niebezpieczne pasje od innych jak wspinanie się w górach czy właśnie szybkie samochody. Ktoś wybiera tak trudną dyscyplinę, wiedząc o nazwiskach poprzedników na tablicach wspomnieniowych.
    Wybierając taką pasję, spotyka się nie raz ze śmiercią twarzą w twarz.
    Odruchowo zerkam do wiki, patrzę na Milana Kunderę, rocznik 1929 i czekam. Czekam złudnie jeszcze na jakąś książkę, patrzę na Ewę Demarczyk złudnie liczę, że zobaczę ją w pięknej czarnej sukni w Opolu. Każdy ma prawo wyboru pasji, niebezpieczeństw z nią związanych, sposobu życia, czasem odejścia z niego jak te pary artystów nawzajem, o jednej godzinie, wstrzykujące sobie środek do Innych Wymiarów. Ale, ale piszę zbyt smutno, o zbyt trudnych rzeczach.
    Czy chcielibyśmy być zahibernowani i czekać na szybszy postęp i powrót do tej samej powłoki? Żeby nie brał nas czas i bycie babcią, pradziadkiem nie było naszym udziałem?
    Co lepsze i czy można tak stwierdzać, bycie Wybrańcem Bogów i pozostanie w pamięci wiecznie młodym jak Cybulski czy Chustka czy może dotrwać do własnego cewnika, zostawić na stoliku czekoladki dla potomnych i złożone w kostkę czarne ubranie?

    Wkrótce Święta. Zanucimy Kolędy. Dziś w Krakowie na Dietla święty Mikołaj promował coś w Telefonach Komórkowych. Widziałam Go. Widziałam też dwa rudo-białe kocurki Pani z Zaczarowanej Uliczki.
    Pozdrawiam

  9. Panie Macieju,

    Czego Panu tu i teraz potrzeba?

  10. Rodzina omija mnie szerokim łukiem, stara się nie drażnić a ja mam poczucie ,że wybuchnę niedługo jak to słońce….. Ja to mam dużo pytań , a odpowiedzi żadnych…

  11. Dziękuję!
    Dziwię się że mam tak wiele pytań, ale być może rzeczywiście oznacza to, że pojawiła się też spora ilość odpowiedzi.

  12. Ag , to za jakie grzechy pędzi mnie do działania, zamiast leżeć i pachnieć….. ;)

  13. Za jakie grzechy???
    To, w jakim punkcie jesteś, jest wynikiem twoich własnych działań, wynikiem milionów codziennych, drobnych decyzji. Więc nie marudzić mi tu proszę! :-)

  14. To ja się zapytam, za jakie grzechy przyszło mi być inkarnacją Kochających Oczu i to w Polsce? ;) Czekam na interpretację  Rycha się, bo ja potrzebuję teraz łopatologii stosowanej…..

  15. Pozdrowionka.:)

  16. 1. „Teoria wszystkiego” nie powstanie, bo możliwości są nieograniczone, nie da się odkryć wszystkiego. Jedno odkrycie rodzi kolejne pytania.
    2. Nikt jak dotąd nie uniknął śmierci, więc nie ma co liczyć na to, że nam się to uda. To tylko kwesta czasu.
    3. W kwestii opadania rąk pana Macieja.
    Nie panu jednemu te ręce opadają :-)
    Nawet Kochające Oczy miał chwile słabości :-)
    Proszę się nie zrażać! To, co pan robi, jest ważne, np. dla mnie :-)

    Bajka buddyjska:

    Kochające Oczy miał nieskończenie wielkie współczucie dla wszystkich istot w sześciu sferach egzystencji. Widział ich kłopoty, błędy i całe cierpienie, a także to, że ich pożądanie jest tak niepohamowane jak wodospad, nienawiść zionie jak ogień, a zazdrość zmienia się tak szybko, jak wiatr. Dostrzegał też, że są oni tak opanowani iluzją „ego”, która wiąże ich z samsarą, jak więźniowie skuci są kajdanami, i że będzie ona bez końca napędzać krąg narodzin, śmierci i ponownych odrodzeń. Gdy Kochające Oczy, w tak przejrzysty sposób, rozpoznał to cierpienie, zapłakał i poprosił wszystkich buddów, by pomogli istotom znaleźć drogę wyzwolenia z tego bezsensownego i nieskończonego cierpienia. Buddowie odpowiedzieli, że w tym celu musiałby on rozwinąć najgłębszą miłość i współczucie, nie ustawać w wysiłku i nigdy nie ulec zmęczeniu. Kiedy Kochające Oczy po raz kolejny zapytał, jak rozwinąć taką motywację, pojawił się Budda Amitaba i udzielił mu nauk i inicjacji. Kochające Oczy złożył wtedy szczególne przyrzeczenie: „Tak długo, jak w dziesięciu kierunkach nieskończonej przestrzeni będą istniały samsaryczne światy, będę zawsze aktywny dla dobra wszystkich istot. Muszę uwolnić je z samsary. Sam nie urzeczywistnię stanu buddy, dopóki ostatnia istota nie zostawi za sobą samsary i nie osiągnie oświecenia. Do tego momentu dla dobra ich wszystkich pozostanę w samsarze. Jeśli jednak zachowa się w niej przywiązanie do ego, niech moje ciało rozpadnie się na 1000 kawałków”. Budda Amitaba, bardzo zadowolony, pochwalił go i obiecał zawsze przy nim stać. Po jakimś czasie Kochające Oczy odniósł wrażenie, że część jego pracy powinna się już zakończyć. Jednak kiedy ponownie spojrzał na samsarę, sytuacja wydawała się jeszcze gorsza niż wcześniej. Ponownie, by zmniejszyć cierpienie, wypromieniował światło w stronę wszystkich sześciu sfer egzystencji, ale istoty były w dalszym ciągu tak pomieszane, że jego praca wydała się mu bezsensowna. Poczuł się zawiedziony i pomyślał: „Przestrzeń wydaje się być rzeczywiście bez końca tak samo, jak liczba istot. Już mnóstwo z nich wyzwoliłem, a jest ich jeszcze nieskończenie wiele. To przecież nie ma sensu, powinienem się lepiej postarać o własne wyzwolenie.” Ponieważ w ten sposób złamał przyrzeczenie bodhisattwy, jego głowa rozpękła się na tysiąc kawałków. Całkowicie zrozpaczony poprosił o pomoc Buddę Amitabę i wszystkich innych buddów. Wtedy Budda Nieograniczonego Światła pozbierał wszystkie odłamki, dając Kochającym Oczom nową formę, tym razem o tysiącu ramionach i dziewięciu pełnych miłości głowach. Jako dziesiątą, dał mu czarną głowę sześcioramiennego strażnika Mahakali. Aby to wszystko utrzymać, na szczycie posadził swoja własną głowę. Taka pełna mocy forma z tysiącem rąk i jedenastoma głowami nie powinna już w swojej troskliwej aktywności więcej wpaść w kłopoty. Tysiąc ramion jest także aluzją do tysiąca buddów, którzy będą się pojawiać na naszym świecie, dopóki będzie tu istniało inteligentne życie.

  17. Panie Macieju , bo to rok Wodnego Węża, kompletnie nielogiczny. Szkoda ,że zahacza jeszcze na następny, bo już też nie daję rady. Panie Macieju to co pan robi dociera, tylko w wielu przypadkach potrzebuje czasu, aby zadziałało. To jak dobre lekarstwo, którego nie wystarczy zażyć tylko jednego dnia. Ludzie myślą , że jak pójdą zrobić szkolenie albo dostaną certyfikat to już wszystko wiedzą, ale to nie tak. Można wiedzieć jak w matematyce równanie napisać, albo w rachunkowości zaksięgować zeszyt ale praca z ludźmi to najpierw praca z odkrywaniem swoich warstw. Jak to Szrek powiedział ” Ogry są jak cebula ” :) Znowu mam wrażenie utknięcia…Byle do świąt :)

Komentarze są wyłączone.