Słowo…

images
zaproszenie

Uwielbiam książki. Ich pierwsze frazy najczęściej pomijajmy pędząc za treścią, akcją, bohaterami, wiadomościami. Tymczasem autor spędza nierzadko godziny, a czasem dni i noce by tę pierwszą frazę wykuć jak w kuźni. Czasem zdarza się słowo lekkie, właśnie to a nie inne zdanie, ten fragment, drążący w myślach, torujący sobie drogę do światła, ów zwrot, który musi zostać wypowiedziany, fraza, słowo, zdanie, myśl. Co chcesz powiedzieć czytelnikowi, czym go zachęcić, co powiedzieć mu najpierw, jakie pierwsze słowo ma paść i zostać zapisane już na zawsze? Jak zaczynają mistrzowie? Kilka książek z pobliskiej półki.

Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Było ono na początku u Boga i powinnością bogobojnego mnicha jest powtarzać dzień po dniu, jednostajnie i z pokorą, ów jedyny i niezmienny fakt, z którego dobyć można niezbitą prawdę. [Imię Róży, Umberto Eco]

Przebudzenie to duchowość. Ludzie najczęściej śpią, nie zdając sobie z tego sprawy. Rodzą się pogrążeni we śnie. Żyją śniąc.  [Przebudzenie, Anthony de Mello]

Żyć trzeba umieć. Jakże często bowiem żyć nie umiemy. Dobre życie jest umiejętnością. Jesteśmy biegli  w wielu umiejętnościach, ale mało kto opanował umiejętność życia.  [O umiejętności życia, Tadeusz Gadacz] 

Wsypa Gont, samotna góra wznosząca swój wierzchołek o milę ponad poziomem umęczonego przez sztormy Morza Północno-Wschodniego, jest krainą sławną z czarnoksiężników. [Czarnoksiężnik  z Archipelagu, Ursula K. le Guin]

Wiele lat temu działało w Yorku towarzystwo magów. Jego członkowie spotykali się w trzecią środę każdego miesiąca, by wspólnie studiować długie i nudne dokumenty o historii angielskiej magii.  [Jonathan Strange i Pan Norell, Susanna Clarke]

Żeby móc pisać o zwierzętach, trzeba to tych stworzeń żywić ciepłe i szczere uczucia. [Rozmowy ze zwierzętami, Konrad Lorenz]

Dopiero w połowie dwudziestego wieku mieszkańcy wielu krajów europejskich zyskali, w sposób na ogół przykry, świadomość, że zawiłe i zbyt trudne dla przeciętnego śmiertelnika książki filozoficzne  mają wpływ całkiem bezpośredni na ich losy. [Zniewolony umysł, Czesław Miłosz]

Jasnowłosy chłopiec zsunął się ze skały i zaczął iść ostrożnie w kierunku laguny. Chociaż zdjął sweter i wlókł go teraz za sobą po ziemi, szara koszula przywarła do ciała, a włosy kleiły się do czoła. W otaczającym go długim paśmie strzaskanej dżungli gorąco było jak w łaźni. [Władca much, William Golding]

Kiedy zachodziło właśnie gorące wiosenne słońce, na Patriarszych Prudach zjawiło się dwóch obywateli.  Pierwszy z nich, mniej więcej czterdziestoletni, ubrany był w szary letni garnitur, był niski, ciemnowłosy, zażywny, łysawy, swój zupełnie przyzwoity kapelusz zgniótł w pół i niósł w ręku; jego starannie wygoloną twarz zdobiły nadnaturalnie duże okulary w czarnej rogowej oprawce. [Mistrz i Małgorzata, Michaił Bułhakow]

Wiele lat później, stojąc naprzeciw plutonu egzekucyjnego, pułkownik Aureliano Buenda miał przypomnieć sobie to dalekie popołudnie, kiedy ojciec zabrał go ze sobą z obozu Cyganów, żeby mu pokazać lód. [Sto lat samotności, Gabriel Garcia Marquez] 

Łódź się budziła. Pierwszy wrzaskliwy świst fabryczny rozdarł ciszę wczesnego poranka, a za nim we wszystkich stronach miasta zaczęły się zrywać coraz zgiełkliwej inne i darły się chrapliwymi, niesfornymi głosami niby chóry potwornych kogutów piejących metalowymi gardzielami hasło do pracy.  [ Ziemia obiecana, Władysław Stanisław Reymont] 

Mistrzowskie początkowe frazy, pierwsze słowa książek. Uwielbiam tę chwilę niecierpliwości, ten moment kiedy siadam z książką i czytam dwa pierwsze zdania. Jak zaczyna się ta opowieść? Dokąd mnie zaprowadzi?

Słowo…
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

7 komentarzy

  1. Gdybym miała wybierać ulubiony początek, to wybrałabym Mistrza i Małgorzatę.
    A tymczasem znów jadę na Zieloną Wyspę ;-)

  2. Też dołączam do grona wielbicieli książek! :) Ubogacają. Absolutnie ubogacają. Nasze słownictwo, pobudzają i ćwiczą neurony. Dzięki nim zwykłe rozmowy stają się konwersacjami. Nawet chyba też wolę, gdy ktoś się popisuje wyszukanym słownictwem (przynajmniej się stara mówiąc ze mną) niż zamienia się w milczka.
    Żałuję, że ten świat nie opiera się bardziej na zachęcie do czytania. Że młody umysł mega szybko musi nauczyć się, że czyta to się głównie żeby dostać z tego ocenę. Wszystko robi się w szkole na ocenę. Uczymy się pisać, aby zostać ocenieni. Czytamy, żeby ktoś nas odpytał i ocenił. Szkoda, że pełni werwy zwolennicy rozbudzania chęci do nauki to jakiś rzadko spotykany odłam w szkołach o mniejszym rygorze. Książki dają nam szerokie bogactwo świata i szkoda, że system edukacji niszczy potrzebę czytania.
    Człowiek mimo że osioł, to też i taka istota, co wiele chce i wiele może. Czy szarość naszej rzeczywistości nie zasadza się na tym, że już od przedszkola brak w niej zwyczajnie kolorów? Politycy ściemniają żeby mieć na plakaty wyborcze (co jeden to większy od drugiego), uwikłani nauczyciele odbębniają swoją robotę na tabletkach od bólu głowy, a człowiek myśli w cichości, że to chyba wcale nie musiałoby być wszystko tak urządzone?

  3. A propos słowa, skoro energia podąża za uwagą, to stwierdziłam, że zacznę też pisać blog, może to uruchomi jakieś pomysły. Przy okazji powylewam wszystkie żale, posmęcę, potem doznam katharsis i coś się ruszy. Wrzuciłam informację na FB i do mojej grupy znajomych z Hashimoto. No i co, no i wszyscy komentują na FB i w grupie zamkniętej, tak jakby nie chcieli mi bloga pobrudzić :) Na blog z komentarzem zbłądziła jakaś kompletnie nieznana mi osoba i nawet żadnego hejterstwa nie było…. No i to tak jest, jak człowiek ma jakieś kosmiczne zdolności i sobie zażyczy, żeby mieć spokój. Zastanawiam się dlaczego nie wychodzi mi być bardzo bogatą mimo usilnego przekonywania głowy, że tak jest? ;) Wiking się ze mnie śmieje, że jakbym tyle czasu i klikania co poświęcam dla grupy Hashimoto, poświeciła na pisanie książki to już bym miała trylogię i zbiór opowiadań :) Problem jednak u mnie taki, że wszystko o czym mogłabym pisać wydaje mi się takie prozaiczne i nudne….Tak jak swoje umiejętności uważam za całkiem zwyczajne i może dlatego nikt nie chce za nie płacić…. Jak tu się stać trochę bardziej zarozumiałym i pewnym siebie ?

  4. Super tekst Pana Macieja, oraz Użytkowników bloga. Bardzo wartościowe i ciekawe aspekty życia zaklęte w tekst.

  5. Można zacząć od definicji, od dialogu, od cytatu, badań, i można zacząć po mistrzowsku…

  6. A to trochę ciekawych słów :)

    Czajniczek

    Do kawiarni wszedł niemłody mężczyzna i zamówił czajniczek herbaty. Kelner przyniósł zamówienie, ale wkrótce zauważył, że ów klient bardzo się czajniczkiem interesuje. Mężczyzna przyglądał mu się bacznie, otwierał i zamykał pokrywkę, oglądał czajniczek w świetle, studiował jego dno. Po kilku minutach klient zawołał kelnera.
    – Młody człowieku, chcę kupić ten czajniczek.
    Zdziwiony kelner udał się do właściciela kawiarni, który spojrzał na klienta i rzekł:
    – Sprzedaj mu czajniczek za symboliczną złotówkę. To bardzo znany antykwariusz, człowiek szanowany w całym mieście, jest naszym najlepszym klientem.
    Gdy jednak klient wraz z czajniczkiem zamierzał opuścić kawiarnię, kelnera olśniło. Postanowił odkupić czajniczek i zarobić na tej transakcji. Przecież jeśli znawca staroci wyłożył pieniądze, to znaczy, że czajniczek jest wart o wiele więcej!
    Kelner wyskoczył na ulicę i dogonił antykwariusza.
    – Chciałbym odkupić czajniczek! – powiedział.
    – Ależ młodzieńcze, to najzwyklejszy czajniczek. Nie ma on żadnej wartości historycznej ani artystycznej, jest czajniczkiem seryjnej produkcji. Kupiłem go, ponieważ z jego noska para wydostaje się w oryginalny sposób, – odparł z uśmiechem antykwariusz.
    – Jeśli to prawda, to niech pan mi go sprzeda za te pieniądze, za jakie go pan kupił.
    – Dobrze, młody człowieku, jak pan sobie życzy.
    Kelner był bardzo dumny ze swojego sprytu. Przecież udało mu się wywieść w pole zawodowego antykwariusza! Podniecony swoim sukcesem i spodziewanym bogactwem, udał się do antykwariatu, by sprzedać czajniczek. Tam jednak powiedziano mu, że czajniczek rzeczywiście nie stanowi żadnej wartości. Kelner się wściekł.
    – Chcecie mnie oszukać! Najsłynniejszy antykwariusz w naszym mieście wybrał właśnie ten czajniczek! Robicie ze mnie idiotę!
    Krótko mówiąc, kelner stracił pół roku na poszukiwania kupca. Zwiedził wszystkie antykwariaty, odwiedził prywatnych kolekcjonerów, amatorów i zawodowców, jeździł do innych miast… wszystko na próżno. Nikt nie chciał kupić czajniczka. Rozczarowany, wściekły i zmęczony kelner udał się do antykwariusza, od którego odkupił czajniczek. Przecież to on zauważył w czajniczku jakąś specyficzną właściwość.
    Antykwariusz należał do ludzi wrażliwych. Było mu żal młodzieńca, a nawet miał jakby poczucie winy, bowiem kelner kupił czajniczek pod wpływem autorytetu i zaufania do profesjonalizmu antykwariusza. Pod presją własnych uczuć, antykwariusz odkupił czajniczek, płacąc za niego dziesięciokrotnie więcej, niż zapłacił młodzieniec.
    Zdać by się mogło, że to już koniec historii. Zadowolony młodzieniec nareszcie zarobił, zaś antykwariusz odetchnął, pozbywając się poczucia winy. Ale! W całym mieście huczało od plotek, że znany antykwariusz wykupił czajnik za bajońską sumę! Kolekcjonerzy zaczęli się domagać, by czajniczek został wystawiony na aukcji. Żadne tłumaczenia antykwariusza, że czajniczek jest najzwyklejszym czajniczkiem, że nie ma żadnej wartości, że kupił go, ponieważ żal mu się zrobiło młodzieńca – nie działały. Presja była coraz większa.
    Antykwariusz, zmęczony ciągłymi tłumaczeniami, wystawił czajniczek.
    Na aukcję przybyło mnóstwo ludzi. Gdy czajniczek został wystawiony na licytację, dwóch kolekcjonerów natychmiast zaproponowało cenę trzykrotnie wyższą, niż antykwariusz zapłacił kelnerowi. Być może sądzicie, że na tym można zakończyć naszą historię? Antykwariusz zarobił ogromne pieniądze, kolekcjoner kupił bezcenny – jego zdaniem – czajniczek. Ale! Przez absolutnie idiotyczny, pechowy przypadek, antykwariusz strąca czajniczek ze stojaka. Czajniczek spada na podłogę i rozbija się na kawałki.
    Aukcja dobiega końca. Antykwariusz z uśmiechem zbiera skorupki czajniczka. Pewnie w tym miejscu powinna się jednak historia zakończyć.
    Ale!
    Antykwariusz postanawia skleić czajniczek.
    Po jakimś czasie do antykwariatu przychodzi człowiek i proponuje za ten sklejony czajniczek niewyobrażalną kwotę.
    – Młody człowieku, – tłumaczy antykwariusz od początku, – to jest najzwyklejszy czajniczek! Nie jest żadnym cennym okazem, nie ma żadnej wartości jako antyk. Kupiłem go, ponieważ wydawało mi się, że z jego noska para wydostaje się w szczególny sposób, a następnie odkupiłem go od kelnera, bowiem żal mi się zrobiło młodzieńca, który tak bardzo marzył, by się wzbogacić.
    – Drogi panie, – rzekł człowiek, – jestem mistrzem ceremonii parzenia herbaty. – Wiem, że czajniczek nie ma żadnej wartości jako antyk. To najzwyklejszy czajniczek pod słońcem. Ale gotów jestem zapłacić za niego wymienioną kwotę. Przecież dla ceremonii parzenia herbaty historia czajniczka ma o wiele większe znaczenie, niż jego materialna i artystyczna wartość!

    Ze strony FB Po Pierwsze Ludzie

  7. „Ilonka Karambol powoli popadała w depresję……” – Monika Szwaja „Powtórka z morderstwa” . Zestawienie takiego zdania z nazwiskiem autorki już mnie rozbawiło. Teraz mnie wzięło na takie książki do pośmiania się :) Czym jest życie jak nie radością ;) nawet na bezrobociu :) Z drugiej strony to teraz robię wiele ciekawszych rzeczy jakościowo i ilościowo, niż za czasów pracowniczych :)

Komentarze są wyłączone.