Ślub

Drugie ciągnie je ku górze

Na ślub naszych przyjaciół wymyśliliśmy film. Trochę banalny i może, choć trochę, oryginalny. Nie lubię amatorskich filmów, zwłaszcza z podróży. Z offu idzie komentarz w stylu: Jola na leżaku, a teraz ja wskakuję do wody. Marcysiu pomachaj do kamery! No ładnie pomachaj do babci!

Moje opinie są całkowicie niemiarodajne. Jestem nietypowy, niektórzy twierdzą, że nawet ekscentryczny, złośliwi, że jestem dziwakiem. Nie piję, nie palę, nie jem mięsa, niezbyt lubię tańczyć, nie ma we mnie potrzeby dworskości ani zdolności do prowadzenia dyplomatycznych gier w korporacyjnym stylu. Ponadto nudzę się strasznie na weselach, imprezach, imieninach, balach, rautach, integracjach i spotkaniach rodzinnych – i o ile mogę – to nie bywam. Ksiądz Boniecki napisał w swojej książęce modlitwę: Panie Boże powściągnij mój język żebym na starość zachował, choć kilku przyjaciół. Dlatego dalej cisza na ten temat.

W weselnym filmie wymyśliliśmy prostą formułę. Przyjaciele i rodzina państwa młodych odpowiadają do kamery na pytanie, czym jest miłość? A potem składają życzenia. Przy montażu przypomniała mi się stara piosenka zespołu Strachy na lachy. Ciągnięcie ku górze. Bardzo ciekawe. Dodałbym: nie tylko wtedy, gdy jedno spada w dół, ale w każdej chwili,. Pytanie tylko, czym jest „góra”. Być może szczęśliwe związki polegają właśnie na tym, że powstaje wspólna definicja „góry”. Piosenkę puściliśmy na koniec filmu. Na weselu wyjątkowo dobrze się bawiłem :)

 

Ile jestem ci winien

Ile policzyłaś mi za swą przyjaźń

Ale kiedy wszystko już oddam czy

Będziesz szczęśliwa i wolna czy

Ale za nim pójdę chciałbym powiedzieć ci że

Miłość to nie pluszowy miś ani kwiaty

To też nie diabeł rogaty

Ani miłość kiedy jedno płacze

A drugie po nim skacze

Bo miłość to żaden film w żadnym kinie

Ani róże ani całusy małe duże

Ale miłość kiedy jedno spada w dół

Drugie ciągnie je ku górze

Ile jestem ci winien

Ile policzyłaś mi za swą przyjaźń

Ile były warte nasze słowa

Kiedy próbowaliśmy wszystko od nowa

Ale za nim pójdę chciałbym powiedzieć ci że

Miłość to nie pluszowy miś ani kwiaty

To też nie diabeł rogaty

Ani miłość kiedy jedno płacze

A drugie po nim skacze

Bo miłość to żaden film w żadnym kinie

Ani róże ani całusy małe duże

Ale miłość kiedy jedno spada w dół

Drugie ciągnie je ku górze

 

 Strachy na lachy

Ślub
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

7 komentarzy

  1. a ja mysle ,ze wszystko po troche,troche tez roze i calusy,nawet wyswiechtany diabel rogaty,nie tylko ciagniecie drugiego ku gorze…jak sie tylko ciagnie,to …strasznie ciezkie to zycie we dwoje…..caly czas pod gorke;))))))))))w koncu zaczyna sie wyliczanie ,kto kogo ile razy ciagnal….kto wiecej….
    mozna zapragnac roz i calusow;))i zeby czasem diabel w starym piecu napalil…;))))))))))))wtedy sie tez razniej ciagnie………….

  2. A ja robię co chcę, lubię siebie i lubię innych. Jestem dziwny, jestem sobą. Ponadto lubię pojawiać się na weselach, imprezach, imieninach, balach, rautach, integracjach i spotkaniach rodzinnych, gdyż… wychodzę z założenia, że mogę spotkać tam ciekawych ludzi.

  3. Wiecie co z tym powściąganiem języka to lekka przesada. Tylko przyjaciel powie to co inni będą ukrywać, żeby nie popsuć interesownej relacji.

  4. @Szamano
    Dróżnik być może odpowiedziałby:
    Moje opinie są całkowicie moje.Jestem typowy i nietypowy zarazem, niektórzy twierdzą, że czasem zabawny a czasem nudny, złośliwi, że jestem odrealniony i przez to niebezpieczny; inni zaś mówią o mnie, że jestem bardzo racjonalny. Czasem piję wino, już nie palę, nie karmię się śmiercią i cierpieniem innych istot, o ile tylko to jest możliwe. Kocham tańczyć,ale tańczę bardzo rzadko, czasem jest we mnie potrzeba dworskości; mój dwór jest niedostępny, a na wieżę niemal nie sposób się dostać; mam zdolności do prowadzenia dyplomatycznych gier w korporacyjnym stylu, ale z nich nie korzystam. Ponadto wspaniale bawię się na weselach, imprezach, imieninach, balach, rautach, integracjach i spotkaniach rodzinnych – bywam ile tylko mogę. Jestem w końcu Argentyńczykiem, lecz moja Polska natura zachęca mnie do melancholii i resentymentu, czasem dlatego popadam w zadumę. Codziennie powtarzam sobie: Panie Boże powściągnij mój język żebym na starość zachował, choć kilku przyjaciół. :)

  5. Macieju, co na to powiedziałby Dróżnik…
    I jak stać się dyspozytorem własnych torów?..

  6. Nie mam recepty na miłość, na to jak być ze sobą kilkadziesiąt lat i tęsknić gdy jedn gdzieś wyjedzie. Trzeba słuchać swoich przeczuć, trzeba słuchać siebie. Ostatnio się siebie nie posłuchałam i odbiło się to na moich nerwach. Dobra nauczka na przyszłość:) Nie piję, nie palę ale mięcho jem, gierek nie lubię ale w kaszę sobie dmuchać nie dam. Co do spotkań rodzinnych to nie przepadam, wolę drożdżówkę i kawkę kameralnie:)

  7. “Moje opinie są całkowicie miarodajne. Jestem typowa, niektórzy twierdzą, że nawet nudna, złośliwi, że jestem idealistką. Piję, palę ;), jem mięso, kocham tańczyć, czasem jest we mnie potrzeba dworskości i mam zdolności do prowadzenia dyplomatycznych gier w korporacyjnym stylu. Ponadto strasznie dobrze się bawię na weselach, imprezach, imieninach, balach, rautach, integracjach i spotkaniach rodzinnych – bywam ile tylko mogę. Panie Boże powściągnij mój język żebym na starość zachowała, choć kilku przyjaciół” :):):):)

Komentarze są wyłączone.