Śmieszność

Genialny Louis de Funes

Z kogo się śmiejesz? Z siebie samego się śmiejesz – parafrazował poirytowany wicepremier, tragiczny samobójca przemawiając z sejmowej mównicy. Być może nie wiedział, że parafrazuje i kogo parafrazuje. Geniusz takich pisarzy jak Molièr albo Czechow – klasyków, do których chyba zbyt rzadko zaglądamy, polegał moim zdaniem na proroczej zdolności do obserwacji natury ludzkiej. Na dokonaniu ekstraktu z naszych skłonności i takiej trafności tej destylacji, która jest aktualna przez wieki. Creme de la creme osobowości, przywar, słabości i pokus. Oczywiście lista autorów jest obszerna, podobnie jak adresatów. Najwięksi artyści pióra pewnie dlatego uchodzą za największych, gdyż najtrafniej, a może najdobitniej, a może najsubtelniej, a może najwyraźniej – sam nie wiem – dają się we znaki nam i naszym naszym stereotypowym wzorcom.

Luis de Funes, który dziedzictwo molierowskie wprowadził w XX wiek i sam molierowskie postaci grywał, był arcymistrzem w odgrywaniu postaci zacietrzewionych, zawistnych, małostkowych hipokrytów. Do dziś zdarza mi się śmiech do łez na jego komediach. Śmieję się przecież z własnej błazenady, naiwności, irytacji, słabości. Wielki, poważny mistrz Goethe pisał, że charakter człowieka najlepiej określa się przez to, co uznaje on za śmieszne. A prześmiewczy Terry Pratchett poucza: Nigdy nie ufaj gatunkowi, który ciągle się uśmiecha. Na pewno coś knuje. Terry Pratchett jest w środku swoich żartów przecież gorzki, podobnie jak monsieur Molière. Najśmieszniejsze jest jednak w molierowskich postaciach, komediach Goldoniego, w kreacjach Luisa de Funes i innych wielkich komików jak choćby naszego Jana Kobuszewskiego, to, że grają na serio, sami nie śmieją się ze swoich żartów, nie puszczają jakiegoś dwuznacznego oczka z ekranu, są tak prawdziwi, jak prawdziwy może być każdy z nas, gdy stajemy się śmieszni w oczach obserwatora prezentując swoją powagę i zacietrzewienie.

Jay Leno

Czymś osobnym jest wyśmiewanie innych. Zdaniem profesora Richarda Wisemana to najbardziej popularny sposób żartowania w różnych społeczeństwach. Wyśmianie innego, to sposób na odreagowanie swoich własnych problemów, oddzielenie się, poczucie się lepszym, wreszcie ukryta agresja. Przykładem może być amerykański prezenter i komik Jay Leno, który słynie z tego rodzaju żartów: Smutna wiadomość – znany francuski mim Marcel Marceau zmarł w wieku 84 lat. Zapamiętamy go, jako inspirację dla innych artystów, którzy postanowili nigdy nie używać własnego głosu na scenie – takich jak Britney Spears czy Jessica Simpson; albo: Britney – wg słów jej menedżera – tylko zasnęła po odliczaniu ostatnich sekund zeszłego roku. Jessica Simpson też „zasnęła”, ale myślę, że nie z powodu alkoholu. Ta cała skomplikowana matematyka związana z odliczaniem od 10 w dół była zbyt wyczerpująca. Podobny mechanizm w Polsce stosuje Kuba Wojewódzki, Szymon Majewski i wielu innych satyryków. Jak widać skutecznie. Obok śmieszności ich programy budzą respekt i lęk w osobach wyśmianych. Ustalają specyficzną hierarchię. W filmie Śmieszność Patrice Leconte wyśmiewanie to sztuka dworska, sens życia, mechanizm społecznej akceptacji lub dezaprobaty. Wyśmiany równa się przegrany.

Lepper w swej prostodusznej, tragicznej śmieszności-mądrości mówi: Jak się uderzy w stół, to nożyce się otworzą i to piwo, co się wylało trzeba wypić. 

Śmieszność
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

2 komentarzy

  1. w telewizji staram sie ogladac tylko smieszne rzeczy i nie tok show, bo tam raczej wysmiewaja, ale wlasnie komedie, uwilbiam zwlaszcza francuskie;
    czytalem ostatnio ze smiech leczy, ze ludzie maja smiechoterapie ktora nie tylko leczy z depresji ale rowniez powaznych chorob somatycznych;

    roznica pomiedzy smiechem/smiesznoscia/wysmiewaniem i usmiechem
    kiedys nosilem wasy a la Walesa – co za obciach :)

  2. No a w naszym narodzie, coby świeczka humoru nie zgasła, mamy genialnego Fredrę, który wciąż śmieszy, co widać choćby po filmie Wajdy z „Zemsty.” No i Bogusława Schaeffera w teatrze. W liceum nazywano mnie Telimeną (chodziłam do klasy humanistycznej, wszyscy obowiązkowo czytali epopeję), bo była zawsze, jak to się dziś mówi, na maksa odstrzelona. Noi trochę przemądrzała. Na studiach w wielkim mieście (po powiatowej mieścinie Kraków to była metropolia), jeszcze bardziej odkręciłam knota ze strojeniem się, stałam się tak oryginalna, że panie w dziekanacie chowały głowy pod biurka, gdy wchodziłam. Po jakimś czasie doszłam do wniosku, że to chyba ze śmiechu tak się kryją przed studentką w dziurawych spodniach, czerwonym kapeluszu i na wysokich szpilkach, że o makijazu lepiej nie wspomnę. I opamiętałam się nieco. Nieco się zdemaskowałam :)
    Uwaga–bliżni czuwa i śmieje się. A śmiech często umożliwia powrót do zdrowia. Czego wszystkim i sobie życzę.

Komentarze są wyłączone.