Spójność i miłość

kiedy być, a kiedy działać?

Oczywiście na niektóre rzeczy warto czekać, a inne uzyskiwać w działaniu. Taoistyczne czekanie i pokora są tak odległe od naszego zachodniego modelu, że czasem trudno choćby na chwilę zatrzymać się, przemyśleć, wejść głębiej w jakąś własną potrzebą. Życie przecież wymaga wysiłku! Trzeba biec do roboty, zamiast filozofować! Czyż nie?

Banalne opowieści, które tak znakomicie znamy, które nas nieustannie bawią, trafnie oddają nasz, zachodni stosunek do życia:

– Czemu biegasz z pustą taczką?

– Nie zawracaj mi głowy, jestem tak zajęty, że nie mam czasu nawet jej załadować.

 Albo inna, znana rozmowa:

– Jakoś strasznie się męczysz przy rąbaniu drzewa.

– Nie przeszkadzaj mi, jestem tak zmęczony, że nie mam nawet siły naostrzyć siekiery, a przecież tyle jeszcze rąbania przede mną.

Nic innego jak taoistyczny humor. Naostrz siekierę! Najpierw siekiera głupcze! – powiedziałby stary mistrz. Tym samym coaching lub inne techniki rozwojowe, oraz wszystkie te praktyki, yoga, zen, tao, nlp, new age, huna, reiki, a także setki innych wpisują się w ów mechanizm zachodniego mitu o sprawstwie, o aktywności, o byciu zajętym, nieustannie organizującym, skutecznym, osiągającym wyniki. Działaj! Wygrywaj! Porządkuj! Organizuj! Wygrywaj! Wygrywaj za wszelką cenę! Bądź lepszy od innych! Pokarz, na co cię stać! Udowodnij! Biegaj!

Oczywiście zmęczeni takim udowadnianiem najchętniej oddalibyśmy odpowiedzialność i wreszcie doczekali się spełnienia dziecięcych marzeń, że ktoś nam da, rozwiąże sprawę, przyniesie gotowe rozwiązanie, załatwi za nas. Książę na białym koniu, to też banalne stwierdzenie, a jednak, gdy wychodzę z zajęć, na których rozmawiamy o przyszłości, o miłości, o nadziejach większość kobiet w różnym wieku, marzy właśnie o tym, żeby ten mit się ziścił. To znaczy żeby poprzez relację z mężczyzną idealnym, relację z księciem, dopełniła się ich kobiecość, żeby stały się pełnoprawne, macierzyńskie, wartościowe, spokojne, zasobne itd. A faceci? Marzą o kobiecie idealnej, która zaakceptuje ich takim, jakimi są.  A to z kolei oznacza: Zaakceptuj moje słabości i deficyty; nie zważaj na to, czego się tak bardzo lękam; bądź wyrozumiała wobec wszystkiego, co skrzętnie chowam w cieniu. Chodzi o idealną matkę, opiekunkę, samarytankę – w dodatku atrakcyjną seksualnie.

Pragniemy stabilizacji i bogactwa, to obietnica naszych czasów. Wszyscy, Grecy i Niemcy, Polacy i Łotysze, Libijczycy i Algierczycy – jesteśmy epatowani reklamami bogatego życia. Ludzie chcą mieć luksusowe dobra i bezpieczeństwo w ich konsumowaniu. Ponadto chcą mieć więcej dóbr, dowodów miłości i zasobów od swego sąsiada. Mieć tylko dla siebie, na swój użytek to niezbyt rozkoszne; dopiero mieć więcej niż inni, to jest ekscytujące! Tymczasem według badań pragnienie bogactwa, to pragnienie bezpieczeństwa w aktualnym życiu, nie zaś chęć zmiany stylu życia. Bez zmiany stylu życia osiągnięcie ponadprzeciętnych wyników finansowych będzie trudne, a nawet, gdy nastąpi, może zostać zaprzepaszczone. Osiągnięcie ponadprzeciętnych wyników, w jakiejkolwiek dziedzinie będzie trudne. Pragnienie bezpieczeństwa odwołuje się do utartych wzorców, które z rzadka prowadzą do ponadprzeciętnych wyników.

W tym cała rzecz, prostota mądrości. Oczywiście na niektóre rzeczy warto czekać, a inne uzyskiwać w działaniu. Każda prostota wydaje się na początku zbyt banalna, zbyt oczywista, a jej dostępność trudna do przyjęcia. Prostota na początku jest trudna. Gdy się jej nauczysz staje się oczywista i łatwa.  Pomyśl o trudzie pisania liter z okresu klasy pierwszej, o pułapkach sprzęgła i cofania, o pierwszym kontakcie z Windowsem XP albo z Ósemką. Niektóre rzeczy przychodzą same, a twoja aktywność jest przeciwskuteczna. O inne rzeczy warto zadbać. Sprawa ma się jak z ogrodem. Raz uporządkowany, potrzebuje tylko podlewania, od czasu do czasu nawożenia, czasem przycinania. To łatwe. Zapuszczony ogród wymaga gigantycznej pracy. Zanim blog zacznie działać musisz zainwestować wiele pracy, pieniędzy, ale potem potrzebna jest tylko/aż twoja konsekwencja. Oczywiście można ją wzbudzić siłą i presją, ale lepsza jest miłość. Miłość do pisania, do tematu, a może nawet do ludzi, do relacji, kreacji, do Internetu? Dlaczego miłość jest lepsza, gdyż wtedy, kiedy działamy z miłością, działamy z ochotą, naturalną, bezkosztową motywacją. Twoją rzeczą jest rozróżnić, dzięki spójności, kiedy czekać, a kiedy działać.

PS. Miłość według mnie to nie jest stan, w którym: On kocha ją i czuje nawet, że to miłość życia; tymczasem ona kocha innego i tamtego odrzuca. On cierpi wiedząc o jej ślubie. To znakomity motywy literacki, emocjonalna opowieść, ale nie ma tu opowieści o relacji. Może wtedy chodzić o zakochanie, zauroczenie, obsesję, a nawet stalking, nie zaś o miłość. Miłość pojawia się wówczas, kiedy dojrzały, [w tym momencie wolny] mężczyzna zaprasza dojrzałą [w tym momencie wolną] kobietę do relacji, lub odwrotnie. Relacja. Wymiana. Współ-działanie. Współ-tworzenie. Nie zaś: On do niej coś czuje. Ona może czuje może nie wie, może. Relacja. Relacja to zgoda i odpowiedzialność oraz samoświadomość swoich potrzeb, oraz tego, co wnoszę do relacji i czego od niej oczekuję. Ja to ja, a ty to ty. Jeśli się spotykamy w niektórych sprawach, to cudownie, jeśli nie – jestem ciekaw twojej odmienności, chętnie ją poznam, ale to wcale nie oznacza, że stanie się również moim sposobem na życie. Jest obszar należący tylko do mnie, tylko do ciebie i obszar nasz wspólny. Nie muszę być z tobą. Mogę i chcę, gdyż moje życie z tobą staje się lepsze, ciekawsze, pełniejsze. Jednak wychodzę i wracam zawsze do swojej świadomej samotności, w której jestem ja, kompletny, pełny, wartościowy. Rozpoznaję swoje potrzeby, szanuję siebie, znam swoją wartość i dzięki temu „kocham bliźniego swego jak siebie samego”.

Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

22 komentarzy

  1. Najtrudniej pokochac siebie z pelna akceptacja robionych bledow i niechcianych zachowan. U mnie ten proces trwal dosyc dlugo i wymagal pracy – pracy nad soba oczywiscie. Teraz czesto mowie sobie – juz nic nie musze- bo jestem tu i teraz – zyje – czuje – kocham siebie i swoje zycie i z ciekawoscia dziecka czekam na jutro. Z dystansem obseratora odbieram swiat bedac i nie bedac w nim zarazem . Kochajac siebie nie oceniamy innych , przyjmujemy ich jakimi sa . Sytuacje w ktorych sie znajdujemy budza bardziej ciekawosc niz sklaniaja do ocen i ten stan lubie. Dzialanie – tak ale spokojne bez jak to czasem obserwuje histerii wygrywania , pokazywania siebie w wyimaginowanym swietle.Bo i po co ? Przeciez kochajac siebie mozemy tak wiele dac innym…….. Margo

  2. no tak ,czytam jeszce raz to co napisalam i bije sie w klate!!!alez zrobilam skroty myslowe.powinnam moze byla dwa razy przeczytac .przed kliknieciem „enter”

  3. Andzreju ,moze za bardzo weszlam w jakies swoje doswiadczenia i wspomnienia ,bron Boze nie chcialam namawiac cie na zakladanie rodziny w celu pobudzania kogokolwiek do rozwoju;((( jesli tak zabrzmialo ,to zle sie wyrazilam.przepraszam.
    Wszystkim dzieciom zycze narodzin w momencie ,gdy rodzice ich chca ,sa dojrzali odpowoedzialni i zgodni w tym co planuja i robia.;))))
    Szanuje tez tych ,ktorzy rownie swiadomie i odpowiedzialnie nie chca z jakichs powodow zakladac rodziny.tez jest to ok;)))))i nie ma nic w spolnego z bycie w dobrej reacji z druga osoba.
    Kryzysy rozwijaja ,bo zmuszaja do wychodzenia z trudnej sytuacji,daja taka szanse.ale rownie dobrze mozna swiadomie ,bez koniecznosci wpadania w dolki -stawiac sobie dobre pytania i sukac sposobow na poprawe zycia. wkoncu po to wlasnie jest coaching;)))))ja go tez tak rozumiem.
    Życze Ci duzo milosci ,radosci i nieustannej pasji-w tym co robisz.
    Wszystkiego najlepszego!!!!!Ania

  4. Andrzeju,
    klawo :) Mój dzieciaczek zwykle hasa beztrosko na wybiegu mojej egzystencji. Czasami nabroi ale radość którą mi daje swoim bytowaniem przysłania całą resztę :) Panie Macieju, dziękuje za ten blog. Z okazji wszelkich nadchodzących okazji… życzę Wszystkim spokoju i wyciszenia zwieńczonego sercem pełnym miłości i radości. Pozdrawiam

  5. Ela;
    Ja np. ciągle pielęgnuję w sobie szalonego dzieciaka :) i pozwalam mu czasem na głupstwa ;D

  6. Aniu;
    Dzięki za posta :) Daje do myślenia!
    Ja zdecydowanie nie czuję sie jak ojeciec i nie zamierzam nim być. Oczekuję pięknej, równorzędnej i dojrzałej relacji :)) No i nauczycielem albo coachem dla drugiej osoby też nie za bardzo chcę być. Chcę by druga osoba była świadoma swoich motywacji lub przynajmniej nieświadomie realizowała je :)

  7. jest różnica między infantylnością a infantylnością – tak, tak :) czasami jest powierzchowna – takie różowe okulary zakładane świadomie by uczynić świat radośniejszym i łatwiejszym w odbiorze. Gdzieś kiedyś wyczytałam, że trzeba mieć w sobie dużo dorosłości by potrafić cieszyć się życiem jak dziecko, czyli w tym przypadku to tak jakby stan ponad tą powierzchowną ogólnie przyjętą dorosłość. Serdecznie pozdrawiam :)

  8. Andzreju, wyaje mi sie,ze czasem osoby ” infantylne” szukaja osoby dojrzalej,albo na taka wygladajcej ,zeby sie nimi zajela,zaopiekowala.Tej „starszej „trudno bedzie byc w zwiazku partnerskim-bedzie jak ojciec czy matka,a nie jak rownorzedny partner….No chyba ,ze takiej osoby-dziecka potrzebuje;))))z jakiegos powodu.
    ,;))))))))))))))))
    zmiana postawy w takim zwiazku…pachnie duuzym kryzyzsem;)))))

    zdaje mi sie,ze czasem zdarza sie to ,gdy rodzi sie dziecko i wypycha tego mniej dojrzalego partnera z dotychczasowej roli.Trzeba dorosnac i zajac sie dzieckiem;))))))czasem bardzo szybko.Ryzykowna operacja konczy sie albo albo szybkim dojrzewaniem ,albo jedno z partnerow ma dwoje dzieci,albo zwiazek sie rozpada.Lepiej jest ,gdy dzieci rodza sie dojrzalym rodzicom;)))))))))))))))))Niezaleznie od wieku…
    tydzien temu wysluchalam opowiesci 70-latka,ktory ozenil sie z „babcia”,jak nazwal 85 saotna pania…byl jednoczesnie jej mezem ,jej synem / dawala mu kieszonkowe ,gdy szedl sie zabawic/.Ślub pewnie byl formalnym rozwiązaniem,bo adopcja w ym wieku raczej nie zakonczylaby sie sukcesem…..Opiekowal sie nia do smierci,w zamian dostal mieszkanie….Pomyslalam w pierwszej chwili ,ze byl wyrachowany,ale on naprawde mowil o niej z uczuciem,do dzis dba o jej grob i dobrze wspomina 3 wspolnie spedzone lata.Bylo to wg niego najlepsze z jego trzech malżenstw….
    ????

  9. Gotowość- to pokochanie samego siebie w samotności i chwila gdy jesteśmy otwarci na drugą osobę. By cieszyć się jej towarzystwem.

    Przeczytałem wczoraj 2 pytania:

    1. Co takiego robisz, jak się prezentujesz, jak się zachowujesz, że przyciągasz osoby gotowe przyjąć postawę infantylną?
    2. Co potrzebujesz zmienić w sobie, żeby Twój partner lub partnerka również zmieniła postawę?

    To dla mnie pytania przełomowe. Silne elementy mojej układanki. Zaczynam rozumieć i poprawiać te obszary. Czuję, że ten tekst jest dla mnie. Dzięki M.B!

  10. :)

  11. odnosac to do testu samochodowego-to odkrycie,ze czowiek ma dwie nogi i nic lepszego do poruszania sie nie potrzebuje;)))a samochod moze miec lub nie,taki lub inny,na zawsze ,na jakis czas,taki jaki aktualnie potrzebuje ,zeby bylo lepiej;)))))ale bez czterech kolek tez moze dotrzec tam ,gdzie chce.;))))
    pozdrawiam-czy to dzis mial byc koniec swiata?jesli tak ,to ide zaparzyc ulubiona kawe;))))jesli nie ,zrobie to roniez;))))

  12. Serdeczne dzięki Maćku za ten dzisiejszy tekst. Jest jak najpiękniejsze życzenia świąteczne i noworoczne: Kochaj bliźniego swego jak siebie samego. Siebie nie mniej i nie więcej. Cudowna równowaga miłości. I oby nie tylko od święta i oby nie tylko jeden dzień dłużej niż do końca świata :-)
    PS. Odmieniony blog bardzo mi przypadł do gustu. Tak się jaśniej zrobiło….

  13. ania Ha test samochodowy działa ;) Też lubię jak mi się robi pstryk :)

  14. Aniula, pamietasz nasze pogawedki o facetach???kilka miesiecy temu???-po tym wszystkim zrobilo mi sie pstryk w glowie i nagle cos stalo sie jasne;))))))))))))jakbym znalazla ostatni klocek w ukladance puzzli;)))moze tak jka „pytanie graniczne” isteniejs tez „graniczny facet”???albo „graniczne doswiadczenie”,albo „pilka setowa,po ktorej przechodzi sie do koeljnego etapu gry,nowy level;)))))))))))

  15. bogactwo……tak,na swoj sposob osiagnelam bogactwo;)))))nawet moge powiedziec,ze dostalam od zycia wiecej niz sasiedzi. i to bogactwo daje mi poczucie bezpieczenstwa;))))
    mam na mysli bogactwo doswiadczen.
    w ksiazce „Quest”znalazlam zdanie: „poza krawedz wszechswiata nie wypadniesz”
    wszelkie zyciowe doswiadczenia tylko potwierdzaja te prawde.
    w tm sensie bogactwo doswiadczen daje poczucie bezpieczenstwa .im jestem starsza,tym mniej sie boje;)))))

  16. piekny tekst.wzruszylam sie i podpisuje sie pod nim,tak dzis rozumiem milosc.

    w grudniu mam poczucie,ze czas przestal byc linearny;))))widze swoje dawne zwiazki i dzis doceniam nauke ,jaka wniesli dawni partnerzy w moje zycie.W pewien sposob dzis potrafie kochac ich wszystkich naraz;)))))

    Wczesnie rowniez tesknilam na ksieciem na bialym koniu;)))))za dopelnieniem idealnym,akceptacja…a tym czasem -bylo roznie-z jednym jedno bylo lepsze,z drugim cos innego nie do zniesienia….czegos brakowalo….

    trafnie napisano,ze relacje tez ucza-o potrzebach i oczekiwaniach,
    ale tez o swoim wlasnym potencjale ,jakii mozna w relacje wniesc.o potrzebie wymiany,dawania,akceptowania innosci,bez koniecznosci zwalczania jej..i narzucania wlasnej woli komus.
    dzis zrozumialam ,ze kochac mozna dopiero wtedy ,gdy sie ma „nadmiar”,gdy sie samemu jest pelnia i mozna sie nia podzielic,wymienic.i nadal byc caloscia,

    czterdziesci lat zajelo mi rozwiazanie tej zagadki;))))))

    czy spotkam kogos ,kto dzis mysli podobnie jak ja?co moge mu dac,co moge zaakceptowac,czym sie zachwycic?co sprawi ,ze razem bedzie lepiej?gdy osobno tez jest dobrze?

    i tu sie klania taoistyczna pokora i czekanie;)))))ale to nie jest juz czekanie w poczuciu niepelnosci i niespelnienia-wokol dzieje sie tyle cudnych rzeczy ,do ktorych nie trzeba isc z mezczyzna pod reke;))))
    mija rok,ktory nauczyl mnie czekania,a takze dzialania,gdy trzeba.cierpliwosci i aktywnosci.
    Osobiste dzieki !!! Maćku ,za ten tekst na zakończenie roku;)))))Ania.

  17. Wczoraj przed snem czytałam mądre księgi, a każda jedna mówiła o odpuszczaniu, o nie przywiązywaniu się do rezultatów pracy, puść, uwolnij, poddaj się, szeptały stroniczki spisane przez oświecone głowy. I nie wiem przy którym to już wersecie z kolei, faktycznie COŚ się odwiązało ode mnie. Westchnęłam sobie z ulgą i poszłam śnić oczyszczające sny.
    Mówią poddaj się, odpuść. No właśnie…. Wydaje się to takie proste, ale w rezultacie co to znaczy? Rozebrać się i nago biegać po osiedlu? Przestać robić cokolwiek? Zapomnieć o marzeniach, które czekają na zrealizowanie? Nie planować? Machnąć ręką? Kiedy to poddawanie się, a kiedy ucieczka bo coś nas przerosło? Kiedy to odpuszczenie, a kiedy zwykła rezygnacja bo zapał słomiany albo za trudne puszczenie kontroli? Kiedy to uwolnienie jest nim naprawdę, a nie tchórzliwym zaniechaniem? Cóż, oprócz biegania nago po osiedlu, przetestowałam wszystkie opcje…

    Miotałam się tak przez wiele lat. W końcu podczas hinduskiej wyprawy zaczęłam coś rozumieć. Sznurki kontroli powoli wymykały się z dłoni i wcale nie chciałam ich łapać na siłę. Kontrola odlatywała ode mnie jak baloniki, wyżej i wyżej. Stało się to bardzo łagodnie, kiedy noc całowała się z dniem, albo odwrotnie. Gdzieś pomiędzy, zaszła przemiana. Nic nie należy do mnie, nic nie jest moje, nic nie jest na zawsze. Więc o co tak walczę? Jedyne, co zabiorę z sobą-moją duszę, w nią warto „inwestować”.

    Rozpadłam się na miliony kawałków, które dryfowały po oceanie oczekiwań. Przeżyłam po to, by stworzyć się na nowo, bez zbędnych ciężarów, z ramionami wyciągniętymi w górę w geście pozdrowienia, poddania, wdzięczności, zaufania. I KTOŚ się mną zaopiekował, a w zamian wymaga jedynie: miłości, ufności, wytrwałości. Dużo? Niby tak, niby nie… Ale mnie stać na to. Wiem już jak jest, kiedy kombinuję sama. Czułam się oplątana nitkami niczym szaleniec w białym kaftanie bezpieczeństwa. Bez możliwości zrobienia ruchu. Marionetka ma lepszy żywot…

    Nie chcę być więcej rybą wyciągniętą z wody. Już wiem jak to jest. Byłam tam.
    Dziś widzę, że wykonałam pracę, a każda jedna kropla potu warta jest mojego wysiłku.

    PS czasem być, czasem działać, zawsze kochać ;-)

  18. Cóż mogę powiedzieć poza tym że się podpisuję. Lekko, prosto, naturalnie. O.

  19. Dojrzała/y aktualnie wolna/y, a gdzie zasada „na zakładkę” żeby nie być samemu? Żartuję, ale bardzo często się z takim podejściem spotykałam i spotykam. Ludzie boją się być sami, bo boją się sami siebie oraz tego, że wyjdzie iż są nudni i nijacy. A tak zawsze można epatować rozpaczą po ostatnim związku, budować litość i znowu sobie kogoś przykleić. Jest takie powiedzenie ” mamy takich partnerów na jakich zasługujemy” i coś w tym jest…..

  20. List do Koryntian

    „Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
    a miłości bym nie miał,
    stałbym się jak miedź brzęcząca
    albo cymbał brzmiący.
    2 Gdybym też miał dar prorokowania
    i znał wszystkie tajemnice,
    i posiadał wszelką wiedzę,
    i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił.
    a miłości bym nie miał,
    byłbym niczym.
    3 I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,
    a ciało wystawił na spalenie,
    lecz miłości bym nie miał,
    nic bym nie zyskał.
    4 Miłość cierpliwa jest,
    łaskawa jest.
    Miłość nie zazdrości,
    nie szuka poklasku,
    nie unosi się pychą;
    5 nie dopuszcza się bezwstydu,
    nie szuka swego,
    nie unosi się gniewem,
    nie pamięta złego;
    6 nie cieszy się z niesprawiedliwości,
    lecz współweseli się z prawdą.
    7 Wszystko znosi,
    wszystkiemu wierzy,
    we wszystkim pokłada nadzieję,
    wszystko przetrzyma.
    8 Miłość nigdy nie ustaje,
    [nie jest] jak proroctwa, które się skończą,
    albo jak dar języków, który zniknie,
    lub jak wiedza, której zabraknie.
    9 Po części bowiem tylko poznajemy,
    po części prorokujemy.
    10 Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe,
    zniknie to, co jest tylko częściowe.
    11 Gdy byłem dzieckiem,
    mówiłem jak dziecko,
    czułem jak dziecko,
    myślałem jak dziecko.
    Kiedy zaś stałem się mężem,
    wyzbyłem się tego, co dziecięce.
    12 Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno;
    wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz:
    Teraz poznaję po części,
    wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany.
    13 Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy:
    z nich zaś największa jest miłość”.

    A gdyby w miejsce słowa „miłość” wstawić „ja” lub „ja jestem”?
    Czemu autor pisze o uczuciach dzieci?

    „On kocha ją i czuje nawet, że to miłość życia; tymczasem ona kocha innego i tamtego odrzuca. On cierpi wiedząc o jej ślubie.” Gdyby prawdziwie kochał, cieszyłby się jej szczęściem.

    Miłość jest jak Tao. Niepoznawalne, nieprzejawione, każdy z nas ma swoją definicję obu.

  21. Blog zmienił stylistykę graficzną? Fajnie :)
    Co do relacji miłosnej—czasami właśnie z niej dowiadujemy się o swoich oczekiwaniach i potrzebach, a także o swoim skarbcu, z którego możemy dawać. Najpierw miłość, potem „samoświadomość”, i to nie zawsze od razu.

Komentarze są wyłączone.