Spójność i strefa komfortu

Jak odróżnić spójność od wychodzenia ze strefy komfortu? Czasem zdarza się tak, że obawiamy się jakieś sytuacji, wewnętrzny głos, impuls, intuicja mówi nam: Nie rób tego; nie idź tam; nie podejmuj tej decyzji. Oczywiście zdarza się również, że spójność zachęca do działania. Z kolei wyjście ze strefy komfortu odczuwamy jako stan napięcia, towarzyszy mu niechęć, obawa, czasem nawet lęk. Wszelkie bowiem nawyki, wyćwiczone wzorce, utrwalone automatyzmy sprawiły, że czujemy się bezpiecznie zwłaszcza wtedy, gdy otoczenie, decyzje, a nawet reakcje są przewidywalne, możliwe do skontrolowania, powtarzalne. Najlepiej smakuje kotlecik mamy, najsmaczniej śpi się z misiem u boku, czy jak powiedział kiedyś mój przyjaciel: w Wigilię Bożego Narodzenia grzechem jest picie, ale tylko tego alkoholu, którego się nie lubi; reszta jest dozwolona. Wigilijny post katolicki cofnięto, więc w zasadzie hulaj dusza. Jak powiedział Warren Buffet: najbezpieczniejsze są zwierzęta w ZOO. Specjalistyczne służby dbają dzień i noc żeby ich stan zdrowia był monitorowany i wszelkie potrzeby zostały zaspokojone, z wyjątkiem tych, których w niewoli zaspokoić nie można. Cena za permanentne bezpieczeństwo. Strefa komfortu jest silnie skojarzona z poczuciem bezpieczeństwa, nawet jeśli jest to bezpieczeństwo na miarę patologicznej rodziny, w której króluje przemoc.

Są chwile, gdy rozróżnienie pomiędzy: Nie chcę, gdyż to jest wbrew mnie; a  – Obawiam się utraty przyjemnego przyzwyczajenia – jest trudne. Zatem na przykład, czy decyzja żeby nie jechać do teściów na święta to przejaw mojej spójność, czy też lęk przed utratą komfortu poprzez rezygnację ze znanej i lubianej sytuacji [święta u mamy] na rzecz świąt w obcym środowisku – pyta mój klient coachingowy?  Czy powinienem zrobić to dla żony i „entuzjastycznie” wybrać się do teściów wbrew sobie, czy uprzeć się i nie jechać. Skąd mam wiedzieć, czy mój upór to nie jest efekt obawy przed utratą strefy komfortu? A może powinien zrobić to dla żony i jechać bez gadania, nawet wbrew sobie? Jak mam rozpoznać, że postępuję słusznie w zgodzie ze sobą, albo przeciwnie, że tylko sobie folguję, pobłażam i karmię swoje ego.

Wbrew pozorom rozróżnienie nie jest takie trudne. Spójność, w przeciwieństwie do pompowania ego, które chce coś wygrać lub ukryć deficyty, nie wywołuje negatywnych emocji, nie ma tam lęku, napięcia, złości. Gdy coś udowadniamy, dowód ma potwierdzić nasze poczucie wartości – utracone przecież – dlatego trzeba z niego składać dowody i je potwierdzać. Gdy pompujemy ego, widać było zbyt małe, słabiutkie w naszej samoocenie, dlatego trzeba się napuszyć, nadąć. Gdy walczymy, ten drugi jest wrogiem, nawet, jeśli to własny mąż lub żona i nawet, gdy walka odbywa się poprzez zgryźliwe komentarze, przytyki i żarciki. Wtedy liczy się walka i nawet chwilowe zwycięstwo nawet za cenę utraty komfortu. Spójność znika. Pojawia się zranione ego. Kiedy jesteś spójny; jesteś w kontakcie ze sobą, jesteś spokojny, harmonijny jak nigdy. Tam nie ma potrzeby składania ofiar ani dowodów; nie ma miejsca na udowadnianie i walkę; po prostu czujesz co jest  dla ciebie dobre, co jest właściwe, a co nie. Jeśli nawet postąpisz wbrew swojej spójności, ale ją spokojnie w sobie rozpoznajesz i zrobisz coś, lub czegoś nie zrobisz dla drugiej osoby, wówczas będzie to ekologiczna decyzja. Tak jest. Ekologiczna, gdyż uwzględni starą dobrą zasadę: nie rób drugiemu, co to tobie nie miłe; kochaj bliźniego swego jak siebie samego –  czyli zastanów się jak byś się czuł na jego lub jej miejscu. Spójność to również odpowiedzialność zarówno za siebie jak i za drugiego człowieka i w tym sensie zdolność do przewidywania skutków własnych działań lub powstrzymania się od działań. Ze spójnością jest jak z mówieniem prawdy. Na początku wydaje się to trudne, wręcz niemożliwe, zwłaszcza interesach, handlu, biznesie w relacjach z nielubianymi ludźmi, wobec dzieci … a jednak każdy dzień prawdy przybliża do rewolucyjnego odkrycia – mówienie prawdy jest proste i daje nadspodziewanie dobre efekty.  Na początek robi się lżej, jest to odczuwalne nawet fizycznie; jakby się zdjęło balast z ramion. Identycznie jest ze spójnością i ekologią.

Spójność i strefa komfortu
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

36 komentarzy

  1. czasem prosze moich roznych znajomych o rade,o inny punkt widzenia w jakiejs sprawie.
    czasem,rozwiazujac problem biore go pod uwage,a czasem,przyswoiwszy informacje,nie korzystam z niej.ukladam swoje klocki w oparciu o wszystkp co wiem ,z faktow,a takze o to, co mowi mi intuicja.
    czasem bywa ona pierwsza i mowi zdecydowanym glosem-wtedy czekam jeszce chwile,zeby racjonalnie rowniez sie zgadzalo…..wtedy wlasnie jest czas na konsultacje.

    i oczywiscie robie po swojemu,najlepsza,spojna na dzis wersje.spojna z caloscia,ktora wykracza takze poza mnie.wciskam eneter i po dlugim zastanawianiu sie -dzialam.

    i wtedy zaczynaja sie schody…;)))))))))))))))))))
    niektorzy obrazaja sie,ze nie skorzystalam z ich rad,mimo ,ze poswiecili swoj czas na to ,zeby przedstawic swoj poglad,zarzekaja sie nawet ,ze wiecej mi nie pomoga,skoro i tak zamierzam zrobic swoje.
    probowalam wytlumaczyc,ze ich wskazowki sa dla mnie bardzo cenne,zostaly uwzglednione w projekcie “ania356”,ich doswiadczenie pomoglo mi taka wlasnie a nie inna decyzje podjac.ale odpowiedzialnosc i tak ponosze ja,wiec i ja ryzykuje i decyduje .
    nie kazdy potrafi to przyjac.

    ja mimo wszystko mam jednka latwosc w wychodzeniu ze strefy komfortu.
    po tacie odziedziczylam gen eksperymentatora,wynalzacy ,troche odkrywcy

  2. powoli ucze sie te stany odrozniac-kiedy “gram” w egologie ,a kiedy stosuje ekologie;)))).kiedys nie bardzo widzialam roznice miedzy dysonansem a intuicja…
    a jednak jest.
    niebieski jest niebieski-ale wystarczy spojrzec na palete przy mieszalniku Duluxa-nie tylko barwa sie roznia,takze natezeniem w kazdym odcieniu…/cwiczenie dla wzrokowcow/

    podstawa jest chyba zdrowe poczucie wlasnej wartosci.

    tak jak podstawa prawdomownosci jest uczciwosc.
    latwiej byc prawdomowny,.gdy sie jest uczciwym,jak tez postepowac asertywnie ,majac poczucie wartosci,jak rowniez i nie przewracac sie ,majac dobrze wywazony srodek ciezkosci.
    /a propos cwiczen kinestetycznych w ramach coachingu;)))))))))))))/

    jesli ktos nieuczciwy zechce byc prawdomowny…bedzie tragedia wynikajaca z nieodpowiedzialnosci,taka sama ,jak jazda zima na niewywazonych kolach-byle ruch moze zepchnac do rowu.
    czlowieka niepewnego byle pochwala lub byle krytyka wznosi lub znosi jak wiatr…..

    zdrowe ego jest zwiazane z poczuciem wartosci,jak statecznik w lodzi,ktory powoduje ,ze przy wietrze nabiera predkosci,lodz nie przewraca sie przy byle podmuchu….
    to takie tam analogie odnosnie spojnosci.
    spojny czlowiek nie traci energii .

  3. dlatego ,bedac kiedys w berlinskim zoo-stwierdzilam ,ze najszcesliwsze w tym miejscu sa wroble-syte,wolne,niezalezne;)))))))))))))))
    wolalabym byc wroblem w zoo niz orlem w klatce.

  4. Ekologicznie dobrze się też uśmiechnąć i pójść za tym uśmiechem trochę dalej. Polecam “Jak działa jamniczek”: http://www.youtube.com/watch?v=bIN4ZL9U7Z4
    Jest i mały wątek z Kocurem ;)

  5. A jeszcze się pochwalę, że od dzisiaj jestem oficjalną wolontariuszką Fundacji Miejsce Kobiet we Wrocławiu. O wydarzeniach w Miejscu Kobiet można czytać na FB:)

  6. Też na mnie kiedyś nakrzyczał instruktor i go rzuciłam :) Potem w ciągu dwóch tygodni jeździłam z trzema i świetnie chłopaki się dopełniali. Pan egzaminator mimo, że mu dziewczyna o mało na manewrach tyłu nie rozwaliła wcale na mnie nie krzyczał tylko nakazał stanowczo cegłę z gazu zdjąć :) Jakby nie patrzeć nigdzie nie przekroczyłam przepisowej 60 :) Teraz to 50 po mieście. Instruktorzy kazali jeździć dynamicznie to jeździłam i nie czekałam z ruszaniem, aż zielone zgaśnie:) Muszę przyznać , że egzaminator był podstępny i starał się mnie zdenerwować , ale byłam tak zdenerwowana , że nie reagowałam na jego ton głosu. Dodatkowo jak się denerwuję to zaczynam się szczerzyć i wszyscy myślą, że jestem wyluzowana a ja mam po prostu skrzywienie mimiczne:) I tak słabość przekuwa się w zaletę;)

  7. Aniula,

    I tak trzymaj :)

    Wszystkiego dobrego

  8. :)

  9. Bartek ten dom to w sumie wymóg przestrzenny:) A wiesz jakby znajomi z Polski chcieli wpaść na warsztaty to będzie gdzie materac wrzucić i się przespać:) Co do szczęścia to ono sobie jest , małe trudności , które się pojawiają potrafią dobić ale jakoś na razie z nich wyłażę :)

  10. Jak jest rodzina to już nie ma rady, trzeba powiększać włości :) Myśleć o Teraz, ale i o przyszłych pokoleniach. To inwestycja w każdym calu. Życzę Ci takiego domu Aniula :)

  11. Aniula,

    Posiadanie domu jest celem samym w sobie. Radością jest dawanie lekcji jogi nawet w piwnicy czy garażu.
    Czy w momencie zakupu czy wybudowania takiego domu staniesz się szczęśliwsza?

  12. Co do kasy mam jak najbardziej ekologiczny projekt a mianowicie dom dla mojej rodziny z dużym warsztatem i salą do jogi:)

  13. Tak, zdecydowanie tak :) Tak wyobrażam sobie, że działa spójny człowiek, który jednocześnie wychodzi ze strefy komfortu tak, jak opuszcza kuchnię by przejść do dużego pokoju czy łazienki. Przemieszcza się w świecie sprawnie według swoich potrzeb i w zgodzie z ekologią.
    I nie ma w sobie potrzeby hejtowania, obrażania kogokolwiek w sieci, w realu. Nie bierze broni do ręki i nie strzela, jak mu coś w kimś nie pasuje.

  14. Dżo-ann,

    Posiadanie pieniędzy czy rzeczy tylko wtedy będzie ekologiczne i będzie przynosić radość jeżeli nie będą one celem samym w sobie, bo jeżeli będą to ich posiadanie przyniesie właśnie stres.
    Nastawienie tylko na zrobienie tego jednego właściwego kroku w dłuższej perspektywie przyniesie więcej radości i spełnienia.
    Coach ma się cieszyć z faktu pomocy drugiemu a nie przeliczeniem złotówek za odfajkowaną sztukę czy godzinę. Jeżeli będzie pozytywnie wpływać na swojego “ucznia” ten odwzajemni mu się wyczuwając energię szczerości i prawdy a wtedy marketing szeptany zadziała magicznie przelewając kolejne środki na konto :).

  15. Posiadanie pieniędzy nie kłóci się ze świadomym życiem. Przeciwnie myślę, że dobry coach, który np. pomaga wypracować ludziom efektywniejszą pracę, dbanie o lepszy rozwój swych finansów i dóbr sam swoim życiem świadczy, że jego techniki działają.
    Dobrobyt, dostatek, obfitość zdejmuje pewien silny zestaw leków o niepewność dnia jutrzejszego z ramion. Pewnie i w perspektywie wydłuża życie – stresy odpuszczają przecież np. sercu.
    Życzę każdemu żeby miał, żeby umiał mieć. Zwłaszcza tym, których stać głównie na porysowanie komuś fajnego auta albo otrucie psa, żeby umieli zazdrościć w sposób dla siebie twórczy.

  16. Kiedyś /jeszcze nie tak dawno temu/ myślałem: jak będę miał Opla, najlepiej Insignię, jak będę kierownikiem, jak będę miał x kasy na koncie będzie super. Będę szczęśliwy. Mam w końcu odpowiednie wykształcenie, wiedzę i wiele innych cech pozwalających odnieść sukces. Ważniejszy był cel niż działanie. Teraz wiem, że tak na prawdę najważniejsza jest jedna rzecz. Rzecz, która dzieje się Teraz. Tylko ten krok, to spojrzenie, to słowo, ta myśl, to dzieło prowadzi do cudu. Cudownego widzenia cudownych drobnych rzeczy. I do sukcesu.

    Można mieć wszystko, nie mając niczego. I dzięki temu pozwolić sobie na posiadanie wszystkiego. Bo tylko wtedy otwierają się możliwości. Prawdziwe możliwości.

    Podczas rodzinnych spotkań, gdy mówię takie rzeczy, widzę dziwne spojrzenia. Mowa ciała, twarzy jest mi dobrze znana. Wiem co myślą.

    Akceptuję to, akceptuję ich.

  17. No właśnie, Bartku, jak Ty mnie rozumiesz :-)
    Gdyby większość zawsze działała dając innym wytchnienie zamiast zabierać co chwilę prawo do ekspresji siebie, mniejszość – jeszcze niedojrzała musiałaby ruszyć szybciej mózgownicami i przejrzeć; przebudzić się. Oby po 21 grudnia i zawsze już nastąpił koniec świata obłąkańczego zdania się na media i kasiorę; oby więcej ludzi chciało cośkolwiek więcej niż tylko dać sobie kneblować usta kapitalistycznym dobrobytem czy pseudowolnością i filmami porno – wszystko jedno czy to porno duszy czy ciała.
    Nie godzę się na taki świat i mam nadzieję że w tej wersji kiedyś gruchnie i odrodzi się tym co wartościowe, właściwe i pomyślane z sensem i mózgiem.

  18. Elektron w atomie według Wikipedii

    “Dostarczenie energii z zewnątrz powoduje wzbudzenie elektronów do wyższych stanów, bądź jonizację atomu (oderwanie elektronu). Zwykle w procesach takich wzbudzane są tylko elektrony z najwyższych powłok zwanych walencyjnymi, jednak promieniowanie o dużej energii wzbudza lub odrywa od atomu elektrony z głębszych powłok.
    Zachowanie elektronów na powłokach atomowych determinuje własności atomów w reakcjach chemicznych.

    Tak więc ELEKTRONY wolne i związane zmieniajmy nasze atomy, sami twórzmy energię potrzebną do wznoszenia. By kochać, by żyć, by być.

  19. Ach no i czy jesteśmy aż tak zacofanym społeczeństwem, aby każdemu kto wybiera świadomie (tak mu się zwyczajnie zycie ulożyło) wolność i jest stanu wolnego przywalać łatkę “stara panna” i “stary kawaler”. Ściszać głos jak dawniej…”bo wiesz on to nie miał szczęśćia”, “bo ona to miała wymagania, a taki jeden za nią chodził – dyrektor z domem w dzielnicy willowej”, “w młodości nie była wcale taka brzydka” albo “kobieciarz, ale trafiła kosa na kamień i dobrze mu tak, że sam wylądował”. Plotka plotką – była, jest i będzie. Ale na miłośc boską mamy XXI wiek. Szczęście jest kruche i można je zburzyć interesując się za bardzo czyimś.
    Bo czasem ktoś zwyczajnie nie szuka, nie czeka i sam wie czego mu trzeba bez biura matrymonialno-sąsiedzkiego.
    pozdrawiam wszystkich sparowanych i w o l n e elektrony ;-)

  20. Mój pociąg przed kilkoma dniami przyjechał. Zawiadowca stacji w osobie mojego byłego klienta zadzwonił z informacją, że szukają handlowca do firmy X. Przyszedłem na stację a tam zapowiedź: także firma Y szuka handlowca. Moja branża, moja przyszłość, pomoc ludziom w prowadzeniu biznesu, pomoc ludziom w wielkiej potrzebie. To co chcę robić, to co chcę sprzedawać, to gdzie chcę być, po co chcę być i to robić. Moje wcześniejsze myśli, chęci, plany doprowadziły mnie do tego przystanku. Pociąg nadjechał. Czy zawiezie mnie do miejsca przeznaczenia?
    Wiem, że czekanie na swój pociąg ma sens, nawet gdy jest sporo opóźniony.

  21. A u mnie nadal jasny ;-) Może Ci się jeszcze tak nie odświeża?
    Jasność, widzę jasność ;-)

  22. Pewnie Aniula :-) Moje cztery też w ruchu często. To nie miejsce dla mnie by się skarżyć. Myślę, że każdy ma własne, święte decydować o swoim życiu w pojedynkę, w parze na kocią łapę, w małżeństwie cywilnym, kościelnym czy każdym innym układzie, który mu pasuje. Pewnie, że człowiek istota społeczna i jak powietrza trza mu ludzi :-) Ale ocenianie kogoś jako np. starego kawalera i na siłę swatanie go z każdą wolną panną (by miał rozwój i dobre zycie w dwójkę, jakiego sobie jeszcze nie potrafi skutecznie wyantycypować) zwłaszcza przez matrony, którym bardziej niż jemu zależy na “jego szczęściu” uważam za mało coachingowe. Najłatwiej się krytykuje i ocenia cudze życie. Podobnie łatwo i często lepiej się wie co dla drugiego dobre.
    Uczucia to delikatna sprawa. Tak uważam.
    Blog znowu ciemny? Hmm… szkoda.

  23. PS dziękuję za filmik tao ;) Mój mistrz też podobnie mówi: W duchowości musisz nauczyć się czekać cierpliwie na peronie, na odpowiedni pociąg. Od przyjedzie. Wykaż się pokorą i cierpliwością.
    Bo kiedy już się tyle zrobiło, to zamiast szamotać się i szukać nowego, czasem naprawdę wystarczy poczekać. (Przetestowane ;-)) I pewnie nie raz przyjdzie mi zjeść własne słowa ;-))

  24. Zwodnicza ta strefa komfortu oj bardzo… Dziś poszłam odważnie na sesję indywidualnej jogi. No powiem, że się podłamałam. Potrafię zrobić coś “zaawansowanego” a leżę na podstawach! Dowiedziałam się tyle nowego o swoim ciele, że nie wiem czy się cieszyć czy być załamaną ;-) Ogólnie się cieszę, bo jest nad czym pracować! Ta podróż nie ma końca, to NIEZWYKŁE. Absolutnie porażające, jak olśniewającą maszyną jest ciało!

    Od pewnego czasu czułam, że potrzeba mi jeszcze czegoś, że brakuje jakiegoś małego elementu. Tak się zakręciłam, że samo do mnie przyszło. Joga w temperaturze 36stopni ;-) odpowiednim nawilżeniu powietrza, to już jak w domu, znaczy się w Indiach ;-) I wylazłam ze strefy komfortu. Stanęłam oko w oko z lękiem przed oceną, rozbolała mnie głowa, wypiłam litry wody, dostałam dużo odpowiedzi, upewniłam się w środku czego chcę od ciała i jak z nim pogadać. Do tego zobaczyłam tak “publicznie” jak ogromny krok zrobiłam… Kiedyś chcieli mnie kroić i nogę badać od środka, dziś, bez operacji potrafię wywijać nogami, że głowa mała. Kiedyś bolało mnie wszystko, a dziś… dziś tylko czasem głowa na marne ;-)
    Dziś zrozumiałam, że czas być dla siebie wielkim mistrzem, że czas puścić rękę guru, który z tej ciemności wyprowadził na jasność, że w sercu jest ogrom miejsca dla każdego nauczyciela, ale teraz już czas iść samotnie, słuchając tego, co w środku, nie pytając wszystkich o zdanie i radę. Bo kiedy się usiądzie na chwilę, zakopie po sam czubek głowy i wsłucha jedynie w oddech, wiadomo jakie decyzje podjąć, choćby te najtrudniejsze.
    Rok temu wyszłam z domu, pożegnałam bardzo dobrą relację z mężem, wyszłam ze strefy komfortu, że pieniądze są. Nagle podjęłam decyzję by zaufać swoim siłom. Z małymi oszczędnościami zrobiłam krok w nieznane, myślałam, że utonę, przez chwilę tak było. Po chwili nauczyłam się pływać, a z każdą kolejną porcją odgarniętej wody, nabieram więcej pewności siebie.
    I choć dziś nie mam pojęcia co będzie w styczniu (na ten miesiąc zarobiłam ;-) co graniczy z cudem po tak długiej nieobecności w kraju!:-)) to już się tak nie martwię. Nie polegam na rodzinie, przyjaciółce ani klientach. Polegam na sobie i Wszechświecie. Tylko tak warto oddać kontrolę, sobie i temu, co wie lepiej, choć go nie widać.

    I było cholernie trudno “wytrwać” w tej spójności… By żyć tak jak się chce żyć. Kiedy nie wpada ani złotówka, kiedy mieszka się w mieszkaniu, na które tak naprawdę nie stać, kiedy jedyne pieniądze jakie są to te znajdywane na ulicy ;-) Pojawiła się dla mnie oferta pracy, etatowej, ale… trochę się mijała z moją filozofią. Pensja, u lala, kusząca okrutnie, dająca komfort, że aż w dupkę cieplutko! Im dłużej myślałam o tym, że pracuję tam, gdzie mi proponowano, tym trudniej mi się oddychało. Pomyślałam, że wybrzydzam, że dam radę pogodzić pisanie, masaż i etat. Jasne… I może jeszcze się rozmnożę i wezmę trzeci etat! Lęk był silny… W końcu po dwóch dniach, odmówiłam. Poczułam taką ulgę i jeszcze większy strach! Po kolejnych dwóch dniach zadzwonił telefon, miałam napisać tekst na już. Zrobiłam to w dwie godziny, zarobiłam na cały miesiąc! I jak tu nie ufać? No trzeba mieć stalowe albo miękkie nerwy ;-) i cholernie kochać to, co się robi. Gdybym tego nie kochała, już dawno bym uległa ;-)
    Wszechświat mówi, bezustannie, tylko często mamy swoje własne odpowiedzi, które niekoniecznie pokrywają się z tymi wszechświatowymi. Uszy otwarte na maksa! I wiecie co? Jeszcze jedno tu napiszę, bo znowu gadam za dużo, ale mnie dopadła taka potrzeba podzielenia się, może komuś się na coś przyda…
    W niedzielę dostałam maila od pani weterynarz, czy bym nie nauczyła jej masażu Shantala, który jest masażem niemowlaków, bo ona chce pomagać lepiej swoim czworonożnym pacjentom! W pierwszej chwili pomyślałam, że to żart, w drugiej już miałam gotowy pomysł jak z niemowlaka zrobić psa ;) i jak to przełożyć na cztery łapy! I powstało coś absolutnie świeżego i nie mogę się doczekać, żeby poobcować dla odmiany z psim duchem!
    Otwarty człowiek trafił na tego, który się otwiera coraz mocniej. Już się nie trzymam tak kurczowo tego, czego mnie nauczono i co inni powiedzą, że to takie nie profesjonalne itp. Do pewnego momentu idę ścieżką nauczyciela, a później zaczynam tworzyć coś swojego, bo tak samo się jakoś dzieje.
    Amen ;)

  25. Dźo-ann a ja tam myślę, że czasem trzeba sobie posiedzieć a czasem trzeba ruszyć cztery litery:) A i mężula przez internet poznałam, jakoś 10 lat zleciało nie wiadomo kiedy ;) Też nie lubię jak Wszechświat przestaje do mnie gadać ale co zrobić czasem też musi widocznie odpocząć :)

  26. O’ la la jak oko od razu odpoczywa przy tej szacie i piękny szat – chat Cat. Oby nie znudziła się Autorowi bloga nazbyt prędko.
    Jak czytam takie soczyste i literackie opisy Agnieszki odpływam co i rusz nad filiżanką innej kawy, jaką ona tu serwuje. Dla mnie dziś smutny i odtrącony, wielbiący kobietę ponad miarę Schulz, szare eminencje kocie polujące na miejskie myszy koło krakowskiego kleparza i mglista latte za oknem. Czy to jeszcze medytacja? Już czy może dopiero?

  27. Zamykam wszystkie okiennice mojego świata. Odcinam się od bodźców zewnętrznych. Zbyt dużo ich i zagłuszają to, co we mnie. Nie mam ochoty nigdzie iść, niczego mówić, nic robić. Tylko wsłuchać się maksymalnie w środek. Tyle się we mnie dzieje, że mam ochotę zgłębić wszystko i dopiero wtedy wyjść na powierzchnię. Ale mówią, że to poznanie może zająć całe życie, a ze mnie stworzenie jednak społeczne, więc tak na zawsze się zamknąć to nie koniecznie…

    Nie poznaję siebie. Coraz częściej mówię „nie wiem”, „nie rozumiem”, a do szczęścia wystarcza mi chrupiące jabłko i podziwianie gęstego, zimowego powietrza za oknem. Dni mijają spokojnie, jedno wydarzenie następuje naturalnie po drugim, podążam za tym, co przynosi chwila. Na coś się zgadzam, coś innego odrzucam, niczego nie planuję, chyba, że wymaga tego moja praca. Jest coś nad wyraz normalnego w tym, że nie wiem jak będzie wyglądał mój kolejny dzień. Mogę spędzić dzień śpiąc, pracując, pisząc, ćwicząc, ale równie dobrze mogę wsiąść w samolot i polecieć gdzieś, a wszystko co mam, rozdać. Czasem trafiają się dni, że nic się nie dzieje, a jednak aż tętni od pracy. Coś, w środku, cichuteńko szlifuje maleńki diament, a brudne opiłki wylatują poza orbitę by nocą nabrać nowego znaczenia.

    W tej spokojności dni, moja podświadomość czasem się dusi. Drażni ją cisza i zamknięcie, a żeby podkreślić swoją obecność, nocami roztacza nade mną sieć sennych obrazów. Tam bywa intensywnie, strasznie, niebezpiecznie, cieleśnie, ale kiedy pozwalam się jej wyszumieć, na końcu kapituluje i na scenę wkracza medytujący święty, albo skupiony jogin układający swoje ciało tak, by nawiązać szybką łączność z duszą.

    Mój stan współgra też ze słowami pewnego hinduskiego nauczyciela. Krishnamurti w swoim „Dzienniku z podróży” pisze: Smutek nie daje się łatwo oszukać. Aby się go pozbyć, trzeba dojść do sedna, drążyć własną tożsamość, nie pozostawiając niczego na boku. Musimy zbadać każdy wątek, każdy ukryty motyw, by dotrzeć do jądra smutku. Trzeba wyruszyć w podróż, ale nie na Księżyc i nie do siedzib bogów, lecz do własnej jaźni. Trzeba znaleźć w sobie namiętną potrzebę pozbycia się smutku, której nie kupuje się za cenę ucieczki. Odkrywamy ją, gdy przestaniemy uciekać.

    Myślę, że w końcu przestałam uciekać i choć czasem drążenie jest żmudne, bolesne, nudne, to w końcu udaje się zrobić maleńkie wgłębienie w skale, a życiodajna woda płynie nowym szlakiem.

    Kiedyś chciałam poznawać światy, narodowości, zbierać nowe doznania, ale to, co dzieje się, kiedy zamykam okiennice w zupełności mi wystarcza. Kiedy zrozumiem co mam w środku, może w końcu się czegoś dowiem.

  28. Obejrzałam ‘cierpliwe tao’ i pozwolę sobie nie zgodzić z tak piękną, kojącą wizją (wizją “czekajcie, bądźcie cierpliwi a bedzie wam dane; spełni się wam tylko nie popędzajcie zanadto czasu, nie wyprzedzajcie zbytnia popędliwością biegu zdarzeń).
    Czasami marzenia się nie spełniają, plany biorą w łeb, chłopak wybiera inną dziewczynę, “miłość życia'” żeni się z mężczyzną życia, którym niestety nie jesteś ty albo zakochujesz się, wyprawiasz piękne weselisko i po dwóch latach już konstatujesz, że ona się tak bardzo zmieniła i ty; w zupełnie różnych kierunkach, a macie dziecko i trzymacie fason katolicki.
    Zgadzam się, że portale randkowe to plebiscyty typu “kto jest atrakcyjniejszy ten wyłowi drugą atrakcyjną połowę dla siebie albo przynajmniej kogoś do pary”. Takie trochę wymuszanie czegokolwiek podobnego w intensywności emocjonalnej do tego, co ma jedna czy druga para, która z zewnątrz jest dla nas wzorem do naśladowania.
    Mogę się mylić, mogę mieć zbyt smutną i obitą o rafy życia wizję bycia razem. Być może własnie dlatego nie jestem coachem.

  29. Aniula,

    Handel jest łatwy dla kogoś, kto lubi ludzi, umie ich słuchać i pomagać im osiągać ich cele i rozwiązywać problemy. Ma jeszcze jedną zaletę – można poznać wielu ludzi, którzy gdzieś, kiedyś mogą pomóc mnie /i nie kieruję się tu zasadą Cialdiniego/.

    Życzę powodzenia. Wiem z własnego doświadczenia, że jak się czegoś naprawdę pragnie to “cały Wszechświat Ci wtedy sprzyja”.

    Miłego dnia

  30. Bartek ja wiem, że lepsza łyżka handlu niż łopata roboty ale to nie moja bajka i już się o tym przekonałam. Przynajmniej nie ten standardowy sposób handlowania. W tej chwili jedyne co mogę sprzedawać to mają wiedzę i doświadczenie ale muszę to jeszcze odpowiednio ubrać . Raczej pójdę w kierunku szkoleń ale chciałabym, żeby były takie z jajem pełne zaskakujących zwrotów akcji:)

  31. By żyć i nie okłamywać siebie i innych nie trzeba wiele. Kiedyś wybitny profesor Walery Goetel ukuł życiowe motto: “wiedzieć – chcieć – działać”. Jak bardzo aktualnie wybrzmiewają problemy jego “Człowieka przeciwko sobie?”, który nie dba świadomie o swoje środowisko, co więcej niszczy je postępując wygodnie dla siebie.
    Spójny człowiek, uważam, to nie ten kto lubi pieski, segreguje śmieci i cytuje Jana Pawła II, by odwrócić uwagę od podkopywania dołków pod kimś innym, ciągłego obijania się w pracy i domu czy przyjmowania masek przed ważnymi ludźmi.
    Kłamstwo ma krótkie nogi. Najczęściej wychodzi na jaw u kogoś, kto nie umie wprawnie kłamać. Kłamcy patrzący prosto w oczy pokazują się równie często jak kwiatek paproci. Powiecie, że jestem pesymistką w tym względzie. Być może. Dla własnego dobrego samopoczucia i wiary w (jeszcze) ludzi prawdopodobnie zbyt wiele razy pozwoliłam sobie na przyjęcie czegoś ledwie do prawdy podobnego za prawdę.
    Takich złudzeń jak te np. http://www.petapixel.com/2012/12/12/portraits-of-people-who-look-alike-but-arent-related-at-all/
    … jest w świecie w którym rządzą media i banknoty dużo dużo więcej.

  32. Ja nawet połączyłbym mówienie prawdy z wysokim poczuciem własnej wartości. Jeżeli jest ono niezagrożone, mocne i spójne… mówimy co myślimy, czujemy, nie bojąc sie negatywnej oceny. Ono przeciez nie ma wpływu na samoocenę. Wysokie poczucie własnej warotści jest ekologiczne. Odkrywam to.

    A co byś musiał myśleć, by dobrze czuć sie z rodziną w te święta?

    “Gdy coś udowadniamy, dowód ma potwierdzić nasze poczucie wartości – utracone przecież – dlatego trzeba z niego składać dowody i je potwierdzać. Gdy pompujemy ego, widać było zbyt małe, słabiutkie w naszej samoocenie, dlatego trzeba się napuszyć, nadąć.”
    Dziś biorę sobie ten fragment.

  33. Aniula,

    Ostatnio wyczytałem definicję sprzedaży Charlesa Futrella : “Sprzedaż osobista to osobiste przekazywanie informacji w celu NIEEGOISTYCZNEGO nakłonienia potencjalnego klienta do tego , aby kupił produkt, usługę, pomysł czy cokolwiek innego co zaspokaja jego potrzeby”.

    Może spotkania z ludźmi z branży ubezpieczeniowo-finansowej to furtka, albo szerokie drzwi możliwości? Mówisz, że masz gadane, wcześniej mówiłaś, że umiesz słuchać i ludzie Ci chętnie opowiadają, masz trafne pytania. Sprzedaż jest tym wszystkim. Może warto zacząć tu i teraz?

    Mówię Ci to ja, handlowiec od wielu lat.
    Pozdrowienia

  34. Do ćwiczenia tego rozróżnienia polecam tzw. Generator spójności.
    Ja tam mam taki mały klik, który jak kliknie to wiem że to to :)

  35. Spójność mi się rozjechała. Tak po prostu. Powoli sobie do tej spójności wracam, ale już czuję na plecach oddechy tych, którzy chcą mnie znowu wmanewrować w niespójność. Teraz już wiem, że nie mają mi nic do zaproponowania a chcą tylko wykorzystać to co potrafię dla swoich profitów. Dzisiaj byłam na Spotkaniu Kobiet Przedsiębiorczych. Kapitalne wykłady i jak zwykle musiałam wtrącić swoje trzy grosze, trochę pogadałam i od razu dopadła mnie branża ubezpieczeniowo-finansowa. Wiem, że mam gadane ale chcę to spożytkować na ciekawsze rzeczy niż wciskanie ofert ubezpieczeniowych.

Komentarze są wyłączone.