lider musi zginąć

Superwizja, czyli higiena osobista [3]

Tam u was – rzekł psycholog transpersonalny, mój superwizor – dzięki silnej tożsamości plemiennej przetrwaliście jako naród kolejne zawieruchy wojenne lecz to oznacza również, że podobnie jak dawne plemiona musicie się karmić cudzą energią, gdyż jako jednostki nie macie własnej. Dziecko ma energię wyłącznie dostarczaną przez rodziców. Dziecko żyje, gdyż jest karmione a potem wchodzi w dorosłe życie, gdyż dziedziczy po rodzicach. Jest ich dosłownym spadkobiercą. Postawa dziecka towarzyszy wielu ludziom przez całe życie, co tam ludziom, wielu narodom. Postawa plemienna, to postawa dziecka.

 

Na poziomie rytuału trzeba pożreć mózg przywódcy, ojca duchowego, lidera, żeby nakarmić się jego siłą. Ciało i krew lidera pełni rolę pokarmu, także duchowego. Plemię ze swej natury jest kanibalistyczne, pożera najsilniejszych by wzmocnić najsłabszych. Plemię organizuje bitwy, turnieje, zmagania, które mają nieustannie potwierdzać siłę lidera, który staje w szranki, jego pozycję autorytetu i wynikając z niej władze totalną. W plemieniu lider jest przywódcą totalnym, musi nieustannie potwierdzać swoje przywództwo, gdyż od jego siły zależy przetrwanie grupy. W końcu musi ulec, jego miejsce zajmie nowy zwycięzca. To sposób na przetrwanie klanu i rozładownie wewnętrznych napięć. Energia w plemieniu pochodzi zawsze z plemienia, nie jest efektem indywidualnych osiągnięć, one plemieniu szkodzą, gdyż różnicują. Dlatego różniących się, innych, silniejszych, nietypowych trzeba szybko złożyć w ofierze i pożreć lub wypędzić.

Znalazłeś się na liście dań – powiedział mój superwizor patrząc się wymownie prosto w oczy. Na liście dań? Na talerzu. Na ruszcie i nic dziwnego, że jest ci niewygodnie, gdy ogień przypieka.

Byłem załamany. Na może trochę przesadzam – może raczej zdziwiony, zaskoczony, z milionem kłębiących się pytań. A psychologia, osobowość, osobisty wpływ na zmiany? Moja odpowiedzialność osobista? Nie to chciałem usłyszeć. Znów byłem nieufny, jeszcze bardziej nieufny. Ach te interpretacje a może manipulacje?

Znasz trochę historię? Czy nie zauważyłeś, że spora grupa niezależnych ludzi wyemigrowała z Polski? – stwierdził psycholog. Czyżby zamierzał sprzedać mi jakiś apartament nakłaniając mnie pośrednio do opuszczenia swego klanu? Byłem załamany jeszcze bardziej. Znów przesadzam, może raczej zaintrygowany, zmieszany, w konfuzji. Niepotrzebnie. Mój stan był niczym innym jak tylko oporem. Feedback czasem trudno przyjąć. Na kolejnej sesji wszystko się ułożyło.

Lecz zanim do niej  doszło – pomyślałem: Nawet jeśli w Polsce jest chwilami duszno, a ludzie są niewdzięczni, podzielni, nielojalni, to przecież tym bardziej jest tu do wykonanie zadanie. Cały mój coachingowy zapał pochodzi w istocie z przeszłości, kiedy wychowywałem się w zniewolonym państwie rządzonym przez juntę, kiedy istniał permanentny niedostatek dóbr lecz przede wszystkim deficyt szans, nadziei na samorealizację. Od 25 lat zyskałem szansę, której nie chcę zmarnować dlatego do tej szansy zapraszam innych, dzieląc się własnymi doświadczeniami. To właśnie samorealizacja stanowi zdaniem Martina Seligmana brakujący czynnik, ogniwo, którego nie uwzględniał w swoich wcześniejszych koncepcjach szczęścia!

Wyszedłem na ulicę uśmiechnięty. Owszem otacza mnie czasem wroga zajadłość ale przecież tylko poprzez tworzenie osobistej zmiany, a potem małych grup, enklaw – może zaistnieć znacząca różnica w wielkich grupach jak naród i wielkich procesach społecznych jak zmiana mentalności. Jeśli w Polsce możliwa była, za mojego życia, tak kolosalna zmiana, dzięki której mogę pisać co chcę, wyrażać poglądy jak chcę i szukać wraz z innymi swoich szans, to wszystko jest możliwe a coaching tylko to potwierdza.

cdn.

Superwizja, czyli higiena osobista [3]
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

11 komentarzy

  1. Jakoś jestem poruszona tematem tego, co wyprawiają dorośli pod auspicjami chrześcijaństwa, ewangelizacji. Teraz wyszła książka Christiny Krusi i jej doświadczenia z Boliwii. Gdy kręgi dorosłych dokonujących incestu, gwałcących dzieci okazują się coraz większe i większe i przestają dotyczyć małych miast jak Zambrów, ale są jakąś chorą, tajemną inicjacją ludzi z władzą zaczynasz sobie bardziej doceniać pojedynczych ludzi, którzy tacy nie są? Jako dziewczynce i młoda dziewczynie zdarzało mi się uciekać przed męskimi genitaliami na wierzchu. Byłam zawsze w szoku i rzeczywiście jest lęk powiedzenia dorosłym, w obawie, że nie uwierzą, skarcą “za fantazjowanie”, samo mówienie o takim czymś budzi zażenowanie i poczucie winy. Tym bardziej gdy jeden facet był zwykłym dostawcą, w biały dzień w centrum obok biblioteki, na oczach innych ludzi wyjmował sprzęt i pieniądze, ja uciekałam i uciekłam do biblioteki, ale chwile za mną biegł oswajając mnie “miłymi słowami o mojej urodzie”
    Mnie rodzice w domu przestrzegali, by nigdy nie nabierać się gdy ktoś będzie chciał mnie poczęstować cukierkami. Tacy starzy dziadowie w realu zaczepiali mnie i siostrę oferując “cukierasy”, ale szybko mówiąc nie uciekałyśmy przed nimi do domu. Niestety dzieci powinny być czujne na obcych.

    Dzieciaki nie przyjmować lizaków, cukierków, ofert poczęstunku obiadkiem zwłaszcza przez miłych, silnych fizycznie ludzi (kobiety też krzywdzą)!

  2. Ad! Niech się zastanowi co, jako człowiek może wnieść za zmiany?! Zobaczysz jak się szybciutko tam na zagranicznej Wiejskiej zakotwiczy, aż się zdziwisz, że żadnej rewolucji i granatów nie będzie. Wiejska wyciąga z ludzi interes własny na wierzch przed innymi. Taka trochę karalna sprawa, ale wszyscy patrzymy i narzekamy ze związanymi rękami. Błagam o jakiś zdrowy rozsądek kogokolwiek, kto ma władzę. Bo to jest koniec świata. Jak chłopcy z Dominikany… to już w Polsce się nie wyda?

  3. Autorze!
    Jednak ten ksiądz “Alberto” Wojciech G. dostał święcenia już jako lubiący wchodzić z chłopcami do łazienek wychowawca kolonijny. Ten facet jest chory na krzywdzenie małoletnich, w więzieniu nie ma dzieci więc mu współczuję. Jak to się stało, że nikt go wcześniej nie ukarał? Jak to się stało, że spatologizowana, startująca do dzieci jednostka może swobodnie dostać święcenia kapłańskie i pracować z dziećmi? Powinniśmy wzmagać czujność dzieci: jeśli autorytet, władza proponuje jakąkolwiek grę, zabawę w przebieranki w oddaleniu od skupiska ludzi, grupy, innych dorosłych zgłosić to od razu jakiemuś zewnętrznemu lekarzowi. Co się dzieje ze zdrową częścią świata, że ulega chorej? Czyżby chory świat przeważał nas zdrowym???? Jak można było dopuścić do takiej krzywdy przyjemnościowej? Co z tymi dziećmi? Tak, wygląda przygotowywanie dzieci do dorosłości :-(((((((?

  4. Dżo-anno droga, teraz Korwin powinien Cię pozwać o duże pieniądze na PCK za zniesławienie. Z uwagi na kampanię samorządową – być może w trybie wyborczym (czyli dziś rozprawa, dziś wyrok – szkoda, że zwykle tak nie ma).

  5. Dziękuję za ten wpis … bardzo w czasie dla mnie. Serdeczności :)

  6. Ok jeszcze bardziej z mostu: trudno o energię, kiedy co chwilę jest się z niej wyzutym. 100 procent pracy, o procent zarobku tzw. bezpłacie.
    Po ulicach Krakowa wciąż jeszcze tuptają bezdomni byli pracownicy zburzonej ciepłowni na Grzegórzkach. Nikt nie pomyślał o kursach zawodowych dla nich zawczasu a Rosja musi przecież zarabiać na nas na gazie. Nie przejmujmy się! Ważne są jednostkowe sukcesy polityków! Nic tak nie cieszy jak awans i premia na Wiejskiej lub Beligijskiej Wiejskiej :) Powinniśmy wreszcie zrozumieć geniusz Korwina Mikke, który byłych solidarnościowców i takich kalekich pracowników kotłowni chce powystrzelać by nie szpecili mu promenady sopocko-krakowskiej. Myślenie polityków jego pokroju jest pokłosiem niesprawiedliwości społecznej, kufra pomysłów podrzuconych przez nazistów i enkawude oraz ogłupieniem mediami. Nie winiłabym genu niebieskiej krwi za brak mózgu społecznego w wypowiedziach politycznych :)

    Nam energia tutaj jest skutecznie odsysana, zabierana, marnowana na naszych własnych oczach. Ciężko wtedy idzie się, czy raczej powłóczy nogami do przodu. Nie znam Polaka, który by de facto jechał na cudzej energii. Nikt na dłuższą, nawet na krótszą metę na to by nie przystał!

    W Krakowie to co i rusz pomnik, ulica i most – pamięć poległym, często rozstrzelanym dzieciom w drodze do szkoły za okupacji, to znicz na grobie nieznanego żołnierza, to plac bohaterów getta… można jechać tylko na resztkach własnej energii, jeśli się rozumie historię. Ba, można nawet nie wyjść z domu. I to też będzie tu zrozumiane właściwie.
    Tu często dzieci już dziećmi nie są. “Tam u nas”, “gdzie białe niedźwiedzie na ulicach” i “Niemiec Kopernik studiował astronomię”.

    Z radosnych wieści: ciepło! Wyż znad Afryki trzyma róże pod Kościołem Św. Krzyża niedaleko Cerkwii na krzewach.

  7. Nasz brak energii wynika z nauczenia nas Polaków -pokolenie w pokolenie- “gdzie nasze miejsce”. Nie ma to jak się w nas wessać, w nasze resztki energii. Niemcy, Austria i Rosja wiele nam dały (struktury miejskie, elektryczność za zaborów), ale wyuczyły że nas to najlepiej się jednak doi. Niestety. Wciela do woja, manipuluje (nawet na tlumienie pierwszego powiewu wolności u Czechów można nas było zaciągnąć), podkupuje, ośmiesza. I tym jesteśmy teraz przesiąknięci. Mamy “plemienne” ułańskie ciągoty, chęć umierania za wszystko i wszystkich w mitologizowanej Ojczyźnie. Mamy. Umiemy się dogadać po niemiecku, na wschodzie po rosyjsku jak trzeba.
    Pozytywizm chciał nas oduczyć wierszy i zwichrowanych włosów, szalików i rozwijających się rozmarynów. Nie udało się, jak pokazały daty: 1914 i 1939.
    Czym ziemia i ludzie przesiąkną wiekami, tym są. Tym co szlachetne i tym, co haniebne i stopujące zmiany jak durne liberum veto.

    Nasza plemienność to mit porywu serca i jedynego możliwego zjednoczenia w walce z czymś większym niż my sami. Tak uważa. Można się spierać. Ale jesteśmy, jacy jesteśmy po tym co robiliśmy i co jednak częściej w skali świata nam robiono.

  8. Cześć Dziubasy!

    Nasz bak nagromadzonego bogactwa wynika przecież z “przyjaźni polsko-rosyjskiej”. Wysyłaliśmy do naszych przyjaciół jednostronnie nasz kapitał. A nie tak było? Wszystko, co najlepszej jakości szło do Rosji? Co tu było? Pożal się Boże najgorsze odpady w każdej dziedzinie przemysłu ;-( I taka to niestety okazała się przyjaźń żerującego Mocarstwa na mniejszym, ale ważnym geopolitycznie.

    Pytanie czy jeszcze istnieją gdziekolwiek niezależni od początku do końca ludzie? Czy chcąc jeść, ładnie się ubrać i mieć przyzwoite warunki w mieszkaniu rezygnujesz świadomie lub nie z własnej niezależności? Frustracja tych, co na dobra, których potrzebują nie stać jest teraz zdecydowanie większa niż w PRL-u. Teraz wszystko jest “niby” na wyciągnięcie ręki, reklamy w telewizji i seriale wyznaczają poziom luksusu co razi w realnym życiu po portfelu. Co raz więcej towaru, obfitości, jakości, sprzętów które leżą i aż proszą by je wziąć i mieć.

    Kiedy przypatruję się ludziom w Krakowie – to widzę zmęczone twarze, ręce bez rękawiczek nerwowo wypalających papierosa za papierosem, twarze wymęczonych kobiet i mężczyzn – nieważne czy w lepszych ciuchach i samochodach, twarze w bruzdach ze zmęczenia, czasem wódki.
    Media pokazują wypolerowanych modeli jak polityków z plakatów wyborczych. Zmęczenie, przyćpanie, zalanie w trupa zobaczyć można dopiero jako “szok” celebrytów na plotkach pudelkach.

    Niezależny człowiek robi się raczej dopiero od grobowej dechy. Od wszystkich i wszystkiego?

  9. “Przetrwaliście jako naród kolejne zawieruchy wojenne”. Wszędzie dyskusje, wszędzie powraca kwestia wypłaty przez Polskę jakichś odszkodowań? Nie mogę już słuchać tych niezdrowych emocji w debatach polsko-żydowskich. Polska ogromnie zdziesiątkowana w ogromnie wartościowych ludziach i ledwo ledwo w ogóle ocalała, bidna po koszmarze drugiej wojny światowej – ma wedle Polaków żydowskiego pochodzenia “brać polską odpowiedzialność za obozy koncentracyjne” dodajmy jak uważa prasa zachodnia “polskie obozy śmierci”. No szok i oburzenie?!! Redaktor Smolar co Pan drogi Panie opowiada? Jesteś człek wykształcony. Szanuję kulturę żydowską, ale domagania się rekompensaty finansowej od nas: Polaków przez gremia polityków żydowskich i takichże lobbystów nie rozumiem ni w łeb???? Ja, która słyszę prawie od dziecka jak świetnych wujów straciłam w Oświęcimiu mam składać się na jakiś fundusz, który to obiecali podobno rządzący politycy Platformy obywatelskiej ludziom zabijanym podobnie w imię “Arbeit macht frei”.

    Nie do końca zgadzam się z psychologiem-superwizorem. Tutaj Polak znaczy samotny i indywidualista. Już najmocniej widać to w obozie solidarnościowców: weszli jako AWS pod wodzą Mariana Krzaklewskiego i każdy był nastawiony na zmienianie świata. Bardzo szybko od skłóconych wszystkich ze wszystkimi pałeczkę przechwyciła SLD.
    My mamy gen mesjaństwa. Jesteśmy 40 i cztery, Konrad Wallenrod; wybawiciele i bohaterowie z rybami na piersiach albo ugodowcy, zdrajcy ze szramą na policzku, ale konsekwentni i merkantylni jak Georg Pasternik z “Blisko, coraz bliżej” – antybohater, co nie chciał być Jerzym ze Śląska, Polakiem – biedakiem, zacofańcem z kraju, w którym “jedyne zwierzęta domowe to wszy i pluskwy”.

    Każdy tu jest albo był albo będzie na ruszcie. Ty autorze raczej przez swoje dobre serce dla zwierząt i m.in zamiłowanie do sztuki i fantasy nie jesteś brany za kogoś realnie zagrażającego politycznym szujom, ktokolwiek się nią w rywalizacji o władzę okazuje.

    Coaching to siłą rzeczy inspirowanie indywidualnymi historiami, motywującymi do podejmowania życia narracjami i fascynowanie się bohaterami dodającymi energii przez ilość przeszkód, trudności i i smoków, jakie pokonali. Nie czarujmy się napięcie, jakie wisi u nas w powietrzu instynktem samozachowawczym nakazuje spimpkalać stąd jak najdalej. Trudniej, dużo trudniej tu zostać i walczyć o swoje. Siedzieć w galarecie marazmu uczymy się jakby obok wszystkiego innego. Wychodzić z tej galarety z sukcesem, samozadowoleniem potrafią tu na miejscu najtwardsi :-) Ty Autorze do tych się zaliczasz!!!

    Pozdrawiam
    Nie dajmy się listopadowi!

  10. Witaj Maćku :)

    Doskonale rozumiem, dylematy i problemy, na które natrafia człowiek próbujący pomagać innym w procesie zmiany, budzić ich z tego toksycznego snu … dawać im szansę na szczęście …
    Sam kiedyś poczułem powołanie by z tego uczynić najważniejszy cel mojego życia …
    Ale nie wszyscy są na to gotowi …

    Jak mam chwilę zwątpienia, być może podobne do tych, które zawiodły Ciebie na relacjonowaną superwizję, … to staram się wracać myślami do słów Mahatmy Ganghi’ego, który uprzedzał takich jak my, starających się nieść wśród ludzi “kaganek przebudzenia” …
    Najpierw będą Cię ignorować.
    Potem będą z Ciebie kpić.
    Następnie zaczną Cię atakować i zwalczać.
    I wtedy … wygrasz …

    Wytrwałości i cierpliwości Ci życzę na tej wyboistej drodze …
    bo to droga trudna, wymagająca … ale podążanie nią jest dużo ważniejsze niż cel, do którego prowadzi.
    Po dłuższym czasie podążania tą drogą jakiś czas temu dotarło do mnie, że ta wędrówka jest kluczowa nie tyle dla osób, którym po drodze uda mi się pomóc, ale dla mnie osobiście …

    Pozdrawiam Ciebie Maćku, również urodzinowo :) ale także wszystkich współtowarzyszy naszej fascynującej podróży …

    Do usłyszenia
    Tomasz

  11. A kto zabija lidera? Najczęściej uczeń.

Komentarze są wyłączone.