droga do wnętrza

Superwizja, czyli higiena osobista

Od czasu do czasu korzystam z superwizji, czyli coachingu dla coacha. Od czasu do czasu potrzebuję oddechu, refleksji, dystansu, niekiedy także do siebie samego i własnych spraw. Do kogóż by tu pójść jak nie do psychologa transpersonalnego, zwłaszcza kiedy eksperymentuje z ciekawymi metodami. Zamieniam się wówczas w dobrego ucznia lub coachee, czyli klienta i…siup na głęboką wodę.

Superwizja to z resztą kwestia psychicznej higieny, swoisty firewall. Kto nie korzysta z superwizji, a wiele szkół coachingu po prostu o to nie dba, zatem ich absolwenci również, ten ryzykuje bardzo. Owszem może sobie taki coach czy inny pomagacz napompować ego, mistrzostwo wybłyszczyć, ordery wyczyścić ale bez odrobiny dystansu, jaki daje superwizja budzi on licho a licho nie śpi. W zasadzie nie można go zbudzić, gdyż licho zawsze czuwa. Jakie licho? Ach, licho ma niezliczone mnóstwo twarzy, jak to licho, od nadymania, które grozi pęknięciem, po doradzanie i uzależnianie aż do przeniesienia emocji i przeciwprzeniesienia, po różne oblicza bezradności. Przeniesienie, no cóż… o tym szkoły coachingowe nie uczą, a szkoda. To z resztą jest podstawowy zarzut wobec coachingu mniej lub bardziej świadomie wyrażany przez psychologów i powtarzany bezkrytycznie przez różne media oraz, zazwyczaj słabo poinformowanych w tym obszarze, dziennikarzy.

Podstawowe emocje związane są, poprzez siłę pierwotnych wzorców z relacją dziecko – rodzic. Ona dla nas pozostaje najważniejsza, gdyż rodzice, lub jeśli ich brakowało – środowisko wychowawcze kształtują większość naszych nawyków – zarówno myślowych i jaki behawioralnych. Zatem wszelkie społeczne role, które podejmujemy jako dorośli są wprost echem relacji dziecko-dorosły lub mniej lub bardziej efektywnie podejmowanych relacji dorosły-dorosły, w których poszukiwanie potencjalnego partnera odgrywa znaczącą rolę. Chodzi oczywiście o partnera seksualnego. Taki mamy klimat niestety i …biologię.

Słowem wszystkie role związane z przewodzeniem, zarządzaniem, autorytetem – uruchamiają postawę rodzica a jej skutkiem z kolei jest uruchomienie w odbiorcach – postawy dziecka. Wszelkie role równorzędne mogą prowokować rywalizację, uwodzenie, sprawdzanie, wspieranie, porzucanie, rozstawanie, nowe związki – jak w dziecięcej w grupie, w której tworzy się hierarchia. Terapie, szkolenia rozwojowe, mentoring i coaching wprost ten mechanizm kreują. Dlatego zadaniem świadomego coacha jest przeniesienie zauważać, omawiać z klientem i ze swoim superwizorem oraz zarządzać sytuacją. Jak? Skierowując uwagę klienta na życiowe sprawy i cele. Łatwo bowiem zacząć żyć życiem zastępczym, które terapia lub coaching może imitować. Niektórzy coacha i terapeuci również ulegają owemu przewrotnemu lichu i żyją życiem swoich pacjentów i klientów zamiast swoim. Pętla.

Niestety niektórzy super trenerzy i mega coache również wykorzystują mechanizm przeniesienia żeby swych klientów od siebie uzależniać i na tym zarabiać. Jedni to robią z głupoty i niewiedzy, inni cynicznie. A jak wiadomo licho nie śpi. Przeniesienie to nieświadoma reakcja klienta na swego mistrza, guru, nauczyciela oraz oczekiwanie, że dziecięce pragnienia ów guru spełni. Najważniejsze z nich to pragnienie miłości. Dlatego w terapiach i w coachingu pojawia się tyle napięcia, tyle oczekiwań, tyle bólu nawet. Przeciwprzeniesienie to nieświadoma reakcja terapeuty lub coacha na te oczekiwania. Słowem zaczyna się on zachowywać jak ojciec lub matka lub co gorsza jak potencjalny partner,  lub jeszcze gorzej, jak rzeczywisty partner. Jeśli reakcja na przeniesienie jest profesjonalna, czyli terapeuta lub coach wie co począć z dziecięcymi oczekiwaniami klienta a przede wszystkim, że nie jego rolą jest je spełniać – może być skuteczny. W innym przypadku powstaje strefa zagrożenia dla obu stron. Bardzo niebezpieczny związek.

Wtedy przyszła mi do głowy refleksja, że potrzebna jest szczególna uważność na każdy sygnał idący od drugiego człowieka lecz również uważność na własne myśli, chęci, pragnienia. Zawsze jednak możemy być inaczej zinterpretowani niż zakładaliśmy w intencjach. Potrzebujesz jako coach badać swoje intencje, im bardziej świadomie to robisz, tym bardziej możesz stawać się samotny lecz również skoncentrowany na drugim człowieku ofiarowując mu swoją obecność bez względu na to, co ten drugi wybierze lub zdecyduje. Trudna rola

Coach to trudny zawód właśnie w powodu koniecznej, nieustannej uwagi i budowania świadomej, samoobserwującej się obecności, zdolności do autoanalizy i wyciągania wniosków. Byciem coachem to zdolność tworzenia zdrowej osobowości – własnej osobowości coacha! Neurotyczny, zahamowany, obwiniający, niepewny, sfrustrowany coach może być po prostu toksyczny. Profesjonalizm, mistrzostwo w zawodach skierowanych na inspirowanie ludzi zaczyna się nie od narzędzi, technik, metod ale od siebie. Zdrowa osobowość jest w przeciwieństwem neurotycznej, pełnej urazów i ksobności, czyli brania do siebie różnych interpretacji. Jest zdolnością do dystansu nawet wobec negatywnych ocen i nawet wtedy, gdy dotyczą twoich najczystszych intencji.

cdn.

Superwizja, czyli higiena osobista
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

9 komentarzy

  1. A ja myślę, że żeby w Pl zaczęło się lepiej żyć potrzeba mądrych ludzi w polityce.
    Że potrzebne są rozwiązania systemowe.

    Inna sprawa, że od razu przypomina mi się tekst piosenki Kaczmarskiego:
    Dosyć twardą mam szyję i dlatego wciąż żyję,
    że polityka dla mnie to w krysztale pomyje.

    Ale jednak trzeba mądrych i spójnych ludzi u władzy.
    Ja bym na przykład chciała, żeby ktoś faktycznie reprezentował
    moje poglądy.

  2. Maciej Bennewicz – wolna Dusza, twórca nowego bennewizmu (szkoły bez doktryny) z potrzebą artystycznego wyżycia się w pracowni miałby brać na siebie odpowiedzialność i odczuć boleśnie przerzucanie na Niego ciężaru za cwaniactwo wielbicieli kopert i walizek z kasą? Nigdy w to nie uwierzę. Byłby świetnym politykiem wśród i dla większości ludzi podobnych sobie a nie w naszej niestety zaściankowej, odwróconej nogami do góry żeby nie powiedzieć po prostu nikczemnej nie raz i nie dwa rzeczywistości.
    Kochany Autorze, obyś żył wiecznie i wykształcał odpowiednie połączenia synaptyczne w czaszkach Polaków! Tego ci życzę z okazji nadchodzących 30 urodzin ;-)))!!! ;-*
    Jestem żywym dowodem na że Kraków uznaje, że nie jest stolicą Polski i że Gniezno nie jest stolicą Polski. Kraków jest w relacji cochingowej z Warszawą :-)
    Warszawo ukochana ma.. tralalala :-*
    P.S. A teraz wywinduje swojego ego że hoho :-) Nie śpię na Wawelu bo tam Duchy Królowych i Królów straszą, a nie wszyscy byli dobrzy dla swego ludu i ja się z nimi nie jednoczę. Ja reprezentuję lud prosty.

  3. Charyzma. Program wyborczy Otwarte klatki i wszyscy emeryci na Jamajkę ;-)

  4. Ha. A może pan Maciej mógłby wystartować w wyborach samorządowych?
    Seriously.

  5. @Andrzej S, a ja jednak wierzę w przyjaźnie. I osobiście często czuję, że rozmowy z samą sobą
    nijak się mają do rozmów z naprawdę dla nas bliską i ważną osobą.

  6. Na odchodne jeszcze cytat z Lama Ole Nydahl znaleziony w necie:
    „Ludzie przejmują się, gdy ginie jakiś gatunek roślin lub zwierząt, natomiast zdają się nie zauważać, gdy jest zagrożona unikalna kultura”. Kultura we wciąz formującym się systemie demokracji w Polsce to nasze święte dziedzictwo, a jej stan… jej stan podobny do lat ’50 w Stanach Zjednoczonych. Zobaczcie jaki Erich Fromm jest diablo aktualny??!!!!!!!

  7. Andrzej S. rozmowa ważna rzecz. Rozmowa ze sobą nie mniej ważna ;-)

  8. Ahoj milaczki ;-)
    Dużo ważnej treści w notce. Co daje superwizja według mnie? Ubogacenie i konkret w spojrzeniu drugiego intelektu na relację. Przejaśnienie sprawy, problemów terapii czy coachingu. W zawodach związanych z nieustanną pracą z ludźmi konieczne jest elastyczne przeskakiwanie z butów nauczyciela w buty ucznia. O tak :)
    W Krakowie festiwal Przestrzeń Umysłu. Dziś ciekawy wykład o wartościach w buddyzmie. Podzielę się z Wami moimi przemyśleniami. O czym było?
    O ważności kruchego momentu Tu i teraz. Nie możemy być z naszym umysłem Kiedyś i Potem. Jesteśmy w chwili obecnej, w najważniejszym momencie Teraz. Jasne, że o wiele łatwiej jest być w nim w silnych emocjach: przed skokiem na bungie, w momencie zakochania, idąc do ołtarza w dniu swego ślubu, w dniu egzaminu maturalnego, podczas orgazmu czy w chwili innego mistycznego odlotu. Mieszanka hormonalna i enzymalna w naszym ciele przekłada się przecież na najwyższy odczuwany poziom energetyczny. Potem energia opada, bo rozproszycieli przedzierających się do naszego świata wewnęrznego bez liku.
    Wnikliwie słuchałam. Buddyzm od zawsze mnie zaciekawia, szanuję ten system filozof.(tak go sobie pojmuję), ale nie ukrywam czasami nieco wydumaną sprzecznością nie do pogodzenia drażni ;-)
    Temat wartości jest strasznie potrzebny w naszych anomicznych czasach. Jeden z ostatnich filmików Autora do nich znowu się odwołuje.
    Dla mnie wartościami osobistymi są:
    -szacunek do wszystkiego, co żyje (staram się nawet nie zrywać kwiatów)
    -poczucie bezpieczeństwa, stabilności podstawowych potrzeb jedzenia, picia, mycia
    -uspokojenie, łagodzenie cierpienia wypracowywanie takiego stanu by dało się z nim żyć, trwać, być a nie dźwigać i przedźwigać się na śmierć
    -miłość i kontakt z emocjami+spokój czyli szybszy powrót z wytrącenia z poczucia własnej wartości (wyjście z emocji przeszkadzających jak zazdrość czy wściekłość)
    -zdrowie i praca
    – książki i wiedza aż do przesady są moimi narzędziami identyfikacji
    -spędzanie czasu z mądrymi ludźmi – nie dla jego zabicia czy dla szlajania się- inni są w pewnym sensie takimi „nieformalnymi superwizantami”
    -wiara i nadzieja – najtrudniejsze przyznam szczerze. Pamiętam wiele sytuacji na skraju mentalnej przepaści, kiedy bałam się że Bóg całkiem mnie opuścił. Beznadzieja jest jednak czymś dużo okropniejszym już z samej tylko nazwy, a świat jak często mówię i piszę zbudowany tylko z samych pozorów, plastiku i mamony wprawia mnie w dygot.

    @Daniel podoba mi się Twoje zwięzłe pociągniecie tematu winy pod poprzednią notką. Obwinianie jest mocno ludzkie (tylko socjopaci nie muszą się męczyć). Gryzienie się z sumieniem jest dla mnie nawet jakimś rodzajem Modlitwy, wewnętrznych rozważań samego ze sobą…

  9. Poczebuje pogadać a nie ma z kim. To pogadam ze sobą.

Komentarze są wyłączone.