Świątynia

Warszawa
Warszawa

Mieszkam w Warszawie ale w niej rzadko bywam. Ściślej rzecz ujmując mieszkam na obrzeżu i, co dziwi licznych moich znajomych z innych miast, do pracy, zwanej niesłusznie biurem, jeżdżę około 1 ½ godziny, z północnego wschodu na południowy zachód aglomeracji. Biuro zwę biurem niesłusznie, gdyż w zasadzie jest to spora willa z salami, w których toczą się przeróżne spotkania, szkolenia, coachingi, eventy, ja zaś przycupuję od czasu do czasu w różnych miejscach by z kimś się spotkać, coś napisać lub, co rzadkie, o czymś zdecydować.

Przez te około 1 ½ godziny jadę trasami wymyślnymi, gdyż mniej wymyślne są w remoncie. Gdybym poruszał się komunikacją miejską na tej trasie czas dojazdu wzrósłby nieuniknienie do około 2 i ½ godziny, jeśli akurat podłapałbym najlepsze przesiadki. Centrum zmieniło się bardzo. Stara Wola, kiedyś pełna warsztatów, starych kamieniczek, zapyziałych podwórek i czerwonej cegły teraz obfitująca w przeróżne Hiltony i Business Parki, stała się wielkim placem budowy. Po dziesiątkach wybudowanych biurowców, które przykurzył już warszawski smog, powstają kolejne biurowce, równie wymyślne, o złamanych kształtach, nieregularnych fasadach, zaskakujących kratownicach, szklanych taflach, które niespodziewanie wypełnią brzydkie żaluzje, gdyż architekt zapomniał o dotkliwym, lipcowym słońcu. Wszak projektował w ciemnym biurze i to zimą. Warszawa chaotycznie pięknieje. Wszystko tu ładniejsze, bardziej uporządkowane i dopracowane w porównaniu do Katmandu, Kingston czy Laz Paz ze spontanicznie rozwijająca się dzielnicą El Alto, gdzie buduje każdy ile może, z czego może i jak chce. U nas o samowolce budowlanej nie ma mowy a jednak idąc dzisiaj przez Łucką i Wronią, Grzybowską i Prostą – miałem wrażenie, że chaos jakby ten sam. Pomieszane style, wymyślne bryły, dziwaczne elewacje obok szkaradzieństw minionej epoki a jak już chodnik z kosteczki, to krzywy, jak podjazd zbyt wąski, jak parking to zapchany. Ładne obok dziwnego, cudaczne obok szpetnego, kicz obok odnowionej kamieniczki.

Andrzej Stasiuk w Tygodniku Powszechnym nie tak dawno pisał o brzydocie naszych kościołów, o braku gustu w ich projektowaniu, o betonowych bryłach i kiczowatym nastroju wnętrz. Ów miszmasz pseudo synkretyczny przypisywał Stasiuk słabemu wykształceniu księży, którym podoba się dużo, złoto, grubo i wielko. W efekcie mamy kościoły, które przypominają enerdowski mikser z minionej epoki, wiertarkę na sztorc albo namiot cyrkowy z betonu. Budownictwo biurowe natomiast to owe cudaczne, złamane, okratowane bryły, zaś mieszkaniówka – klocki. Wszystko bez parkingów, bez zieleni, bez miejsc intymnych, zacisznych, lub po prostu ładnych, w których ludzie mogliby usiąść, spotkać się, porozmawiać, pójść na spacer, odpocząć. Pomyślałem, że argument o wojennych zniszczeniach tylko w części oddaje sytuację, gdyż przecież nowe można by budować inaczej, ładniej w harmonii ze starym.

I wówczas, gdzieś u zbiegu Wroniej z Pańską naszła mniej jasność przeczysta wyrażona najpierw pytaniem: A co to właściwie jest kicz? A następnie odkryciem wynikającym z usłyszanych odpowiedzi w wyniku ad hoc przeprowadzonej sondy uliczno-telefonicznej. Kilka osób idących nieśpiesznie Żelazną i Sienną po prostu uprzejmie spytałem, do kliku zadzwoniłem lub wysłałem esemesa. W ciągu kwadransa, ku memu zaskoczeniu, usłyszałem dość spójne odpowiedzi: To co dla jednych jest kiczem, dla innych może być uznane za wybitną sztukę. To co dla jednych oznacza brak gustu, dla innych jest jego emanacją, przekroczeniem formy lub prowokacją. To co dla jednych jest brzydkie, dla innych cudowne. Na czym zatem polegało moje odkrycie?

Żona często się ze mnie śmieje, że moje odkrycia zazwyczaj są już przez mnie dawno odkryte, gdyż ilekroć zwracam się do niej podekscytowany, słyszę: Przecież mówiłeś mi o tym tydzień temu. Otóż to, coś do mnie dociera, dochodzi, przejawia się ale dopiero po czasie staje się dla mnie w pełni świadome! Nasza polska estetyka jest chaotyczna, przypadkowa a jednocześnie niesłychanie egalitarna, co się komu podoba, każdy ma swoje miejsce, wszystko wolno, każdy eksperyment ma swoją przestrzeń, róbta co chceta w praktyce. Staliśmy się krajem spiętrzonych sprzeczności, które jakoś razem mieszczą się na jednej ulicy, w przestrzeni wspólnej, w zbiorowości narodowej, w nieświadomości grupowej. Ultra katolik obok lewaka, nacjonalista obok globtrotera, new ageowiec obok neokatechumena, gej obok goja, feministki obok myśliwych, weganie obok monarchistów, PRL obok III i IV RP.

Dopiero w domu doczytałem w książce Abrahama Molesa Kicz, czyli sztuka szczęścia, że kicz to obraz zagubienia, rozpadu wartości, braku czegoś, za czym się tęskni, i akceptacji namiastki. Jest to sztuka szczęścia, oparta na umiarkowanej, uspokajającej przyjemności jako symbol raju dla mało wymagających. Theodor Adorno natomiast twierdził, że kicz jest wyrazem fałszywej świadomości, która pozwala ludziom zaakceptować niesprawiedliwość społeczną, wyzysk i nierówności. To dlatego, gdy w czasie mojej wędrówki po mieście ujrzałem Złote Tarasy moja świadomość gwałtownie wzrosła. Patrzyłem na hipnotyzujący obraz świątyni fałszywej świadomości.

Świątynia
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

17 komentarzy

  1. no i artysci , zazwyczaj im bardziej oddani tworzeniu tym mniej zyciowo zaradni ,zawsze podtrzebowali handlarzy ,marszandow, protektorow, galerii…trudno /chyba/ byc tworczym i iddanym pasji i jednoczesnie dobrze zarzadzac biznesem ….
    mysle ,ze dzis ,tak jak i w przeszlosci, rynkiem sztuki rzadzily podobne prawa
    tak jak zawsze obok kiczu istniala sztuka uznana za wartosciowa lub granica miedzy nimi zalezala od opinii „znawcow” ,managerow, trendow ….lub zwyczajnie szczescia…
    mysle o przepieknych ,lecz nieznanych zupelnie pracach syberyjskich artystow,o pracach Chagala ,o pracach van Gogha,i wielu nazwiskach niemeickich czy holenderskich ,ktore przepadly w zapomnieniu,o landschaftach w galerii,a takze ,jaki los spotka w przyszlosci moja wlasny ,namalowany olejem wymarzony ogrod ;))))))))))))))))

    ;))))))

  2. Ja mam ten problem z kiczem, że jest taki za którym przepadam. Np. Adoracja pajączka Hasiora czy w ogóle Kicz-sztuka w jego wydaniu. Nie tylko; ta para sztuka – kicz jest dla mnie dopiero razem balansem. Jak zawsze chodzi o proporcje ;-)
    Jak dla mnie Polska jest, jak w notce „krajem spiętrzonych sprzeczności”, w którym rzeczywiście nie pogadasz. Za dużo brane jest osobiście, czasem wieczne animozje a światopoglądu czy poglądu to już prawie każdy broni jak protezy ręki lub nogi. Na szczęście jest co podziwiać jak góry, morze czy las w maju. Pod tym dziełem żaden ludzki artysta nie widnieje.

  3. dla nas dzis to oczywiste ,ze Michal Aniol ,ze najwybitniejszy ,ze najbarzdziej znany przedstawiciel swojej epoki…
    ale jaka byla ta droga?kto mu pomagal i co zadecydowalo, ze wlasnie on…jak powstalo niesmiertelna slawa;)))))
    ciekawe,nie????

  4. i czy przypadkiem nie zawsze tak bylo?????jak i dzis na rynku sztuki….

    za czasow Michala Aniola bylo wieu zdolnych malarzy.,ale do historii powszechnej przeszlo kilku najbardziej znanych. Niewatpliwe utalentowanych ,nie mneij jednak ,w tamtych czasach tez trzeba bylo miec nazwisko ,zeby dostac zlecenie na Kaplice Sykstynska….

    mlodych zdolnych bylo wielu, dlaczegos jednak ten a nie inny wybijal sie i dostawal zlecenia???? a tym samym wyrabial nazwisko,rozwijala sie i w ogole stac go bylo na malowanie

    protektorat sprawowal Kosciol , on tez czesto dawal zlecenia…..
    ;)))))i tez zeby nie wypasc z rynku ,trzeba bylo dbac o swoje nazwisko

  5. @Dżo-ann ,
    ale czy w ogole trzeba sie do jakiegos trendu dopasowac????
    czy trzeba byc w ktoryms wagoniku?
    moze ci co zberaja na koscioly sa po prostu w takim ,ktory jedzie w inna strone ,niz nasza????
    a dziwi nas to tylko dlatego ,ze jest to Nazwisko ,po ktorym oczekujmy czegos innego???
    i dlaczego zaraz maja za tym stac jakies „grzeszki”???? moze jakas glebsza potrzeba;)))))) ????
    zastanawaim sie czy niegdysiejsze nowe trendy w sztuce ,ktore dzis pdziwiamy jako klasyke ,na poczatku rowniez dziwily i haczyly o miano kiczu?????znim sie przyjely, upowszechnily,i nabraly wartosci historycznej???
    taki kubizm na przyklad….
    moze dzisiejszy kicz kiedys tez bedzie wart wiecej z powodu tego ,ze jest pokryty patyna czasu…
    wiele stuletnich „landszaftow” na aukcjach zyskuje tylko z tego powodu ,ze autor-choc nieznany-dawno juz nie zyje,a werniks szlachetnie pozolkl…..;)))))))))))
    moze wiec jesli nie nazwisko ,to kwestia czasu decyduje o wartosci dziela….

  6. @Dżo-ann na starość się ludziom różnie w czaszkach przestawia bez względu jakimi umysłami byli. Poczucie nieuniknionego, pokuta za utajnione grzeszki :)

    Ostatnio mam nowe hobby, robię telefonem zdjęcia budynków we Wrocławiu. Piękne wyremontowane fasady cieszą oko. :)

  7. @Aniula do którego z trendów tu się dostosowywać społecznie powiedz, jak tu każdy wagonik ciągnie w inną stronę?
    Stasiuk opisał kościoły. Jest ich tak wiele. Dla mnie zaskoczeniem jest, że Zanussi zbiera na kolejny, nie film :( a właśnie kościół.

  8. Witaj Maćku,
    Spotkaliśmy się zawodowo jakiś czas temu, w jednej ze smutnych szkoleniowych sal wielkiej korporacji.
    Zawodowo, nie był to dla mnie najlepszy moment, pełen sprzeczności i plastikowych, wielkich i pustych haseł.
    Pamiętam jak patrzyłeś przez okna korytarza na wnętrza tzw. open spaców, wypełnionych młodymi ludźmi, pędzącymi jakby w maratonie życia. Ja byłam jedną z tych osób.
    Po dwóch dniach będących „spotkaniem z Tobą” (by the way to wielki prezent jaki otrzymałam od swojej korporacji :), przeczytałam na wyspie Pag w Chorwacji wszystkie Twoje poradniki, zaraz potem mój mąż poszedł w moje ślady.
    Od tamtej pory nic nie jest takie jakie było, dokonaliśmy zmiany, wielkiej zmiany w nas samych i w naszej rodzinie. Osiągnęłam harmonię, która daje mi spokój wewnętrzny i radość. Nie muszę już się przebierać w dziwaczne stroje i udowadniać wszystkim wszystko, nie muszę selekcjonować swoich słów, i dobierać ich w zależności od tego co jest wygodne dla kogo. Nie muszę już po 10 godzinach ciężkiej pracy, zmywać z siebie pod prysznicem nabytych manier. Teraz śpię spokojnie, jestem z dala od tego wszystkiego. Nie mam wszystkiego co miałam, wysokiej pensji, najnowszego modelu audi, piętnastu haseł do laptopa. Mam ciszę i równowagę. Budzi mnie piękny wschód słońca i rosa na trawie, dzień żegnam przy świetle zachodzącego słońca i chłodu płynącego z wnętrza lasu i pól. Jestem wśród ludzi uśmiechniętych i życzliwych, dla których liczy się tylko dziś. Z podziwem obserwuję przyrodę, to jak kura sąsiadów znosi jajka (w dalszym ciągu tego nie pojmuję), zmieniające się pory roku i zwierzęta mieszkające obok mnie, sarny, lisy, zające i turkucie podjadki :O). Mam przy swoim boku moje trzecie dziecko, cudną dziewczynkę, która jest również wynikiem naszej zmiany i przemiany. Teraz wiem, że to prawda, że wszystko zależy od nas samych. Nikt nie ma wpływu na nasze wybory. To od nas zależy jaką drogę wybieramy, choć może ona być niezrozumiała dla innych, to wciąż jest nasza i świadoma Dziękuję Ci za wszystko, dziękuje, że jesteś. Dagmara.

  9. Dlatego jestem niepełnosprawna i niedostosowana społecznie, bo podziwiam piękno a nie nazwiska ;) Panie Macieju powinien Pan coś na temat takich nieprzystosowanych napisać ;) To już trochę dalej idzie niż kosmityzm :)

  10. ale w zasadzie …sprzedawca czy wlasciciel galerii ma jeden cel- sprzedac…nie musi byc na sztuke wrazliwy….;)) wazne ,zeby ludzie”brali”…a ze ludzie sa snobami…to sprzedaja sie …nazwiska,
    tak jak ubrania sygnowane nazwiskiem projektanta
    ;))))))))))))))

  11. Aniula ,to samo powiedziano mi w lokalnej galerii….owszem mozna tu cos wystawic ,ale najpierw trzeba miec nazwisko;))) jak je „zrobic” ona/wlascicielka/ nie wie….

    zreszta zanim zadalam pytanie, zaprezentowala mi obrazy….nie tematem ,nie kolorem czy chocby bez slow (wszak obraz mowi sam za siebie)…raczej nazwiskami autorow-o tu nowy iksinski ,tu praca pana Y, itd….

    zapytalam tez ,czy gdyby nie znala tych nazwisk ,powiesila by ten obraz jako anonimowy na scianie?
    dla mnie wazniejsze od nazwiska ,czy koloru pasujacego dywanu ,wazne jest ,jaka energie obraz ze soba niesie…kupujac go-kupuje jakas historie ,ktora codziennie bedzie ze mna, jak domownik ….nie chce czegos ,z czym czulabym sie zle…..nawet jakby to namalowal sam Picasso ;))))))

    co innego z obrazami w muzeum;))))))
    tam troche takie obrazy niosace dramatyczne przeslania sa jak tygrysy w klatce…mozna je przez chwilke poogladac ,ale nie trzeba stawac z nim oko w oko kazdego dnia ;))))))
    malarze czesto na plotno przelewaja to co im sie we wnetrzu nie miesci i wcale nie musza byc to pozytywne odczucia.

    w innej galerii dodano jeszce ze trzeba sie zapisac do zwiazku i byc czlonkiem ,bo czlonkowie moga sie wystawiac ,ale zeby byc czlonkiem ,trzeba uzyskac akceptacje innych czlonkow….
    niektore obrazy czlonkow byly … fotografia naniesiona na plotno i „pomalowana” farba.w trudniejszych miejscach widac bylo brak umiejetnosci autora…dodam ,ze to byla „galeria zwiazku artystow……”

    przepiekna galere obrazow przywiezionych z syberii ma w swoim mieszkaniu znajoma,ktra kiedys pracowla tamze….kupowala obrazy i namawaiala polskich inzynierow do inwestycji w sztuke w ramach zapobiegania alkoholizmowi…..inaczej przepijaliby swoje wyplaty….

    sa wsrod nich perelki, choc nazwiska autorow nikt nie odczyta.

    w Wawa sypailam kiedys w internacie szkol artystycznych ,gdzie mieli pokoje goscinne. na scianie wisialy nieudolne jeszcze prace mlodych artystow.
    Mimo to tchnely czyms pozytywnym.Przy kolejnych pobytach zaprzyjaznilam sie z nimi i cieszylam za kazdym moim przyjazdem ,jak ze spotkania ze znajomymi.jakby na mnie czekaly
    ;)))))

  12. Ten kawałek świata, który politycy chcieliby zlikwidować, bo przecież bezlitośnie obnaża samą politykę czyli jak niektórzy mówią z nich wprost świat kalek, żulernie czy menelownie w centrum Krakowa albo w pięknych kamieniczkach na Kazimierzu np. dla mnie jest diagnostyczny. Po zmianach ustrojowych system strasznie okazał się nie halo.
    Jest dla mnie też niestety do pomyślenia, że człowiek może nie myć się ze względów finansowych. Znam wcale nie tak mało takich przypadków. Jak do tego dojdzie jeszcze poczucie braku znaczenia w czyimś życiu, niebycie kochanym, potrzebnym, akceptowanym to już koniec, bo osoby chorujące tak, jakby siebie same karały, nie dbały tak jak los nie dba o nie. Tak to czasem widzę.

    W tamtym tygodniu zakończył się tu festiwal żydowski. Zaskoczyło mnie ilu osobom brakuje poczucia wspólnoty. Jak pozytywnym szokiem było dla mnie to, że świat zwykłych ludzi idzie zupełnie innym torem niż świat polityki. Że ludzie chcą pokoju, jednania się, przyjaźni, nie boją się mieć swoich ideałów. To pokrzepiające.

  13. Będąc na naukach w Dusseldorfie miałam okazję poznać pewną artystkę z Krakowa. Oglądałam jej portfolio, wysłuchałam smutnej historii rodzinnej. Osoba ta mimo swego niesamowitego talentu pracowała jako sprzątaczka…. taka potrzeba resetu po przeżyciach… Pokazałam jej tryptyk niemieckiej znajomej ( no bo nie mieściło mi się w głowie, że taki talent się marnuje), która prowadziła z chłopakiem galerię na jednej z ulic dla tzw bogaczy. W galerii meble niby antyk oryginał China, w drugiej sali wielkie płachty podobrazi z wymalowanymi stopami. No nic powalającego. Znajoma wysłuchała historii, przejęła się bardzo, obrazy się spodobały, ale na końcu padło pytanie ” A ona ma znane nazwisko w Polsce?” Jak tworzy się znane nazwisko w kręgach sztuki? Ostatnio mi wyjaśniła to inna znajoma artystka – przez kółko wspólnej adoracji skupionej wokół jednego megalomana. Megaloman już wypromowany promuje następnych, w większości przypadków średniej jakości malarzy. Tak samo zapewne jest wśród architektów. Przebicie ma ten kto ma dobre znajomości…. no i potem mamy takie koszmarki jak nowa Biblioteka Uniwersytecka we Wrocławiu. Postawili wielki kloc i jeszcze machloi wokół narobili…..

  14. kicz czy sztuka to sztuczny wytwor kultury…to my cos uznajemy za kicz lub sztuke przez duze „S”.
    czasem bohomaz sprzedaje sie tylko dlatego ,ze ma nazwisko.
    w Wawa zaszlam do tgalerii przy Krakowskim Przedmiesciu…wyceniano /i to slono/ obraz, ktory moglby namalowac siedmiolatek….dyskusja dotyczyla odcienia koloru chmurek -pomaranczowy czy lososiowy ???? jakby ta dyskretna roznica odcienia miala decydowac ,czy jest pomaranczowy jest kiczem ,a lososiowy-szlachetniejszy wg znawcow ujawnia jakies wyzsze przeslanie kolorowego pejzazu…..

    mowia ze o gustach nie ma dyskusji

    ale jednak jest cos w prawdziwym pieknie ,ze nie tylko jest ponadczasowe ,ale tez ponadkulturowe…cos co wzrusza i zachwyca,co porusza strune w kazdym .

    i ….choc czasem dostepne jest za darmo…pozostaje bezcenne

  15. oj,Aniula….dobrze znam te zapachy……;)))))nie trzeba jezdzic komunikacja miejska,z takimi ludzmi jest sie wszedzie;)
    czasem jeszcze dolacza do tego caly wachlarz zwiazany z naduzywaniem alkoholu -od swiezego spozycia po ferment zwroconego wczoraj wina marki byk…..;((((albo ten zwiazany z bezdomnoscia i sypianem byle gdzie…..

    mozna sie odizolowac ,przebywac w lepszych dzielnicach, jezdzic autem, szukac pracy z ludzmi wyksztalconymi i kulturalnymi.
    ale ci „pachnacy” nie znikna…

    na pewno nie dla nich intelektualne debaty o sztuce.
    ale mysle ,ze na poziomie „człowieczym” maja dostep do tego co najwazniejsze w zyciu taki jak sam ,jak ci „ą-ę” …

  16. Nie lubię jeździć komunikacją miejska… i nie to przez jakieś problemy drogowe , korki itp itd tylko dlatego , że współpasażerowie śmierdzą…. takim kilkudniowym smrodem…. No to jak tu rozmawiać o sztuce czy kiczu, kiedy znaczna część społeczeństwa nie przestrzega podstawowych zasad higieny…. ktoś powie jakie to ma znaczenie, a odpowiem, że ma. Skoro większość ma przytępione zmysły i nie zauważa mdłą to jak ma zauważyć wartość tego co nas otacza?

  17. w czasie mojej czerwcowej wedrowki po Warszawie odnioslam posobne wrazenia.

    Stare uliczki i parki na Bielanach, szklane domy w Mordorze,budki ,warsztaty i garaze na Woronicza…bloki na zamknietych osiedlach obok blokow z PRL / Warszawa betonowych blokowisk to moje wspomnienie z dziecnstwa…../

    no i wspolczesne ogromne wesole miasteczko…Zlote Tarasy ,w ktorym rozrywka polega przedwe wszystkim na goraczkowej konsumpcji,polowaniu na wyprzedazach, spozywaniu fast foodow.i wszystko to sie kreci w tempie karuzeli,szybko i kolorowo….ale jakos tak malo refleksyjnie

    dopiero po powrocie do mojego miasta widze roznice….o ktorej juz wspominalam:
    wolniej
    biedniej,brudniej,ale jakos piekniej /a moze to sentyment???? a moze piekne,choc niedoceniane polozenie?

    kicz budowlany okresu powojennego,z czasow szybkiej odbudowy / podobne zjawisko architektoniczne w centrum Hannover-zniszczonym po wojnie w stopniu podobnym jak Warszawa…z ta sama mieszanka starych niemeickich zabytkow ,kosciolow, kamiennic i kwadratowych bryl z lat 50tych…./

    Szczecin to okragle ronda,
    stare ,odrapane choc piekne kamienice
    umierajace powoli sady zdziczalych drzew

    miasto w ktorym nie ma metra,ale za to jest port i Odra plyna statki,korki sa mniejsze …i nie mozemy doczekac sie szybkiego tramwaju,ktorego trasa budzi kontrowersje…

    ale wszystko to plynie wolniej.
    tu nawet samowolka budowlana ma mniejszy wymiar i wyraza sie glownie tym ,ze kazdy kto moze stawia jakos prowizoryczna bude,blaszak,altanke….potem lata ja ja byle czym i jakos stoi….
    najwiecej ich nad Odra-ludzie trzymaja w nich lodki ,wedki ,mieszkaja,odpoczywaja,przetrzymuja stare rupiecie….

    najlepeij widac to z wody
    i nikomu nie przyszlo do glowy ,ze jakby nie bylo ,jest to jedna z wizytowek miasta,dla tych ,ktorzy chca do niego dotrzec droga wodna….
    mysle ,ze dla uczestnikow Tall ships races byl to prawdziwy, choc niezamierzony polski folklor
    ;)))))))))))00

Komentarze są wyłączone.