szczodrość

Szczodrość – koan

– Znowu to zrobiłem, ojcze. Znowu oddałem kobiecie wszystko, co miałem. Rzecz jasna najpierw oddałem jej klucze. Oddałem jej swój dom, pieniądze, samochód, kartę płatniczą i wreszcie coś najcenniejszego swój czas. Jestem na każde jej zawołanie.

Poświęciłem dla niej wszystko, ojcze. Zrezygnowałem z przyjaźni, która ją irytowała, rozstałem się ze znajomymi, których nie lubiła, oddaliłem od krewnych, którzy patrzyli na nią z dystansu. Zmieniłem dobrą pracę na gorszą, żeby ona mogła zmienić swoją na lepszą. Ktoś musiał zająć się jej dzieckiem. Przestałem nawet zapraszać ciocie Halinkę na niedzielne obiady, bo siorbała a to było zdaniem mojej partnerki nie do zniesienia.

Co dostałem, ojcze? To co za wsze, nadzieję na miłość. Czy popełniłem, ten sam nienaprawialny błąd? Czy doprawdy za każdym razem, kiedy pojawia się nadzieja na miłość muszę poświęcić wszystko co mam a nawet to, kim jestem, aby choć zbliżyć się do miłości? Z jakiego powodu daję się wykorzystywać przez kobiety? Żadna mnie nie docenia, żadna nie odwzajemnia moich uczuć. Każda bierze i niewiele daje.

Wiem, wiem co powiesz, że jestem kochliwy, że jeśli nie uważałem co robię to ma zrobić, jak uważam. Na szczęście leżysz tu w grobie i nic nie odpowiesz. Jedyne co mogę zrobić to zapalić świeczkę, jak w każde twoje imieniny, ojcze. Czy gdybyś żył potrafiłbyś mnie przestrzec przed fałszywą miłością? Pewnie nie, gdyż za życia nie potrafiłeś nauczyć mnie kochania.

Mężczyzna zapalił świeczkę, przeżegnał się i odszedł od grobu, lecz zanim zdołał zrobić dwa kroki płyta nagrobna zgrzytnęła. Zatrzymał się. Obejrzał. Ze zdumieniem zawrócił. Po chwili płyta odsunęła się całkowicie i opadła na ziemię. Z grobu wychylił się ojciec, a właściwie trup ojca, blady, ziemisto szary, z niewidzącymi oczyma. Oblepiona skóra przywarła do kości. Garnitur spleśniał. Ojciec oparł ramiona na krawędzi podmurówki i powiedział:

– Synu, z dość błahego powodu zakłócasz mój spokój a także spokój innych, szacowanych nieboszczyków a choćby ten tu obok, to całkiem miły facet. To prawda, nie nauczyłem cię miłości. Jednakże moim zdaniem potrafisz kochać. Jesteś też szczodry, jak ja. Być może twój problem jest inny.

– Jaki ojcze? – Spytał syn.

– Wiesz synu, za życia byłem pijakiem, potem alkoholikiem. Kochałem cię jak każdy alkoholik – miłością toksyczną i zachłanną. Wszystkie moje niespełnione pragnienia i miłości topiłem w kieliszku. Na jego dnie zawsze siedział mały diabełek lęku, który potem nieoczekiwanie urastał, więc jak ty dawałem, dawałem i dawałem, żeby przekupić tego małego skurwysyna. Ponadto typowa była ze mnie męska, szowinistyczna świnia, rasista i homofob w jednym, no zwyczajnie cham i prostak, więc dopóki żyłem w życiu bym ci tego nie powiedział.

– Czego ojcze?

– A może ty gejem jesteś, synek?

_________________________________________________________________________

ZROZUMIEĆ JĘZYK SNÓW – JĘZYK NIEŚWIADOMOŚCI

warsztat – zapisz się już dziś

__________________________________________________________________________

inne koany

Szczodrość – koan
5 (100%) 3 vote[s]

Udostępnij:

Maciej Bennewicz

Założyciel i pomysłodawca Instytutu Kognitywistyki. Twórca podejścia kognitywnego m.in w mentoringu, tutoringu, coachingu oraz Psychologii Doświadczeń Subiektywnych. Artysta, pisarz, socjolog, wykładowca, terapeuta, superwizor.