Takie same żołądki

potrzeby
potrzeby

Rycho jest filozofem. Mędrcem, do którego udaję się po największe mentoringowe rady, gdy jestem zagubiony, zmęczony lub zdesperowany. Rycho prowadzi coś w rodzaju warsztatu samochodowego skrzyżowanego ze szrotem oraz sklepem 1001 drobiazgów. Potrzebujesz pół metra rurki miedzianej ¾ cala, proszę bardzo. Poszukujesz blachy ocynkowanej lub stali kwasoodpornej, proszę. U Rycha znajdziesz wszystko, a jak nie ma czegoś, wie, kto ma. Spytasz po co komu blacha kwasoodporna? A zacięte nożyce do cięcia żywopłotu albo gaźnik do silnika kosiarki? Albo wał korbowy z ciągnika do regeneracji? Nie potrzebujesz? A może zawias do bramy pękł i nikt nie chce go zespawać? Rycho chce, jeśli zechce.

Rycho świadczy usługi dla ludności a dla przyjaciół również usługi coachingowo-mentoringowe choć tak tego nie nazywa. Ot pogada, poradzi, poklepie, rurkę dotnie na wymiar. Podaje herbatę z wielkiego czajnika, miesza z miodem i cytryną dla zdrowotności i pyta w czym problem. Rycho pił, tak jak wszyscy jego bracia, sąsiedzi i krewni ale przestał pić, palić, nadużywać i nawet dietę stosuje odkąd w szpitalu na Bródnie zostawił nerkę a doktor mu powiedział, że każdy dzień życia to dar od Boga. Od 9 lat nie ma śladu nowotworu ale też zniknął dawny Rycho, który półlitrową butelkę potrafił rozpić na trzy razy zakąszając dopiero po trzecim. Świadomość, że jedna jedyna nerka musi odwalać całą robotę oraz doświadczanie dializ, których przez pewien okres zaznał Rycho, stanowią dla niego wystarczająco silny argument za. Za czym? Za życiem, które ma sens.

Zdaniem Rycha ludzie dzielą się na nierówne części, czyli połowy i jest tych połówek ludzkości rzecz jasna kilka. To jak plusy dodatnie i plusy ujemne znanego klasyka Wałęsy Lecha. Jedna połówka ludzkości jest leniwa i nie lubi pracować, druga lubi ale nie umi, trzecia połówka umi ale im się nie chce, czwarta połówka umi i lubi i ta jest najmniejszą z połówek. Wszystkie połówki są przekonane, że umio i lubio pracować, tylko okoliczności, pracodawca lub najgorszy z nich wszystkich: rząd i unia, nie dają pracować, choćby człowiek chciał. Ci, którzy nie umio i nie lubio są najbardziej przekonani o swojej krzywdzie, której winni są inni, kolejno następują ci, którzy nawet i by coś tam potrafili ale im się nie chce, trzecia grupa skrzywdzonych nieco mniej to ci, którzy nie potrafią ale chcieliby pracować. Ci, od czas do czasu, imają się jakichś robót, przez jakiś czas pozorują efektywność, gdyż początkowo im zależy, nawet się czegoś uczą ale wciąż zbyt mało umio. Stwierdzenie: umie pracować oznacza zdaniem Rycha konieczną samodyscyplinę, umiłowanie zajęcia, którego człowiek się podejmuje i efekty. Osiągnie efektów! Wiele osób, owszem, robi, tyra, haruje, zasuwa i umacnia się w przekonaniu, że harówka usprawiedliwia ich pensje i nagrody. Ale się napracowałem – dla wielu jest dostatecznym uzasadnieniem ich pracowitości i zaangażowania. Rycho uważa jednak, że gówniana jest taka harówa, w wyniku której spaw jest położony nierówno, a szpachla na rdzę. Twierdzi, że z takim pracownikiem gorzej jest jak z dzieckiem, które mówi:  przecież sprzątałem, przecież się uczyłem. A co świat obchodzi – mówi Rycho – żeś się wzion za sprzątanie, kiedy w warstacie i tak jest syf i bałagan.

Łatwo rozpoznać leniwych i niekompetentnych zdaniem Rycha. Daje klucz do ręki i każe zdemontować chłodnicę. Jak chłopak zabiera się do roboty zanim spuści płyn – wszystko jest jasne, jak chłopak mądrzy się, ubrudzi w pierwszej minucie roboty jak nieboskie stworzenie, a demontaż chłodnicy zajmie mu godzinę, wszystko jasne. Jak porozwala narzędzia, posadzkę zaleje płynem, smarem, olejem, kanał upaprze i nowiutki drelich – wszystko jest jasne. Na koniec dnia Rycho mówi: Nie przychodź tu więcej synek, nie nadasz się. Niech matka wypierze drelich i jak czysty oddasz zapłacę za dniówkę. Trudniej rozpoznać przejętego gupka, gdyż albowiem taki, zdaniem Rycha, stara się biega, pyta nawet, uśmiecha się, robi niewielkie postępy i te niewielkie postępy mogą człowieka omamić. Uwierzy, że w pracowniku tkwi potencjał, znaczy się skarbnica, a tymczasem to nie skarbnica, tylko głupkowaty uśmiech, którym chłopak pokrywa niekompetencję.

Większość jednak, to największa połówka ludzkości, czwarta lub piąta, zdaniem Rycha, to ludzie z pretensjami, którzy uważają, że im się należy z samego faktu przynależności. Kiedyś, należąc do jakieś grupy, należało łożyć wymierny wkład na rzecz danej grupy. Kowal miał podkuwać, a rybak łowić ryby, jeśli tego nie robił, wspólnota wywierała presję lub wykluczała niezdolnego lub leniwego kowala. Tymczasem współcześnie, kiedy to ludzie nabawili się szkodliwej, zdaniem Rycha, przywary egalitaryzmu sądzą, że niesprawiedliwe jest to, że jedni mają a oni nie mają, naturalne jest natomiast to, że oni chcą mieć, dlatego że są, gdyż z samego faktu, że są na tym świecie – należy im się.

Wszyscy mamy takie same żołądki –  to jedno z najbardziej bezczelnych, populistycznych przekonań twierdzi Rycho, jakie wymyśla leniwy nieudacznik na usprawiedliwienie swego chciejstwa. Otóż nie wszyscy mamy takie same żołądki – twierdzi Rycho – na czubku żołądka, którego noszom dwie nogi, jest łeb i nie każden łeb łbu jest równy. Inny łeb innego żółądka potrzebuje. Mój żołądek jest inny na ten przykład, gdyż albowiem innom dietem jem.

–  Toś mi dopiero pomógł – mówią z wyrzutem do Rycha.

– Na razie ci nie pomogło boś za mało wypił miodu z cytronom. Trza się nawadniać. Za mało wody. Z człowiekiem jest jak z nerkami. Muszom filtrować żeby dobrze działały. Tak samo jest z silnikiem, ludzie myślą, że jak oszczędzają samochód, to on się mniej psuje. I tak samo jest z człowiekiem jak nie pracuje to gnuśnieje, a jak źle pracuje, to głupieje.

– Jak nie pracuje, bo nie ma pracy?

– Jak nie pracuje to leniwy. Widzę to po swoich chłopakach. Jeden jak nie ma roboty to klucze wyczyści, weźmie farbę i kibelek wymaluje, a drugi stoi, pali, rozgląda się i się nudzi. Nudno. Czemu nic robisz, pytam? A no, nie ma nic do roboty. Jak to nie ma? No nie ma, co będę jak gupi za darmo podłogę wycierał, co ja sprzątaczka jestem?

– Toś mi dopiero pomógł Rycho – powtarzam ale posłusznie bardziej się nawadniam. Może to rzeczywiście przez ten brak wody we łbie?

Takie same żołądki
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

18 komentarzy

  1. Coś wisi w powietrzu, chodzę dzisiaj cały dzień i chichram się z byle powodu ;) Wiking nalał winka, w sumie co tu robić na bezrobociu :)

  2. samochod od czlowieka rozni se tym ,ze nie posiada zdolnosci samoregeneracji,wiec naprawianie samochodzu bywa trudniejsze….spalona zarowka w aucie nie zacznie swiecic…a zepsuty element ,czasem wbrew dzialaniom lekarzy;)))))))))))),ktoregos dnia w tajemniczy sposb zaskakuje i “zarowka” w czlowieku, zostawiona sama sobie znow zaczyna swiecic;))))))))))))))))))))))

    moze ,skoro 10 lat rozkrecalam ludzi, daloby rady nauczyc sie rozkrecac auta????

    anatomia prostsza, wariantow normy-o ile inni mechanicy nie namieszali/ znacznie mniej, przewidywalnosc wieksza….zepsuta czesc wymieniasz i jedziesz…..albo jak u chirurga plastycznegoklepiesz na polysk blachy…

    zdolnosc logicznego myslenia ,diagnozowania usterek, wymiany elementow jakos bardzo przypomina mi to ,co do tej pory robilam.i zawsze z ciekawoscia zagladalam ,jak to w srodku wyglada….

    w sumie auto ma tez swoje uklady -elekyczny,hydrauliczny,energetyczny…
    stworzylismy auta na na obraz i podobienstwo siebie…..

    tymczasem kolejna rozmowa z pracodawca w moim warsztacie pachnie fiaskiem…..

  3. Rewelacja! Na prezydenta Pana Rycha .. przecież “wszystkie Ryśki to fajne chłopaki”. Ukłony dla mądrości życiowej.

  4. ania ten pomysł , też mi przemknął przez głowę ale…. a) nie umiem rozkręcać samochodu, b) Rychu by ze mną nie wytrzymał :) To człowiek, który odnalazł swoje Zen, Tao, Równowagę , Płynącą, Rzekę, Jezioro Spokoju, czy jak to tak ktoś nazwie. Zazdroszczę :)

  5. najchetniej ,to bym sie u Ryska w warsztacie zatrudnila
    ;))))))))) ot ,co mi do glowy przyszlo ,jak sie napilam herbaty

  6. od pol roku “pracuje” na wolontariacie….

    ponosze koszta pracownika na kontrakcie /ubezpieczenia ,szkolenia,bad okresowe/
    ucze sie i szukam mozliwosci efektywnego wykorzystania czasu,bywa ,ze zostaje dluzej ,zeby na biezaco dostac feedback za moja samodzielnie ,aczkolwiek pod okiem mentora,wykonywana prace.
    bacze pilnie ,zeby nie latac z pusta taczka.
    staram sie omijac sytuacje do nakrecania sie cudzymi emocjami-dzis staram sie szukac rozsadnych rozwiazn i takie przedstawiac szefowej,zamiast latac na skargi….

    wiedza o tym niknie jednak w drodze do gabinetu dyrektora….
    miedzy pracownikiem a pracodawca jest przepasc i szefowa zakaldu jako posrednik tez nie dociera z misja…
    argument dyrektora zawsze podobny….. pracownikow jest za duzo, ze za duzo “kosztujemy szpital”….
    pracodawca nie widzi ,ze dzieki temu tez zarabia,a nie tylko utzrymuje darmozjadow…..

    to samo slyszalam 10 lat temu bedac pracownikiem innego oddzialu,”nierentownego”,niedoszacowanego przez nfz,wiec jeszce latwiej bylo tym argumentem manipulowac pracownikami zastraszanymi poza tym zwolnieniami,brakiem szacunku,zanizaniem wartosci…..

    dla przykladu -dla pozostalych upartych kolegow zostalam wowczas zwolniona.
    nie wazne bylo ,jak pracuje.dyerktor nie zapytal nawet o zdanie mojego bezposredniego przelozonego.

    pracuje juz prawie 15 lat…i prze 15 lat widze to samo.w tym ,w innym szpitalu….
    ale do emerytury jeszcze 25 .
    podjelm sie wiec ogromnej zmiany,wbrew i pod gorke,pieciu trudnych lat-nowych studiow ,kursow ,egzaminow…..nowego ukladania sie ,wspinania od zera…..
    wybralam cos zgodnego z moimi naturalnymi talentami,cos ,w czym bylam najlepsza w grupie zupelnie zielonych studentow i w czym moge wykorzystac moje dotychczasowe doswiadczenie.
    na razie nikt nie widzi jednak sensu wsparcia moejej inicjatywy…ani dyrektor,ani PUP, ani PFRON,ani Izba Lekarska,ani ministerstwo zdrowia,ani zaden inny urzad.

    kolega- doktor- dyrektor mowi mi ,ze jestem naiwna,ze choruje na przesrost ambicji i ze w koncu powinnam dac sobie spokoj i robic cokolwiek za pieniadze….

    ale ja to dobrze przemyslalam w czasie choroby,jak Rysiek -filozof, ze zycie ma byc sensowne i ze trzeba o to dbac.a nie robic byle co i byle jak ,byle za pieniadze.
    za pieniadze owszem ,ale cos co sie naprawde chce robic.

    codziennie zaczynajac prace ,wklepuje do komputera haslo ,ktore wymyslilam ,odpowiadajac sobie na pytanie,czego bede potzrebowac najbarzdiej ,zebyc dotrzec do celu….i caly czas kombinuje ,jak moj czas wykorzystac najlepiej.i jak zaczac zarabiac pieniadzeza wykonywana prace.

    intuicja mowi mi ,ze mimo wszystko jestem na dobrej drodze.
    choc frustruje mnie brak zarobkow. wydatki przeciez i tak ponosze….
    ;((((
    moze to wlasnie bylby moj powod do wyjazdu????

  7. Ostatnio koleżanka podrzuciła tekst, że rodacy na wyspach, tworzą getta, zasuwają w fabrykach, nie uczą się języka, nie wspierają dzieci w asymilacji z Anglikami. W sumie nie ma się co dziwić, oni to samo robili w Polsce, tylko, że tu nauczyli się języka z biegu, to się tak nie wyróżniali. No nie oszukujmy się. Inteligencja jak zwiewa za granicę to przeważnie, załatwia sobie robotę przez swoją firmę albo wskakuje na dobre stanowiska i się asymiluje w nowym kraju, bo to daje im szanse na awans. Reszta jedzie, żeby mieć piwsko do telewizora i kiełbachę. Oczywiście nie można generalizować, każdy ma jakieś tam swoje powody wyjazdu, mniej lub więcej szczęścia. Wszystko jest zależne od naszej zaradności i warunków w jakich żyjemy. U nas docenia się ludzi z papierem a nie “wykształconych” , im więcej piany bije tym ma większe szanse na usadzenie dupska w dobrym fotelu. Nie ceni się pracy, cały czas słychać echo poprzedniego systemu , kto kombinuje ten jedzie. Ostatnio w pewnej dzielnicy ludzie dbający o zieleń, poukładali dekoracyjne kamienie na trawnikach, żeby idioci ich nie rozjeżdżali samochodami. Do miasta zaczęły wpływać donosy, o ograniczeniu wolności i możliwości korzystania z trawnika. Oczywiście ANONIMY. I znam fantastycznych ludzi , dbających o ogródki przy domu, organizujących ciekawe spotkania dla emerytów, uśmiechniętych sprzedawców w sklepach. Ostatnio barista w kawiarni, przypominał mi, że mam u niego kartę ze zniżką na kawę :) Różnie jest. Potrzebny tylko rozsądek.

  8. I w ogóle czego my się czepiamy, przecież w telewizorku dziennikarze mówiom do ludzi poprawnom polszczyznom. To chyba nawet robi się “cool”, bo nie jest się “ąę”? Ja jestem często ąę i tu mam odpowiedź czemu nie zarabiam średniej krajowej trzy i półtysiaka na rękem.
    Jestem złośliwa przykro mi, ale przez 123 lata, a de facto więcej nie było Polski, język przetrwał i trzeba go jeszcze podtrzymywać. Szacunek szacunkiem dla ludzi pracy, ale dla mowy ojczystej też.

  9. ja się boję “pochwalić” swoją, bo jak tu pisałam poprzednio cokolwiek o mojej robocie to ją szybko straciłam.
    Widać Aniu wszystko funkcjonuje tak, dobrze i mamy tak, zdrowe społeczeństwo, że nie potrzeba opłacać lekarzy i psychologów.

  10. he he he…czy lepiej byc gospodynia za 7 zl niz lekarzem dyzurnym za 19 brutto…w sobotnia noc……????szkoda ,ze na czarno nie zatrudniaja…..

  11. ja tez bym chciała miec jak jak najmniej powodów do narzekania. Może stanę w obronie wypchniętych z rynku pracy może nie, ale widzę to też tak, że tu mieć prawdziwy entuzjazm i serce dla pracy to mało. Sakramenckie samozaparcie trzeba mieć i masę jeszcze innych rzeczy.
    Pewnie się tu narażę, ale się nie dziwię, że się ludziom po prostu nie chce pracować, że chłopaki wolą na kanapie siedzieć przed tv. Jak się patrzę na bezdomnych przy krakowskim dworcu -nic nie mają, więc nic im nie zabierze rząd, z którego się śmieją w swoich rozmowach, to opadają mi ręce. Stawki; 23 grosze za przejechany kilometr, 6 złotych za godzinę bycia gospodynią na czarno, 7 złotych za budowę, z której można spaść w każdej chwili. Przykro mi mówić, bo praca daje chleb, ale sami wiecie :(

  12. wyjdzie na to ,ze ja z tych co narzekaja…
    ;))))))))))))))

  13. no ,mowiom tez ,ze niektorzy z pustom taczkom biegja ,bo czasu nie ma zaldowac…..
    ;)
    ja sie tym juz zmeczylam,
    przeciez nie o to chodzi ,zeby sie umeczyc ,energie trzeba oszczedzac ,a robota ma byc zrobiona dobzre…
    szkoda ,ze nie kazdy szef ,jak Rycho-to widzi….nie kazdemu chce sie przyjrzec,co tak naprawde chlopcy w warsztacie robia…..to ze duzo szumu robia,to tylko meczy…

    @ad….no z ust mi wyjales….
    bo najlepiej to miec solidnego i jeszce za darmo….
    taka pazernosc ….tez sie zdarza
    ;((

  14. Czy ja wiem moi najbliżsi tyrają, a mało z tego mają.
    Myślę o moim tacie. Firma, którą zbudował z niczego, kiedyś pierwsza i jedyna taka w krakowie. Dzisiaj na każdym rogu młodsi poligrafowie i “poligrafowie”. Gdy ktoś chce dziś wydawać książkę to bierze znane wydawnictwo, chce drukować ulotki idzie do wielkich kolosów lub pod znany mu już adres, chce robić skład gazety, bierze kogoś kto robi szybko (często szybko czyli z błędami redakcyjnymi, nieraz ortograficznymi, bez profesjonalnej szaty graficznej). Powie ktoś trudny biznes, duża konkurencja i co z tego że powie? Pomoc przedsiębiorcom oferowana przez wszystkie te lata i rządy to coroczne zdzieranie coraz wyższego watu i zusu.
    Dziś jak rozmawiam z ludźmi to się mało kto przyznaje, że “pracuje” na umowie śmieciowej. Bo tak się pracuje. A jak się prowadzi DG albo ma się “umowę o pracę” to też po latach (a już teraz) okazuje się, że to jest “śmieciówka”.

    I tak już za dużo napisałam. Ugryzę się teraz grzecznie w język, skupię się na jakiejś przyjemnostce, która nic nie kosztuje typu spacer jesienny i chwilowo nie będę myśleć o tym koszmarze, o którym politycy potrafią li jedynie bleblać.

  15. ad dla niektórych praca jest tylko pojęciem abstrakcyjnym, nawet jak są w robocie to się opier…lają:)

  16. Praca to jest zawsze, tylko czasem nie ma za nią płacy.

  17. Grunt to się nawadniać. :) Oglądam różne programy na BBC, jedni powiedzą, że to odmużdżacze typu , gruby i chudy, jak stać się młodszym itp. Ciekawi mnie zawsze co motywuje tych ludzi do wystąpienia często na golasa w takich show. To trzeba pokazać jaki był a jaki się stał dzięki cudownej diecie. Gdzieś między wierszami ludzie opowiadają dlaczego jedzą albo nie jedzą, dlaczego się zapuścili , nie mają zębów. Oprócz przypadków , gdzie dopadła ich podstępna choroba i teraz zbierają się do kupy, pojawia się często słowo “nuda”. On nie ma co robić, uczyć mu się nie chce, zainteresowań nie ma, imprezki dopiero wieczorem. Ręce opadają. Dla mnie dzień za krótki, nadal tona książek nie przeczytana, projekty obrazków do wyszycia zalegają, trzeba pogadać z dziewczynami z grupy wsparcia, dobry film będzie, zapraszają na szkolenie w necie, z synem powtarzamy angielski, teraz dzieciaki fajne książki mają , gry do tego, nauka sama wchodzi do głowy. Malowałam sztandar na dzień pasowania na ucznia…. Umiem i lubię pracować, ale mam chyba problem z autoprezentacją. Mimo, że ćwiczyłam. Realizuję się w działaniu. Mam też problem z wymyślonymi zadaniami coachingowymi typu a coby było gdyby, jakbyś się zachowała, a co ta osoba może myśleć. Konkretna sytuacja ma ograniczoną ilość danych i wtedy jest łatwo podjąć decyzję. Coś wymyślonego rusza mi wyobraźnie i zaczynam się gubić, pomysłów tysiąc pięćset i każdego szkoda. Co mnie przeraża w poszukiwaniu pracy, chyba to, że znowu trzeba zacząć coś od początku i się mozolnie przedzierać przez oporne typy karierowiczów. Wiem to złe myślenie , bo to co było nie musi rzutować na to co będzie. Projektuje sobie dobrze działający zespół rozsądnych, energicznych ludzi, ale zawsze wtryni się jakiś cień , co przyłazi i rozwala od środka. Bo tak dotąd było. To taki cień o którym Rychu mówi ” ten z niby potencjałem” tak potrafi ludzi omotać, że nie słychać mojego głosu , że on wszystko rozwala. Dopiero jak się posypie ludzie przeglądają na oczy. Siedzi to we mnie strasznie. Nie lubię jak się coś dobrego marnuje. W domu mnie tak nauczyli, że trzeba mieć szacunek do pracy, do tego co nas otacza. Cholera ni jak się nie ma to do rzeczywistości, karierowiczów i kombinatorów. Co paradoksalne, w korporacji dopiero odetchnęłam, praca w małych firemkach mnie wykończyła ;) Nie jestem zwierzęciem korporacyjnym, to chyba kwestia kontrastu zadziałała :)

  18. Coś w tym jest… :)

Komentarze są wyłączone.