soledad

smutek

Taniec diabła – koan

Promienie słońca padały nisko. Kolaska przejechała pod akweduktem, który w jedną noc zbudował sam diabeł. Z jakiego powodu? Z powodu pragnienia. Tak był rozpalony, tak rozedrgany, że nie mógł ugasić wewnętrznego ognia. Wprost z piekła czerpał ten żar. Potrzebował wody, hektolitrów źródlanej wody, aby ugasić płomienie trawiące jego wnętrzności. Diabeł to przecież anioł – wrażliwy jak mało kto. Istota duchowa.

Skąd ten żar? Tamtej nocy widział Anais w tańcu, tancerkę soleá, mistrzynię flamenco, tańczącą w rytm najsmutniejszej pieśni świata, mistrzynię najbardziej ognistego tańca, najczulszej tęsknoty, najbardziej burzliwego ognia – gestów, akcentów, tupnięć, kroków, uderzeń, wirów. Soleá pochodzi od soledad, czyli samotności i smutku, tęsknoty i pustki, hałasu uczuć i nagłej ciszy. Soledad – jak imię kobiety pełne smutku i wyczekiwania.

*

Tancerka wysiadła z kolasy. Schyliła twarz ukrytą w woalce. Zasłoniła się wachlarzem by nikt przypadkiem nie ujrzał jej oblicza. Uniosła czerwoną suknię by nie zbrukać jej błotem. Ulicą przemykali ludzie, śpiesząc się zanim zmrok zapadanie. Na bruku słychać było odgłosy podkutych butów ludzi Inkwizycji, militiae christi. Szli po kogoś.

Cyganów jednak nie śmieli tykać. Cyganie, panowie Andaluzji byli tu najpierw, przed chrześcijańskim władcami, przed ogniem i krzyżem, przed stosami, przed polowaniem na czarownice i terrorem kościoła. Cyganie andaluzyjscy byli tabu. Ich nietykalność wynikła z ich mocy, której obawiali się nawet możni kościoła.

*

W ciemnej salce zebrali się ludzie. Niektórzy w maskach, aby nikt ich nie rozpoznał, nikt nie doniósł świętemu Oficjum, że odważyli się uczestniczyć w cygańskim tańcu. Gitarzysta uderzył pierwszy akord w tonacji frygijskiej jak nakazywał obyczaj. Anais pojawiła się na drewnianej scenie. Idąc wpłynęła. Jej pierwszy ruch przypominał poruszenie skrzydłem, nie zaś chód człowieka.

Znalezienie równowagi między melodią i rytmem jest niesłychanie trudne. Pieśniarz śpiewa i wystukuje rytm, nogi Anais wirują i tworzą rytm własny. Anais musi utrzymać napięcie a jednocześnie równowagę pomiędzy namiętnością i chłodem. Dłonie poruszają się odrębnym ruchem od nóg, które uderzają w deski coraz mocniej i mocniej. Cajón, skrzynia perkusyjna na której siedzi gitarzysta, wibruje w ślad za kastanietami.

*

Diabeł i tej nocy usiadł na widowni. Poruszał ogonem w takt kroków Anais. Pieśniarz napinał głos jak strunę, która pęknie zanim wyda ostatni dźwięk. Podobnie on, andaluzyjski demon, napinał ogon i niemal ranił się wpijając własne paznokcie we wnętrze dłoni. Czuł, jak rozpala go płomień, bolesny żar, kipiący ogień a jednak trwał śledząc każdy ruch, pulsując wraz z rytmem. I wtedy Anais porwała go na scenę. Zastukał butami. Taniec solo zamienił się w duet. Duet w wir. Wir w wyznanie wiary.

– To dlatego diable ten żar, że jest sam. Sam na świecie – śpiewał pieśniarz. – To, dlatego diable ten smutek, że nikt cię nie kocha, diable. To, dlatego płonie ten płomień, bo nikt nie potrafi go ugasić, diable. Tylko soleá, jedynie soledad, tylko smutek ochłodzi ten żar. Twoją samotność diable, ukoi ogień. Żar ukoi twój żal. Żal zgaśnie wraz z miłością. Któż cię pokocha diable? Czy diabeł może być ocalony? Jaka miłość ocali diabła? To dlatego diable ten żar, że jest sam. Sam na świecie – śpiewał pieśniarz. – Jaka miłość ocali diabła? Tylko soleá, jedynie soledad, tylko smutek ochłodzi ten żar.

________________________________________________

niebawem spotkanie w KIELCACH,  serdecznie zapraszamy

wkrótce też spotkanie autorskie we WROCŁAWIU

a także warsztat we WROCŁAWIU – Tao i człowiek współczesny

________________________________________________

poprzednie koany

wcześniejsze, starsze koany

zapraszamy też do księgarni

Taniec diabła – koan
5 (100%) 2 votes

Udostępnij:

Maciej Bennewicz

Założyciel i pomysłodawca Instytutu Kognitywistyki. Twórca podejścia kognitywnego m.in w mentoringu, tutoringu, coachingu oraz Psychologii Doświadczeń Subiektywnych. Artysta, pisarz, socjolog, wykładowca, terapeuta, superwizor.