Tao 1.

Strefa komfortu, jak wszystkie nasze słowa i myśli, to tylko koncept, czyli taka mała umowa z samym sobą. Staje się automatyczna, bezrefleksyjna. Czy jestem aby bezpieczny? Czy zgromadziłem dostatecznie duże oszczędności? Czy zabezpieczyłem się materialnie, emocjonalnie? Czy sytuacja jest przewidywalna? Czy wiem jak się zachować? Czy nic mi nie grozi ze strony pracodawcy?

Wtedy mówimy, że z jednej strony bezpieczne jest to, co znane, a z drugiej zagrażające to, co nowe. Uff, wszystko mam pod kontrolą. A gdzież tam. Niemal niczego nie mamy pod kontrolą, zwłaszcza wtedy, gdy staramy się coś kontrolować. Zupa kipi, wiertarka się psuje, żarówka pęka, krem do ciasta wychodzi dla kogoś za słodki, a dla innej osoby za kwaśny, ukochane maleństwo staje się nastolatkiem, które wcale nie podziela naszych wartości. Po dzieciach te zmiany widać najbardziej. Ukochany maluch staje się niewdzięcznikiem. Taki był utalentowany, grzeczny i cudowny, a teraz nie chce słuchać ani mamy ani taty. Jeszcze dobitniej „zdradzają” nas starzejące się i psujące przedmioty, biura podróży, sąsiedzi, pracodawcy.  Nie chcą być takimi, jakimi chcielibyśmy żeby byli. Świat za nic nie chce poddać się naszej woli. Im silniejszą wywieramy presję, tym gorzej. A tak się staramy, perswadujemy, tłumaczymy, manipulujemy.

Tymczasem każda chwila, każda sekunda życia jest nowa i nieoczekiwana. Niektórzy z nas starają się tworzyć w umyśle umowny bufor, zderzak, jakim jest strefa komfortu właśnie w obawie przed nowymi zdarzeniami. To niestety potęguje lęk, buduje wrażanie ciągłej konfrontacji z otoczeniem. Inni natomiast, niestety ci wciąż nieliczni, potrafią zapraszać każdą nową chwilę jak mile widzianego gościa. Potrzebna jest do tego w zasadzie jedna rzecz. Innego rodzaju umowa z samym sobą, która brzmi: jestem ok., jestem w porządku, z każdą sytuacją sobie poradzę. To co wydaje ci się obce, wrogie, niepotrzebne jest dla ciebie zaproszeniem do lekcji. Taoista powie, że ta lekcje jest ci nie tylko potrzebna, ona jest skutkiem twoich wcześniejszych działań lub zaniechań.

Kiedy uznajesz siebie za osobę dobrą, właściwą, zasobną, gotową, taką jak trzeba, żadna chwila ani wydarzenia nie może cię zaskoczyć, każda jest właściwa, gdyż ty jesteś właściwa/właściwy na właściwym miejscu. Wszystko jest po coś i wszystko jest właściwe.

Kiedy tak się stanie? Teraz. Czas i moc twojej naturalnej pewności zawsze jest teraz. Zawsze jest, choć myślisz, że to się dopiero stanie :)

Tao 1.
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

30 komentarzy

  1. Aniula ,pogadamy ,ale jak wroce za trzy dni;))))

  2. Cytuję: “Kiedy uznajesz siebie za osobę dobrą, właściwą, zasobną, gotową, taką jak trzeba, żadna chwila ani wydarzenia nie może cię zaskoczyć, każda jest właściwa, gdyż ty jesteś właściwa/właściwy na właściwym miejscu. Wszystko jest po coś i wszystko jest właściwe.” , więc ja tam nie widzę problemu, skoro Tobie kochana przypadło w udziale wychowywać dziecko , chcesz mu zapewnić dogodny byt, ale niestety dobrej woli taty jak na lekarstwo, to widocznie przyszedł czas nim potrząsnąć. Może to da mu do myślenia, że warto zmienić swoje postępowanie. Trzeba popracować trochę nad syndromem “Matki Polki Cierpiącej” i uzmysłowić sobie, że nie jesteś w stanie na swoich i tak już zjechanych barach wszystkiego dźwigać. Mój nieżyjący już przyjaciel powiadał ” Nie ważne kto jest ojcem biologicznym , ważne kto wychował”. :) Jak facet uczestniczył w zabawie to teraz nie ma migania od zabezpieczania dziecku przyszłości. Koniec kropka .

  3. Aniula ,napisalam odpowedz ,ale ona jest zbyt osobistya na ten blog.wiec kasuje i bardziej ogolnikowo:
    oczywiscie ,ze rozmawialam ,nie raz.
    zeby jednak konstruktywnie rozwiazac problem-ktorym nie sa przeciez pieniadze ,ale zagwarantowanie dziecku podstawoych potzreb ,w tym takze emocjonalnych ,poczucia bezpieczenstwa,przynaleznosci ,opieki i tralala,wiesz ,bo masz dzieci;))))))))i
    wiec staram sie odlozyc na bok wlsne emocje i zaproponowac cos co mozna zrobic bez kasy dla dziecka;))))
    ale na to tez trzeba miec chec.i stan umyslu;))))))))))))))))))))))))))))
    czasem tez mysle ,ze granica miedzy wyrozumialoscia a naiwnoscia jest cienka;)))))
    i poniewaz mam juz uczucie ,ze przekraczam ja-komornik zrobi to bezemocjonalnie….w swietel prawa…..
    troche to tak ,jak zebranie o ten numerek w przychodni,z przykladu Macka.ale kiedys wspomnial w ktoryms artykulewypelnienie wniosku do komornika jako negatywny przyklad ,o ile dobrze zrozumialam.ciekawe ,dlaczego?

  4. No to już sobie powiedziałaś:) A jemu ( temu ex mężu) to powiedziałaś? Nie znam typa ale , może warto go uaktywnić, skoro się zaciął? A jak się nie odetnie to przynajmniej przestanie ci być go żal:) Jest sens z nim gadać?

  5. przyklad-zaniesienie wniosku do komornikamo zalegle alimenty…trwalo…4 miesiace.
    zal mi bylo ex malzonka,zal mi bylo tego ,ze wczesniej dogadywalismu sie ,zal mi bylo tego,ze tez ma nienajlepsza sytuacje finansowa…
    przekonalo mnie to ,ze w zasadzie zniknal z zycia dziecka zupelnie
    czas jest free,nie masz peineidzy-nie masz pracy-mozesz zajac sie dzieckiem,mozesz uczyc go angielskiego ,skoro dzis nie stac nas na prywatne lekcje,mozesz spedzic z nim tydzien na biwaku nad jeziorem ,skoro nie stac cie na wakacje wyjazdowe…………..;(((((((((((mozesz przyjsc na wywaidowke,zapytac z czym ma dzis klopot,wziac na ryby…
    na to nie trzeba kasy tylko czasu i zaintersowania…
    inna kobeita powedzilaby :pierdola ze mnie;))))) i tyle;))))))))))))))))))))

  6. coaching to na pewno dobra droga
    ale ja sie zacinam w innym miejscu.
    chyba najbardziej pomogalby mi praca z obnizonym poczuciem wartosci.
    odcielam to ,co z zewnatrz mnie hamaowalo ,ale….
    najbardziej chyba trzeba mi zmiany stanu umyslu
    a jak mysle ,co wplyneloby na stan umyslu-
    zilania w rzeczywistosci
    a co hamuje dzilania w rzeczywistosci
    stan umyslu
    i czasem zanim zrobie cos,co jest w sumie proste ,ale emocjonalnie dla mnie trudne ,trace czas ,walcze z witarkami w glowie i za wolno posuwam pionki na szachownicy;)))))))))))))))tak z grubsza,ale szczerze

  7. ania a co by ci pomogło w tym układaniu?

  8. takie powolanie moze przyjsc zawsze,poznalam kiedys zakonniece ,ktora w dojrzalym wieku wstapila o klasztoru kontemplacyjnego.zycie tak sie zlozylo ,ze-choc malo to prawdopodobne ,spotkalysmy sie kilka razy.
    wiec okazalo sie ,ze nie tylko wytrwala w nim,niezalzenie od stanu hormonow,decyzje podjela tak pozno-bo czula sie odpowiedzialna za zalozona wczesniej rodzine-dopiero gdy wypuscila dzieci w swiat i pochowala meza-wstapila do klasztoru.podpuszczalam ja-dlaczego “taki nieproduktywny pomysl”…odpowoedziala mi :bo luzdie moga pomagac innym w rozny sposob-swiat potzrebuje dzialaczy ,buntownikow,lekarzy ,nauczycieli ,madrych przewodnikow…potrzebuje tez myslenia i modlitwy….”oczywiscie ,dzis rozumiem to duzo lepiej i jestem wdzieczna za jej modlitwy-za caly swiat ,a takze za mnie.bo mi to nie wychodzi najlepiej;))))))))))))))
    modlitwa,kontemplacja ,moze byc powolaniem i z roznych powodow moze przyjsc tez w roznym wieku;)))))do mnie jeszce nie przyszla w tej formie ,a z menopauza-to byl zart,chyba jednak wciaz blizej mi do kostiumu “goracaego aniola”niz habitu;))))))
    przepraszam ,ze caly czas do tego wracam ,ale naprawde bardzo mnei rozbawil twoj wpis, a wyobraznia ,jak moze taki fakt wplynac i wywolac fale zmian w zyciu wydaje mi sie dobrym tematem do jakiejs smiesznej ,obyczajowej komedii-dobry watek!!!!

    na takie zarty rzeczywiscie matka przelozona by sie nie zgodzila;))))))))))))))))))))))
    i z dostepem do
    “wywrotowej literatury “pewnie bylby klopot….niech wiec modla sie ci ,ktorzy maja do tego powolanie i z tym jest im dobrze.

    a jak jest w druga strone????wystapic z klasztoru-chyba tez mozna,po przemyslanej i uzasadnionej decyzji.

    no…to tak na ten temat ;)))))))))))
    a z tymi facetami…ech ,ja mam tez wiecej do poukladania ,niz tylko zycie osobiste;))))))
    i tak szczerze mowiac,bardziej mi to dzis zaprzata glowe.

  9. ania nie zgodzę się , że to nieodpowiednie miejsce. Otwarte głowy chłopaki mają, mniej więcej wiadomo co sądzą na różne tematy, a tak to na tych randkowych ściemniają i gadają co dziewczyna chce słyszeć. Co do zakonu to po menopauzie nie biorą bo już wiedzą że to nie powołanie tylko znowu hormony szaleją:) No i w sumie podobne zainteresowania tutaj to jest od czego zacząć :) Ja na twoim miejscu jednak bym z tym zakonem poczekała , bo nie wiem jak tam z dostępem do neta i wtedy nici z czytania bloga mogą być:)

  10. Aniula ,to chyb nie ten portal;))))))))))))))))))))))))))))))powinnam sie zalogowac na jakichs randkach ,sympatiach i kto tam wie ,na czym jeszce;))))))))))))))i wtedy moge wypisac liste zyczen;))))))))))))) a tsk powaznie:warto wiedziec czego sie chce;)))))na co moge oko przymknac,na co nie;)))))))))))))))do zakonu ,to chyba dopiero po menopausie;))))))))

  11. ania to pokombinuj albo będziesz poznawać facetów częściej niż co 10 lat albo do zakonu:) ania a wiesz jaki ten Twój facet ma być? Opiszesz? Może on się tu biedny tuła po blogu i nie wie , że jest tym właściwym :)

  12. Andzreju,dlaczego????…sa osoby ,ktore znajduja sens w zakonach kontemplacyjnych roznych wyznan

  13. A mi sie wydaje, że TAO zapomina innych ludziach. Jest trochę egoistyczne. Sens życia człowieka bez innych jest… bezsensowny.

  14. Aniula,tez nie do konca;))))))))ostatnio w oczekiwaniu na ten:”klik” minelo mi dziesiec lat……….i nie zebym zamkenla sie w celi….;)))))))))))a potem bylo klik,byla wielka namietnosc i przygoda ,ale nie byl to facet do partnerstwa;))))))))))nie kazde klik oznacza ,ze to ten jedyny,choc wierze ,ze i taki scenariusz jest mozliwy;))))))i ze sie ludziom zdarza.
    Wytlumaczlam sobie taoistycznie ;))))),ze na tamten moment byl to taki facet,jakiego mi trzeba bylo,taka potzreba zglosilam w przestrzeni i sie zmaterializowal;))))))odpowoiadal falom,ktore wyslalam,zgodnie z moimi potzrebami.uzupelnilam jakas luke w doswiadczeniach duszy,on pewnie tez,oboje mielismy lekcje zycia;)))))i okazje do wyciagania wnioskow………..a co sie zdarzy…….biorac sprawy w swoje rece i wychodzac na przeciw-podeszlam ,jak ty do szukania pracy i przegladam oferty.ludzie zbieraja czasem nie sercem ,a rozsadkiem,choc znam juz siebie kilka dobrych lat u ten glos w srodku ktory mowi mi “wchodzimy w to” doceniam;))))an razie glos mowi-nie rezygnuj,rozejrzyj sie,nie spieszymy sie do niczego. zgrzytow nie bylo ,ale tez nic magicznego…natomiast co to ma do strefy komfortu….ano ze w takiej sytuacji bylam pierwszy raz od dawna,bylo to cos nowego,czulam sie jednoczesnie jak rekruter i jak osoba rekrutowana,ale pozwolilam sobie poczuc wlasnie dziwnosc bycia poza tym ,co mi znane…gdybym zalozyla kostium “goracego aniola”-ktorego nie nosze na co dzien;)))))a juz na pewno nie publicznie;))))pewnie najintensywniejszym odczuciem byloa by wlasnie poczucie czegos innego,niewpasowania,niecodziennosci….dopiero pozniej ,niecoachingowo zapyatlabym ,siebie ,jak sie z tym czuje???;))))czy mi w tym dobrze,czy jakas czesc mnie pasuje do tego kostiumu ,czy sie wstydze,co mysle o sobie,zaluje kroku,powtorze itd itd itd……………………..Maciek pewnie powoiedzialby ,ze to juz oceny;)))))))))))))weryfikacja odczuc,zaszufladkowanie ich,nadanie wartosci itd….

    zastanawiam sie czasem, ze ,zdarzalo mi sie zrobic cos w zyciu poza zdecydowana strefa komfortu,pomijam oceny moralne,oceny faktow,sensownosc przedsiewziac….itd
    wyjscie poza siebie zawsze dawalo mi intensywna dawke wiedzy o sobie,o jakims aspekcie duszy ,ktory domagal sie urzeczywistnienia i wpisania zalizcenia do indeksu;)))))))))))ale wtedy nie zastanawialam sie czy powinnam czy nie….bylo gdzies przekonanie ,ze jestem na wlasciwym miejscu ,nawet jesli z punktu oceny jest to cos niewlasciwego;))))))))))))))))

  15. ania bo to nie ten :) Moja jedna koleżanka wściekała się jak jej to mówiłam, no ale racja była po mojej stronie. Jak trafisz na tego właściwego to nie będziesz wracać do domu i ryczeć :) Wychodź i poznawaj a któregoś dnia będzie PING i pal licho strefę komfortu , dyskomfortu , kwadratową i okrągłą, po prostu działaj:)

  16. chyba slepne,coraz wiecej literowek robie,przepraszam

  17. a naprawde ,spotkanie nie mailo nic wspolnego z dyskomfortem;)))))))))))moze trzeba wychodzic czesciej,nie przywiazywac sie do spotkan i po nastej tande,znajdzie sie ona w sterfie komfortu ,a ja poczuje sie jak rybka w wodzie;))))mowiac o pogodzie;))))

  18. ja tez dzis wyszlam ze strefy komfortu,po trzech latach zwiazku i bycia w relacji z jednym partnerem ,a potem po byciu samemu przez kilka miesiecy-umowilam sie dzis na randke….
    bylo milo,ale ja wlasnie mailam poczucie bycia poza strefa komfortu….przezde mna siedzial obcy facet,inaczej sie usmiechal ,mowil ciekawe rzeczy, ja mowilam…ciekawe rzeczy…czulam sie przedziwnie…a w domu rozplakalam sie,ze z jednej strony dobrzewiem ,ze zamykajac drzwi na klucz za soba-nikogo nie poznam ,a z drugiej-jak mi sie nie chce niekogo pozanwac i grac w gry ,zanim dowiemy sie nawzajem ,czy ta relacja ma sens;)))))))))))))))))))ech ,woalabym miec 15 lat i zwyczajnei sie zakochac ni stad ni z owad;)))))))))))))))))))))))))0

  19. Ja jeszcze załączam wiersz, który ostatnio dostałam w prezencie.
    Dziś też wiem, że czasami trzeba poczekać aby poczuć kompletność zdarzeń, sytuacji, siebie. Rzeczy, różne konteksty, rozpoczęte i przerwane historie domykają się. Czekanie też może być piękne. Uczę się cierpliwości . Jak pisze Osho, trawa i tak sama rośnie. Oj rośnie… Fajnie jest ją dostrzec.

    Powoli umiera ten kto staje się więźniem przyzwyczajenia,
    powtarzając każdego dnia te same drogi,
    kto nie zmienia marki, znaku firmowego,
    kto nie ryzykuje, nie zmienia koloru ubrań,
    kto nie rozmawia z ludźmi których nie zna.

    Powoli umiera ten kto unika w swoim życiu pasji,
    kto zawsze przekłada czarne nad białe i poszczególne chwile nad całą paletę emocji,
    które powodują, że błyszczą oczy, że na twarzy pojawia się uśmiech,
    że serce bije mocniej w konfrontacji z błędami i uczuciami.

    Powoli umiera ten kto nie wywraca stołu,
    kto jest nieszczęśliwy z pracy,
    kto nie ryzykuje pewności dla niepewności realizacji marzeń,
    kto nie pozwoli sobie, przynajmniej jeden raz w życiu, uniknąć rozumnych rad.

    Powoli umiera ten kto nie podróżuje,
    kto nie czyta, kto nie słucha muzyki,
    kto nie znajduje dobra w sobie.

    Powoli umiera ten kto siebie nie kocha,
    kto nie pozwala sobie pomóc,
    kto przechodzi przez życie ciągle narzekając na własne nieszczęście lub na deszcz który pada.

    Powoli umiera ten kto rezygnuje z własnego projektu przed rozpoczęciem go,
    kto nie pyta o to, czego nie zna i nie rozumie,
    kto nie odpowiada kiedy się go pyta o coś co zna.

    Uniknijmy śmierci w małych dawkach,
    pamiętając zawsze, bycie żywym nie ogranicza się tylko do prostej czynności oddychania.

  20. “Strefa komfortu” nie jest zła , bo by nam głowa sfiksowała jakby ciągle coś się zmieniało. Kwestią jest to, co dobrego jest w strefie komfortu a co złego. Wyjście z tej strefy to dla mnie synonim pozbycia się tego co uwiera, ale powinniśmy mieć oparcie w tym co dobre. Dla mnie strefą komfortu jest mój dom, daje mi poczucie bezpieczeństwa, wiem jednak, że powinnam z niego wychodzić , żeby się nie zasiedzieć, ale wracam do niego bo czuję tu dobre wibracje. Strefę komfortu – nazwę, zamieniłabym na strefę tolerancji. Komfort to wygoda i w tym słowie nic mnie nie uwiera, natomiast tolerancja , ma też negatywne skojarzenia typu , “nie lubię czarnych ale ich toleruje”. Tak mnie naszło, ponieważ ciągle wszyscy chcą z tej strefy wychodzić i ma oddźwięk negatywny. To takie dywagacje filozoficzne.:)

  21. Zapomniałem napisać, że na poczucie komfortu i to, że nie chcemy z niej wyjść mają wpływ osoby, które nas otaczają. W mojej pracy, mimo, że był to koncern, otaczali mnie wspaniali ludzie, życzliwi i pomocni.

  22. Jeżdżę Skodą Oktawką, mam pracę, dzięki której płacę miesięczne zobowiązania, robię to bo…., mam Skodę Oktawkę i pracę. Komfort.
    A pod skórą wiem, że mogę więcej, mogę inaczej, coś mnie gniecie, nie wiem ??? co. Zmiany w firmie i…
    Jeżdżę Oplem Corsą z 97, nie mam pracy, za którą płacę miesięczne zobowiązania. Nie komfort.

    Błąd. Od dwóch tygodni jestem WOLNY, nie ma ugniatania, nie ma presji. Jest spokój, wewnętrzne przekonanie, że wszystko będzie dobrze. Wiem co umiem, wiem jakie mam wartości i wiem, że przyciągam to co chcę i kogo chcę. To jest właśnie KOMFORT.

    A jak mi się uda to o tym napiszę :)

  23. Strefa komfortu – zgadzam sie z Maćkiem, że to takie bardzo umowne jak się nad tym zastanowić. Ileż to znam osób, które żyją dla komfortu (jakiegoś)w jakiejś strefie raczej dużego dyskomfortu. Nie bardzo chcą ten komfort-dyskomfort opuścić bo coś stracą.
    Tak sobie myślę, że aby opuścić tę swoja strefę komfortu-dyskomfortu trzeba zaufania do samego siebie i zgody na to od siebie samego. Wtedy się ją opuszcza i już i idzie po nowe ot tak po prostu. I znajduje się ludzi właściwych po drodze, obszerniejsze doniczki i takie rózne tam odkrycia.
    Jakiś czas temu opuściałm swoją strefę komfortu – dyskomfortu i dużo się dowiedziałam. Czasami jest lepiej czasami gorzej ale dla mnie tak jest dobrze. Czerpie z tego dla siebie.

  24. ania no już po frytkach jest , ponieważ na sobotę szukali, ale jak coś podobnego znajdę to dam znać :) Ja na razie przefarbowałam się na rudo i pozwoliłam fryzjerce krzywo ściąć grzywkę, zmiany normalnie jak na mnie, że ho ho :) Stanowczo łatwiej mi zmieniać u kogoś:) Dziwne to bardzo.

  25. Aniula ,daj namiary na te anioly ;))))))))))))))moze ja to wezme,nikt mi nie bedzie chyba zabranial;)))))))))))))))hmmm…moznaby nawet inwestycje w wyglad i charakteryzacje odpusac od podatku;)))))))))))
    no ,taki wystep bylby naparwde wyjsciem ze strefy komfortu dla mnie ;))))))))))))))))i pewnie ciekawym doswiadczeniem….nie powiem juz nic o reakcji najblizszych;))))))))))))sama wizja takiego przedsiewzicia doatarcza rozrywki;)))))

  26. Wkurza mnie jak planowanie mi się rozjeżdża. Tak już chyba zostanie mimo, że ćwiczę elastyczność. Dziękuję za ostatnie blogi, ponieważ łatwiej mi o pewnych rzeczach myśleć bez stresu. Szukam teraz pracy, 7 letnia przerwa na wychowywanie dzieci zrobiła swoje. Staram się określić co potrafię i jak to w dzisiejszych czasach wykorzystać. Po przeczytaniu 500 ogłoszeń jedno pasuje. Od czegoś trzeba zacząć:) Inne fajne ogłoszenie brzmiało: POSZUKUJEMY ATRAKCYJNYCH HOSTESS DO PRACY W ROLI GORĄCYCH ANIOŁÓW – ale mąż mnie nie puścił;)

  27. Zawsze kiedy tracę “bezpieczenstwo”, zyskuję coś więcej i w moim życiu dokonuje się “postęp”.
    Jedna uwaga od wprawnej “ryzykantki”. Kiedy tracisz “grunt pod nogami” lub to, co uważasz za grunt, miej uwagę za przewodnika, podobnie jak Alicja, kiedy pędziła przez króliczą norę i zauważała–“zdziwniej I zdziwniej”. Własnie niedawno zostałam wysadzona ze starej doniczki , mam nadzieję, że nowa będzie obszerniejsza :)

  28. Miś Sunny ma taki sam znaczek tajji jak Maciej :D
    Szczyt K2 ma b.trudne miejsce – Sernak, lodowiec, przy samym końcu drogi na tę górę. Ciężko go pokonać. Himalaiści planując wyjście obawiają się go. Dojście na sam szczyt zależy podobno od szczęścia i wstrzelenia się we właściwy czas, kiedy jest on do przejścia. Ile razy w życiu stoimy przed naszymi sernakami? Jak żyjemy po nich?
    Czy budowanie własnej strefy komfortu, przechodzenie kryzysów, łapanie byka za rogi i życia w każdej cennej chwili nie jest o niebo łatwiejsze dzięki poczuciu humoru? Niewielka sprawa, poczucie – coś wydawać by się mogło błahego psychologicznie; ale zależnego od nas samych. Coś, przy pomocy czego możemy mieć duży wpływ na innych ludzi :) I dzięki czemu straszno-śmieszne wydarzenia, sytuacje, przykrości i trudne zaszłości stają się lżejsze i do udźwignięcia.
    Miś Sunny zwany Grzegorzem mnie rozwalił ;)

  29. Skowronek wstał i nową rzecz wykreował. Miłego dnia.
    Le deseo un buen dia.
    Idę do lasu…

Komentarze są wyłączone.