Tao.15. Einstein

Atlantyk
Atlantyk

– Rozumiem, rozumiem, wszystko jestem gotów przyjąć – stwierdził Olaf – po to tu przyjechałem. Jednak, gdy my tu sobie rozmawiamy o rozwoju o osobistym, o jakimś taoistycznym podejściu, swoją drogą tak odległym od naszego rozumienia świata jak stąd do księżyca, podziwiamy zachody słońca na Atlantykiem, to w kraju nie dość, że co drugi komentarz mówi o wojnie domowej, to jeszcze…
– Bieda – wtrąciła się Ula przerywając Olafowi. – Znam tą śpiewkę. Pochodzę z regionu, w którym wszyscy w kółko powtarzają bieda, bieda, bezrobocie i nędza. Urodziny, imieniny, święta i w kółko: bieda, nie opłaca się, ruina i nędza. Dlatego w tym roku nie jadę na święta. Mam dość tego wiecznego narzekania na wszystkich i wszystko.
– Nie wiem skąd pochodzisz ale bieda jest faktem i z niej bierze się bezradność ludzi – Olaf odezwał się nieco obrażonym tonem, gdyż Ula nie po raz pierwszy skontrowała jego wypowiedź. Po chwili dodał – bezradność rodzi wściekłość i chęć konfrontacji oraz chęć odwetu na tych, którym lepiej się powiodło.
– Walka klas – stwierdził Jarek – stara, dobra walka klas. Jedni przeciwko drugim, uprzywilejowani, przeciwko wykluczonym.
– Gówno tam walka klas. To zwykła szczujka. Jedni przeciwko drugim. Pamiętam, kiedy byłam mała Polski papież mówił: nigdy jeden przeciwko drugiemu, zawsze jeden dla drugiego – zdenerwowała się Ula. – Ludzi, czy bogatych czy biednych, łatwo jest na siebie napuścić. Zamiast narzekać jak moje otyłe siostry i ich mężowie, którym niczego nie brakuje, wzięłam sprawy w swoje ręce i zasuwam, zarabiam w euro, poszukałam swojej szansy i nadal szukam. Pracuję u bauera i czasami nie jest mi różowo. Łatwo jest narzekać i obwiniać wszystkich dokoła hodując zwały tłuszczu. Ostatni raz, w minione święta, spytałam swego roznarzekanego szwagra ile więcej kilogramów szynki zamierza zeżreć na kolejne święta. Jak mu braknie, to chętnie dokupię. I była rodzinna afera. Obraza i trzaskanie drzwiami. Wyzwiska i nienawiść w oczach jakbym stodołę podpaliła.

Chwilę konsternacji przerwał podmuch wiatru, który trzasnął drzwiami.

– Ciągle wracam do słów Einsteina – na taras, na którym toczyła się rozmowa wszedł Em. – Nie możemy rozwiązywać problemów sposobem myślenia, który je zrodził. Dlatego taoizm może być tak bardzo pomocny, podobnie jak stoicyzm, który jest częścią kultury europejskiej przecież. To próba wyjścia ze schematu. Owszem w warunkach polskich kompletnie nieudana i skazana na niepowodzenie. Zwłaszcza teraz. U nas niemal każdy musi mieć rację, szacunek dla odmienności jest rzadkością, liberalizm i tolerancja w poglądach są obelgą a nie zaletą, konfrontacja to heroizm, martyrologia to prawdziwy patriotyzm, cierpienie to zaleta. I do tego to wszechogarniające przekonanie o konieczności posiadania i narzucania wartości, które są rzecz jasna jedynie słuszne. Wszystko inaczej niż w taoizmie. Wszystko przeciwko równowadze i spójności. Wieczne rozdarcie, biel i czerwień.
– Zatem również w głoszeniu taoistycznych poglądów jest martyrologia skazana na porażkę – Olaf skwitował wypowiedź Em jak zwykle w nieco konfrontacyjnym stylu.
– Widzisz – Em z uśmiechem zwrócił się do Olafa – można powiedzieć: ciekawe jakie to jest? Można też powiedzieć: to jest złe albo to jest dobre. Ciekawość daje szansę na poznanie, na nowe możliwości, ocena dobra czy zła tylko potwierdza twoje wcześniejsze stanowisko. Jak do tej pory jedyne co robisz w czasie naszego spotkania, to utwierdzasz siebie w dawno utrwalonych przekonaniach. Umacniasz sposób myślenia, z którym tu przyjechałeś. Odrzucasz zatem ciekawość na rzecz upewniania się, że masz rację. Tak postępuje spora część Polaków. Dlatego wcześniej czy później dochodzi do konfrontacji, do hejtu, do agresji, gdyż każde myślenie oparte na ocenach wcześniej czy później prowadzi do ściany.

Zapadło milczenie.

– Więc jaki jest sens w głoszeniu zasad taoistycznych lub też stoickich jeśli są skazane na niepowodzenie? – Jarek odezwał się po kolejnej chwili milczenia.
– No właśnie, jaki? – uśmiechnął się Em.

Tao.15. Einstein
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

3 komentarzy

  1. Sens jest. Sens w głoszeniu jest taki, że o rzeczach istotnych, niepopularnych trzeba sobie przypominać.. trzeba je odświeżać, aby się nie zatracić. Ale to na jaki głoszone słowo pada grunt należy zostawić i nie zajmować się tym… Grunt jak to grunt raz bywa lepszy, drugim razem gorszy.. Jednak nawet ten gorszy można urabiać słowem takim jak to. Dziękuję!

  2. “Jesteśmy istotami otumanionymi i oszalałymi, obcymi wobec własnych prawdziwych “ja”, siebie nawzajem, świata duchowego i materialnego – jesteśmy szaleni nawet z idealnego punktu widzenia, który możemy jedynie przelotnie uchwycić, ale którego nie możemy jednak zaadoptować na stałe.
    Przychodzimy na świat, w którym wyobcowanie już na nas czeka. Potencjalnie jesteśmy istotami ludzkimi, ale przebywamy w stanie wyobcowania i nie jest on tylko systemem naturalnym. Do wyobcowania – jako naszego obecnego przeznaczenia – dochodzi się jedynie drogą skandalicznej przemocy, jaką jedne istoty ludzkie stosują wobec drugich”.

    Ronald Laing cyt. z “Polityka doświadczenia; Rajski ptak” , 1967

  3. Głoszenie zasad przez działanie przynosi lepszy efekt :) Ostatnio grzebałam w temacie finansów, żeby zbadać czy mam jakieś nieuświadomione blokady. Jak się okazało jest ok, ale przydało się zmienić stwierdzenie “zarabiać pieniądze” na “robić pieniądze” . Niby nie duża różnica a jednak. Na niekonstruktywnych narzekaczy mam alergię, narzekaczy poszukujących wspieram, bo co innego mieć świadomość, że coś nie gra a mogę mieć na to wpływ a co innego biadolenie. Ostatnio koleżanka w trudnej sytuacji znalazła pracę, ale potrzebne były słowa “rób co umiesz” a nie koniecznie to co robiłaś. Tez ciężko tak przestawić myślenie. Jak sama coś przestawię w swojej głowie, to zaraz znajdują się też chętnie do podobnego działania… albo ja ich znajduje… hmmm testy na żywym organizmie :)

Komentarze są wyłączone.