Tao 18. Wielka sobota

ciemność
ciemność

– Wielka Sobota. Tak, dziś też mam dla was wiersz. Czas jest teraz święty a jednocześnie wyjęty spod świętości, zawieszony. Bóg umarł. Nastała ciemność. A zatem trzeba innego języka. Świat zamarł ze strachu, gdyż Bóg umarł. Nie ma dobra ani zła. Złożono Jezusa do grobu po okrutnej katordze i nie ma ani sprawiedliwości, ani prawa, ani końca świata, ani sądu ostatecznego. Wielka Sobota to chwila rozpaczy. Apostołowie siedzą w ukryciu przerażeni.

Em zamilkł. Uśmiechnął się lekko, melancholijnie jak to miał w zwyczaju i po długiej chwili przeczytał wiersz uważnie akcentując każde słowo.

*

O ile brat obawia się końca świata

To już na przykład siostra z numerologicznych tabel

Wysnuła wiosnę i krokus się nawet potwierdził fioletem

Ojciec uznał, że ten fiolet jest fantastycznie niebieski

Wyjątkowo chce mu się żyć, na śniegu spotykał jedynie gawrony

Które gadały głównie o śmierci z tym obsesyjnym charkotem w głosie

Do chleba wkruszał im nawet walerianę, bez skutku

Dziadek wciąż śpi, ale jakby lżej oddychał

Z nieba wiosna jak śnieg zimą

Głupie te nasze rodzinne litanie

Choć nawet duch ojca ukazał się ojcu na szybie

 

Matka popiera brata jak zawsze niezdecydowana,

Czy świat skończy się wieczorem, czy dopiero jutro

Liczy wybuchy gromy i wiatry, awantura u sąsiadów miała być

Dowodem koronnym, sąsiad natomiast umył nogi i zachwycony

Tą przemianą nagle złagodniał, dzieciom kupił lizaki,

U mnie natomiast zimowały nietoperze, zarzucały mi przesadne

Skąpstwo, nie oszczędzałem światła celowo, to kwestia zimy i być może

Mylnej i informacji, że wolą wisieć godzinami w ciemnościach

Z nieba zimą jak deszcz wiosną

Głupie te nasze wiosenne litanie

Choć nawet duch przyjaciela ukazał się na mojej szybie

 

Babcia trzepie serwety na balkonie wprost na beret sąsiada

Miliardy złotych okruszków wirują w niebie

Złagodniał błękitny kolor chmur, w koronkowe bukiety upięte

Gałęzie nabrzmiewają rytmem, w którym dziadek chrapie

Niepokojąco szczęśliwy, wiosna obnaża nasze ciała, świdruje

W głąb głów i zaraża tym szaleństwem mrówki i pszczoły, a także

Dzieci przebrane za piskliwe chrabąszcze, oraz dalszych kuzynów

Oniemiałych szelestem trawy i pieniędzy, które na pewno sypną się

Z nieba wiosną jak śnieg zimą

Głupie te nasze radosne litanie

Choć nawet duch matki ukazał się babce na szybie

 

Tao 18. Wielka sobota
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

1 komentarz

  1. Z roku na rok coraz mniej czuć naftalinę w kościele… niestety zaczynają wypadać trupy z ambony… z jednej strony gadanie o miłosierdziu z drugiej wymaganie dawania coraz większych kwot na ofiarę… obrońcy życia, wściekłe kobiety, ginekologorolnicy w sutannach…. w szpitalu umiera na raka dziewczynka, bo nie udało się zebrać pieniędzy na operację… wszędzie manipulacja, tylko o życie nikt nie dba…

Komentarze są wyłączone.