Tao 20. Jaskinia

wyjście z jaskini przymusu
wyjście z jaskini przymusu

Em westchnął i powiedział:

– Długo, wyjątkowo długo nie pisałem. Długo też nie spotykaliśmy się w naszej grupie „taoistycznych poszukiwaczy prawdy”. Oczywiście bieżące wydarzenia: spór wokół in vitro, ustawa aborcyjna, Trybunał Konstytucyjny, demonstracja KOD i ONR oraz setka innych przykuwają naszą uwagę i… niesłusznie. Powiem coś kontrowersyjnego. Otóż życie polityczne, spory społeczne, działania polityków oczywiście mają wpływ na nasze życie, wpływ długofalowy jednak procesy społeczne, o których tutaj rozmawiamy od czasu do czasu, dzieją się przez dziesięciolecia. Lata mijają, dekady zmieniają się w trzydziestki i czterdziestki na karku i ani się obejrzymy jak młodość uleci a za chwilę całe życie. Zmieniają się ekipy rządowe, systemy, fabryki, pojawiają się kryzysy, mijają i przychodzą nowe i chociaż wydaje się, że bieżący tok wydarzeń ma bezpośredni wpływ na nasze życie to wciąż jest to iluzja, gdyż twoje i moje życie spełnia się w sekundach. Upływa z dnia na dzień, tydzień po tygodniu. Jeśli ty sam nie wiesz co jest dla ciebie ważne, dokąd zmierzasz – wpływ środowiska albo nie będzie miał dla ciebie znaczenia albo co najwyżej destrukcyjne. Dlatego na przykład dla buddysty lub taoisty podstawową jednostką rozliczeniową – zaśmiał się – jest dzień, nie tydzień, miesiąc lub rok, jak dla nas, ludzi Zachodu lecz kilka godzin życia od przebudzenia do zaśnięcia. W ciągu dnia otwiera się i zamyka całe życie. Masz dobrze przeżyć dzień. Niewiele ci pomoże 500 zł od tego lub innego rządu jeśli ty sam nie wiesz czego chcesz a wcześniej jeszcze: kim jesteś – westchnął i kontynuował. – Niestety jesteśmy zaczarowani ideą wzrostu. Mamy się rozwijać, gospodarka ma produkować szybciej, więcej, taniej. My sami mamy osiągnąć, już nie tylko wyżyny konsumpcji ale wyższe stopnie kompetencji, wiedzy a nawet samoświadomości. Tymczasem większość ludzi i tak nie wie jak żyć. Ludzie, którzy się do mnie zgłaszają oczekują jasnych porad, krótkich wskazówek jak stać się lepszym, piękniejszym, szczęśliwszym, bogatszym. Zapominamy o jasności umysłu, o pewności siebie, o spokojnej spójności, o zjawisku, która nazywa się w różnych kulturach i w różnych częściach świata: przebudzeniem, samadhi, katharsis, oczyszczeniem, błogosławieństwem. Niewielu w naszym społeczeństwie zmierza do przebudzenia ani z wczorajszych majaków lub cieni ani do jutrzejszej jasności. Nie rozumiecie. Dopóki nie porzucisz balastów, dopóty nie wiesz dokąd chcesz iść, gdyż myślisz tylko o jednym, o ciężarze i odpoczynku, o chwili wytchnienia. Skąd ten ciężar? Z chęci przypodobania się, z atawistycznego lęku, że musisz zjednać sobie innych, być zaakceptowanym, być częścią, inaczej zostaniesz wykluczony, zostaniesz bez przyjaciół i pracy, bez upragnionych dóbr. Lęk rządzi. Lęk u współczesnego człowieka żyjącego w miarę stabilnym kraju to stan sztucznie wywołany, jest wspomnieniem pańszczyzny i niewolnictwa dlatego tak łatwo go wzbudzić. Obudź się. Możesz pójść dokąd zechcesz. Nie możesz? Co cię powstrzymuje?

 

Tao 20. Jaskinia
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

6 komentarzy

  1. Ag, zdanie, które napisałeś(aś) “…jest jeszcze gorzej: pójdziesz tam gdzie idziesz.” bardzo mi się podoba – trafia w sedno.
    Jednak mam wrażenie, że niewłaściwie odczytałeś(aś) mój wpis, który był polemiką z fragmentem tekstu autora: “…Dopóki nie porzucisz balastów, dopóty nie wiesz dokąd chcesz iść, gdyż myślisz tylko o jednym, o ciężarze i odpoczynku, o chwili wytchnienia. Skąd ten ciężar? Z chęci przypodobania się, z atawistycznego lęku, że musisz zjednać sobie innych, być zaakceptowanym, być częścią, inaczej zostaniesz wykluczony, zostaniesz bez przyjaciół i pracy, bez upragnionych dóbr. “

  2. Ag, zdanie, które napisałeś(aś) “…jest jeszcze gorzej: pójdziesz tam gdzie idziesz.” bardzo mi się podoba – trafia w sedno.
    Jednak mam wrażenie, że niewłaściwie odczytałeś(aś) mój wpis, który był polemiką z fragmentem tekstu autora: “…Dopóki nie porzucisz balastów, dopóty nie wiesz dokąd chcesz iść, gdyż myślisz tylko o jednym, o ciężarze i odpoczynku, o chwili wytchnienia. Skąd ten ciężar? Z chęci przypodobania się, z atawistycznego lęku, że musisz zjednać sobie innych, być zaakceptowanym, być częścią, inaczej zostaniesz wykluczony, zostaniesz bez przyjaciół i pracy, bez upragnionych dóbr. ”
    Polemizuję, gdyż moim zdaniem ten fragment tekstu mocno spłyca problem. Otóż uważam, że dla niektórych motywacją do takiego a nie innego działania jest poczucie odpowiedzialności za innych i choć mogą marzyć o innym życiu to wybierają drogę, która wydaje im się po prostu właściwa choć z marzeniami sprzeczna. Przykłady? – rodzice, chorego dziecka, którzy od narzeczeństwa marzyli o przeprowadzce na wieś zostają w mieście, by opiekować się sparaliżowanym dzieckiem. Zamiast plantacji lawendy pracują w znienawidzonej korporacji, bo wiedzą, że tylko tak mogą zarobić na leki albo drogą operację..

  3. Marek, skoro masz dzieci, żonę i starszych rodziców – to to test droga, którą WYBRAŁEŚ :-) Nikt cię nie powstrzymał, doszedłeś tam, gdzie …. hmm …. szedłeś ;-) Mało tego, codziennie podejmujesz tysiące decyzji które również gdzieś cię zaprowadzą. Tylko ty decydujesz co powiedzieć, czego nie powiedzieć, z kim się spotkać, gdzie teraz pójść, gdzie nie pójść. To wszystko ma znaczenie i każda z tych decyzji otwiera jakąś drogę a inne zamyka.
    Więc – nie tylko możesz pójść dokąd zechcesz….. ale jest jeszcze gorzej: pójdziesz tam gdzie idziesz.

  4. “Możesz pójść dokąd zechcesz. Nie możesz? Co cię powstrzymuje?”
    – może odpowiedzialność za dzieci, żonę, starszych rodziców?

  5. Obudził się niedźwiedź i ryknął… :)

  6. Hmm co mnie powstrzymuje… podupadłe zdrowie… ciągle uczę się określać granice wytrzymałości… na ile mogę sobie pozwolić, żeby się nie zajechać… Ostatnio miałam wizję, że potrzebuję takiego holownika, dzięki któremu się rozpędzę i silnik zaskoczy… albo dodatkowego akumulatora, co puści dodatkową dawkę prądu na rozruch. Szukam czegoś, co się nada. Zdrowy chorego nie zrozumie. To nie chodzi o motywację, ale kopa dla fizyczności. Nigdy nie wiem, kiedy dopadnie mnie migrena, powali zmiana ciśnienia. Przestałam planować tylko robię na bieżąco, bo nie wiem na ile będę sprawna za tydzień. Dlatego może boję się własnej firmy, tam są sztywne terminy, żyje się z terminarzem w ręku – trzeba tego pilnować. Z drugiej strony jak organizm zaskoczy to jestem w siódmym niebie, robię różne rzeczy, nie nawiedzę taśmowej roboty. Aż do zjazdu, gdzie układ nerwowy nie chce współgrać, czasem trzeba przeczekać, czasem pomaga holownik… Ale szukam swojego miejsca z uporem, po coś widocznie taka jestem ;)

Komentarze są wyłączone.