Tao 26. Tao nie mówi o tao

w nadziei na przebudzenie
w nadziei na przebudzenie

– Porozmawiajmy o przebudzeniu – zaproponował Olaf.

– Porozmawiajmy – przytaknął Em.

Kilka osób wlepiło w niego oczy.

– No co jest? Porozmawiajmy. Co się tak patrzycie?

– Chcielibyśmy się dowiedzieć jak to jest z tym przebudzeniem? – Jarek odezwał się, nieśmiało cedząc każde słowo w sposób raczej dla siebie nietypowy.

Zazwyczaj mówił prosto z mostu. Raczej wypowiadał opinie a nawet oceny niż rozpoczynał rozmowę od pytań. Glenn i Ula stwierdzili nawet, że w ten sposób przejawiał typową dla Polaków postawę: „Najpierw mów, potem dużo mów, oceniaj, irytuj się w wyniku własnego podniecenia tematem a potem jeszcze więcej mów. Następnie przez chwilę posłuchaj innych zanim zaczniesz znowu mówić, nie zgadzać się i jeszcze bardziej podniecać własnymi emocjami, by na końcu wszystkich obrazić i na wszystkich się obrazić.” Oczywiście po wypowiedzi Glenna rozgorzała dyskusja pod hasłem: „Co ten amerykańskie pseudodemokrata wie o prawdziwej debacie”. Ujawniły się także wątki historyczne w rodzaju: „bratobójcza wojna secesyjna” oraz „ jak to Roosevelt zignorował doniesienia Karskiego” ale szczęśliwie dalsze historyczne aluzje a la Polacca przerwał Paweł wracając do przebudzenia.

– Nalegam, proszę, drogi Em. Oświeć nas – Paweł uśmiechnął się rozbrajająco.

– Zatem chcecie posłuchać co mam do powiedzenia w kwestii iluminacji a nie porozmawiać. A już się ucieszyłem, że rozmowa zejdzie na tematy narodowej dumy i wyższości Polaków nad Amerykanami i będę mógł iść spać – Em potarł czoło. – Dobrze więc, co chcecie wiedzieć?

– Czyż nie po to się tutaj spotykamy? Czy nie o to wszystkim nam chodzi? Każde z nas, bez wyjątku, chciałoby zaznać spokoju, poznając sposób na bycie wolnym od ciągłych napięć i pragnień, przebudzić się do osobistej równowagi. Zaprzestać tych wszystkich gonitw i napięć, stresów i rozczarowań. Chcielibyśmy recepty. Owszem. Nie ma w tym przecież nic złego. Poszukujemy odpowiedzi a raczej sposobu. Czy nie jest to naturalne dążenie? – Olaf z miną pokerzysty zamierzał zadać kolejne pytania retoryczne ale uprzedził go Em.

– A zatem postanowiliście mnie przyprzeć do muru – Em zaśmiał się.

– Owszem w pewnym sensie tak – Olaf przytaknął rozpromieniony.

Em odwzajemnił uśmiech i powiedział:

– Rzeczywiście, jest jak mówicie. Przebudzenie, nirwana, samadhi, olśnienie, katharsis, iluminacja, odnowienie, odrodzenie, oczyszczenie, błogosławieństwo, świętość, przemiana, transformacja, transgresja, transpozycja to słowa, które oznaczają przemianę, najczęściej gwałtowną. Metamorfoza osobista została wyszydzona w internecie już setki razy na dziesiątkach stron. Stało się tak nie bez winy niezliczonych trenerów rozwoju osobistego, którzy, najczęściej dla pieniędzy i chwilowego prestiżu, podsycają w ludziach iluzje. Zwłaszcza tę o wszechmocy osobistej, o tajemniczych technikach wpływu, o bliżej niezidentyfikowanych energiach. Natychmiast też pojawiają się jeszcze inni, ci z pozoru „bardziej zaawansowani”, którzy wzywają do porzucenia różnych marności tego świata, w tym nierzadko swojej pracy i rodziny, by oddać się bliżej nieokreślonej medytacji. Oczywiście sugerują, że najlepiej jeśli taka „medytacja” odbywa się w jakimś egzotycznym kraju lub miejscu. Gdzie najlepiej medytować? Do jakiej tradycji się odwoływać? Oczywiście należy udać się do Indii lub okolic i zamienić się w buddystę. Potem bardziej lub mniej umiejętnie, niby między wierszami, można podrzucić w czasie rozmowy towarzyskiej: „W zen, w czasie gdy jesteśmy w zazen okrywamy znaczenie…” albo „ gdy w klasztorze, w czasie odosobnienia okryłem jak wielkie znaczenie ma cisza…” Dlatego nie ważcie się nikomu powtarzać, że studiujcie Tao albo, że „weszliście na drogę”, co tam na drogę, na „Drogę” albo jeszcze gorzej na „DROGĘ.” – Em zmienił głos naśladując pełen emfazy ton. – „Droga jest ważniejsza niż cel, idę drogą rzadziej uczęszczaną! Tao to przecież droga! Stałem się Drogą!”

– Dlaczego? – wykrzyknęła Ulka.

– Bo to pierdoły. Każdy może tak powiedzieć. Każdy błazen, który udaje buddystę, taoistę, czy odrodzonego w Duchu świętym. Tymczasem przebudzenie nie zna próżnego gadania, nie oznacza też pozostawienia swojej rodziny, pracy czy kredytu hipotecznego do spłacenia żonie. Przebudzenie nie jest jakąś fanfaronadą pełną górnolotnych stwierdzeń i ogólników w rodzaju: „posłuchaj swego wezwania” – Em westchnął. – Ktoś przebudzony nie obnosi się z tym jak z nowo zakupionym zegarkiem. Nie ślizga się jak piskorz po powierzchni życia znajdując sobie wymówkę w pseudo duchowości. Robi zakupy, pierze gacie, pracuje, oszczędza, wychowuje swoje trudne dzieci walcząc z głupotą w gimnazjum lecz wybiera inaczej. Z pozoru nikt jego wyborów nie dostrzega, gdyż dla potocznego obserwatora niczym się nie rozróżnią, gdyż przebudzony człowiek nie biega po sklepie krzycząc: „zobaczcie nie jem kiełbasy i wy nie jedzcie!”

Towarzystwo parsknęło śmiechem. Em kontynuował.

– Ktoś przebudzony jest świadom, że kiełbasa mu szkodzi, dlatego jej nie je. Rozumie też ofiarę jaką ponoszą zwierzęta bestialsko traktowane i zarzynane z powodu ludzkiej pazerności i głupoty. Raczej daje przykład niż wymachuje marchewkami. Można być ojcem, matką, pracownikiem, robić swoje w korpo, spłacać trzy kredyty i być przebudzonym.

– Jak to? – Ulka znów wyraziła swoje zdziwienie.

– Tak to – odpowiedział Em i w swoim stylu zniknął za drzwiami.

Tao 26. Tao nie mówi o tao
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

9 komentarzy

  1. Pełne Zen, Nirwana i cała reszta równowagi świata to jest wtedy, jak córka moja mówi “Mamo zmęczona jestem, mogę podbiec do domu? :)

  2. Przebudzenie to dla mnie tylko nazewnictwo, może posiada głęboki wymiar, ale nie mnie o tym pisać i oceniać. Zwłaszcza oceniać, jeśli mowa o Tao. Dla mnie człowiek oświecony, to tyle co świadomy, świadomy swojego Ja (koncepcję pozostawiam do wyboru, bo jest kilka). Przykładowo, to właśnie świadomość mojego ciała i upływającego czasu pozwala mi zrozumieć, że odpowiednio zbilansowana dieta „wegusia”, oraz aktywność fizyczna przekłada się na tu i teraz, jak i na lata późnej starości bez „bujania” się po oddziałach szpitalnych. Zgadzam się z tezą, że człowiek świadomy podobnie jak oświecony, jest uwikłany w codzienność, która jest różna. Ale jak śpiewał Pan Młynarski „Róbmy swoje” bo czas mija, czy z kredytami, czy bez. Też się zastanawiam, czy te piąteczki w amoku wódeczki, i poszukiwanie „rozpraszaczy” to nie spawy zalegające w nieświadomości.

  3. Przebudzenie to dla mnie tylko nazewnictwo, może posiada głęboki wymiar, ale nie mnie o tym pisać i oceniać. Zwłaszcza oceniać, jeśli mowa o Tao. Dla mnie człowiek oświecony, to tyle co świadomy, świadomy swojego Ja (koncepcję pozostawiam do wyboru, bo jest kilka). Przykładowo, to właśnie świadomość mojego ciała i upływającego czasu pozwala mi zrozumieć, że odpowiednio zbilansowana dieta „wegusia”, oraz aktywność fizyczna przekłada się na tu i teraz, jak i na lata późnej starości bez „bujania” się po oddziałach szpitalnych. Zgadzam się z tezą, że człowiek świadomy podobnie jak oświecony, jest uwikłany w codzienność, która jest różna. Ale jak śpiewał Pan Młynarski „Róbmy swoje” bo czas mija, czy z kredytami, czy bez. Też się zastanawiam, czy te piąteczki w amoku wódeczki i poszukiwanie „rozpraszaczy” to nie spawy zalegające w nieświadomości.

  4. „Najpierw mów, potem dużo mów, oceniaj, irytuj się w wyniku własnego podniecenia tematem a potem jeszcze więcej mów. Następnie przez chwilę posłuchaj innych zanim zaczniesz znowu mówić, nie zgadzać się i jeszcze bardziej podniecać własnymi emocjami, by na końcu wszystkich obrazić i na wszystkich się obrazić.” correct ;) szczera prawda – my nie potrafimy dyskutować, pokazywać w mediach ciekawych debat jak np. Francuzi. Rozmowa, typowe ścieranie się to na ogół kłótnia, w której ten wygrywa kto bardziej dotknie adwersarza. To raczej przepychanka słowna, w której chodzi o to by każda ze stron umocniła się we własnych argumentach i okopała we własnym stanowisku ekscytując się tymi emocjami jak kibic w czerwono-białym kapeluszu, z trąbką i piwem, na stadionie.

    Po zamachach we Francji nasze media podgrzewały tylko i tak rozognione nastroje, podczas gdy francuskie (bardzo rozdzielające opnie ekspertów, informacje – fakty bez opinii, pokazujące debaty z różnicą zdań, w sposób zaciekawiający i zachęcający do wyrobienia własnego zdania) je studziły i generalnie promowały kulturę intelektu. Życzę sobie i mojej ojczyźnie dojścia do pewnego poziomu, w którym chce się przebywać i jest sens włączać to elektroniczne pudło.

  5. Od wielu lat praktykuje falun dafa… i właściwie to co mówił ten Pan jest w 100 % przynajmniej dla mnie… prawdą. Nie ma czegoś takiego jak ucieczka od świata w którym żyjemy…. za to możemy wykorzystać każdą przeciwność do doskonalnia i pozostawiania przywiązań. Te doswiadczamy najmocniej właśnie uczestnicząc w życiu codziennym. Jest to ogromna szansa, ktorej np. nie maja mnisi medytujacy w klasztorach odcieci od świata. Wbrew pozorom taka droga może bym o wiele szybsza… co do jedzenia. To przychodzi naturalnie. Jeżeli kultuwuje się (ćwiczenia plus życie wg wartości) pewnego dnia przychodzo naturalna niechęć do mięsa. Przestaje ono smakować a po zjedzeniu boli brzuch. Ważne w tym jest również to żeby nie tworzyć dodatkowych przywiązań. .. ponieważ jeżeli sztucznie wprowadza się jakieś zakazy one powodują kolejne pętle przywiązań… ponieważ nie wynikają z naturalnej progresji a np z tego ”bo ktoś mi tak powiedział lub zakazał”. Właśnie znalezienie tej delikatnej równowagi tego super złotego środka jest właściwą drogą. Oczywiście to co piszę jest też czymś co jest prawdą dla mnie… myślę, że to jest istota.. też coś co jest prawdą dla jednego odwiecznego nie musi być prawda dla kogoś kto się dopiero rozwija. Falun uprawiam samotnie od kilku lat… i doświadczyłem niesamowitych rzeczy… pieknych… podobnych do tych które doświadczali świeci w różnych systemach/religiach. Mam swoje doświadczenie które stanowi, że to wszystko prawda. To coś jednak nie krzyczy, nie popisuje się… ludzie ogólnie tego nie chcą… myślą, że to magiczne dyrdymały. W tym wszystkim niesamowite chyba jest to, że kiedyś wszyscy umrzemy… myślę o tym bardzo pozytywnie… :)

  6. Czy pragnienia związane z codziennym życiem nie stoją w sprzeczności z przebudzeniem ? Mogę chcieć nie chcąc ? Będąc świadomym iluzji wciąż brać udział w grze ? O to chodzi ?
    Czyli tak naprawdę nic się nie zmienia. Oprócz podejścia, nastawienia, opinii.

  7. ano tak to☺

  8. Przebudzenie jako świadomość siebie, scalenie, wyeksponowanie talentów…. miłe uczucie :)

  9. Warto rozumieć, że człowiek jako jednostka społeczna żyje w świecie zależności. Każda decyzja pociąga za sobą szereg konsekwencji. Rozumienie tych zależności to już duża sprawa a wiele zależy od oczekiwań. Jeżeli je zaspokajasz – jest super. Jeżeli nie – rodzi się frustracja. Tworzenie punktów odniesienia w sobie lub na zewnątrz to kierunki warte zastanowienia.

    W swojej świadomości można być co raz lepszym. Za pomocą treningu, pytań, refleksji. Ja rozumiem, że pewne rzeczy w moim życiu wydarzyć się mogą a inne z pewnością się nie wydarzą. Papieżem już nie zostanę a zawsze chciałem :)

Komentarze są wyłączone.