Tao 33. Trickster oraz inne zjawiska transpersonalne (2)

dajmon
dajmon

Dawny dajmon był autonomiczny i to on wybierał człowieka, poprzez którego przejawiał się w świecie uzewnętrznionym. Dawne religie a wraz z nimi dawny duch stały się mitologią zaś współczesne rytuały i nowy duch – religią. Odtąd studiujemy „ludzkie przesądy”, klechdy, mity, baśnie – w mitologii, etnografii i antropologii, zaś prawdziwą i jedyną wiarą staje się wiara monoteistyczna i jej dogmaty. Sprzeniewierzenie monoteistycznemu Stwórcy grozi najsurowszą karą. W taki sposób powstały też pojęcia patologii i normalności. Jednak ów dualistyczny obraz człowieka zawsze rozdartego pomiędzy ego oraz id, pragnieniem i kontrolą, społeczną presję i osobistym pragnieniem, rozmazuje się, zgrzyta, nieoczekiwanie ukazuje zjawiska nielogiczne, szokujące, nie pasujące do dualistycznego obrazu. Psychologia nazwie je acting outami.

Dajmon, czyli: Ten, który coś rozdziela lub ten, który coś przydziela. Wewnętrzny doradca wskazujący zagrożenia, ostrzegający przed czynieniem zła, popełnianiem złych uczynków, przed podejmowaniem błędnych decyzji. Dajmon, czyli dusza, która zajmuje pozycję pośrednika pomiędzy bogami a ludźmi, między sferą materialną, a sferą boską, ściśle duchową. Dajmon nigdy natomiast nie doradza ani nie sugeruje rozwiązań. On raczej przejawia się, organizuje i tworzy symptomy, przekazuje znaki. To co współczesna psychologia nazwie acting outem jest próbą zinstytucjonalizowania w obrębie psychopatologii, czyli dualistycznego paradygmatu naukowego przejętego po religii monoteistycznej, znaków trickstera. Jeśli znowu coś nie pasuje, nie daje się objąć szkiełkiem i okiem mędrca, by podtrzymywać ów gładki koncept człowieka i jego natury, psychologia nazwie mechanizmem acting in, czyli konsekwentnie utrzymując dualizm, jasną stronę i ciemną, akt i jego przeciwieństwo. Opisze ona poprzez acting in zachowania skrajnie przystosowawcze, kontrolujące. Jeśli acting outy to wybuchy agresji, gwałtowne impulsy seksualne, zachowania aspołeczne, dziwactwa, nagłe napady emocji z pozoru nieadekwatne do sytuacji, kompulsywne zachowania, uzależnienia – to zachowania acting in będą skrajnym hamowanie impulsów, powstrzymywaniem się od seksu, ryzyka, złości.

Oczywiście zdaniem psychologii odpowiedzialne są emocje. Psychologia klasyczna pod presją oskarżeń o nienaukowość lubi adoptować język innych nauk (np. filozofii) by potem pożyczone koncepty badać i wciskając je w obowiązujący paradygmat. Czym są emocje? Impulsem, odczuciem, rodzajem reakcji psychicznej na bodziec. Psychologia archetypalna ma inną odpowiedź a raczej inny drogowskaz pozwalający na nowe/stare poszukiwania. Źródłem acting autów są archetypy. Nie emocje stanowią impuls do prezentowania dziwnych zachowań lecz same znaki są uzewnętrzniane aby unaocznić archetypy, które w ten sposób przejawiają się, manifestują i komunikują o ważnych procesach, których jednostka może być zarówno źródłem (twórcą) jak i odbiorcą oraz przekaźnikiem.

Trickster zatem to archetypalny Bóg, czyli centrum energii, węzeł różnych procesów odbywających się w nieświadomości zbiorowej, przenikających do nieświadomości indywidualnej. Jedna przenika drugą. Wybitne osobowości (dajmony) potrafią w znacznym stopniu zasilać i zmieniać treści oraz zjawiska procesów zbiorowych. Nie ma tu dualnej sprzeczności, dychotomicznego napięcia jak chcą współczesne nauki humanistyczne, nie ma obrazu jakiegoś dobra i zła, wypartego i aprobowanego, stłumionego i uzewnętrznionego. Jest inny porządek. Swoista zupa kwantowych możliwości, w której kotłują się różne tendencje. Przesycenie przestrzeni społecznej (nieświadomości zbiorowej) pewnego rodzaju energią (potrzebami, niepokojami, niezaspokojeniem, dysharmonią) ujawniane jest poprzez znaki, symptomy, objawy, których znaczenie jest zawsze indywidualnie i zbiorowe jednocześnie. Różna jest tylko skala zbiorowego procesu.

Czasem znaki trickstera dotyczyć będą przede wszystkim procesu w obrębie rodziny i jednostki w rodzinie, czasem całego narodu i świata. Nawet jeśli proces dotyczy głównie rodziny, to przecież żyje ona i przejawia się w świecie, czyli pojedyncza rodzina i jej proces grupowy mogą być również w jakiejś mierze soczewką, w której skupiają się problemy świata. Trickster zatem to nasz barometr, system późnego ostrzegania. Późnego? Owszem gdyż „wczesnym ostrzeganiem” są pomniejsze, mniej wyraźne a zatem częściej bagatelizowane symptomy, których znaczenie ignorujemy. Jak z lekkim bólem ćmiącym gdzieś z boku szczęki, który przeradza się w powtarzającą się reakcję na zimne i ciepłe płyny. Zignorowany może doprowadzić do zgorzeli zęba i bolesnego zabiegu. Wcześniej jednak przejawi się trickster z ostrym bólem, zwodniczymi myślami, że ból przejdzie, z nadzieją, że nie będzie potrzebna resekcja zęba, z lękiem, że to poważniejsza sprawa, bezsenną nocą, oczekiwaniem u stomatologa, bezradnością w czasie zabiegu, nadzieją na ulgę itd.

Taką postacią jest właśnie trickster. Posłańcem o przewrotnej naturze. Co ważne w zdehumanizowanej psychologii współczesnej wszystko ma być sprowadzone do zasady zależności, do przedmiotu, jakiegoś neuronu, który reaguje na serotoninę w innym neuronie. Tymczasem trickster jest osobą. Ta antropomorfizacja i personifikacja znaków procesu pozwala nam doświadczać wieloosobowości, wieloaspektowości naszej duszy, wielorakości procesu, który nigdy (wbrew paradygmatowi) nie dąży do jedności, gdyż jego naturą jest wielość, chaos i emergencja, nie zaś kontrolowany ład. Kontrolowany ład to wymysł monoteizmu, ukryty mechanizm społecznej kontroli przejęty następnie przez różnego rodzaju „korporacyjne łady” oraz systemy. Trickster zawsze będzie dążył do ich obalenia.

 cdn.

Tao 33. Trickster oraz inne zjawiska transpersonalne (2)
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

2 komentarzy

  1. Panie Macieju, chciałbym podziękować za te ostatnie wpisy na blogu. Pańskie przemyślenia i ten rodzaj archetypowej psychologii, którą Pan uprawia są mi niezwykle bliskie. Dziekuję, że dzieli się Pan przemyśleniami i wglądem w naturę daimona – od jakiegoś czasu mam bardzo podobne odczucia. Chociaż nie jestem „na codzień” artystą udało mi się je wyrazić w spontanicznie nagranym utworze, który dołączam jako stronę www pod podpisem – przepraszam, że tak się narzucam, ale uznałem, że żadne słowa nie są w stanie oddać tego lepiej, po prostu jak by to powiedział Mindell, brakuje języka na poziomie uzgodnionej rzeczywistości
    W przybliżeniu chodziło (nie wiem czy mogę powiedzieć że mi, bo może byłem tylko przekaźnikiem :) o rodzaj tęsknoty – za tym, abyśmy kulturowo odzyskali kontakt z marzeniami, z własną duszą, której przejawy staram się w życiu codziennym po omacku odkrywać. Pozdrawiam i zaczynam z uwagą śledzić pańskiego bloga

  2. Z Daimonem to mam do pogadania, namieszał okrutnie. Nie szkolą ich tam chyba zbyt dobrze w przekazywaniu informacji . Jak widać nie tylko my mamy problemy z edukacją. No ale nic, przyjdzie czas pogadać. Ostatnią książkę Pratchetta przeczytałam, łezka mi się w oku zakręciła… eh … Trikster musi się wypalić…

Komentarze są wyłączone.