szaleństwo nauki

Tao 36. Trickster oraz inne zjawiska transpersonalne (5)

Oświeceniowa rewolucja naukowa zasilana zwłaszcza przez protestancką potrzebą ładu i ascezy (Filip Melanchton) zaadoptowała ów monoteistyczny, deistyczny kult wskakując na miejsce Boga i spychając religię w obszar rytuału i mitologii. W istocie współczesna religia stała się monoteistyczną mitologią, w której rolę dawnych skrzatów i demonów, demiurgów i Olimpijskich Bogów, orszaków Bachusa i satyrów odgrywać zaczęli święci i ich cuda. Ci wszyscy święci Patrykowie zaklinający węże, święci Jerzy walczący ze smokami, ubodzy pastuszkowie spod Fatimy rozmawiający z Piękną Panią w koronie drzewa, przez wieki wpisywali się w dawne politeistyczne tradycje. Tam gdzie staroceltyckich kultów i słowiańskich wierzeń nie można było po prostu wyplenić, gdzie greckie  boginie i dionizyjskie orszaki wciąż kroczyły przez gaje oliwne, trzeba je było zaadoptować do nowej wiary. Nad wszystkim jednak czuwał wszechwładny Stwórca, Pan i Prawodawca, Surowy Sędzia i Miłosierny Ojciec. Również w obrazie Boga musiały zaistnieć dualizmy, przeciwieństwa, napięcia – choć podstawowo przeciwstawiony mu został szatan. Co prawda szatan nie mógł zagrozić władzy Boga w niebie jednak na ziemi, czyli w sprawach ludzkich, poczynał sobie aż nadto swobodnie.

Podobnie jak w czasach chrystianizacji Europy postąpiono w obu podbitych Amerykach i wszędzie tam, gdzie stanęła noga białego najeźdźcy, aczkolwiek z bardziej radykalną determinacją i niesłychanie okrutną konsekwencją. Dawne kulty, gdzie tylko można było wypalono ogniem i mieczem, inne bardziej zakorzenione, jak choćby kult Inki w Peru, zaadoptowano do nowej religii nadając jej jednolite, monoteistyczne znaczenie. Tam gdzie stosunkowo łatwo wiarę w lokalne bóstwa, czy sakralizację szczątków ludzkich (Inka) można było odnieść do nowej wiary, tam ustanawiano kult nowego świętego najbardziej „pasującego” z obszernego panteonu. Wszelkie kulty bóstw żeńskich przejęła Matka Boska, cudowna dziewica, inne, szczególnie związane z pewnym rodzajem atrybutów „obsadziły” niezliczone katolickie święte. Protestantyzm natomiast od początku rewolucji Lutra, Zwinglego i Kalwina stał się jeszcze bardziej monegeniczny, kult świętych weliminowano koncetrują uwagę na Bogu Jedynym. W końcu nauka wsparta kartezjańskim pojęciem rozumu potraktowała Boga a wraz z nimi przynależne mu aspekty – duchowość i transcendencję, jako niezgodne z zasadą rozumu i przestała się nimi zajmować odkładając na zakurzoną półkę w bibliotece. Nauka odziedziczyła jednak po dawnej religii jej kult jednolitości a tym samym skłonność do dychotomii, dualizm, postrzegania świata nie w wielości i różnorodności lecz w sprzeczności, w nieustającej opozycji, wojnie i pokoju, potępieniu i zbawieniu, krzywdzie i rozgrzeszeniu, winie i wybaczeniu. Przejęła dogmat zastępując je słowem paradygmat. Oczywiście jednym ze skutków tego dualizmu jest bratobójcza wojna pomiędzy chrześcijanami i muzułmanami, muzułmanami i chrześcijanami, protestantami i katolikami, religią starotestamentową i pozostałymi.

Powstanie Nowego Świata to ekspansja poprzez eksterminację, w czasie której monoteizm ogniem i mieczem wyrugował nie tylko dawne tradycje kulturowe i religijne lecz eksterminował całe narody, jednocześnie z niewolnictwa innych narodów tworząc podstawę sytemu gospodarczego chrześcijańskiego świata na ponad czterysta lat! Ojcowie amerykańskiej konstytucji posiadali plantacje pełne niewolników a francuscy egalitaryści pacyfikowali z najwyższym okrucieństwem, nie bez udziału Polaków, ruchy wolnościowe w Europie i na Haiti. Pokłosie tego stanu rzeczy przeżywamy wciąż na wszystkich kontynentach od obu Ameryk, po Europę i Afrykę, do Australii i Azji. Cały ów zachodni sposób myślenia jest przesycony imperializmem kulturowym, który w końcu staje się imperializmem paradygmatu, którego głównym czynnikiem jest patriarchalizm, rządy mężczyzn, sprawujących władzę opartą na dualizmie, na walce przeciwieństw, na nieustającym sporze i wiecznotrwałej wojnie. Wojna ta również dotyczy naszych osobowości. Wojna id i ego, wojna patologii z normalnością, wojna indywidualizmu z kolektywizmem.

Filozofia współczesna niejako w samoobronie, chroniąc się przed powszechnymi zarzutami nienaukowości, zasklepiła się w badaniu języka, pojęciu świadomości, istoty rzeczy – unikając jak ognia słowa: dusza, duch, duchowość, sens, poczucie wartości życia, życie po śmierci. Ów stan rzeczy przypieczętował egzystencjalizm odmawiając życiu ludzkiemu transcendentnego sensu. Tak narodziła się nowa jednostka chorobowa – depresja. Oczywiście jej przeciwieństwem jest mania. Człowiek współczesny nie może być ani przesadnie smutny ani przesadnie radosny. Paradygmat psychopatoligczny na to nie pozwala. Wyznacza normy radości i smutku, określa granice ekspresji i szczęścia, długość żałoby i reakcji na traumę. Jednostka ludzka ma odnosić sukcesy w sposób aprobowany społecznie. Jeśli jesteś celebrytą – psychiatria i psychologia może zawiesić swój osąd i nazwie twoje acting outy – ekscentrycznością, ekspresją wolności twórczej lub kreatywnym performance. Jeśli jesteś pracownikeim korporacji acting out w najlepszym razie narazi cię na ostracym lub utratę pracy, w gorszym – trafisz do Poradni Zdrowia Psychicznego. Jeśli pogrążysz się w smutku – rozponają  u ciebie depresję, jeśli będziesz nierealistycznie upierał się w swoim entuzjamie – trafisz na oddział.  Jednostka ma być przewidywalna i społecznie dostosowana.

Jednocześnie dzieci surowego Boga, potomkowie wyrzuconych z raju rodziców, którzy za karę i w hańbie „czynią sobie ziemię poddaną” nigdy nie zaznają spokoju. Ich dusze muszą cierpieć, gdyż nieustannie sprzeniewierzają się woli Boga, taka jest ich wyrodna natura, skaza, pokłosie niesubordynacji pierwszych rodziców. To również jedna z przyczyn umiłowania vendetty: „ grzechy ojców na głowy naszych dzieci”. A zatem winy ojców nigdy nie zostają zmazane, nigdy nie są usprawiedliwione w obliczu Boga począwszy od pierwszej winy pierwszych rodziców, każde pokolenie rodzi się obciążone grzechem niezawinionym. Tym bardziej winy nie mogą być zmazane wobec ludzi. Staje się jasne skąd bierze się nasze „naukowe” przywiązanie do determinującej roli genów, lub wcześniej do geocentryzmu, albo destrukcyjnego wpływu bakterii, lub w naukach humanistycznych do wychowawczej roli rodziców, czynników behawioralnych, albo wolicjonalnych, albo poznawczych, lub tej czy innej teorii, która zyskując swoją popularność jednocześnie stając się obowiązującym wyjaśnieniem stanu rzeczy.

Sfrustrowane dzieci swego Boga nie tylko żyją w nieustannym poczuciu winy lub krzywdy one również w taki sposób postrzegają cały świat, w bólu i pocie czoła, żyją i pracują za karę, natura ma służyć, ma być podporządkowana, uległa, jak kobieta mężczyźnie, jak dzieci rodzicom. Zwierzę ma dawać gardło a wróg ma być unicestwiony. Kulturotwórczym mechanizmem staje się stłumiona złość, która chwilami eksploduje. Wtedy człowiek z trwogą czeka, po której stronie opowie się Bóg, na czyją korzyść przechyli szalę zwycięstwa. „Wielki jest Bóg. Upokorzył i pognębił wrogów moich!” „Moja wina moja wina , moja bardzo wielka wina, przeto błagam…” Błagam, mówi pobożny wyznawca. Boga się błaga. Nie mowy o przyjaznym obcowaniu, o negocjacjach, o współpracy lub fortelach a nawet flircie lub przekupstwie jak z dawnymi bogami. Dziś błagalne modły wznosimy do nauki i jeśli tylko „coś” zyskuje znaczenie dzięki naukowości, zaczyna istnieć życiem swoistego dogmatu, prawdy niepodważalnej. Narzędziem naukowości, niestety także w humanistyce, stały się badania ilościowe. W ten sposób karykatura nauki, nauka o człowieku, zyskała potężne narzędzie promujące iluzję prawdy. Jeśli twoje doświadczenie nie zgadza się doświdczaniem testu przeprowadzonego na grupie 50 osób, jesteś w błędzie i ciesz się jeśli tylko w błędzie, możesz zostać również uznany za szaleńca, głupca, dewianta a w najlepszym przypadku za źle dostosowanego społecznie ofermę.

cdn.

Tao 36. Trickster oraz inne zjawiska transpersonalne (5)
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

3 komentarzy

  1. I tak to wszystko się ciągnie przez wieki. Jak z tego wyjść? Jak wypłynąć na powierzchnię z tego gęstego sosu i stać się wolnym człowiekiem? Jak rozpuścić sztywne poglądy? Czy to w ogóle jest możliwe?

  2. @Paweł
    chyba właśnie czyta pan książkę o archetypach:) na blogu;
    bardziej przystępny w tym obszarze jest mój cykl powieściowy „Przerażające…” to w istocie psychologia archetypalna „w czystym wydaniu” jak sen, jak zabawa, z przymrużeniem oka, narracja poprzez archetypy i symbole;
    pozdrawiam

  3. Bardzo chciałbym przeczytać książkę o tym. Psychologia archetypalna i to co dzieje się z nami na poziomach kolektywnych jest mega interesujące.
    Niemniej jednak czuję, że brakuje mi rzetelnej wiedzy żeby zrozumieć wszystko o czym Pan pisze.

Komentarze są wyłączone.