religie i duchowość

Tao 47. Religijność, duchowość oraz inne zjawiska transpersonalne

Odpowiedź najbardziej agnostyczna, egzystencjalna i jednocześnie umocowana w racjonalizmie naukowym mówi, że dusza jest próbą interpretacji rzeczywistości, dzięki której jednostka nabiera wiary w sens własnego życia. Instynkt przetrwania i reprodukcji mógłby okazać się za słabym imperatywem do przeżycia, dlatego gatunek ludzki namnaża się w przekonaniu, że jest w tym większy sens, niż dobór naturalny i ewolucja. Dusza to konieczna fikcja i jednocześnie koszt jaki homo sapiens musi zapłacić za nieco większy i sprawniejszy mózg niż, te w które wyposażony jest orangutan lub bonobo – szympans karłowaty, najbliżsi nam bracia z rodziny hominidae.

Tak oto, powiedzą racjonaliści, homo sapiens żyje w nadziei, że nadając znaczenie poprzez aspekt duchowy swojej biologicznej, niepewnej egzystencji równocześnie przydaje jej sensowności. Iluzja znaczenia wyniesie ów sens poza ramy fizycznego życia, uzasadni niesprawiedliwość i cierpienie. Warto żyć! To ma sens, gdyż egzystencja duchowa (pośmiertna) zrekompensuje to, co tracimy żyjąc! Jednocześnie cynik doda, że duchowość, dusza, religijność są wymysłem klas rządzących, podobnie jak magiczne słowo „sukces”, gdyż dzięki nim udaje się utrzymywać niesprawiedliwość i wyzysk, prolongując nadzieję na godne życie, na czas bliżej nieokreślony w życiu po śmierci. W wersji najbardziej skrajnej możemy usłyszeć, że życie doczesne wręcz powinno obfitować w cierpienie i doznawanie krzywd, gdyż tym większą zasługę zyskuje się w nieokreślonym życiu po życiu. Oczywiście w ramach egzystencji pełnej cierpień i niesprawiedliwość trzeba jeszcze spełnić liczne warunki by „zasłużyć na wieczność”. Jednym z nich jest posłuszeństwo, innym poczucie winy a niekiedy również poświęcenie samego życia.

Oczywiście obok religii w procesie uśpienia sapiensów kolosalne znaczenie odgrywa codzienny hedonizm oparty na przyjemność z jedzenia, seksu i rozlicznych używek, stosowanych masowo w celu stępienia wrażliwości, uśpienia lęków biorących się z podejrzeń, że życie jednak nie ma sensu, że biologiczne ciało jest co najwyżej opakowaniem dla materiału genetycznego, dla plemnika lub jajeczka, których jedynym celem jest połączenie się by powstała zygota. Racjonalista – agnostyk ma ogromne pole do popisu by logicznie uzasadnić bezcelowość ludzkiej egzystencji.

***

Współczesny pragmatyk używając żelaznej logiki i racjonalnej argumentacji w efekcie pozostał sam na scenie. Opuszczony przez iluzję boga oraz imaginację „inteligentnego projektu”, który „zrodził” Wszechświat pogrążył się w konsumpcjonizmie a z czasem w depresji. Tymczasem przez stulecia religie ewaluowały wraz z rozwojem cywilizacyjnym ludzi od animizmu poprzez politeizm, do monoteizmu lokalnego (judaizm) i wreszcie monoteizmu totalnego aż do buddzymu i taoizmu, które, choć uznają bóstwa i rytuały z nim związane, w zasadzie wyeliminowały aspekt teistyczny, czyli osobowego boga.

Buddyzm i taoizm zaadoptowały dawne wierzenia animistyczne (np. religię Bon w Tybecie) a wraz z nimi politeistyczny panteon demonów, bóstw i bogów jednak rdzeń teologiczny i kosmologiczny obu religii jest ateistyczny choć gnostyczny. Pozbawiony koncepcji boga, choć skoncentrowany na aspekcie duchowym, elemencie wtajemniczenia. Być może właśnie to, co dla kultury judeochrześcijańskiej i szerzej monoteizmu wydawać by się mogło paradoksem – religia bez boga, stało się przyczynkiem do atrakcyjności buddyzmu i taoizmu na Zachodzie.

Dla osób lepiej wykształconych koncepcja patriarchalno-feudalnego kościoła, który jest emanacją boskiej potęgi wszechwładnego Stwórcy, który co prawda jest nieskończenie miłosierny, jednak biernie akceptuje zło, najpierw przestała być wiarygodna a następnie atrakcyjna. Oczywiście zgodnie z obawami cyników pada argument ze strony ortodoksów nie do odparcia: za wszelkie zło odpowiedzialny jest zły z natury człowiek, nie zaś sam konstrukt bożej rzeczywistości a już na pewno nie sam Bóg. Według koncepcji religii monoteistycznych natura człowieka jest skażona, ułomna, słaba. Ponadto koncepcje boskiej partenogenezy, teatralność rytuałów, konglomerat skrajności i uproszeń, z drugiej zaś strony zawiłości teologiczne i niespójności w narracji czynią z religii judeochrześcijańskich religie schyłkowe.

Wbrew temu co zwykło się sądzić, mechanizm sekularyzacji dotyczy również islamu, najmłodszej z judeochrześcijańskich religii monoteistycznych. Tutaj rozdźwięk poznawczy pomiędzy bogatymi, którzy wiodą „zachodnie”, konsumpcyjne życie a „ciemnym ludem”, wśród którego podsyca się ortodoksję jest co prawda znacznie silniejszy niż np. w Polsce (przypomina ten z okresu reformacji w Europie) lecz historia uczy, że każda skrajność ruchów religijnych poprzedza ich sekularyzację, wygaszanie lub upadek. Ponadto w kulturze islamu bardzo silnie zaznaczony jest aspekt hedonistyczny, tym samym nie da się skutecznie wmawiać łaknącym dobrobytu, że dobrodziejstwa technologii są szatańskim wytworem Zachodu. Jedną z podstawowych przyczyny frustracji młodych muzułmanów skutkującą radykalizacją ich poglądów i zachowań jest brak dostępu do dobrobytu zachodniego a nie jego nadmiar. Zamożni Katarczycy, Saudyjczycy, Jemeńczycy czy Pakistańczycy wiodą życie opływające w luksusie całkowicie doczesnym, mającym swe źródła w zachodniej cywilizacji i jej technologiach. Trudno wśród nich znaleźć radykałów. Jak schyłkowi komuniści w krajach bloku sowieckiego stali się liberalnymi technokratami gotowymi przehandlować każdą wartość za intratny biznes.

Nie pozostawia to złudzeń co do słuszności marksowskiej tezy, że religia jest opium dla mas, które dzięki systemowi wierzeń i rytuałów z łatwością można kontrolować i wyzyskiwać. Nie przez przypadek współczesne religie instytucjonalne kontrolują wszelkie aspekty życia człowieka od narodzin po śmierć, zwłaszcza zaś zainteresowane są kontrolą życia seksualnego i prokreacji. Kontrola bowiem biologicznych aspektów życia człowieka, to przecież kontrola u podstaw, kontrola procesów ewolucyjnych a zatem doboru naturalnego. Nie potrzebny jest wzrost populacji dobrze odżywionych, świetnie wykształcanych, znakomicie przystosowanych osobników – wręcz przeciwnie. Im liczniejsza jest masa ludzka; tania siła robocza; kiepsko wykształcony, nieświadomy tłum łatwy do kontrolowania, tym lepiej.

Co ciekawe od dawna (także w Polsce) pojawia się pogląd, że kościoły chrześcijańskie, zwłaszcza w Europie (przede wszystkim kościół katolicki) przestały być „apostolskie” a stały się wyłącznie „duszpasterskie”. Oznacza to brak zaangażowania duchownych w misję ożywiania religijności, odpowiadania na potrzeby i problemy współczesnych ludzi, zaś skupienie się na stronie rytualno-usługowej. Stąd też na Zachodzie popularne stało się poszukiwanie „świeckiej duchowości”, zainteresowanie stoicyzmem i buddyzmem, poszukiwanie odpowiedzi w prądach New Age i taoizmie. Karierę robią takie kierunki i metody jak mindfulness, joga, reiki, kwantowe uzdrawianie, czy wreszcie apsychologia, antypsychologia, process work i dziesiątki innych. Czym miałaby być zatem duchowość świecka? Rodzajem pracy nad sobą? Ćwiczeniem cierpliwości? Sprawnością psycho-fizyczną? Medytacją?

Cdn.

Tao 47. Religijność, duchowość oraz inne zjawiska transpersonalne
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

1 komentarz

  1. Ostatnimi czasy miałam kilka rozmów, w których u rozmówców przejawiał się aspekt dużego poczucia winy w stosunku do rodziny. Wydawałoby się młodzi ludzie, mogący obecnie czerpać garściami, taplają się w poczuciu winy, że czegoś nie chcą zrobić tak jak mówią rodzice, że maja inne spojrzenie chociażby na sposób zarabiania pieniędzy, że zdają sobie sprawę, że mogą nie dostać emerytury itp. Słyszą tylko marnujesz czas, lepiej zrób inaczej, a po co to robisz itp. dopiero uświadomienie rozmówcy np tego, że dla rodziców czas się zatrzymał i nie są wstanie zaakceptować zmian, potrafi znacznie zmienić perspektywę. ciekawe jest to, ze wielu rodziców tak naprawdę nie mówi do dziecka tylko do siebie…. Inna sprawa to niesienie „krzyża pańskiego” , uznawane za nobilitację. Strasznie jest słuchać młodego człowieka, który nie daje sobie prawa do szczęścia, a nawet jak mu wychodzi to matka lub ojciec „sprowadzają go na ziemię” . Umartwiać się trzeba, cierpieć. Szczęśliwcy , którzy wyrywali się z tego zaklętego kręgu….

Komentarze są wyłączone.