Tao 50. Polskie realia. Transpasywność

Transpasywność jako zjawisko arcypolskie.

W dość powszechnym modelu osobowości spotykamy dwa dualistyczne aspekty – ego (związane z pojęciem Ja) oraz cień jungowski. Ów drugi aspekt Eckhart Tolle nazwie ciałem bolesnym (pain-body). W tym klasycznym modelu ego stanowi oś jaźni wokół, której grupują się cechy osobowości (typy charakteru) zaś ciało bolesne reprezentuje wyparte, stłumione i odszczepione od Ja aspekty, które zakłócałyby obraz ego. Podobnie jak cień – ciało bolesne jest echem ego. Jedno napędza drugie. W osobowości toczy się nieustanna gra pomiędzy tymi dwoma elementami. Cień grupuje zarówno traumy i związane z nimi negatywne emocje, jak i niewyrażone pragnienia oraz potrzeby, dyskryminowane przez ego jako niechciane, nieprzyzwoite, grzeszne. Pomiędzy strefą ego a cieniem istnieje niewidoczna granica, której zadaniem jest rozdzielać aprobowane od dyskryminowanego.

Rzecz jasna oba aspekty (archetypy) osobowości uzupełniają się prowadząc pewnego rodzaju dychotomiczną grę, swego rodzaju wahadło. Ego dąży do wzmocnienia, napompowania zasobami. Jego głównym mechanizmem jest utożsamienie. Natomiast cień odrzuca zasoby i doświadczenia, które uznał za nie-moje, cudze, wrogie, obce, złe. Ego w procesie utożsamienia używa zaimków dzierżawczych, a jego najbardziej ulubionymi są: mój, moja, moje. Ja mam, to jest moje, posiadam – to utożsamienia ego. Moje dzieci; mój kot; mój samochód; moją praca; mam żonę; posiadam wyższe wykształcenie; mam talent; jestem kierownikiem. Nawet ciało jest moje. Utożsamienie przypisuje władzę i posiadanie do osoby. W tym znaczeniu wiele osób sądzi, że jest zarówno tym co posiada w sposób materialnych jak i symboliczny oraz jest swoim myśleniem, gdyż poprzez myślenie (przekonania) przypisuje treść, znaczenia i utożsamienia do ludzi, przedmiotów i zjawisk. Ów  błąd Kartezjusza – “myślę więc jestem” stał się częścią ludzkiego doświadczenia, przekonaniem, że myślenie jest tożsame z osobą, a co gorsza, że tylko dzięki myśleniu zsykujemy tożsamość, że myślenie jest mną.

Tymczasem cień (ciało bolesne) doświadcza zjawisk, przedmiotów i ludzi lecz je odrzuca, tłumi jako nie-moje. Dotyczy to jednak tych elementów, które już w cieniu zostały ukryte jako wzorce. Ego odrzuci tylko te zachowania, potrzeby, sytuacje, tylko te zdyskryminuje, które już w cieniu tkwią jako wzorce złego zachowania, niedobrych emocji, obrzydliwych potrzeb, niechcianych pragnień. Łatwo ustalić, które sprawy, sytuacje, relacje są nam obojętne lub traktujemy je jako normalne, naturalne, z którymi potrafimy sobie poradzić bez problemu, które zaś należą do cienia. Cień zawsze wywołuje reakcję odrzucenia. To cień sprawi, że powiedzmy…osoba A uznaje dłubanie w nosie za obrzydliwe, zaś siorbnie przy stole za zwyczaje. Inaczej jak osoba B, która uzna dłubanie w nosie, za niemiłe ale znośne, zaś siorbania nienawidzi i siorbiącego uzna za chama. W koncepcji freudowskiej owym kontrolorem spychającym pragnienia do piwnicy osobowości, w której ukrył się cień – jest super ego.

Mówiąc żartem, cytując poniekąd klasyka, możemy doświadczać plusów dodatnich (pompowanie ego) oraz plusów ujemnych (drażnienie cienia, karmienie cienia). Cień ujawnia się jako obce, wrogie zachowanie przypisane do kogoś lub czegoś z zewnątrz (on mi to zrobił; oni są winni). Ponadto wahadło, które porusza się pomiędzy wzmacnianiem ego a uaktywnianiem cienia działa nieuchronnie. Kiedy przechyla się w stronę bogactwa, sukcesu, szczęścia, zaspokojenia – w następnej chwili wychyla się w stronę niepokoju, lęku, zawstydzenia, zagrożenia – gdyż bogactwo, szczęście, sukces mogą zostać pomniejszone, odebrane, utracone. Wówczas paradoksalnie wzmacnia się cień poprzez tworzenie plusów ujemnych. Ileż to czasu, ile myśli i wypowiedzianych historii dotyczy tego jak bardzo jesteśmy doświadczeni nieszczęściami, niezłomni wobec prób losu, odporni na urazy, silni wobec przeszkód, chorzy, nieszczęśliwi, oszukani. Wszystko to karmienie cienia. Im cień jest większy, tym silniej reaguje na otoczenie i własne myśli jak na przeszkody, które wymagają oporu i walki. Oczywiście cień sądzi, że nie ma z własnym i myślami nic wspólnego, przypisuje je innym osobom jako obiektywną, racjonalną reakcję na ich złe zamiary, złe zachowanie, wrogie intencje. Tolle nazwie tego rodzaju cień ciężkim ciałem bolesnym.

Osoby i grupy oraz narody o ciężkim ciele bolesnym mogą uznać, że szczęście, czy też sukces są nieuchronnie ulotne (wahadło wychyla się silnie, dynamicznie, w krótkim okresie czasu przyjmuje pozycje skrajne) i w związku z tym są skazane na budowanie plusów ujemnych. Wzmacniają przede wszystkim własne narracje płynące z cienia, czyli martyrologię, ból jakiego nikt inny nie doznaje, doświadczenia negatywne jakich nikt inny nie doświadczył, cierpienia, choroby, niesprawiedliwości i akty agresji. Ten stan prowadzi do wzmocnienia ciała bolesnego lecz równocześnie do autoidealizacji. Próba zakwestionowania, czy choćby rozmowy o autoidealizacyjnej formie ego, o micie martyrologicznym, o przesadzie w roztrząsaniu cierpień – traktowana jest jako kolejny atak, potwierdzenie męczeństwa i oczywiście złych zamiarów onych. Cień wzrasta, ciało bolesne staje się arcyciężkie.

Wówczas silnie wyidealizowane osoby (lub grupy) mogą mieć znaczne trudności w tworzeniu przestrzeni sukcesu, wzmacnianiu własnych działań, budowaniu plusów dodatnich. Lęk sprawia, że każdemu sukcesowi towarzyszy silne poczucie zagrożenia, które natychmiast zostaje przechwycone przez ciało bolesne, następnie zidealizowane i ujęte w ramy martyrologii, zaś jego źródło, czyli niepewność, niskie poczucie wartości jeszcze głębiej ukryte w przepastnej piwnicy cienia.

Transpasywność na tym tle, (pojęcie zaproponowane przez Slavoja Žižka słoweńskiego socjologa i filozofa) polega na pozornym, symbolicznym uczestniczeniu zbiorowości oraz jednostek w wysoko cenionych społecznie sukcesach (np. sportowych) z jednoczesnym kompletnym brakiem wpływu na przebieg sukcesu oraz drogę do niego. Kibice wiwatujący ze swoją drużyną na cześć zwycięstwa intensywnie utożsamiają się z wygranym meczem, drużyną, trenerem, zawodnikami lecz w istocie nie mieli żadnego wypływu na przebieg meczu, a tym samym realnego udziału w sukcesie. Nie otrzymają też żadnej gratyfikacji materialnej, jedyną jest gratyfikacja symboliczna i ona wystarcza by transpasywnie przeżywać dumę ze zwycięstwa. Identyczny mechanizm dotyczy wszelkich grupowych rytuałów – od religijnych po polityczne; od entuzjazmu, którym otoczony jest celebryta, po wiwaty na część polityka zbawcy narodu. Oczywiście transpasywność również przebiega według schematu postracjonalizacji (znajdowania uzasadnień po fakcie), że przecież kibice to 12 zawodnik a lajki oddane na gwiazdę budują społeczność fanów.

Nie zmienia to jednak faktu, że postawa kibica jest nader pasywna. Jednostka czy też grupa nie wykonuje żadnych realnych działań na rzecz sukcesu lecz jedynie mu towarzyszy, zaś kibicowskie petardy i fanowskie lajki stanowią substytut realnej aktywności. Ponadto transpasywne przeżywanie sukcesu w rzeczywistości zdejmuje zarówno odpowiedzialność jak i poczucie wpływu. Kibic lub fan wraca przecież do swego M4 w bloku i liczy pensję do pierwszego. Jego realia nie zmieniły się. Im bardziej nakarmił ego fałszywym sukcesem, tym mniej ma motywacji do prawdziwego, aktywnego działania na rzecz własną lub wspólnoty. Wytracił energię. Symbolicznie, przez chwilę zrealizował się, choć jego realny byt nie uległ zmianie ani o jotę.

Co gorsza transpasywność ma też swoją mroczną stronę. Tak jak kibic, wyborca, członek elektoratu, fan nie ma rzeczywistego udziału, ani tym bardziej uczestnictwa, w owocach w sukcesu, tak również transpasywnie może współuczestniczyć w agresji, przemocy a nawet w zbrodniach. Z pozycji biernego uczestnika (pasywnego świadka) może przez długi okres partycypować w unicestwianiu całych grup społecznych a nawet narodów, dając przyzwolenie poprzez bierność, brak zaangażowania i oczywiście brak odpowiedzialności. Staje się widzem stojącym na rynku naprzeciwko szubienicy.

Cdn.

 

Tao 50. Polskie realia. Transpasywność
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

2 komentarzy

  1. Myślę jeszcze jacy jesteśmy – my Polacy. Krnąbrne, niedokarmione, nienawidzące czuć się jak frajerzy, czuć się oszukiwanymi… a wiadomo wszędzie same k* i złodzieje; przerośnięte dzieci. Przypomina mi się sprawa śmierci niemowlęcia i lincz na znienawidzonej w mediach Katarzynie. Jak było naprawdę, co się wydarzyło, do czego przyznaje się człowiek o którym cała Polska szumi, że straciła twarz po wieki, że wyrodna i ona jedna uosabia całe zło świata.
    Nie kto inny jak właśnie Zizek wyjaśnia mechanizm zadawania śmierci maleńkim dzieciom, a potem często popełniania samobójstwa przez matki. Kobieta, mężczyzna czasem, wbrew i całkiem zadając kłam instynktowi samozachowawczemu, może popaść w silne przeżycia psychotyczne i w stanie niepoczytalności uwolnić swoje dzieci ze złego świata. “Taka normalna była, to taka panie normalna zdrowa rodzina jakich wiele” – najczęstsze opisy zwykłych ludzi, którzy dokonują na sobie i innych czynów strasznych. :”Lepiej im będzie u aniołków”, “jestem najgorsza matką z możliwych – nie wytrzymuję tego, nienawidzę własnej agresji i impulsów, których nie potrafię z przemęczenia dłużej już tłumić” Te myśli pokazują pozbierane prawdopodobne światy przeżyć, które powodują ludźmi w splątanych, niekongruentnych stanach umysłu w świecie, w którym matka uśmiecha się zawsze ubrana w czysty fartuszek z reklamy idealnego produktu w idealnym świecie.

    Łatwiej jest transpasywnie i tłumnie szukać jednego jedynego winowajcy. Wyekstrahować go z rzeszy czynników, wpływu kultury, tradycji, lęków egzystencjalnych. Determinanta polskiej przeżywalności, poziomu stresu codziennego, bycia o sucharku i dżemie, koniecznosci przeżycia na rencie lub odebrania przez państwo na życie 400 złotych!!! a nie 4000 złotych. Właśnie jak bardzo na nasze poczucie bezpieczeństwa wpływa poziom prognozowanego bezpieczeństwa finansowego, dachu nad głową, pracy, chleba i czegoś do tego chleba, zmian na lepsze niż utrat i zmian na gorsze, poczucia że apokalipsa dobrego biznesu czai się za rogiem a ogłoszenie bankructwa załatwi niepodniesienie się z kolan po wieki…

    Polska.

  2. Mega wypasiony wpis :)chce się podążać, wędrówka odsłaniająca rąbek po rąbku tajemnic ukrytych w różnych dziedzinach u różnych Nazwisk. Czytając miałam poczucie bycia w labiryncie zebranych socjologicznie, filozoficznie, psychologicznie i wreszcie duchowo doświadczeń. Zdanie – majstersztyk: “W koncepcji freudowskiej owym kontrolorem spychającym pragnienia do piwnicy osobowości, w której ukrył się cień – jest superego”.
    Delektuję się. O mammo i jeszcze S.Żizek i dziewczyny-intelektualistki piszczą ;) Cały wpis taki że delektują się i piszczą ;-)

Komentarze są wyłączone.