archetypy

wyłaniają się z cienia

Tao 51. Transpasywność polska w cieniu

Transpasywność ma również swoją mroczną stronę. Jeśli przyjmując rolę biernego widza, kibica cudzego sukcesu ów świadek może pośrednio wzmacniać swoje ego, to również w sytuacji linczu, gwałtu, terroru może odreagować agresję a jednocześnie nie-być uczestnikiem. W jednym i w drugim przypadku chodzi o odpowiedzialność. W pierwszym – wysiłki czynione są po stronie celebryty, idola, zespołu sportowego lub nawet całej grupy jak armia, przodkowie, naród. Kibicujący obywatel może się z nimi utożsamiać, czuć ich częścią, formalnie lub umownie zapisać do klubu, podkreślać swój udział znaczkiem w klapie, tatuażem, wpisem na FB a nawet udziałem w proteście lub demonstracji. Może wygłaszać poglądy w sprawie poparcia lub głosować w odpowiednim plebiscycie. Jednakże immanentną częścią tej postawy jest bierność i roztopienie się w tłumie – na przykład wśród anonimowych komentatorów, w grupie fanów, w tłumie kibiców, w elektoracie.

 

Opinie tego rodzaju kibica będą wygłaszane w gronie innych kibiców, zaś sprzeciw zawsze w tłumie lub pod anonimowym nickiem. Skutkiem transpasywnego uczestniczenia w cudzym sukcesie jest ulotność doświadczenia. W istocie przecież należy ono do konkretnej osoby (np. sportowca) lub do wszystkich (np. narodu) lub też stało się mglistym mitem, raczej symbolem, niż realnym doświadczeniem. Niczym się zatem nie różni od marketingowej identyfikacji z produktem. Na moment pojawia się iluzoryczna wielkość czerpana z faktu posiadania markowych spodni lub znanej marki samochodu. Paradoks polega na tym, że posiadanie może mieć silniejsze znaczenie niż transpasywna przynależność do grupy odniesienia. Jeżeli jednak transpasywnie wzbudzonych zostaje wielu wówczas możemy mieć do czynienia z masowym poparciem szalonych, morderczych rewolucji, rozwojem faszyzmów, komunizmów lub dyktatur.

W drugiej sytuacji wina, sprawstwo, grzech a także odpowiedzialność karna rozpływa się w fermencie rewolucji, w zbiorowym głosie tłumu, który przecież przypatrywał się tylko czyjejś kaźni lub po prostu przypadkowo był w czasie pogromu na rynku, mijał paloną wioskę, może nawet rzucał kamieniami ale przecież winni byli oni, (kaci, okupanci, panowie szlachta, komuniści itd.). Uczestnik staje się bezosobowym przedmiotem wydarzeń, instrumentem historii, bierną częścią masy, któremu podmiotowość zarówno odebrano jak i on sam chętnie oddał ją w ręce onych. Kim są oni? W historii Polski wydarzenia ostatniego stulecia co najwyżej przydarzały się nam, Polakom, bez naszego udziału, narzucone, obce, wrogie. Byliśmy tu jedynie obecni ciałem lecz pasywnie bezwolni, zniewoleni kolejnym okupacjami, komunizmem, wreszcie spiskiem elit. Byliśmy tu tylko fizycznie, zamknięci w swoim mentalnym świecie, wewnętrznej emigracji, pasywni wobec kolejnych nieszczęść, zaś pozycja ofiary wyklucza odpowiedzialność. Ten sposób myślenia – o biernej obecności ofiary, obecności która zwalnia i ubezwłasnowolnia – jest swoistym fundamentem historii Polski i rozlicznych polskich mitów. Owszem, niektórzy walczyli – są więc naszymi transpasywnymi bohaterami, z których heroizmu (znów transpasywnie) możemy czerpać dumę i poczucie zaangażowania. Dumnie możemy w ich, ale przecież również w swoim imieniu (zapożyczeniu) powtarzać, że byliśmy niezłomni, waleczni i daliśmy odpór złu.

Komunizm na przykład – co najwyżej przydarzał się nam, został narzucony. Oni to przecież nieustający najeźdźcy, okupanci, faszyści, komuniści, liberałowie, lewacy a teraz Unia Europejska przyrównywana chętnie do ZSRR. Tymczasem u schyłku realnego socjalizmu w Polsce (rok 1989) ponad 3 miliony dorosłych obywateli było członkami partii komunistycznej (PZPR); około 650 tyś. było funkcjonariuszami różnych sił policyjnych od MO, po SB, ORMO i innych formacji. Zaś ludowe wojsko liczyło ponad 1 ½ miliona żołnierzy, pracowników cywilnych oraz członków służb zależnych od armii. Dodajmy do tego prokuratury, sądy, urzędy państwowe i dziesiątki innych instytucji jak urzędy celne, czy (w zasadzie wszystkie) wyższe stanowiska kierownicze w, wyłącznie państwowych przecież, instytucjach, przedsiębiorstwach i fabrykach – w pełni zależne od aparatu władzy. Nie było w Polsce rodziny (nawet w bardzo wąski rozumieniu pojęcia rodzina), w której jakiś jej członek nie byłby aktywnym uczestnikiem aparatu komunistycznego. Ponadto ogromna część polskiej populacji nie tylko zyskała na komunistycznej rewolucji, czy to dzięki reformie rolnej, czy też dzięki uwłaszczeniu na majątku pożydowskim i poniemieckim, czy też wreszcie w wyniku awansu społecznego. Transpasywność pozwala jednak odsunąć od siebie negatywne doświadczenie i stwierdzić, że to przecież oni, komuniści rządzili w Polsce do 1989 wyrządzając narodowi rozliczne krzywdy. Nas przy tym nigdy nie było.

Ofiara cierpi, ból wzmacnia jej cień (ciało bolesne) tym samym podmiot nie może ani brać odpowiedzialności ani być uczestnikiem wydarzeń. To jemu przydarza się krzywda. Podmiotowość osoby została roztopiona w roli ofiary a zatem żadne nieszczęście nie może być większe, niż cierpienie doznawane przez cień, gdyż cień buduje na cierpieniu swoją złowrogą antysiłę. Tym samym holocaust, pogromy, instalowanie komunizmu po wojnie, szaleństwo Powstania Warszawskiego, wywłaszczenia, uwłaszczenia, wojna z antykomunistycznym podziemiem, pacyfikowanie kolejnych zrywów niepodległościowych po 1945 itd. – to wszystko byli oni, nie-my.

RenéGirard, wybitny antropolog kanadyjski, twierdzi, że elementem kulturotwórczym jest ukrywanie przez społeczności własnych win, ukrywanie ofiar zbiorowej przemocy, w wyniku której ginie kozioł ofiarny. Jego zadaniem jest symboliczne oczyszczenie zbiorowości z prawdziwych (np. wojna, zaraza) lub fałszywych (np. fatum) zagrożeń. Od zarania dziejów społeczności typowały kozłów ofiarnych by przerzucić na ich barki swoje winy lub cierpienie a następnie ukrywały fakt kaźni tworząc wokół niego mit. Często dawna ofiara, wokół której budowano tajemnicę stawała się późniejszym idolem, wokół bowiem tajemnicy powstawała sieć domysłów, legend i wreszcie nowy mit często o charakterze religijnym. Kozioł ofiarny bierze na siebie (lub raczej zostaje mu narzucona) winę i odpowiedzialność by tym silniej transpasywnie zbiorowość mogła się z odpowiedzialności zwolnić.

Współcześnie transpasywny mechanizm uaktywnił się z całą mocą. Pokolenie, które rozpoczynało swój życiowy start w latach 90. XX wieku mogło szybko odnosić sukcesy, czy to handlując w klasycznych już szczękach by potem założyć pierwsze sklepy i hurtownie, czy też dzięki wykształceniu aspirować i aplikować do nowego świata korporacji zachodnich, które zaczęły się w Polsce instalować. Skok cywilizacyjny dla ówczesnych 20, 30, 40 latków był szokujący. Jednakże lata 2000 i dalsze przyniosły kryzysy światowe i nasycenie polskiej gospodarki. Drogi awansu zostały zatkane a kariera dla młodych, nawet dobrze wykształconych, czekała tylko w Londynie lub Dublinie na przysłowiowym zmywaku. Sklepy pełne towaru przestały być dla nowego pokolenia symbolem luksu i statusu, podobnie jak kostka Bauma układana na chodnikach i telewizyjne formaty. Znów to oni zawiedli (np. klasa polityczna) i tylko oni zostali nam jako symbole sukcesu (np. sportowcy lub dawni bohaterowie wojenni).

Transpasywność zatem to jedna z zasadniczych przeszkód w budowani poczucia osobistego wpływu lecz również realnej zmiany w postawach społecznych. Zarówno zbiorowość transpasywna nie może stanąć w prawdzie, czyli rozliczyć się z przeszłością, jak i jednostka nie potrafi szukać osobistego wpływu na własne losy. Staje się więźniem onych. Brak odpowiedzialności za krzywdy popełnione w przeszłości historycznej przez zbiorowość uniemożliwia również branie odpowiedzialności i branie udziału w zbiorowym sukcesie poprzez mechanizm wycofania do pozycji biernego kibica. Z transpasywnością natomiast koresponduje i sprzęga się mechanizm kontrsugestywności i nieetyczny familiaryzm.

Cdn.

Tao 51. Transpasywność polska w cieniu
5 (100%) 3 votes

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

3 komentarzy

  1. A mnie w ogóle nie boli. Prawda broni się sama. Każdy ma swoją drogę do przejścia i nie ma co oglądać się na innych. Wnioski i działanie zamiast wniosków i powrotu do starych schematów.

  2. Święta racja, Monsieur Benne.
    Oni realnie o tyle zawiedli, że piorą nieswoje i swoje sumienia oraz zastępują nieswój nepotyzm swoim zamiast wprowadzać naprawcze reformy, zrewalidować renty i emerytury, zmienić system opodatkowania i uprościć prawo. Zaciągają kolejne długi na jak, to już dawno Aniula pisała tutaj najlepiej wykorzystujące luki w systemie prawnym rodziny, często i chętnie korzystające z mops. Najsprytniejszym, uciekającym przed pracą 500 podreperuje kieszeń, biednym weźmie się i to nawet 400 renty, aby ubogacić państwo. Zasiłki na bezrobociu też 6-miesieczny luksus dla najbogatszych, przekraczających dwukrotnie w zarobkach stażystów z urzędu pracy Jeszcze niebawem zdekonstruują system edukacji kompletnie nie myśląc o ludziach. O dzieciach w ogóle. O ludziach idących na bruk wcale. Typowo rządowo. Tu nie zmienia się nic mimo lat, jak śpiewa poeta.

    Najważniejsze to teraz wyśledzić kto był towarzyszem, choć “towarzyszu, towarzyszko” mówił każdy do każdego.
    Ludzie tak głośno krzyczą, warcholą, szczują się, że nie ma miejsca na zrozumienie i usłyszenie się nawzajem na tej Wiejskiej?
    Nie byłoby lepiej, przy wieloletnim wodopoju władzy zachęcającym do kuriozum za kuriozum malwersacji z władzą poprzednią, oj nie ;(

  3. Fantastyczny tekst. Zabolało.

Komentarze są wyłączone.