wojna

karnawału z postem

Tao 53. Wojna karnawału z postem

Rozważania o polskim tle kulturowym, o nieświadomości zbiorowej, z którą chcąc nie chcąc, wcześniej czy później musi się zetknąć każdy nauczyciel, coach, mentor lub tutor, terapeuta czy menadżer – dopełnić należy jeszcze dwoma aspektami, zanim przejdziemy do pytania: jak sobie z tym radzić? Owe dwa aspekty towarzyszące każdej niemal debacie publicznej, aktywizujące się przy wpisach i fejkach, przy postach i newsach, żartach i poważnych felietonach – to zderzenie neoliberalnych poglądów z konserwatywnymi oraz postawa sado-masochistyczna. Rzecz jasna chcielibyśmy działać w świecie proaktywnych, radosnych pluralistów, otwartych na zmiany, którzy ochoczo chcą współtworzyć świat lojalnych ludzi. Żyjemy jednak w kraju nieustającej wojny karnawału z postem. Śmiech przeciwko powadze, hejt przeciwko pouczaniu, mężczyźni kontra reszta świata, kobiety wobec patriarchalnej demagogii. Samotność w tłumie.

Neoliberalizm (Friedman) jako pogląd ekonomiczny uzupełnił postmodernizm (Wilber) jako wyraz postawy kulturowej i psychologicznej oraz ponowoczesność (Bauman) jako zjawisko socjokulturowe. Są to w zasadzie terminy uzupełniające się, określające zjawiska, z którymi w Polsce mamy do czynienia po 1989 roku. Z jednej strony bowiem kapitalizm przyniósł nam nieoczekiwany rozwój, z drugiej osadził się na komunistycznej świadomości homo sovieticus (Tischner) jak fusy na sitku. Ów człowiek sowiecki – przyzwyczajony do transpasywnych uników wobec państwa i sytemu a jednak w nim zakorzeniony, w tej naszości, własności państwowej, o którą nikt nie dbał, w bylejakości, w poczuciu braku wpływu, w ciągłej emigracji wewnętrznej i nadziei na skombinowanie czegoś – zderzył się boleśnie z konkurencyjnością kapitalizmu. Doświadczył cudu bogactwa, na które nie było go, i nie będzie, stać.

Jeśli wyjechał z wycieczką do Londynu obejrzeć Harrego Pottera, czy też na zmywak lub nawet na zakupy zwane od niedawna szopingiem, to przekonał się, że Lubartów, Głogów, Przasnysz, Łódź czy Białystok nigdy nie staną się choćby podobnie zamożne. Homo sovietcus boleśnie przekonał się, że miną dziesiątki lat, a zatem całe jego życie, zanim (przy sprzyjających warunkach) Poznań upodobni się do Berlina, Warszawa do Nowego Jorku a Lublin do Brukseli. Tym samym on, który z jednej strony pogrzebać miał i potępić swoją przeszłość w nierentownej kopalni, przestarzałej szlifierni, upadłej mleczarni – doświadczył cudu Biedronki a obiecywano mu drugą Japonię.

Co gorsza neoliberalizm, który szafował hasłami o magicznej ręce rynku, która wszystko ureguluje; o wolności gospodarczej dla każdego, która zaprasza do sukcesu; o potędze przedsiębiorczości jednostki; innowacyjnej szansie dla talentów – u nas przyniósł tanią siłę roboczą. Dość bezduszne korporacje światowe zalały nas konsumpcyjnym plastykiem kładąc się cieniem na stary (do dziś niezreformowany) system opieki społecznej, zdrowotnej, emerytalnej oraz setki przywilejów branżowych – ową zemstę komunistów. Żadne rządy po 89 r. (może z wyjątkiem Krzaklewskiego-Buzka) nie odważyły się ruszyć pokomunistycznej skamieliny, być może przeczuwając, że tam, w głębi, w cieniu czai się demon transpasywnej złości, kontrsugestywny, zawistny, nieufny bolszewik, prawnuk chłopa pańszczyźnianego, sovieticus–konserwatysta, który czeka na drugiego Gierka, który mu da. Ten bolszewik w nas i tak robił co mógł, otwierał biznes na łóżkach polowych, uczył się angielskiego by dać radę na zmywaku, przysposabiał się do nowego pana i wójta, który i tym razem mówił w obcym języku, żądał lojalności i dyspozycyjności. W efekcie prawnuk Janka Muzykanta znów został sam, zatrzaśnięty w nieetycznym familiaryzmie, gdyż jak przed wiekami, jak za Niemca i za cara, można było ufać tylko swemu, (my ze szwagrem). Pleban też go opuścił zajęty kapitałem, zyskując, jak nikt inny, krocie na liberalnej zmianie, w czasie której wytargował sobie specjalne warunki. Bez poczucia winy, z lekkim sumieniem mógł teraz głośno, z ambony liberalizm potępić by zamrozić kapitalistyczną zmianę i ciemny lud w niej zatopić jak owada w bursztynie. Pleban nie dał żadnej pociechy ani nawet żadnej rady ludowi na ten niespokojny czas. Nie tak bowiem widział swoją rolę zajęty administrowaniem coraz rozleglejszych włości. Tradycyjne jedynie połajanki, głównie o tacy, na której zbyt dużo brzęku monet a zbyt mało szelestu.

Co gorsza liberalizm ze swoim postmodernistycznymi eksperymentami czy to w edukacji, czy to w kulturze okazał się nie tylko jałowy lecz zwyczajnie pusty. Nie przedstawił żadnej propozycji, żadnej wartości oprócz powtarzanej w kółko egoistycznej mantry: odnieś sukces, stać cię na więcej, zadbaj o piękne ciało, bądź szczęśliwy, bogać się, kup to i tamto, nasza oferta czeka na ciebie, kup w kredycie 4 x 25, dokonaj, osiągnij, rozwijaj się, pokarz im, walcz żeby odnieść sukces. Z tego powodu w wojnie karnawału z postem, gdy karnawał okazał się fałszywy, plastikowy i dla wielu nieosiągalny, wygrał post. Post znany i przeżywany z namaszczeniem: martyrologia, cierpienie, krzywda, wyzysk. Polska nie tylko mesjaszem narodów lecz ofiarą kondominium niemiecko-rosyjskiego, spisku Unii Europejskiej. Polska wielka wielkością swojej chwały i ofiary żołnierzy wyklętych, powstań, zamachu smoleńskiego a nawet walką z Turkiem 4 wieki temu.

Symbolem wojny karnawału z postem jest zmiana opowieści, powrót do polityki historycznej, wreszcie pojedyncze słowa używane w przestrzeni publicznej jak werble. Otóż np. urzędnicy, którzy zginęli w locie do Smoleńska: polegli w zamachu. Nie pada jeszcze, lecz pewnie niebawem pojawi się, stwierdzenie: zginęli śmiercią męczeńską, zginęli śmiercią męczeńską walcząc za wolność waszą! Waszą – dzięki nim możecie żyć w wolnym kraju. W narracji konserwatywno-narodowej tego rodzaju stwierdzenie jest jak najbardziej uzasadnione i wręcz pożądane. Ono i jemu podobne nadają sens. Co z tego, że ów sens budowany jest na cieniach przeszłości i martyrologii, na interpretacji, często fałszywej. Nadawanie symbolicznego sensu nie opiera się przecież na racjonalnej argumentacji. Jej znaczenie jest emocjonalne. Idea nie musi też mieć związku z historią i faktografią jak oznajmiają niekiedy wzburzeni publicyści. Symbolika oraz ideologia oparte są na fikcji, często nie mają żadnego związku z faktografią i tak zwaną prawdą. ideologia nie musi być też ani rozsądna ani nawet mądra – przeciwnie ma być wyrazista, prosta i szokująca.

Nie ma znaczenia, że dawne endeckie, nacjonalistyczne hasła z Polską odmienianą przez wszystkie przypadki skandują prawnukowie chłopów uwłaszczonych przez komunistyczne władze, dzieci awansu. Ani nawet to, że w białostockich marszach uczestniczą potomkowie Białorusinów i Ukraińców, marginalizowanych przez stalinowski reżim przez całe dziesięciolecia. Dziś czują się wszechpolscy. Zapomnieli o swoich ruskich babkach. Ich korzenie są bez związku z ideologią a raczej poprzez ideologizację te korzenie dają o sobie znać, jednakże w paradoksalny sposób. Dawne wykluczenie i dzisiejsze liberalne zlekceważenie, pustka aksjologiczna wypełnia się w najbardziej oczywisty sposób – czerpiąc z mitów i archetypów. Paradoks polega również i na tym, że chłopa polskiego i białoruskiego nierzadko lepiej traktował zaborca i okupant, niż polski pan a z pańszczyzny wyzwolił car i dwaj cesarze.

Niestety jest w tym również rys sado-mosochistyczny, archetyp w diagnostyce klinicznej nazywany osobowością chwiejną typu borderline. Ofiara staje się sprawcą, sprawca staje się ofiarą.

Cdn.

Tao 53. Wojna karnawału z postem
5 (100%) 1 vote

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

9 komentarzy

  1. Pan Maciej nic nie pisze od dłuższego czasu. Już zaczynam się martwić. Chociaż z drugiej strony rozumiem, że ktoś może chcieć przeczekać obecne wydarzenia i powstrzymuje się przed napisaniem czegokolwiek, aby przypadkiem nie skomentować rzeczywistości w zbyt dosadnych słowach. Trudno o stoicyzm i dystans. Na dotatek mamy galopadę wydarzeń i trudno nadążyć z komentarzem. Bo okazuje się, że absurd poranny, który miał być szczytem absurdu już po południu jest pobitym, nie aktualnym szczytem, zdjętym z piedestału głupoty przez kolejny – wydawało by się – szczyt….

  2. Dziękuję za Pana wpisy.
    Pobudzają do myślenia, zwłaszcza wierzących że ich wpływ na ich przyszłość, zależy tylko od obalenia PIS lub każdej innej partii.
    Że ich udział w budowaniu świata w którym chcą żyć ogranicza się do udziału w wyborach osób lub produktów, które za nich wszystko załatwią.
    Zabijamy mistrza :), tj. przekonanie z lat 90 że bez skutecznie działającej wspólnoty osiągniemy lepsze jutro. Tylko jak nie zabić przekonania, że bez silnych autonomicznych jednostek nie ma silnej wspólnoty ?

  3. Nie zdążyłam pogratulować. Świetna ta nowa szata bloga. Inaczej Pan pisze też Monsieur Maciejushko!

    Szkoła od lat uczy nas bezmyślnego kucia – dużo przedmiotów, spore wymagania, brak czasu by reflektować, przemyśliwać, uczyć się ze zrozumieniem, tworzyć swoje własne nowe teorie, koncepcje, rozwijać coś całkiem nowego albo do pewnego stopnia po coś powielać, być w dyskursie. Teraz jeszcze uczenie się pod kątem losowych testów. Taki tryb nauki ogranicza czas na poszukiwania własne, lektury spoza list, biblioteki i wymiana książek z nowych dziedzin, o których nie mówią w szkole.
    Nic jednak tak nie pobudza do eksploracji, jak zakazy, obwarowania, narzucanie jedynie słusznej linii. Chciało się wierzyć i chodzić do kościoła, gdy było to zakazane. Cenzura na żarty z władzy zaowocowała rozwojem inteligentnego dowcipu zawoalowanego w treściach publicznych. Eksplorujmy ;) Uczmy się ;) Ćwiczmy nasze szare komórki :)

  4. Czasem, tak się zastanawiam. Przecież każdy żołnierz, który poległ za kraj nasz ojczysty miał jakąś swoją rodzinę pochodzenia, jakieś plany, pewnie dziewczynę czekającą z rozmarynem? Jaka okrutna jest dla jednostek ta tzw. wielka historia, w której zapisuje się głównie generalicja, a my mamy ulice ich imienia i patronaty szkół. Prawie każdy wiersz, którego się uczyłam albo słuchałam na akademiach był o wojnie i białym krzyżu pod którym pochowany jest żołnierz.
    Jest tak w naszym cudnym kraju nad Wisłą jak w notce. Całkiem spora grupa ludzi próbuje wyzwolić się z cierpienia trudów życia . Jedni robią to idąc do legii francuskiej albo na pewną śmierć, inni popadają w alkoholizm, narkotyki, dopalacze. Niepowodzenia i perspektywa śmierci rządzą poczuciem wartości i obniżonym nastrojem naszej nacji. Boimy się żyć, boimy się przegrać, być na bruku i nie mieć na chleb, a jeszcze bardziej boimy się umrzeć. Co będzie kiedy mnie nie będzie? Każdy tu chce znaczyć, być ważny dla kogoś. Pragnie sławy i chwały, która nie każdemu jest dana. Może dlaczegoś tak się dzieje? Może instynktownie wiemy czym to się je i podkładamy sobie kłody pod nogi. Wiemy jak smakuje porażka, sukces tez nie jest wieczny. Jest wietrzny, podnosi poprzeczkę, przeżywa się go z różnymi ciężkimi emocjami?

    W sklepie teratogen C2H5OH opakowany w Harnasia kosztuje czasem 1,50 zł tyle co 2 lepsze bułki. A gdzie jeszcze ser, pomidor, masło… Prościej nas zdegradować, uszkodzić płodność, upić, zniszczyć, ośmieszyć.

  5. Świetny komentarz obecnej (i nie tylko) sytuacji w kraju!

  6. Wczoraj wracając z Warszawy i jadąc obwodnicą trójpasmową, zauważałem charakterystyczne zjawisko dla nas Polaków. Większość kierowców która nie zamierzała wyprzedzać jechała środkowym pasem pomimo że na prawym pasie nikt nie jechał. Tak jakby ten pas był zarezerwowany tylko dla słabeuszy ?

  7. Neoliberalizm, “który szafował hasłami o magicznej ręce rynku, która wszystko ureguluje; o wolności gospodarczej dla każdego” przyniosl miliony bezrobotnych nie tylko w Polsce, ale objal caly swiat zaczynajac od lat siedemdziesiatych w Chile, Brazylii, Argentynie, Urugwaju, Boliwii, Wielkiej Brytanii w (latach osiemdziesiatych ),w Indonezji, w Republice Poludniowej Afryki (w latach dziewiecdziesiatych), w Chinach, Rosji, Tajlandii, Malezji, Korei Poludniowej, Filipinach; po 2001 roku w Stanach Zjedniczonych, po 2003 roku Irak, Liban po 2006 roku. Neoliberalni politycy I ekonomisci sprytnie wykorzystuja roznego rodzaju kataklizmy zywiolowe, wojny, przewroty, kryzysy, zagrozenia itp. (I czesto popierajac rezimy, tortury I zastraszanie) wprowadzajac reformy: obcinanie wydatkow na cele publiczne, prywatyzacje oraz formulujac ustawy korzystne dla grup uprzywilejowanych. Naomi Klein w znakomitej ksiazce “Doktryna szoku” tlumaczy jak powstal katastroficzny kapitalizm I jak latwo narzucic ludziom w szoku niepopularne I niekorzystne zmiany. Tak zwana wolnosc rynku byla czesto okupiona smiercia, niewola, utrata godnosci I podstawowych srodkow do zycia, krwia, strachem I potem ludzi, ktorzy nie do konca chcieli miec te przyslowiowe hamburgery I plastikowe gadzety we wszystkich czesciach globu.
    Ciesze sie, ze Polska jest wolna.

  8. Oczywiste oczywistości, a tak dla niektórych nie do ogarnięcia….

  9. Mialem teraz czas tylko na wstep ale juz widze ze to bedzie kolejny ‘tlusty’ wpis. Panie Macieju doskonala robota !

Komentarze są wyłączone.