Sadomasochizm

polski

Tao 54. Sadomasochizm polski

Profesor Maria Janion w swoim liście na otwarcie Kongresu Kultury AD. 2016 pisze: Nie mam wątpliwości, że trwała nasza niezdolność do modernizacji ma źródło w sferze fantazmatycznej, w kulturze przywiązania zbiorowej nieświadomości do bólu, którego źródeł dotykamy z największym trudem, po omacku. Naród, który nie umie istnieć bez cierpienia, musi sam sobie je zadawać.

Sadomasochizm polski, zjawisko, które zamyka kwintet procesów nieświadomości zbiorowej, o których piszę: transpasywność, kontrsugestywność, nieetyczny familiaryzm, wojna liberalizmu z konserwatyzmem – domyka całość klamrą, która zaciska się na naszych, polskich głowach boleśnie. Pojęcie to wprowadził do psychologii Zygmunt Freud koncentrując swoją uwagę badacza, filozofa i psychiatry na aspektach seksualności człowieka jako źródle wewnętrznych konfliktów. Sadomasochizm jednak może mieć tendencje do rozszerzania się i uogólniania stając się mitem karmionym przez rozliczne archetypy (mity bazowe, pradawne) i tym samym odrywać się od seksualnej bazy by zawłaszczać wyobraźnię społeczną jako jej nadbudowa (by posłużyć się terminologią marksowską).

W dalszej części listu prof. Janion napisze: Stąd płyną szokujące sadystyczne fantazje o zmuszaniu kobiet do rodzenia półmartwych dzieci, stąd rycie w grobach ofiar katastrofy lotniczej, zamach na zabytki przyrody, a nawet, proszę się nie zdziwić – uparte kultywowanie energetyki węglowej, zasnuwającej miasta dymem i grożącej nadchodzącą zapaścią cywilizacyjną.

Jakiś czas temu pisałem o nieodrobionej lekcji z Witolda Gombrowicza i Sławomira Mrożka, którzy mechanizm naszego lgnięcia do cierpienia zbadali i opisali w swoich dziełach. Jednakże pozostały one nie tyle bez echa (dziś już coraz rzadziej czytane a nawet rugowane z doświadczenia kulturowego) ale w pewien sposób nieobecne w refleksji. Obok ludowej nieufności i swoistego nepotyzmu (nieetyczny familiarnym) oraz niechęci do modernizacji (kontrsugestywność), które sprzyjają konserwatyzmowi – jest w nas wciąż żywy folwark. Doświadczamy nie tylko wiecznie toczącej się ponad naszymi głowami rozmowy pana, wójta i plebana lecz również dawnej zależności hierarchicznej.

Do tego zjawiska odnoszą się zarówno Jacek Santorski jak i Andrzej Leder. Świat korporacji, urzędu, uczelni wyższej, pokoju nauczycielskiego lecz również małej i średniej firmy stały się replikami folwarku. Jest tam nieodpowiedzialny, autorytatywny, utracjuszowski pan (jego symbolem stał się minister Sikorski z jego ośmiorniczkami i murzyńskością) jest tam również ekonom, ów cham z nahajką, który pańskie rozporządzenia wprowadza w życie bez specjalnych ceregieli (symbolem tej postawy jest partyjny aparatczyk, liniowy menedżer, potakiwacz, oportunista, dzisiejszy partyjny sługus – mierny, bierny ale wierny) jest wreszcie ciemny lud, który wszystko kupi. Gombrowiczowski ziemianin, ów pan na włościach potrzebuje swego chama, by przed nim odgrywać wielkość na pokaz. Parobek jest jego alter ego, gdyż pan w rodowej skrzyni zachował pamiątki po własnej niedawnej chamskości. Jemu także ktoś z łaski najjaśniejszej dał skrawek ziemi i tytularną pańskość. Cham zaś, ów prostak, folwarczny parobek a w zasadzie niewolnik potrzebuje swego pana by w nim się przeglądać. Pan jest jego Ja Idealnym, sufitem wszelkich marzeń. Sołtys, najbogatszy we wsi, będzie tego pana naśladował we wszystkim. Kupi pańskie buty, meble od zubożałego szlachcica i wazę porcelanową, z której w niedzielę zje rosół. Wielkość pana jest związana z jego cieniem (deficytami) gdyż wie on, że jest co najwyżej peryferyjnym feudałem. Jemu marzy się Monaco i Paryż. On również gardzi swoim nędznym losem, błotem na drogach i własną biedą w porównaniu do bogaczy jakich widuje choćby w Petersburgu. Jego pańskość jest niemniej niewolnicza niż pańszczyźniany los chłopa. On panem jest tylko tu, w zapyziałym zaścianku, gdyż on także ma swoich panów w zniewolonym kraju. Byle carski pułkownik, austriacki radca czy pruski urzędnik mogą mu kazać, zabronić, odebrać lub dać.

Tam, w naszych korzeniach, na wsi, w folwarku rodzi się ofiara i sprawca. Tischnerowski homo sovieticus to w istocie człowiek folwarczny, który płynnie zaadoptował się do narzuconego komunizmu. Ciąg ofiarniczy, który nigdy nie zostaje przerwany, sadomasochistyczny taniec, który replikowany jest perfekcyjnie do współczesnych struktur społecznych, organizacji, firm, partii politycznych i przede wszystkim do rodzin – powstał wieki temu. Narodził się w poczuciu wyobcowania i mniejszej wartości.

Namnaża i naśladuje go chętnie popkultura, lubuje się w nim telewizja z programami informacyjnymi na czele, rozsmakowują się dziennikarze i publicyści. Wygraliśmy mecz ale mecz beznadziejnie zagrany. Owszem mamy autostrady ale niepotrzebne ekrany. Polski film otrzymał Oskara ale poruszając temat tabu. I tak dalej i tak bez końca.

Dlaczego folwark? Gdyż miasta wybudowali nam Niemcy a zasiedlili Niemcy i Żydzi. W średniowieczu i renesansie w miastach synonimem słowa Polak był chłop.

kult cierpienia i śmierci
kult cierpienia i śmierci

Karen Horney, wybitna terapeutka amerykańska nazwała mechanizm sadomasochistyczny neurotyczną jednoczesną wielkością i małością, Vadim Zeland wahadłem systemowy a Echart Tolle ciałem bolesnym. W tej samej chwili, ta sam osoba czuje się równocześnie mała, słaba i bezradna oraz silna, wybitna, wyjątkowa a nawet genialna. Niedocenienie, drugorzędność, słabość palą jej trzewia. Uświadamia sobie jak wiele mogłaby zdziałać, ma wrażenie, że jej myśli wypowiada znany polityk a jej spostrzeżenia znany pisarz, że mogłaby mosty budować i przywracać sprawiedliwość, uczyć ludzi i tworzyć arcydzieła. Jest pewna, że wredni złodzieje kradną jej pomysły, karierę, najlepsze okazje, że jej geniusz marnuje się lecz w każdej chwili mógłby rozbłysnąć.

Jednakże jedzie w zatłoczonym autobusie w taniej kurtce, nie znaczy nic, nie ukończyła studiów licencjackich a maturę za drugim razem, rodzina ją wyśmiewa za poetyckie fantazje a znajomi za infantylne pomysły. Jest gombrowiczowskim parobkiem wpatrzonym z zawiścią ale i z uniżeniem, z bałwochwalstwem ale i z odrazą – w swego pana. Jednakże neurotyk ów równocześnie przeżywa siebie jako pana, który odwiedza czasem Paryż będąc ubogim krewnym z prowincji. W tym swoim niemodnym paltociku, ze słowiańskim akcentem i rozdętym ego stara się pańskość pokazać ukrywając przaśność. Chce światowość zamanifestować lecz plebejskości nie da się ukryć. Może co najwyżej zaimponować na chwilę zaściankowi gdy wróci. W rozmowę między panem, wójtem i plebanem może co najwyżej wtrącić coś światowego, paryskiego, coś z Brukseli. Dzisiejszy neurotyk chce być trendy, cool, jazzy i seksy jednakże siła nabywcza jego marzeń ogranicza się do hipoteki na mieszkanie kupione tak daleko od centrum, że dojazd zajmuje mu resztkę wolnego czasu po skończonej pracy w korpo. Musi zatem jakoś ów dysonans zmniejszyć, frustrację rozładować, stres i depresję odreagować. Siada więc do komputera i pisze komentarze. Hejt jest darmowym, tanim sposobem na odreagowanie frustracji. Jeśli mu mało – to oplotkuje kolegę na papierosie i koleżankę na kawie, jeśli i to nie wystarcza by zredukować potworne ssanie bólu – szepnie coś szefowi na Nowaka z drugiej zmiany i na Kowalską z działu marketingu. ­

Ów neurotyk nie rozumie mechanizmu wahadła. Nie wie, w którym momencie życia stał się zgorzkniały i skazany na nieustanne cierpienie. Rozumie jedynie, że gdy staje się sadystycznym sprawcą (np. coraz bardziej zajadłym, wulgarnym hejterem ) odczuwa ulgę, pewien rodzaj zadośćuczynienia za swe potencjalne straty, za nieosiągniętą wielkość i hańbę małości. Odreagowanie frustracji poprzez agresję jest jak narkotyk – potrzeba coraz większych dawek nienawiści. Hejter przechodzi sam siebie w ilości wpisów, bluzgów, donosów. Jednakże bardzo szybko wahadło wychyla się i wczorajszy sprawca staje się ofiarą. Otrzymuje wet za wet, hejt za hejt, bęcki za bęcki. Inny parobek z folwarku doniósł  na niego, hejter równie zjadły napisał agresywną ripostę, przyszedł ekonom i poniżył go przy całym dziale. Ofiara doznaje zapaści. Kolejny raz w pozycji cierpienia musi doświadczyć swojej małość. Po chwili otrząśnie się i jego ciało bolesne, jak na wezwanie wampira zacznie tworzyć i przyciągać kolejne akty cierpienia – agresywne zachowanie, wrogie wpisy w sieci, wrogość wobec sąsiadów.

Maria Janion dostrzega w tym mechanizmie proces kulturotwórczy i dodaje za Przemysławem Czaplińskim, że sami sobie jesteśmy kulą u nogi. Cierpienie staje się jedynym zrozumiałym i jednocześnie atrakcyjnym wymiarem. Ciało bolesne lgnie do cierpienia, gdyż tylko w nim i poprzez nie może siebie budować. Buduje jednakże coraz większy cień, coraz rozleglejszy ból, o którym może powiedzieć tworząc złudną wielkość, że nikt nie cierpi tak bardzo jak ja. Folwark w nas oznacza wieczne poniżenie i uwięzienie. Uczestnik ofiarniczego procesu sądzi, że nasze folwarczne krzywdy i winy, nasze: moja wina, moja wina, bardzo wielka wina, może odkupić tylko dźwiganie codziennego krzyża i wskazywanie winnych tego stanu rzeczy. Jak już wielokrotnie pisałem – krzywda i wina do stany emocjonalne, które zwalniają z odpowiedzialności, czynią nas bezradnymi bądź w oczekiwaniu na rozgrzeszenie, bądź na zadośćuczynienie, które jednak nigdy nie przychodzą.

Cdn.

 

 

Tao 54. Sadomasochizm polski
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

7 komentarzy

  1. “Profesor Maria Janion w swoim liście na otwarcie Kongresu Kultury AD. 2016 pisze: Nie mam wątpliwości, że trwała nasza niezdolność do modernizacji ma źródło w sferze fantazmatycznej, w kulturze przywiązania zbiorowej nieświadomości do bólu, którego źródeł dotykamy z największym trudem, po omacku. Naród, który nie umie istnieć bez cierpienia, musi sam sobie je zadawać.” Czy prof.M Janion pisząc to miała na myśli żydów.(Proszę zobaczyć film Zniesławienie)Czy to,że żydzi tak nurzają w cierpieniu holokaustu to coś złego?Czy to nurzanie się nie można interpretować inaczej?Interpretować jako przestrogę ku potomnym?Denerwujące jest jak jeden “pijak” poucza innego “pijaka” jak wyjść z nałogu.Pani Janion przypomina mi takiego “pijaka”.

  2. “Stąd płyną szokujące sadystyczne fantazje o zmuszaniu kobiet do rodzenia półmartwych dzieci, stąd rycie w grobach ofiar katastrofy lotniczej, zamach na zabytki przyrody, a nawet, proszę się nie zdziwić – uparte kultywowanie energetyki węglowej, zasnuwającej miasta dymem i grożącej nadchodzącą zapaścią cywilizacyjną.”
    Po dłuższej nieobecności z dystansem odnosze się do tego wpisu. I chyba nie do końca wierze w to, co widzę. Być może to tylko iluzja… Panie Macieju, zna Pan statystyki ile zostało otwartych nowych elektrowni konwencjonalnych (węglowych) w Niemczech? Tak, tych Niemiec, z których pochodzą budowniczowie maszych miast. Pan uważa, że dym z elektrowni będzie końcem naszej cywilizacji? A nie przypadkiem konfrontacja różnych religii? Dalej nie wierzę, że autor Restautaracji Osobowości tak zabrnął w skrajną modę krytyki tego, co być może zaczęło płynąć w innym kierunku. Cywilizacja łacińska moi drodzy nie padnie pod wpływem kultywowania energetyki węglowej. Może upaść tylko pod naporem doktryny Świętego Spokoju narzuconej przez lobby LGBT i wykutej w holenderskim Dark Room’ie. Nie godzę się na to tak samo jak nie godzę się na stwierdzenie, że Polak oznaczał tyle samo co chłop, bo jeżeli tak, to Pan, Panie Macieju z takich samych chłopów sie wywodzi i nie przystaje, aby jeden chłop drugiemu wytykał jego pochodzenie. Zawiodłem się na Panu…

  3. “Jednakże jedzie w zatłoczonym autobusie w taniej kurtce…” – czy pasja, z jaką pan pisze, ma coś z autoterapii?

  4. Wrzutka o Sikorskim niepotrzebna, a poza tym bardzo dobrze.

  5. Ja ten mechanizm (sadomasochizm polski) obserwuję nie tylko w swoim otoczeniu ale i również łapię się czasami, że wkrada się w moje myślenie. Sama świadomość to już dobry początek do tego aby wyhamować ten sposób myślenia a może i nawet w jakiejś mierze zaakceptować. Warto wiedzieć w co człowiek został wyposażony przez otoczenie czy szeroko rozumianą kulturę.

    Środowisko korporacyjne bodźcuje szczura do konkretnych zachowań. Stworzyliśmy sobie unikalną przestrzeń do wysypu i utrwalania zachowań o których piszesz. Pracownicy (chłopi) nie tylko są zarządzani przez menedżerów (panów) jak na folwarku ale i czasami się domagają takiego kierowania. Wtedy czują się bezpieczni bo zawsze mogą zrzucić odpowiedzialność. To przewidywalne, jednocześnie duszące a jednak akceptowane czy nawet wręcz pożądane. Wielokrotnie już testowałem różnorodne sposoby oddziaływania na polskich pracowników. Zadziwiająco najwięcej reakcji było właśnie na zachowania folwarczne. Niestety upłynie wiele lat i krwi zanim pozbędziemy się kompleksów, zauważymy wzorce i pojednamy się z cieniem. Oczywiście generalizuję.

    Czytałem ten tekst trzy razy żeby zrozumieć o czym piszesz. I nie jestem do końca przekonany czy mi się to udało. A strasznie zaciekawił mnie temat cierpienia.

  6. własnie Aniula, też miałem zadać to pytanie po przeczytaniu wpisu:> Jak się wyrwać z tego sadomasochizmu? , skoro jest wszędzie podtrzymywany i propagowany. Sądzę że radości i autorytetu poszukać w sobie najpierw:> od siebie zacząć, teraz – bo jak teraz nic się nie zmieni to z wnukami będzie tak samo. Ja ten autorytet w sobie widzę jako pozostawanie otwartym na słowa mądrych ludzi, Pana Bennewicza uważam za swego rodzaju przewodnika w tym. Dzięki za te 5 lat blogosfery i że Panu wciąż pasjonująco się chce:>

  7. Jak się wyrwać z tego sadomasochizmu? Wiem ile pracy trzeba , żeby odkryć , to co zakryte. Czy jest możliwe, zakończyć żałobę przodka? Uzyskać akceptację dla zbrodni/sytuacji, w kolejnych pokoleniach? Nadzieja we wnukach, że będą patrzeć inaczej, że nie dadzą się wciągnąć w zgorzkniałość…. Ale to nie Ci co wyjechali, bo oni będą nieśli ze sobą traumę wykorzenienia…. A Ci, którzy zostali, ciągle tłamszeni… czy będą mieli siłę? Skąd ją brać?

Komentarze są wyłączone.