Dominacja

i przemoc

Tao 56. Pierwszy krok

Profesor Stephen Hawking nie tak dawno stwierdził, że historia ludzkości to w zasadzie historia głupoty. Dodał też, wobec entuzjastycznych doniesień dotyczący odkryć nowych planet w strefach życia i związku z wysyłanymi w kosmos zaproszeniami dla obcych cywilizacji, że nie podziela powszechnego zachwytu na myśl o spotkaniu z obcymi. Zdaniem Hawkinga cywilizacje ziemskie wielokrotnie dały dowód, że gatunek dominujący (w tym przypadku homo sapiens) wyzyskuje i niszczy pozostałe gatunki a także własną rasę. Dąży do całkowitej dominacji nie licząc się z cierpieniem słabszych, uprzedmiotawia gatunki zależne czyniąc z ich życia gehennę a z ciał produkty. Historia ludzkości dowodzi w zasadzie jednego, że jest kroniką przemocy. Przemoc tę ubiera się w płaszczyk różnych martyrologii, religii, mitów narodowych i tym podobnych narracji, których jedynym celem jest uzasadnienie (lub niekiedy ukrycie) żądzy zysku i hegemoni jednych nad drugimi. Daje się zatem ciemnemu ludowi różne ideologiczne i marketingowe papki by znosił spokojnie ten wyzysk i przemoc. Nie trudno sobie zatem wyobrazić wyżej rozwiniętą cywilizację, która po prostu zobaczy w nas, Ziemianach, tanią siłę roboczą a może nawet rezerwuar białka, zbiornik tanich organów albo po prostu chwasty zaśmiecające piękną planetę, które należy wytępić jak australijskie króliki. W najlepszym przypadku mogą postąpić z nami jak Kolumb, Cortez, czy inny Pizarro postąpili z Indianami lub choćby Hitler z narodem Żydowskim.

Historia ludzkości to historia głupoty. Kronika życia politycznego, to opis manipulacji. Kto ma co do tego złudzenia, zdaniem Hawkinga, Coxa, Harariego ten został pochwycony przez matrix iluzji, stał się trybikiem maszyn korporacyjnych, dla których pracuje produkując kompletnie niepotrzebne produkty by kupować inne całkiem zbyteczne produkty, kupuje by znów pracować i umiera przedwcześnie (na czym system również zarabia tworząc serię produktów okołofuneralnych). Przedstawiciele systemu i jego zarządcy, manipulatorzy, właściciele również są częścią systemu i choć stać ich na lepsze samochody, droższe tupeciki i chirurgię estetyczną – i tak podzielą los swoich poddanych odchodząc z tego padołu zostawiwszy po sobie kłopotliwe testamenty. Ten pesymistyczny obraz dopełniają z jednej strony teksty sarkastycznego Huxleya a z drugiej ewolucjonistycznego Dawkinsa.

dominacja i przemoc
dominacja i przemoc

Nie jest to miła refleksja, chciałoby się sądzić, że tworzymy gatunek sympatycznych ssaków, zesłanych za Ziemię z powodów eschatologicznych, wyposażony w transcendentną duszę i skłonny do czynów chwalebnych. Ponadto chciałoby się wierzyć, że szokująco wielka skala Wszechświata jest zamysłem celowym, że uniwersum przepełnia jakiś zamysł kreacyjny, dobrego Stwórcy, który nie pomylił się co do losów świata, przymykając oczy na holocaust, rzeź Tutsi przez Hutu, zagładę Aleppo w Syrii i sprzedaż dzieci do pracy niewolniczej na Tajwanie. Chciałoby się wierzyć, że człowiek, dzięki wrodzonej etyce jest w stanie przezwyciężyć te potworne przywary, że w każdym z nas jest ów pierwiastek boski, który sprawia, że tak jak potrafimy się niekiedy zaopiekować własnymi dziećmi, tak będziemy potrafili zaopiekować się własną cywilizacją i wreszcie Matką Ziemią.

Tymczasem w Polsce zmagamy się z grzechami typowymi dla społeczności niedojrzałych. Jak w plemiennym klanie oddajemy odpowiedzialność kacykowi i jego starszyźnie (Douglas), z powodów transpasywnej, konformistycznej bierności (Žižek). Ulegamy konserwatywnym mitom oraz nacjonalistycznej ideologizacji przeciwstawionej pustemu liberalizmowi (Leder, Bauman). Ufamy tylko swoim ludziom nieetycznie familiarni (Fukuyama) wirując w sadomasochistycznym uścisku sprawcy-ofiary-sprawcy (Janion, Girard). Jak żyć? – by powtórzyć słynne pytanie producenta papryki, któremu w platformerskich czasach prosperity żyło się ciężko, pytanie skierowane do ówczesnego premiera. Między innymi w wyniku nieumiejętnej odpowiedzi na podobne pytanie prezydent Komorowski przegrał wybory, radząc młodemu człowiekowi, żeby poszukał lepiej płatnej pracy i wziął kredyt na mieszkanie.

Pogrążeni w masochistycznym transie, sadystycznie rozwścieczeni na tych, co to są winni niedoli naszej nie chcemy słuchać, że sprawy należy wziąć we własne ręce. Raczej transpasywnie wolimy przeżywać cudze sukcesy. Gdy oni przegrają (np. piłkarze) my jesteśmy wciąż neutralni, czyści i nieskalani, gdy wygrają, wygrali przecież dzięki nam, kibicom, którzy jak dwunasty zawodnik, dwunasty niemal apostoł zwycięstwo wytupaliśmy i racami wypaliliśmy. Wolimy cudzymi rękami rzucać kawałki bruku w domniemanych winowajców by potem ręce spokojnie umyć.

Tymczasem gdzieby nie szukać odpowiedzi, szansy, ratunku – czy w buddyzmie, czy w greckim stoicyzmie, czy islamskim sufizmie, czy chrześcijańskiej nowej teologii – pierwszym krokiem do zmiany, do poprawy sytuacji jest właśnie odpowiedzialność. Zajmij się tym, na co masz przynajmniej częściowy wpływ i co masz w zakresie choćby częściowej kontroli, nie zaś wszystkim tym, na co wpływu nie masz. Jeśli w ogóle na serio rozważać zmianę losu ludzkiego to zaczyna się ona w strefie wpływu, nie zaś w transpasywnym sadomasochistycznym oczekiwaniu zadośćuczynienia, odwetu, sprawiedliwości, czy też w zemście.

Cdn.

Tao 56. Pierwszy krok
5 (100%) 2 votes

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

4 komentarzy

  1. brak świadomości jest wielu społeczeństwach. Współcześni Francuzi, Brytyjczycy czy Amerykanie nie chcą wiedzieć że potęga ich kraju częściowo opiera się na wyzysku i ludobójstwach mieszkańców państw kolonialnych. My Europejczycy przeżywamy koszmar drugiej wojny światowej podczas gdy np w czasie konfliktu wietnamskiego na półwysep Indochiński spadło 4-5 krotnie więcej bom o większej sile rażenia ( z Napalmem). Wówczas wielu krajach zachodnich odbyło się wiele protestów, manifestacji w sprawie zakończenia tej wojny. Dziś mało kto protestuje w sprawie Syrii.

  2. Trzeba być wyjątkowo czujnym żeby chronić siebie a i to często nie wystarcza. Tylko, że taka czujność jest męcząca. Zużywa zasoby poznawcze, które nastawione są na zagrożenia zamiast na szukanie szans. Wiem to po sobie bo pracuję w środowisku korporacyjnym gdzie liczy się władza i pozycja społeczna – każdy dąży do wyższej. Aby skuteczniej się chronić wyposażyłem się w wiedzę i umiejętności czytania sygnałów. Nie lekceważę ich. Wierzę też w swoją mądrość, że pomoże mi gdy pojawi się trudna sytuacja.

    Patrzę też szeroko i widzę społeczeństwo, które w żaden sposób nie jest gotowe na merytoryczną dyskusję o naszych narodowych deficytach. Emocje i mechanizmy obronne. Nic innego.

    Przeszkoliłem w ostatnich latach setki młodych ludzi poniżej 30 – tego roku życia. Cały przekrój społeczeństwa. Widzę, słyszę i czuję. Wyciągam wnioski i obserwuję. Jestem przerażony. Niebezpieczeństwo polega przede wszystkim na tym, że brak im wizji, wartości i misji. To oznacza łódkę na morzu, wiejący wiatr i przypadkowe porty. Nie ma głębokiego zejścia do poziomów Diltsa. Stąd już prosta droga dla bardziej wprawionych i manipulacyjnych umysłów aby te porty im wskazywać. Sam się już czasami gubię.

    Najgorsze jest to, że obdarłem się z pewnych złudzeń i iluzji. Niekiedy bardzo boleśnie. Ale traktuję to jako cenną informację.

  3. Oczywiście.
    W tej sytuacji idę na siłownię.

  4. Warto robić swoje :)

Komentarze są wyłączone.