Tao 58. Żart nieśmieszny

Mleko się rozlało

Istotnie, piszę mniej na blogu niż bywało przez ostanie 5 lat. Powody są dwa – natłok obowiązków w Instytucie Kognitywistyki a także rzeczywistość za oknem. Codzienne wydarzenia przerastają najśmielsze wyobrażenia wielu ludzi; moje zaś, z czasów kiedy pisałem dwa lata temu o tricksterze, o miłości i nienawiści do autorytetów w Polsce, o zabijaniu coachów – potwierdzają się niestety. Cóż mógłbym jeszcze napisać – a nie mówiłem!? Kogóż miałoby to pocieszyć, kogo dowartościować, kogo przestrzec lub oświecić – łącznie ze mną? Z faktu, że pewien socjolog, kognitywista, niszowy autor coś przewidział i dostrzegł – niewiele wynika. Jak mawiała moja mama – mleko się wylało. A nie mówiłem! Może jednak ktoś w czas ulokował swoje oszczędności w innym miejscu, może ktoś inny wyjechał a ktoś inny wrócił, może jeszcze ktoś podjął rozmowę, która zmieniła czyjś punkt widzenia? A jednak. Słowa choćby przypadkowo odnalezione w drodze mogą przemieniać.

Trickster

Trickster to mitologiczny, archetypowy bóg – prześmiewca, demon i demiurg, którego reprezentacją są zarówno współczesne czasy jaki i jego uosobieniem jest wiele postaci na scenie politycznej i popkulturowej. Czasy trickstera oparte są na ironii, szyderstwie odwróceniach, przeinaczaniu słów. Są z jednej strony zabawą głupców a z drugiej ich dominacją. Używacie czasem gier? Dominuje w nich przemoc. Zabawa w wojnę, atakujące się czołgi, samoloty, snajperzy, mordercy – walka i mordowanie. W ciągu minuty należy zabić kilkudziesięciu wrogów, klik, klik, klik. Pompowanie mózgów aktem zabijania i przemocą jako rozrywką. Czytacie czasem trolli? Nie ma żadnych hamulców. Anonimowa przemoc nie zna granic. Zbiorowa również. Przyzwolenia na przemoc ze strony autorytetów zwalnia z odpowiedzialności. Namaszczenie przemocy jako słusznej – uruchamia lawinę przemocy.

 

Żart nieśmieszny

Przypadkiem oglądałem fragment niezbyt udanego i niezbyt mądrego filmu Zoolander 2, choć występują w nim znakomici aktorzy jak Ben Stiller, Will Ferell, Penelope Cruz, a nawet w epizodach Sting, Susan Sarandon, Mila Jovovich, Benedict Cumberbatch, Kiefer Sutherland, Lenny Kravitz, czy John Malkovich. Przez ekran przewija się niezliczony tłum znanych postaci. To też znak czasu. (Co robi tam Sting? Co robi Malkovich?) Jednakże moją uwagę przykuły dwie, może trzy sceny. Reżyser pokazu mody mówi w pewnej chwili do dwóch podstarzałych modeli (granych przez Stillera i Wilsona), że są odrażający, głupi, niemodni, zacofani, oldskulowi, wręcz wstrętni, obrzydliwe lamusy i dodaje…to jest coś, szacun. Pokaz mody ma odbyć się w Rzymie. Bohaterowie pytają czy w Colosseum czy może przy fontannie di Trevi? Ależ nie. To nudne – odpowiada reżyser. Pokaz odbędzie się na oddziale toksycznych odpadków medycznych w strefie skażonej chemikaliami.

Ten żart dobrze oddaje współczesną sytuację. Ludzie są znudzeni, wkurzeni, sfrustrowani, zdezorientowani, wściekli. Ludzie pragną łamać konwencje, odrzucać poprawność a jednocześnie boją się. Wczorajsze gładkie reklamy, obietnice wyborcze, ekonomiczny socjal już nie wystarcza, nie uspokaja. Ludziom każdego dnia obiecuje się w medialnym przekazie luksusowe samochody i uginające się stoły. Reklamuje się lekarstwa na prawdziwe i zmyślone choroby, odmładzające kosmetyki, egzotyczne podróże, rewelacyjne ubezpieczenia a jednocześnie karmi się ich okrucieństwem, na które zobojętnieli. Nasze przedmieścia zawalają tony śmieci, spalarnie i oczyszczalnie nie nadążają utylizować odpadów cywilizacji. Chcemy więcej i więcej, gdy tymczasem już brakuje wody pitnej, drewna, prądu a codziennie wymierają nowe gatunki przyrodnicze. Zamalowujemy skrzętnie rdzę. Żyjemy na śmietniku. I nagle przychodzi refleksja, że nie będzie więcej, że długi trzeba spłacić, że nie jesteśmy nieśmiertelni a nasze ciała nie są workami bez dna, które uda się zmusić do kolejnego wysiłku. Ziemia z emfazą nazywana naszą matką – gwałcona i rozszarpywana co dnia przez zwolenników czynienia jej sobie poddaną, przestała odnawiać zasoby potrzebne człowiekowi. Od roku 2016 żyjemy na biologicznym kredycie. Ziemia sobie poradzi bez nas, my bez niej – nie.

 

Siła trolli

Czytałem, że w Stanach Zjednoczonych, podobnie jak w Polsce rok temu, oraz w czasie referendum nad Brexitem wybory wygrał Internet. Zmasowany, hejterski, nienawidzący głos trolli, którzy nie szanują żadnych dawnych świętości. Trickster przemówił ich głosem. Rasizm – proszę bardzo; szydzenie z kobiet i feminizmu – czemu nie; naigrywanie się z gwałtów – oczywiście; groźby karalne, prześladowanie, stalking – ależ tak; szowinizm, ksenofobia, kłamstwa, oskarżenia – oczywiście; głupota, obelgi, bluzgi – jak najbardziej. Wszystkie chwyty dozwolone. Kto wytrzyma zmasowany atak bluzgów ten jest kimś, szacun. Co mówił Trump? Powtarzał te przekleństwa i kłamstwa w nieco złagodzonej formie. I biały, sfrustrowany, anonimowy wyborca – zagłosował. Przeczytałem dziś w komentarzach pod jakimś postem na temat Jezusa jako żydowskiego emigranta, o ucieczce do Egiptu, o królu polskim i żydowskim – charakterystyczne komentarze. Post był lajtowy, nawet nie specjalnie ironiczny. Pewien pan, podpisany z resztą dumnie imieniem i nazwiskiem pisze: Jezus Żydem! Jezus nigdy nie był Żydem, ty KOD-owska gnido! Drugi: Matka Boska była Polką, debilu, jak Jezus mógł być Żydem? Chyba nigdy nie byłeś lewaku posrany w Częstochowie? Inny, również zacny obywatel dodaje: Obyś zgnił w we własnych rzygach ty lewacki, libertyński populisto! Z kontekstu wynikało, że pierwszy i drugi pan nie znają własnej religii w najbardziej podstawowym zakresie, trzeci zaś ni w ząb nie rozumie żadnego z użytych słów.

 

Królestwo idiotów

Pomyślałem, że właściwie jest to dobry moment żeby ogłosić, że idiotyzm zwyciężył. Im brudniej, tym lepiej i głupiej tym szlachetniej; im mniej wiedzy, tym większy powód do dumy; im brutalniej, tym słuszniej. Na przykład obelgą stało się w ustach władzy słowo lewactwo. Tymczasem władza odwojuje się wprost do idei socjalistycznych, czyli lewicowych a jej podstawowy elektorat to właśnie lud populistyczny, który chce aby państwo myślało za wszystkich i szczodrze rozdawało pieniądze, których w kasie nie ma. Największym wrogiem władzy jest zatem lewactwo, czyli lewicowość a przecież partia rządząca działa jak leninowska partia kadrowa, na czele której stoi wódz, zaś podstawowym i jedynym obowiązkiem kadr jest lojalność (nie zaś kompetencje). Wola wodza, nie zaś przygotowanie merytoryczne jednostek mają znaczenie. Wszystkie socjalistyczne i socjalne idee ożywają obecnie w działaniach partii rządzącej.

Trickster tarza się z radości, wyje ze śmiechu. Były komunistyczny prokurator został przemianowany na obrońcą prawa; myśliwi stali się ekologami; węgiel sposobem na ochronę środowiska; wycinka lasów – ochroną przyrody; nieznająca prawa i konstytucji posłanka wygłaszająca faszystowskie tezy – specjalistką od konstytucji; pyskówka zastąpiła debatę polityczną; propaganda informację; autostrady służą sąsiadom a nasi największy partnerzy gospodarczy, to teraz największy wrogowie. Minister, mistrz dezinformacji otwiera konferencję przestrzegającą przed dezinformacją. Katolickie media szerzą nienawiść i podziały, powołując się na Ewangelię, której przecież naczelnym przesłaniem jest tolerancja i przebaczenie. Kler, w istocie swej służebny wobec członków kościoła powszechnego, stał się uprzywilejowaną kastą. Kompromitacja, ośmieszenie, żenada, brak taktu, chamstwo – są powodem do dumy dla najważniejszych osób w państwie.

Niestety grunt tricksterowi przygotowali owi pożyteczni idioci. Dziś przyjmujący postawy nieraz bardzo opozycyjne – dziennikarze i publicyści, którzy jak Georg Bernard Show (który w Stalinie widział wielkiego demokratę), legitymizowali idiotów, szyderców i cyników. W najlepszym czasie antenowym wpuszczali do radia i telewizji akolitów hejterstwa i głupoty; cyników gotowych klepać co im karzą; polityków tyle żenujących, co niedopowiedzianych lub zwykłych hochsztaplerów. Nadali im znaczenie.

 

3 %

Przez Internet przewaliły się dziesiątki mniej lub bardziej dogłębnych analiz sytuacji w obecnej Polsce, w Europie, w krajach tak zwanego zachodu. Nie brakowało też demonstracji, marszów, protestów. Jednakże w sejmie, w czasie dzisiejszej debaty na temat zmiany systemu edukacji w Polsce, która ma nastąpić lada moment i tak bulwersuje różne środowiska, na sali plenarnej sejmu było kilkunastu posłów, w tym kilu z opozycji! Podkreślmy choćby tylko jeden aspekt sprawy. W wyniku reformy nawet kilkadziesiąt tysięcy nauczycieli straci pracę. Ci ze szkól wielkomiejskich może znajdą pracę na kasie w markecie ale w Przasnyszu, Mońkach, Goleniowie, Lubartowie – w małych ośrodkach pracy nie ma.

Tymczasem warto przypomnieć, że w 1981 roku, w grudniu nastały czasy stanu wojennego. Właściwie do 1989 roku był to czas mroczny i beznadziejny. Lata 90. XX wieku to mozolne dźwiganie się z otępienia społecznego. Tylko 3 % społeczeństwa polskiego, w taki czy inny sposób, zaangażowało się czynnie w protesty przeciwko ówczesnemu reżimowi Jaruzelskiego. Wielu zapłaciło cenę więzienia, niektórzy życia, inni zdrowia. Reszta biernie poparła władzę, spora część aktywnie – funkcjonariusze tych, czy innych służb i formacji wspierających reżim (pisałem już o tym). Czy zatem, my Polacy, kolejny raz zmarnowaliśmy swoją dziejową szansę? Najprawdopodobniej tak. Nasze wnuki zostaną na peryferiach Europy, skazane na głodowe emerytury, zmuszone spłacać gigantyczne długi populistycznych rządów, z gospodarką – przestarzałą montownią zachodnich korporacji, z krajem rozgrywanym przez potężnych sąsiadów, ze zniszczoną ekologią i wyciętymi lasami, ot tania siła robocza, której przecież wystarczą chińskie dobra na kredyt i 15 letnie niemieckie samochody. W czym rzecz? W odpowiedzialności. W prostej mentalności, która nie zmienia się od lat. Jeżdżę sporo po lesie, po puszczy. Wszędzie, gdzie tylko można objechać szlabany – zwałka śmieci, nawet na ścieżkach dla rowerzystów i pieszych syf. Wszędzie też trwa oficjalna, wytężona wycinka lasu. Oczywiście w Paryżu i Londynie pod tym względem jest jeszcze gorzej, tylko że tam nie ma już łąk i lasów! W tym rzecz. Po nas choćby i potop, co nas obchodzą nasze wnuki? Ten brak postawy pro społecznej, skutek zjawisk, o których pisałem wcześniej, sprawiają że przestaliśmy (lub nie zaczęliśmy) być zdolni do myślenia wspólnotowego. Zastępuje je jak zawsze rozmowa pana, wójta i plebana ponad głowami ludu, który byle do wiosny, byle do przednówka – chowa się na zapiecku i może najgorsze przeczeka. A kto z panem, wójtem i plebanem dobrze żyje – ten pożyje. U nas każde dziecko to wie i stosuje w praktyce.

 

Konkluzja

Nieuniknienie, nieuchronnie, bezzwłocznie, konsekwentnie należy zatem chronić siebie. Jak w samolocie – najpierw maska na swoją twarz a potem na twarz dziecka. Z jakiego powodu? Gdy stracisz przytomność nikomu już nie pomożesz. Zatem drogą do wiedzy, do zrozumienia, do spokoju jest drogą do samego siebie. Owszem, brzmi to banalnie ale czyż władza, przemoc, konsumpcjonizm, głupota nie są trywialne? Zło jest banalne jak wskazuje Hannah Arendt. Wyłania się z codziennych przyzwoleń i zaniechań, wdrukowuje się w każdej głupiej grze przemocowej, w każdym krzyku i niechęci a potem nagle urasta. Życie składa się z kiczowatych atrybutów, którym nadajemy przesadne znaczenia. Aż wreszcie to, co wydawało się niemożliwie staje tuż za drzwiami z grymasem lub z uśmiechem na twarzy. Warto być prawdomównym, gdyż prawda daje spokojny sen i brak konieczności pamiętania nieistotnych szczegółów. Warto być przyzwoitym, gdyż poczucie winy jest przyczyną chorób psychosomatycznych i uzależnień. Warto łożyć wkład, gdyż radość, nawet najmniejszej wspólnoty, jest jedyną prawdziwą nagrodą. Warto chronić życie, zwłaszcza najbardziej zagrożone i unikalne, najsłabsze i pomijane, gdyż jak uczy Ken Wilber, tylko ono ma prawdziwe znaczenie. Wyrosło tu, cudownie, unikalnie z miliarda koincydencji. A jeśli życie ma znaczenie, to wszystko co jest przeciwko życiu, każda zachęta, produkcja filmowa, rzeźnia, wojna, siekiera, przemówienie, każdy nabój i każdy pancerz zapraszają do przemocy. Gdy pada słowo sprawiedliwość i prawda natychmiast rodzi się występek i kłamstwo – naucza Stary Mistrz Lao. Warto dlatego podążać, gdyż droga jest odpowiedzią, nie hasła, nie przystanki w drodze, nie tak zwane sukcesy lub uniki, lecz następny krok. Każdy krok bowiem to wybór, nawet jeśli robiony jest nieświadomie. Niektóre kroki prowadzą nad przepaści, inne na spokojne łąki. Lecz jak pisał Terry Pratchett tylko głupiec planuje, mędrzec steruje. Jest sternikiem, kapitanem, sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem, reaguje na otoczenie, tu i teraz i choć przemierza przestrzeń, podąża, zmienia się, kieruje, refuje lub napina żagle – przede wszystkim jest.

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

10 komentarzy

  1. Avatar for Maciej Bennewicz

    Biorę to sterowanie :)

  2. Avatar for Maciej Bennewicz

    Szanowny Autorze, bardzo lubię Pański blog i chętnie czytam. Chciałbym zwrócić Pańską uwagę na drobne, aczkolwiek lekko mnie irytujące przekłamanie. Pisze Pan „myśliwi stali się ekologami”, co rozumiem jako krytykę kierowaną w stronę myśliwych. Otóż „ekologia” jest nauką o zależnościach między organizmami, a także między organizmami a środowiskiem. Domyślam się, że chodziło Panu raczej o „ochronę przyrody” niż o „ekologię”. Dalej – łowiectwo, czy komuś się to podoba, czy nie – jest ważnym elementem ochrony przyrody w Polsce. Czy dany myśliwy wykonuje swoje zadania uczciwie, rzetelnie i sensownie czy nie, to jest zupełnie inna kwestia. Trochę tak jak z policjantami z drogówki – jedni szkolą kierowców, żeby było bezpieczniej, inni chowają się po krzakach z „suszarkami”. Nie będę się rozpisywał, bo sensowne opisanie roli łowiectwa w ochronie przyrody zajęłoby za dużo miejsca. Serdecznie pozdrawiam i czekam na kolejne teksty. Dodam, że jestem od wielu lat zaangażowany w badania naukowe służące ochronie przyrody, między innymi Puszczy Białowieskiej, jestem też myśliwym. Pozdrawiam M.

  3. Avatar for Maciej Bennewicz

    Piszesz o tym, że idiotyzm zwyciężył. Ja dodam jeszcze, że cynizm także. Dla korzyści osobistej jak i własnej kasty dopuszcza się wszelkie chwyty i czyny. To niesamowite, że w kraju o umysłach ubogich w wiedzę i logikę takie narzędzia do poszerzania świadomości jak coaching, mentoring, konsulting są odrzucane a wręcz napiętnowane. Wraz z rozwojem materialnym tego kraju miał iść też rozwój duchowo – intelektualny. Nie idzie. Zwyciężają proste dogmaty. Proste rozwiązania i wyjaśnienia.

    Czasami opada mi szczęka. Dosłownie nie wiem co powiedzieć i nic nie mówię. Jakaś szara mgła zapadła dookoła. Nie chce mi się dyskutować. Szkoda energii.

    Ot historia sprzed 2 dni. Jestem chory. Przeziębienie. Poszedłem na wizytę do lekarza pierwszego kontaktu. Centrum Warszawy. Lekarz po dwóch minutach wizyty pyta się mnie czy słyszałem o tym, że w grobie Nurowskiego leży kobieta? Nic nie wiem – odpowiadam. Myślę sobie – oho – trzeba być ostrożnym. Oczywiście potwierdzam słuszne tezy o hańbie kiwaniem głowy. Lekarz zauważa, że jestem ze Słupska. „Prezydent Słupska ma wielu kolegów” – słyszę. Ból głowy prawdopodobnie stłumił wyczuwalną głupotę. Lekarz z zasady to człowiek wykształcony. Prawdopodobnie inteligentny. No i co z tego. Umysł bystry ale ciasny.

  4. Avatar for Maciej Bennewicz

    Trochę łapię się na docenianiu momentu dziejowego, w którym żyję. Czytam ciężką w treści książkę Jeana Amery (o latach tuż przed II wojną światową i w trakcie). Myślę. Konfrontuję się. Towarzyszę autorowi. Przebył, doświadczał wielu obozów, miejsc tortur, największych upokorzeń, w których był tylko już naruszanym ciałem – uświadamia taka była Europa; nieważne Belgia, Niemcy, Włochy… system czynów wcale nie groźnych w rysach, szerokoszczękowych, ospowatych, nienawistnych z twarzy, lecz „tuzinkowych”, zwykłych, siedzących potem tuż po wojnie jak gdyby nigdy nic w kawiarenkach i jeżdżących z dziećmi na basen.

    Myślę jaką w tym szczęściarą jestem, że moje demony są jednak inne, realia nie są aż tak okrutne, bezwględne, zabierające świętą bo własna tożsamość, prawo do własnego ja w granicach nienaruszalnego ciała. Jest taki fragment, w którym autor odpowiada na pytanie ile ojczyzny potrzebuje człowiek…:”tym więcej, im mniej może jej zabrać ze sobą”. Coś strasznie prawdziwego jest dla mnie w takim nakreśleniu nostalgii, garstki czegoś ojczystego przy sobie, w poczuciu wyrazistej, nieoczywistej tęsknoty.
    Drażni mnie ten monumentalny patos, wylewająca się barokowo-rydzykowa atmosfera, ten cały piedestał władzy dla władzy i szykowania /…szykanowania/ jedynie słusznego morale, tworzenia takiego katolandu z pogańskiego, różnego, niedającego się do końca okiełznać narodu z którego: M.Skłodowska, Chopin, Krystyna Mazurówna, Gombrowicz, T.Halik, Mazowiecki, Urban, Piłsudski, J.Conrad, Witkacy, Swiniarski, Penderecki, Mickiewicz, Alicja Miller, Helena Rubinstein, Szymborska… Można ze znanych nazwisk tworzyć tkaninę, tak różnych biegunowo postaci, o tak innych dokonaniach, wielości postaw, pozostawionej spuścizny. Naród ciekawy bo niejednolity, stubarwny, teraz politycy próbują powsadzać do zaciasnej konserwy, poupychać, ogłosić monolit i niech oto stanie się monolit. Śmieszne. Chyba jakoś czuję się za wolną duszą na to wszystko. Każą chodzić na czerwono, będę chodzić na czerwono, wymyślą to i tamto, pozmieniają siamto, człowiek się dostosuje, podporządkuje, ale „nie wszystek umrę” jak mawia poeta. Niech kto chce robi sobie z siebie pajaca, ja jak już muszę to mogę być, jak mi się zachcę stańczykiem ;-)))))

  5. Avatar for Maciej Bennewicz

    Zaskoczony jestem że czytam na tym blogu o polityce. Zauważyłam że polityka przyciąga coraz to więcej uwagi. Najlepszym przykładem tego są ostatnie wybory w USA. Wydaje mi się że w 2012, 2008 mniej osób pasjonowało i przeżywało w Polsce te wybory które właściwie nawet ich nie dotyczyły. Dla mnie politycy to najwięksi „socjologiczni aktorzy ” których widownią jest społeczeństwo. Ja przyjmuję taki punkt widzenia że politycy nie są tacy jak wyglądają tylko jak ich w stanie odczytywać ich elektorat, oni dla nas grają tak abyśmy byli oczarowani, pochłonięci emocjami najczęściej negatywnymi do opozycji.
    Jeżeli chodzi o decyzje które podejmują to uważam że często jest paradoks paradoksu czyli najgłupsze działania powodują najlepsze rezultaty w krótkoterminowej a i może długofalowej przyszłości.

  6. Avatar for Maciej Bennewicz

    Panie Macieju,
    Działanie to czasami świadome czekanie na wiatr, obserwowanie pogody, przygotowanie żaglówki, zbieranie i szkolenie załogi. Z daleka widać, że żaglówka nie płynie więc żeglarz poniósł porażkę, ale jak zawieje wiatr to ciężko pracująca załoga wykorzysta jego moc.
    Potraktujmy rzeczywistość jako wielką naukę, że bez budowania wspólnoty co wiąże się z dzieleniem się swoim czasem, uwagą. Tak traktuję Pana blog.
    Sam zacząłem wyczuwać strach tak jak inni, ale może to wybudzenie ze snu w który wpadliśmy zasłuchując się w bajkę, iż w 1989 roku dobro wygrało a zło nigdy nie wróci.

  7. Avatar for Maciej Bennewicz

    Frustracja i złość wewnętrzna narasta, coraz bardzie wszyscy się w niej dusimy. Wylewa się na ulice, zakrada do domów, sklepów , spotkań znajomych. Czy osiągnie masę krytyczną? A jeśli, to będzie rewolucja? Oby nie, ona zawsze oczekuje ofiar( zrugały krwawych). Zaskakujące jak mało jest prób znalezienia wspólnego mianownika stron skonfliktowanych a jedynie punktuje się wzajemną głupotę czy inne zarzuty. Lekarstwo na dzisiejsze dni? Chyba życzliwość dla drugiej osoby, w dniu codziennym, domu pracy , na ulicy. Więcej uśmiechu i pozytywnego spojrzenia, nawet jeśli przyszło nam iść ciemnym lasem, pełnym wyjących wilków.

  8. Avatar for Maciej Bennewicz

    Smutek i refleksja uruchomiły się we mnie gdy czytałam ten wpis… Świadoma jestem tej zatrutej konsumpcją, nienawiścią, interesownością rzeczywistości … Jednak na co dzień tak często doświadczam, obserwuję gesty i zachowania pełne troski, miłości, uważności, zainteresowania, że musi mieć to wartość i chronić przed zagładą, samozagładą… chcę mieć taką nadzieję.

  9. Avatar for Maciej Bennewicz

    Dziękuję za wspaniały wpis Panie Macieju

  10. Avatar for Maciej Bennewicz

    Niecierpliwie czekałem na kolejny wpis. Doszedłem po nim do wniosku, że tylko idąc drogą i świecąc przykładem jesteśmy w stanie wpłynąć na świat. Bo jaki jest sens np. pchać się w politykę? Żeby walczyć z wiatrakami? Co zmienić jak większość tkwi w schemacie?

    Jeszcze brakuje społeczeństwu masy krytycznej aby nadeszła (chyba niezbędna) rewolucja.

Dodaj komentarz