Tao. Dwanaście. Korzyści ze strat?

korzyści i straty
korzyści i straty

– Ukrywanie przed sobą? Korzyści czerpane z doznawanego cierpienia? Dziwcie się, że to w ogóle jest możliwe? Po co ludzie sobie to robią? Owszem, to jest możliwe. Umysł człowieka lgnie do dwóch stanów: preracjonalizacji i postracjonalizacji.

– Pre…racjo…nalizacji? – spytał uczeń.

– Owszem, wraz z rozwojem zdolności umysłowych gatunek ludzki zaczął nazywać, porządkować, nadawać znaczenie i sens wszystkiemu, czego doświadcza – stwierdził mistrz. – Podobnie działa nasza skłonność do odnajdywania we wszystkim na co patrzymy twarzy ludzkich – zaśmiał się. – Patrzysz na chmury – twarz, patrzysz na samochody – twarze, na pyszczki zwierząt – twarze, na góry i doliny – twarze. Zapamiętywanie twarzy pomagało tworzyć grupy, rozpoznać swoich, spostrzegać obcych, innych, chorych a potem ich oczywiście eliminować z grupy. Obcy od zarania dziejów był przecież „niebezpieczny”. Mógł nieść zarazę a co gorsze inne poglądy i wartości, które zagrażały nieomylności grupy i jej przywódców – mistrz znowu się zaśmiał lecz tym razem śmiech był raczej gorzkim westchnięciem niż radosnym chichotem. – Pre, czyli przed racjonalizacja – kontynuował. – Zanim coś się wydarzy już „wiemy co się wydarzy” – mistrz zaakcentował słowo „wiemy”. – Umysł zamyka przyszłość w fantazjach na jej temat i co gorsza wydaje mu się, że wie jak będzie a potem już tylko tańczy jak sam sobie zagrał. Tak działają samospełniające się wróżby. Jeśli już wiesz, że coś nie będzie ci smakowało wzbudzasz w sobie niechęć i nie ma mowy żebyś przełknął choćby kęs potrawy.

– A postracjonalizacje? – spytała Ula.

– Po jakimś wydarzaniu, doświadczeniu, przebytej sytuacji za wszelką cenę nadajemy jej sens. Najczęściej albo w postaci mechanizmu słodkich cytryn albo kwaśnych pomarańczy. Zdarzyło się bolesne, nieprzyjemne wydarzenie? Myślimy sobie… „o, nie było znowu takie najgorsze, wcale nie było tak kwaśne, jak można było się spodziewać, to minimalna strata”. Ominęło nas coś przyjemnego? Spodziewana korzyść przeszła przed nosem? Wtedy powtarzamy sobie „ta pomarańcza wcale nie była tak słodka jak sądziliśmy, wcale nie żal doznanej straty, nie była tak wielka, nie była nawet warta naszego zainteresowania.” Oba mechanizmy chronią ludzką psychikę od urazów. Jeśli dodajemy do tego „plusy ujemne”, czyli na przykład korzyści z chorowania, z życiowej martyrologii oraz dołożymy ukrywanie przed sobą różnych, niewygodnych prawd, niezbyt dla nas korzystnych, to mamy komplet mechanizmów pozwalający na życie w zwariowanym świecie.

– Więc jednak to korzystne mechanizmy – stwierdził Glenn.

– Do pewnego stopnia tak – potwierdził mistrz – jeśli jednak przestajesz realnie oceniać swoje życie i karmisz się wyłącznie post i preracjonalizacjami, to zaczynasz wieść życie w głowie odrywając się od rzeczywistości. Dlatego ludzie budują swoje plusy ujemne, czyli poczucie wartości na przykład na chorowaniu, doznanej stracie, unikach, krzywdach prawdziwych lub wydumanych. Nikt nie jest tak chory i tak ciężko doświadczony jak ciocia Malinowska, nikt nie jest tak dzielny jak wujek Nowak, który z wszystkim dokoła walczy, z każdą sprzedawczynią w sklepie i z każdym sąsiadem. Nikt nie jest tak dzielny jak kuzyn Kowalski, który został sierotą w dzieciństwie, nikt nie jest tak bardzo zasłużony jak twoja matka, która się dla ciebie poświeciła i tak bez końca.

– A życie mija – stwierdził sentencjonalnie uczeń.

– A życie mija i toczy się w głowie, w przeszłych urazach i w lękach o przyszłość – potwierdził mistrz.

Tao. Dwanaście. Korzyści ze strat?
Oceń artykuł

Udostępnij:

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

4 komentarzy

  1. no to jest wyzwanie…

    z jednej strony uspiona czujnosc ,gdy masz juz poczucie ,ze jestes w czyms dobry…rosnaca pycha,bledy odsuwane w cien ,postracjonalizowane…..”nie dalo sie lepiej,zrobilismy wszystko co w naszej mocy”…gdy ta moc wcale nie zostala w pelni uzyta,zastapila ja rutyna,niedbalstwo ,schemat.

    z drugiej czasem nieadekwatny feedback,wynikajacy ze zlego humoru czy prywatnych frustracji zwierzchnika, ktory skresla takze wszystko to ,co zostalo pozytywnie wykonane,obniza poczucie wartosci,. zwlaszcza opinie niewypowoedziane w cztery oczy lecz za plecami osoby ,ktorej dotycza-przyklejaja ocene nieudacznika czy osoby niekompetentnej .dzialaja toksycznie.rodzi poczucie krzywdy.

    nikt chyba nie lubi krytyki i nieprzyjemnych uczuc zwazanych z wykryciem niekomepetencji

    ale czasem to jedyna,albo najkrotsza droga ,zeby nauczyc sie wiecej…

    najskuteczniej uczymy sie na wlasnych bledach,bo sa powiazane z emocjami. najlepiej na bleadch ujawnionych przed madrym nauczycielem.

    takim ,ktory zacznie „nie bierz tego personalnie”…
    albo w luznym tlumaczeniu „przeciez nie jstes glupia ,ale jesli tak to ujmiesz,ktos pomysli ,ze jestes”
    mozna tez ujac to inaczej,”robisz beznadziejna robote,jestem toba rozczarowany,mialem o tobie lepsze mniemanie”….
    coz z tego wynika???

    zycze sobie i wszystkim umiejetnosci przyjmowania krytyki,odroznienia konstruktywnego feedbacku od nic nieznaczacych cudzych emocjonalnych atakow…. madrych przewodnikow,przed ktorymi mozna odslonic braki i udoskonalic umiejetnosci,zamiast skrywac i spychac w cien niedostatki wlasnych kompetencji.

    ale jak to M. trafnie ujal-kontakty miedzyludzkie to ruletka.
    nawet mistrzowie maja slabszy dzien. i slabe punkty,bolace zeby..i tez popelniaja bledy.

    gdy stane po drugiej stronie,niech mi sie to czkawka odbije ;))))))zanim kamieniem rzuce w kogokolwiek
    ;))))))))))))00

  2. Ja się odrealniam przy czytaniu, to mi wystarcza :) Ostatnio ciągle ktoś mnie przekonuje, że jak mam Hashimoto, to muszę też mieć celiakię, a nie mam. Mam na to papier, kiedyś przez przypadek miałam w tym kierunku specjalnie specjalne badanie. I mogę sobie gadać, mój papier nie jest ważny, jakiś dr z youtube powiedział, że wszyscy z Hashimoto mają celiakię i powinni odstawić gluten. Ostatnio po FB poszło info, że ludzie z Hashimoto statystycznie żyją 10 lat krócej. Znając moje stawanie okoniem, dociągnę do setki i jeszcze parę lat dłużej, żeby zrobić statystykom na złość ;) Tylko kto tyle ze mną wytrzyma ;)

  3. I jeszcze w „tańcu rzeczywistości” znalazłam fragment, w którym Fromm mówi do Jodorowskiego:
    „-Człowiek, który nie wyzwolił się, to znaczy, nie odciął do końca kazirodczych więzi z matką, z rodziną i z ziemią, parzy na wszystko jak na ciężar, nie wiedząc dokładnie, kto dźwiga ten ciężar”.

  4. Za odwagę życia cenię bardzo Thomasa Szasza. Psychiatrę antypsychiatrę, który właściwie zbudował swój autorytet atakując „choroby psychiczne”, „pranie brudów na terapiach z ojcowskim bezapelacyjnie nieomylnym podejściem terapeuty”, przymusowe hospitalizacje. Zdążył jeszcze powykładać na dość wysokim stanowisku zanim wydał słynny „Mit choroby psychicznej” i Go wyrzucono. Zarzucano mu brak wiedzy, mało broniono faktu, że jego stanowisko było po coś. Tak zogniskowane, wyzwala do jakiejś wolności wewnętrznej i zewnętrznej, której nic tak skutecznie nie odbiera jak system (system hospitalizacji, diagnoz, ciągnących się psychiatrycznych etykietek, czasem to najgorsze degradacja społeczna).
    Powiedział: „kontrolując słowa, kontrolujemy ludzi”. I miał rację. Trochę jestem świadomie dziś w głównym wątku nie na temat. Uchwyciłam się tych twarzy i silnej potrzeby kontroli i lęku przed krytykę…

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.